Odcinek 705: Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, 1940 rok

Z dziennika Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej

28 maja 1940 roku
27 maja ważyłam 48 kilo. Ładne buty. Bezkarnie się martwić nie można. Zauważyłam
już schudnięcie ramion, szyi, małość biustu, brak podbródka, zeschnięcie twarzy – ale myślałam, że to złe lustra. Powietrze jest tu bardzo złe, wilgoć, stęchlizna, kanały, no i amatorska kuchnia, którą prowadzę dla Lotka, a nie dla siebie, zrobiła widać swoje. W każdym razie jedno zmartwienie in plus. Odżywiam się więc od dzisiaj intensywniej. Tylko pod kloszem strachu jakże się dobrze czuć? Jakiż okropny niepokój, co za sytuacja! Leopold [król Belgii] oddał broń. Włosi iść mają na Francję, Szwajcaria może się poddać lada dzień. Lyon jest miejscem bardzo niebezpiecznym. Ja bez Lotka ruszyć się nie mam ochoty, komplikacje, zresztą nie bardzo mam za co jechać, bo pierwszy jeszcze nie zaraz, aż w sobotę. Rozłączenie się teraz z Lotkiem to bardzo ciężka rzecz i błagam św. Antoniego o pomoc. [...]
Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Wojnę szatan spłodził. Zapiski 1939–1945, Agora 2012, s. 37.

Komentarze

  1. No proszę; a siostra Poetki, Magdalena, zaklinała na wszystko, żeby zapisków nie publikowac...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jej zaklęcia i za życia nie pomogły, a 40 lat po śmierci Samozwaniec w ogóle straciły moc.

      Usuń

Prześlij komentarz