Odcinek 544: Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, 1939 rok


Z zapisek Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej

Niedziela 17 grudnia 1939 roku
Maria Pawlikowska-Jasnorzewska.
Mieszkamy w znakomitym hotelu Union Palace na ul. Kossowskiej. Europejska przyzwoitość tego hotelu budzi tęsknotę nieokreśloną (60 dinarów noc)... Co mnie uratuje od tej melancholii i tego okropnego ubrania, ubabrania, nie ubrania. Ile by to trzeba tysięcy (czego?), aby tę stajnię Augiasza, którą jest moja garderoba, przewalczyć. Zniszczyć płaszczysko ponure, suknię głupią niebieską i kapturek, szapturek ordynarny. Wszystkie te rzeczy są w złym guście, i już...

Trzy dni w hotelu Union Pałace w Belgradzie po 60 dinarów za pokój z jednym łóżkiem i kanapą. Środa, odjazd wcześnie rano, z towarzystwem Lamów z Warszawy (dr Stanisław). Jedziemy w mróz i niezłą pogodę. Kupiliśmy w Belgradzie 100 l benzyny po 6,20 dinara, później 20 l w Osijeku. Nocowaliśmy w Slatinie, Lamowie obok, ciepło i dobrze, 50 din. za pokój. Rano w piątek odjazd. Zgubiliśmy Lamów po drodze do Zagrzebia. Będą wściekli, a wszystko to przez ich szofera, który nie chce do Francji z obawy przed wojną i chce ich wstrzymać na granicy włoskiej lub szwajcarskiej. Lam jest załamany i boi się też jak cholery Paryża.

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Wojnę szatan spłodził. Zapiski 1939–1945, oprac. Rafał Podraza, Agora 2012, s. 30–31.

Komentarze

  1. Nie wiem, czy to uprzedzenie, czy coś innego, ale jest coś irytującego w zachowaniu poetki, która (przynajmniej z tego, co czytałam) w listach do męża czy też w notatkach dosyć często pisze o ubraniach czy rzeczach, które kupowała, chociaż nie miała na nie pieniędzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasnorzewska do ostatnich chwil życia chciała wyglądać ładnie, czuć się kobieco - nam to wygląda na ekstrawagancję, ale to chyba po prostu była część jej osobowości. Podczas wojny też marzy o strojach, futrze i cieszy się każdym zakupem - to poprawiało jej samoocenę i nastrój.

      Usuń
    2. Nie krytykuję jej i nie oceniam, bo nie żyłam w tamtych czasach.
      Czytając jej listy miałam jednak wrażenie, że cały czas chroniona i separowana od rzeczywistości tak do końca nie wiedziała, co się dzieje wokół.

      Usuń
    3. Chyba z tym separowaniem i chronieniem to nie do końca tak było; w kwestie służbowych przydziałów męża była zaangażowana, wiedziała też, co się dzieje dokoła.

      Usuń
    4. To ja tylko szybciutko polecę zapiski wojenne MPJ, świeżo wydane.

      Usuń
    5. Mam jej listy i notatki z czasów wojny

      Usuń
    6. Pamiętam, że w jakimś wspomnieniu o Marii czytałam o tym, jak nie pasowała do emigracyjnego środowiska Polaków - nie rozumiała tego, co dzieje się w kraju i bez przerwy narzekała na niewygody, niesmaczne jedzenie, etc.
      Oczywiste jest to, że na takie wspomnienia zawsze należy brać poprawkę, ale z jakichkolwiek książek o siostrach Kossak wyłania się obraz trzpiotek, które niezbyt przejmowały się codziennym życiem, byle tylko mieć nowe perfumy i miłego adoratora przy boku. Dlatego skłonna jestem w przytoczone wyżej wspomnienie uwierzyć.

      Poza tym (to już zupełnie poza tematem), irytuje mnie niezwykle próba zrobienia z Madzi Samozwaniec patriotki, jaką miała się okazać w czasie drugiej wojny światowej. Niektórzy z jej przyjaciół opisywali ją niemal jak bohaterkę wojenną, a bohaterka na początku lat 40. martwiła się jedynie o to, jak codziennie podać na Kossakówce obiad z trzech dań.
      Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, jak trudna była sytuacja ludzi w tamtych czasach i wiem, jak łatwo jest ich dzisiaj oceniać z perspektywy wygodnego fotela, niemniej jednak uważam, że skoro Magdalena w czasie wojny po prostu próbowała przeżyć, to należy to zrozumieć i odłożyć na półkę. A nie tworzyć mity.

      O ile kiedyś bardzo lubiłam siostry Kossak, o tyle dzisiaj irytują mnie ich wspomnienia i wspomnienia na ich temat. Wyłaniają się z nich kobiety, który w gruncie rzeczy nie były jakimiś porywającymi osobowościami - uroczymi, owszem, ale nie fascynującymi.

      Usuń
    7. Wiele gorzkich słów Maria napisała o emigrantach i nawet jeśli weźmiemy poprawkę na przesadę wywołaną własną sytuacją, niekoniecznie było to bezpodstawne. Nie wiem, kto robi z Madzi bohaterkę wojenną, ale akurat są wspomnienia o Samozwaniec i gestapowcach, którzy urządzili kocioł na Kossakówce. Nie zachowała się wtedy jak trzpiotka. A na przeżyciu w tamtych czasach skupiała się większość społeczeństwa i trudno się dziwić, że i Samozwaniec chciała przeżyć i zachowywać jakieś pozory normalności. Fakt, nie ma po co do tego dorabiać legend, ale akurat z taką legendą się nie spotkałem.

      Usuń
    8. Milu, mnie też zaciekawił wątek gloryfikacji wojennych losów Madzi. Nigdy się z tym nie spotkałam. Wydaje mi się mało prawdopodobne, żeby sama Samozwaniec ten temat jakoś szczególnie rozwijała, bo łączył się z bardzo bolesnymi sprawami. Mam na myśli córkę, Teresę, i to, co robiła w czasie okupacji. Nie sądzę, żeby Madzia mogła swobodnie mówić o wojnie pomijając ten smutny rozdział.

      Usuń

Prześlij komentarz