Odcinek 169: Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, 1942 rok

List Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej do męża, Stefana Jasnorzewskiego

Wtorek, 8 grudnia 1942 roku
Imieniny, godzina siódma wieczór

Bajbaczku kochany. Mowa jest o futrze, które przyszło dziś o piątej przy podwieczorku. Kocham to futerko, bo jest ono cudnym podarkiem od Panka. Kocham je, bo dołączony jest do niego list gorący. I za to, że jest miękkie jak puch, leży jak nigdy nic innego nie leżało, ani najmniejszej poprawki być nie może. I za to, że w nim będę, jeśli nic nieprzewidzianego, od czego Boże broń, nie zajdzie, będę w nim chodzić po Krakowie z wesołą twarzą n[a] p[sa] u[rok]. I za to, że taką mi niespodziankę zrobiło, aż mi serce szybciej bije. Bo co jak co, ale tego nie przeczuwałam – dziś i tak nagle, i wspaniale.
I za to, że jest świadectwem, jaki to obermąż z pana Robaka, aż ludzie gęby pootwierały, gdy pokazałam trzy listy na imieniny jednego dnia – wszystkie od męża! Bajbaczku, wielkie dzieło to jest ofiarować komuś dzisiaj cudne pierwszorzędne futro. Nawet podszewkę ma z sajety niepodrabianej, panie dziejski, prawdziwa kitajka, mospanie. Nie masz pojęcia, jakie jest piękne, a list równie ciepły, miękki i złoty.
Upojona tym prawdziwym szczęśliwym wydarzeniem – najładniejsze futro w moim życiu dotychczasowym, ściskam, wzruszenie opanowując, pana Robaka mojego ślicznego, najlepszego. Zima w takim futrze już nie taka groźna. Może ono ją złagodzi pod każdym względem? – takie jest pogodne i amerykańskie, wyjątkowo piękne, naprawdę! Ależ Żyd się musiał zdziwić i ucieszyć. Pięknie zapakował w pudło i bibułki białe.
Prędko raz jeszcze ściskam i wysyłam list.
Lilka. Wspomnienia o Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, oprac. Mariola Pryzwan, Państwowy Instytut Wydawniczy 2010, s. 113–114.

Komentarze

  1. Teraz byłby strach tak latać w futrze. A nuż by się jaka aktywistka trafiła z puszką farby :)

    OdpowiedzUsuń
  2. zacofany.w.lekturze8 grudnia 2011 09:07

    Toteż coraz mniej mężów do kupowania takich prezentów:D

    OdpowiedzUsuń
  3. A po Krakowie już sobie Lilka w tym pięknym futrze nie pochodziła niestety...

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale co miała chwilę szczęścia, to jej.

    OdpowiedzUsuń
  5. A tak...
    Bo futro, podobnie jak diamenty to przyjaciel kobiety;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzisiaj to już chyba sztuczne futro (bo aktywistki z farbą) i kryształy Svarowskiego (bo wyzysk górników w RPA) :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytając ten list, pełen zachwytów, czułości ("pan Robak mój śliczny" i te sprawy) zastanowiłam się, czy inaczej wyglądałby ten list, gdyby zamiast futra pani Lilka dostała ot, "tylko" kartkę z życzeniami? Z tego co wiem, była dosyć kapryśną osobą... Podejrzewam, że Bajbaczek nie byłby już tak kochany jak jest na samym wstępie...

    OdpowiedzUsuń
  8. On był kochany z definicji, aczkolwiek niejakie wyrzuty go spotykały, jest coś takiego w innym liście:) Ale "kochanym Robakiem i Bajbakiem" był zawsze:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Pewnie tak - miałam na myśli całą wymowę listu. Tu z każdego słowa wyłania się jej radość z tego, że ma futro. Ale gdyby to było coś, co by jej nie przypadło do gustu?

    OdpowiedzUsuń
  10. Myślę, że nawet jakby dostała kilo cukru, to wyraziłaby radość, chociaż może nie roztkliwiałaby się, że taki biały i słodki:)

    OdpowiedzUsuń
  11. No, to całe szczęście :) Bo jednak męża trzeba kochać i być dla niego miłą i czułą, nawet gdy futra nie kupuje, prawda? :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Jako mąż z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że tak:P Może wtedy więcej żon doczekiwałoby się upragnionych futer:)

    OdpowiedzUsuń
  13. A zatem, drogie panie! - bądźmy dobre dla mężów na zimę... bo wiadomo... futro na zimę - przyda się :D

    OdpowiedzUsuń
  14. MAM! Dostałam do poczytania prawie 900-stronicowy tom listów Marii z lat 1928-1945. Już się nie mogę doczekać lektury, ale chyba po nocach przyjdzie mi to czytać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zzieleniałem z zazdrości:P A nie będziesz miała przypadkiem skanera pod ręką w czasie czytania? Czytelnicy Płaszcza byliby Ci dozgonnie wdzięczni:)

      Usuń
    2. Nie miałam śmiałości proponować :) Może nie czytam ze skanerem w ręku, ale czegóż się nie robi dla Czytelników Płaszcza :) Zwłaszcza, że książka jest nie do kupienia. Sprawdziłam.

      Usuń
    3. To że jest nie do kupienia, to wiadomo od dawna, niestety. A ja ją miałem w ręku na wyprzedaży i pożałowałem 80 zł:((( Jeśli udałoby Ci się dostarczyć jakichś ciekawych listów, to masz miejsce w galerii zasłużonych dla Płaszcza plus liczne bukiety i podziękowania pod notkami:D

      Usuń
    4. Teraz wyjdzie, że robię to dla chwały i sławy:D

      Usuń
    5. Nie, nie, robisz to dla zbudowania czytelników i poszerzenia ich wiedzy:)

      Usuń
    6. Pięknie to napisałeś:)

      Usuń
    7. Mam listy. Chyba teraz są dostępne wszędzie. Jak ktoś nie ms a chciałby to mogę pożyczyć.
      A.S.

      Usuń
    8. Bardzo dziękujemy za propozycję, ale przypuszczalnie chodzi o listy wojenne Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, które mamy. Ten wymarzony biały kruk to "Listy do przyjaciół i korespondencja z mężem" (Wydawnictwo Kossakiana, 1998 rok, 895 stron).

      Usuń

Prześlij komentarz