Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zawieyski Jerzy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zawieyski Jerzy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 lipca 2014

Odcinek 1103: Jerzy Zawieyski, 1955 rok

Z dziennika Jerzego Zawieyskiego

8 lipca 1955 roku, Zalesin-Ustka
W Zalesinie, gdzie siostry samarytanki prowadzą zakład dla dzieci upośledzonych umysłowo. Zajmują dla swoich celów wychowawczych całą wieś, opuszczoną przez Niemców. W każdym domku jest kilkoro dzieci pod opieką siostry - tworzą odrębną rodzinkę z własną kuchnią, własnym ogródkiem i gospodarstwem. Praca sióstr z dziećmi tak ciężko upośledzonymi przekracza wszelkie wyobrażenie o normalnej pracy ludzkiej. Nie można z tych nieszczęsnych dzieci niczego wydobyć, niczego ich nauczyć i nie zawsze zdolne są spełnić najprostsze polecenia. Tylko zakonnice, które w tej beznadziejnej pracy widzą głębszy i wyższy sens religijny, mogą wytrwać w świadczeniu miłosierdzia.
Dzieci mniej upośledzone dały coś w rodzaju widowiska z powodu mego przyjazdu. Tańczyły, śpiewały, inscenizowały. Patrzyłem ze ściśniętym sercem i nie mam słów na wyrażenie podziwu dla sióstr, które zdołały choć to minimum ruchu i śpiewu z dzieci wydobyć.
Stanisława Umińska.
Przełożoną domu jest matka Benigna, współzałożycielka zgromadzenia samarytanek. Historia matki Benigny jest wstrząsająca i wręcz sensacyjna. Była aktorką, bardzo wybitną, sławną, znaną pod nazwiskiem Stanisława Umińska. Grała genialnie Puka w Śnie nocy letniej, Niewidomą w Świerszczu za kominem, Nika w Marii Stuart Słowackiego. Widziałem ją w tych rolach i nigdy nie zapomnę wielkiego wrażenia, jakie wywierała swą grą.
I oto w roku bodajże 1927 [właśc. 1924] stała się w jej życiu straszliwa tragedia, która wstrząsnęła już nie tylko Polską, lecz całym światem. Mąż [właśc. narzeczony] Umińskiej, utalentowany pisarz i rzeźbiarz Jan Żyznowski, ciężko chorował na wątrobę i nerki i w stanie bardzo poważnym przewieziono go do Paryża, dla dokonania operacji przez głośnego chirurga. Operacja nie dała wyników, chory bardzo cierpiał, stan był beznadziejny. W strasznych mękach Żyznowski dogorywał, nie mogąc znieść cierpień. Błagał Umińską, by mu skróciła życie. Umińska, powodowana miłością do Żyznowskiego, posłuchała go i wystrzałem z rewolweru pozbawiła męczarni konania.
Specjalny sąd przysięgłych w Paryżu uniewinnił młodą, utalentowaną aktorkę. Mogła wrócić na scenę, mogła pracować i rozwijać swój wielki talent. Ale Umińska nie widziała już możliwości dotychczasowej pracy. Wstrząs był zbyt wielki, zbyt głęboki. Wstąpiła do klasztoru benedyktynek we Francji. Prędko stamtąd wystąpiła. Wróciła do kraju i tu spotkała się z założycielką nowego zgromadzenia, matką [Wincentą] Jaroszewską, i do tego Zgromadzenia Sióstr Samarytanek wstąpiła. Odtąd świat o niej nic już nie wiedział.
Stanisława Umińska w czasie rozprawy w Paryżu.
Dziś poznałem matkę Benignę, dawniejszą świetną, wielką artystkę. Niewiele się zmieniła i chyba piękniej jeszcze wyglądała w habicie zakonnym niż dawniej. Pewno ma już około 60 lat, ale sprawia wrażenie osoby trzydziestokilkuletniej. Ani śladu zmarszczek, a oczy ma młodzieńcze, prześliczne, ciemnogranatowe. Habit nieco ją wydłuża, jest wyższa niż ją zapamiętałem ze sceny. Mówi cicho, nieco pospiesznie i wyczuwa się jej ciągły niepokój. [...]
Później przyszły inne siostry, przyszli księża i matka Benigna gdzieś odeszła. Widziałem ją po raz wtóry przy pożegnaniu. Żadnego uśmiechu, nic zdawkowego, smutny, trochę chłodny, ale uprzejmy rodzaj pożegnania - nic więcej. [...]
Przyszedł dowcipny, śliczny list od Zbyszka Herberta. Jest na wyprawie kajakowej, ale zimno i leje ciągle. W chwili załamania doznał metafizycznej pewności, że „Wszystko jest z Wody i Wszystko jest Mokre". [...]
Jerzy Zawieyski, Dzienniki, t. 1, Ośrodek KARTA 2011, s. 121-122.

poniedziałek, 12 maja 2014

Odcinek 1046: Jerzy Zawieyski, 1968 rok

Z dziennika Jerzego Zawieyskiego 

12 maja [1968 roku]
Wiadomości z Krakowa, że okolicami w dzień i w nocy sunie na południe ku granicom Czechosłowacji armia radziecka. Czy to tylko pogłoski, czy prawda? O niemożliwości demokratyzacji w ustroju socjalistycznym rozmawiałem wczoraj z Zabłockim.
Dziś w przemówieniu Cyrankiewicza, które miał w Zabrzu, aluzja do Czechosłowacji. „Imperializm tylko czeka na najmniejszą lukę, aby w nią wtargnąć - powiedział premier. - W tych warunkach - mówił dalej - walka o czystość ideologiczną, bojowość komunistyczną i jedność całego obozu wymaga skupienia całej naszej energii." Aluzja przejrzysta, niepozbawiona grozy. Wszystko teraz zależy od rozumu Czechów, aby procesy odnowy dokonywały się powoli i w obrębie partii. Ale czy tak będzie?
Dzień wielkiej depresji. Mimo to usiłowałem czytać.
Radzieckie czołgi na ulicach Pragi, 1968 rok.
Jerzy Zawieyski, Dzienniki, t. 2, Ośrodek KARTA, Instytut Pamięci Narodowej 2012, s.760.

niedziela, 19 stycznia 2014

Odcinek 933: Jerzy Zawieyski, 1964 rok

Z dziennika Jerzego Zawieyskiego

19 stycznia 1964 roku
[...] Po południu na występie Marleny Dietrich, która ukazała się jak królowa we wspaniałych gronostajach. Nie robi wrażenia zbyt starej, ale, niestety, mimo świetnej, młodzieńczej figury, mimo znakomitego makijażu - chwilami jej prawdziwe lata wyłaziły na wierzch i to nie wiadomo jak ani którędy. Śpiew Marleny Dietrich, który odznaczał się tym, że artystka raczej tekst grała niż śpiewała, był czymś prawdziwie wstrząsającym. Dwie piosenki najbardziej się podobały: Śniadanie (ktoś nalewa kawę, pije, odchodzi bez słowa, bez spojrzenia) i Noc w Izraelu (zwierzęta krzyczą, bo głodne, dziecko płacze, bo samo). Wielkie też wrażenie wywarł śpiew Warum? Wieczór wspaniały.
Wczoraj byliśmy ze Stasiem na filmie Felliniego Osiem i pół. Nie wiem, dlaczego nie zanotowałem tego faktu we wczorajszej notatce. Zapewne zbytnio przejąłem się akcją Wolnej Europy, skierowaną przeciwko Stommie i całemu Kołu Poselskiemu „Znak". Film Osiem i pół jest na pewno arcydziełem sztuki filmowej w ogóle, nie tylko dziełem Felliniego. Jest to jakby film o filmie, więc antyfilm, poetycki, symboliczny, ostatnie słowa języka filmowego o współczesności. Film, nie literatura ani malarstwo, ani muzyka, jest w awangardzie sztuki w ogóle. Nie jestem w stanie o niczym myśleć, tylko o tym filmie.
Przed północą wyjazd do Zakopanego.
Osiem i pół Federico Felliniego.
Jerzy Zawieyski, Dzienniki, t. 2, Ośrodek KARTA, Instytut Pamięci Narodowej 2012, s. 369.

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Odcinek 906: Jerzy Zawieyski, 1968 rok

Z dziennika Jerzego Zawieyskiego

23 grudnia 1968 roku
Jerzy Zawieyski.
[...] Po południu Staś zaczął ubierać choinkę. Trochę mu pomagałem, a raczej pomagając - przeszkadzałem. [...]
Myślami wracam do Dziennika Nałkowskiej. Porównuję ze swoim dziennikiem. Różnica ogromna. Tak jak skłonny jestem do liryzmu, egotyzmu, zwierzeń - nie pozwalam sobie zbytnio na nadużywanie tej mojej skazy. Zapewne dlatego, że dzieje się dookoła mnie zbyt wiele z dziedziny obiektywnej, w co jestem uwikłany ponad miarę. Fakty, i to nie byle jakie, są ważniejsze od moich subiektywnych doznań i przeżyć. Mój dziennik więcej chyba mówi o czasie, w którym żyję niż o mnie samym. Ale może się mylę! W sądach o faktach i wydarzeniach obiektywnej natury nie jestem sprawiedliwy tą sprawiedliwością, która wymaga rozwagi i dystansu. Piszę na gorąco, bez literackiego zamysłu, za to szczerze. Szczerość niech mnie tłumaczy i usprawiedliwia. Dziennik Nałkowskiej jest literaturą, mój dziennik dokumentem. I świadectwem czasu.

Jerzy Zawieyski, Dzienniki, t. 2, Ośrodek KARTA, Instytut Pamięci Narodowej 2012, s. 827.

niedziela, 28 lipca 2013

Odcinek 758: Jerzy Zawieyski, 1955 rok

Z dziennika Jerzego Zawieyskiego

28 lipca 1955 roku
Ksiądz Jan Twardowski.
[...] Zaszedłem na Żoliborz do znakomitego poety, ks. Twardowskiego. Czytał mi swoje wiersze, jeden z nich jest mnie dedykowany. Wiersze są zadziwiające prostotą i pięknością. Jest w nich ogromny urok. Są autentyczną poezją, bardzo dojrzałą, swoistą. Odkrywczość treści, wszystko jest nasycone realiami życia kapłańskiego. To właśnie jest nowe i odkrywcze. Twardowski mówi najzwyklejszym słowem o Bogu, mówi tak, jak się modli. Dlatego jego poezja jest jak modlitwa. On także, jak s. Katarzyna, promieniuje swoją świętością. Zetknięcie z nim jest wielkim przeżyciem. Zawsze wychodzę od niego z poczuciem grzechów i win, lecz równocześnie z czymś radosnym, z ufnością wobec Boga. Myślę też zawsze, że pięknie jest być księdzem. Wiele mu zawdzięczam i cieszę się, że i on obdarza mnie sympatią i, jak powiada, uznaniem. Wyjaśnił mi też Ewangelię z ostatniej niedzieli. Bardzo mądrze i trafnie. [...]
Jerzy Zawieyski, Dzienniki, t. 1, Ośrodek KARTA 2011, s. 129.

środa, 20 marca 2013

Odcinek 637: Jerzy Zawieyski, 1955 rok

Z dziennika Jerzego Zawieyskiego

20 marca 1955 roku

Zofia Nałkowska
[...] Szukałem czegoś w paczce z listami - i oto nasunęła się kartka, pisana przez Zofię Nałkowską w 1953 roku. Jest to kawałek świetnej prozy, którą tu notuję: Jestem tutaj - zdziwiona i niedowierzająca, że to jeszcze ja. Kraj piękny, słoneczny, zielony i raczej zimny. Wpadłam w mnóstwo ludzkich najdziwniejszych biografii. A charaktery! I nieprzejrzana nowość zetknięcia się najdalszych przeciwieństw. Myślę, gdzie jesteś. Ja tutaj. Sanatorium 1, pokój 71. Coś napisz. Z.N. Takie były zawsze jej kartki i listy. Gotowe do druku, nieosobiste. Straszny żal, że Zofii nie ma. [...]
Jerzy Zawieyski, Dzienniki, t. 1, Ośrodek KARTA 2011, s. 81.