Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zarębińska Maria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zarębińska Maria. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 marca 2013

Odcinek 634: Maria Zarębińska, 1939 rok



List Marii Zarębińskiej do przyszłego męża, Władysława Broniewskiego

Łuck, 17 marca 1939 roku
Maria Zarębińska i Władysław Broniewski w Zakopanem.
Syneczku mój drogi, maleńki.
Jakubek [Pieszczotliwe przezwisko Marii] siedzi w tej chwili w najelegantszym loka­lu stolicy Wołynia — Patria — słucha dość podłej „duszoszczypatielnej” muzyki i wyje z tęsknoty za Tobą.
Podróż przeszła o tyle nie bardzo, żeś nie zauważył, że ten wagon nie szedł bezpośrednio do Łucka, i mu­siałam się o g. 7 rano przesiadać w Kiwircach. Zajecha­łam do „najwytworniejszego” hotelu „Savoy” (5 zł do­ba). Wagonu teatru nie było jeszcze wcale w Łucku (oni przyjechali dopiero o 10 rano). Z samego rana mia­łam w hotelu przygodę. Biorąc pokój nie zauważyłam, że są drzwi boczne i jakiś facet-sąsiad słyszał rozmowę z portierem, że pytałam o teatr, że kazałam się obudzić o 11.30, pytałam o drogę do teatru. No i zamiast por­tiera ten sąsiad zaczął mnie budzić, chciał włazić do pokoju, gadał przez drzwi, że sobie wyobraża, jaka mu­szę być ładna, że widzi przez dziurkę jaka, itd. Słowem, zrobiłam awanturę od rana. Zmieniłam pokój. [...]
Łuck, lata międzywojenne.
Jestem dziś na prawach gościa i życie ani grosza mnie nie kosztowało. Kiziu moja najdroższa, morduś moja ukochana. Położę sobie pod poduszkę Krzyk, a fotkę przy łóżku na szafce i tak zaśniemy. Pojęcia nie masz, jak zabawnie wygląda to miasto. Nie widziałam cały dzień ani jednego auta. Śnieg leży na polach. Jest zim­niej niż w Warszawie i straszne kłopoty z klozetami — nie ma, trzeba chodzić do takich na podwórze albo wprost za stodołę. Szkoda, że aniołkowie albo ptaszęta nie mogą za człowieka załatwić tych funkcji i jakoś wynieść (jak tego rabina). A propos kawału — to opo­wiadał Strachocki pyszny autentyk. Na przyjęciu dla aktorów w Dubnie poznał wytworną panią, która za­częła bawić inteligentną rozmową aktorów i mówiła tak: „Z pana musi być straszny Lelewel” (okazuje się, miało znaczyć lowelas) i że przechodziła męki Dyndały (zamiast Tantala). Ładne,  co? Przysięgali, że auten­tyczne. Syneczku, idę na Cyrana — więc dobranoc. Śpij spokojnie. Nie przechodź mąk Dyndały. Kochaj mnie i napisz, napisz zaraz, bo się tu czuję tak jakoś głupio — i tak daleko od Promenady [Zarębińska i Broniewski mieszkali na ulicy Promenady 17]. Pocałuj swego Jakubka. Dobranoc.
Twoja Maria

Od bliskich i dalekich: korespondencja do Władysława Broniewskiego, oprac. Feliksa Lichodziejewska, Państwowy Instytut Wydawniczy, 1981, t. 2,  s. 343-345.