Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyspiański Stanisław. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyspiański Stanisław. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 20 marca 2014

Odcinek 993: Stanisław Wyspiański, 1892 rok


List Stanisława Wyspiańskiego do Karola Maszkowskiego

Paryż, 20 marca 1892 roku
S. Cloud 20. 3. Paris. Karolu! piszę do ciebie a obok mnie siedzi ten, co do ciebie też pisze — że piszę ja i że ten drugi pisze to najlepszym dowodem że chcemy tu ciebie mieć albo być tam gdzie ty jesteś — już pod wieczór — chłodno — słońce zaszło — ptaki świergocą — nikogo wkoło nas — siedzimy na wale niezbyt wysokim w parku, przed nami łąka płowa i za nią lasek ponury płowy i fioletowy — gdzie te ptaki świergocą i tęsknie zawodzą — z daleka bardzo czasem jakieś jęki dzwonów — i echa jakiegoś śpiewu — na łączce kilka wysokich krzaków, z baziami — przed chwilą rwaliśmy te bazie, co miało dziwne wrażenie i przypominało mi w tej pustej okolicy sceny z Czyśca Dantego — niebo seledynowe — lasek fioletowieje i szarzeje coraz więcej — sosen grupa na lewo co jeszcze niedawno gorzała promieniami pomarańczowego koloru — teraz zimna — zielona — dziwna pustka i płowość całego peizażu — tak cicho, że najdalsze dolatują echa — — — — jak one daleko giną — może dolecą do ciebie — może od ciebie tu przylecą. — — — —
zgadnij resztę. — — —
Stanisław Wyspiański —

Wnętrze pracowni paryskiej, mal. Stanisław Wyspiański, 1892 rok.
Listy Stanisława Wyspiańskiego do Karola Maszkowskiego, oprac. Maria Rydlowa, Wydawnictwo Literackie 1997, s. 202.

sobota, 14 grudnia 2013

Odcinek 897: Stanisław Wyspiański, 1890 rok

List Stanisława Wyspiańskiego do Karola Maszkowskiego

Kraków, 14 grudnia 1890 roku
[...] Wczoraj podziwiałem Damę kameliową, gdzie występowała p. Helena
Helena Modrzejewska
jako Dama Kameliowa.
[Modrzejewska] w przepysznych toaletach i 4 akty zrobiły na mnie wielce estetyczne wrażenie, ale akt ostatni był cokolwiek zanadto drażniący męczący; choroba jej była oddana z całą powagą ale niemiłe i przykre zostawia wspomnienie. — Mehoffer kupił sobie już bilet na drugie przedstawienie tejże sztuki i w ogóle zaopatrzył się jeszcze w cały szereg biletów, ja zdaję się, że poprzestanę na tem com dotąd widział, resztę będę się starał sobie wyobrazić. — Dzisiaj wieczorem jest raut w Sukiennicach ku uczczeniu Modrzejewskiej z deklamacjami, elektrycznością, muzyką i śpie­wem. — w teatrze zaś artyści wszyscy tutejsi odtań­czą polonaisa również na jej cześć. Dowiedziałem się o tem z ust pewnej młodziutkiej blondynki — z kół teatralnych, gdzie zaczynam robić znajomo­ści, właśnie z ust córeczki pani Berwaldowej, owej starej obrzydliwej baby, kasjerki naszego teatru, — z którą tak się ujadać trzeba, zanim się biletów dostanie. Otóż ta panienka przyszła dzisiaj do mnie, ale nie do mego mieszkania, tylko na miejsce umó­wione; tam rozplotła swoje blond warkoczyki a ja rysowałem i malowałem jej główkę i zauważyłem że z profilu nieźle wyglądała a w rozmowie i w sposo­bie wypowiadania i wygłaszania zdań przypominała niezwykle dawniejszą pannę Justynę Gunther, niezawodny typ pensjonarki —; a propos pensjona­rek właśnie dzisiaj wieczór widziałem nową, świeżą dziewczynę z pięknemi wyrazistemi i wymownemi oczyma — brunetkę, która mi się dziwnie podobała i która może stanowczo podobałaby mi się bardzo, gdyby mi się nie podobała więcej ta, do której ona jest podobna i którą przypomina, żeby już raz o tych dziewczętach skończyć, to jeszcze dodam że mieliśmy iść dzisiaj z Mehofferem do X. Eustachego celem pożegnania go, bo wyjeżdża do Lwowa jako profesor katedry historyi kościelnej, i przy tej sposobności mieliśmy nadzieję spotkać tam pannę Płachecką — tę małą piękniutką, a że myśleliśmy że nie zastaniemy O. Laurentego w domu, mieliśmy ochotę zająć się głównie młodziutką płcią piękną. Szyki mi się jednak pomieszały, wezwany musiałem iść gdzie indziej, a Junek, który miał na mnie punkt trzecia czekać pod Karmelitami, zziąbł porządnie i zmarznął, ale się nie doczekał, bo ja przyjść nie mogłem, bo ja byłem już czem innem zajęty, myślałem o czem innem a mianowicie jak przy końcu powieści trapiłem się tem, że mi nie dano czasu zjeść obiadu i że musiałem istnieć o głodzie od rana do godziny 9ej wieczór, czego ci nie życzę nigdy ...

amen—  ... [...]
Listy Stanisława Wyspiańskiego do Karola Maszkowskiego, oprac. Maria Rydlowa, Wydawnictwo Literackie 1997, s. 17–18.


sobota, 8 czerwca 2013

Odcinek 716: Stanisław Wyspiański, 1890 rok

List Stanisława Wyspiańskiego do Lucjana Rydla

Chartres, 8 Czerwca 1890 roku
Żeby wyrazy mogły mieć barwy, słowa zdolne były wyrazić czucie i uniesienia na widok arcydzieł sztuki i piękna przyrody, zdania doborem dźwięku oddać głos — i gdyby myśl starczyła za słowa a nie potrzeba było przedmiotu pośredniego — — toby to może jakoś wszystko w opisie takim wyglądało ale tak to będzie tylko notatka, do której obecnie z góry już czuję niechęć bo jeszcze na to wszystko patrzę, co opisuję, ale do której z chęcią bym wrócił, gdy mi przyjdzie stąd przenieść się gdzie indziej — w istocie, aby uczucie nabrało upodobania w sobie samem, trzeba się chcieć go pozbyć — aby wrażenia mogły się dać odczuć powtórnie z tą samą siłą, musi upłynąć trochę czasu; byśmy z tęsknotą do nich po¬wrócić mogli, — — kiedy je już widzimy minione —
za jakąś jasną mgłą senną. — jak patrzymy na bladą zieleń łąk poprzez pęki promieni słonecznych — jak obserwujemy dno strumienia przez jego szybę szklanną. — — wrażenie które przypomina twarz dziewczęcą za woalką i ten jakiś ton blady liliowy co jakoby muślin rozsłania się na obrazach Puvasa de Chavannes.
Do Chartres miałem wyjechać. — rozgorączkowany byłem ciekawością i chęcią jak najprędszego poznania katedry. Według obliczenia godzin kolejowych — miałem stanąć na miejscu o pierwszej w nocy a że noc była widma pełnią i bladem światłem księżyca więc czas zapowiadał się dobrze.
Już z wagonu zarysowała się czarno sylweta wyniosłego kadłuba katedry i jej dwu wież
Domy w Chartres, w tle wieże katedry,
rys. Stanisław Wyspiański, 6 VI 1890 roku.
spiczastych, rzucając się w oczy od razu wspaniałością i powagą dominującą nad otoczeniem.
— minąwszy część miasta tuż przy kolei — znalazłem się na szerszym placu skąd widać katedrę już z bliska, z jej płaską fasadą — wspaniałą ciemną rozetą na frontonie — szeregiem królów na szczycie — i długiemi smugami czarnemi okien — aby do niej dojść trzeba przejść przez wąskie uliczki ale jakże piękne — malownicze — kręte i wysokie, domki szczupłe z wystawkami na chodnikach, ogrody na piętrach — mury obrosłe spadającemi winowemi liśćmi — terrain nierówny, idzie się to w górę to w dół — i wreście katedra. — 
oblana pełnem światłem księżyca — wyglądała jak widmo wiekowe zastygłe i zakamieniałe z pojęciami średniowiecznymi — panujące dziś jeszcze ogromem swoich kształtów — bogactwem dekoracji i zdobnością — fasada płaska — bez silnych zagłębień — ubrana wielolistną różą czerniejącą na jej czole, ujęta ramionami dwu wież, spinających się w górę — i prześcigających się wzajemnie; — — niższa romańska pełna powagi i dumna wybiegła w górę wysokim szczytowym dachem. — — druga ubrała się w XV wieku wielą szczegółów architektonicznych, upstrzona łukami i różami — panuje swoją wesołą i swobodną wyższością.
— w portalach na dole stanęły szeregiem długie wąskie zastygłe postacie królów i świętych. — —
Szeroki plac z boku pozwala się przyjrzeć katedrze
z wielu stron. —
z boku przepyszna — szkarpy zszeregowane, potężne masy kamienne wyglądają jakby las skał, przyparty do ściany kościelnej —
na linii transeptu wysunęła się naprzód loggia o szerokich wysokich wschodach — otwarta szerokiem gankiem, — zatoczona trzema potężnemi — łamanemi łukami — rysującymi się ostro na tle czarnych głębi wnęków — — a wszystko dekorowane wielą szczegółów — pokreskowane bogatemi dekoracjami — z mnóstwem rzeźb figuralnych — —
ponad loggią góruje fronton transeptu znowu z rozetą w środku, po bokach dwie wieże nie skończone — —
absyda obstawiona rusztowaniami ——
restaurują — ——
.......... zatrzymywałem się długo przed katedrą pozwalając się porwać wrażeniu — — [...]
Stanisław Wyspiański, Listy do Lucjana Rydla, t. 1, Wydawnictwo Literackie 1979, s. 50–52.

poniedziałek, 2 lipca 2012

Odcinek 376: Stanisław Wyspiański, 1893 rok

List Stanisława Wyspiańskiego do Karola Maszkowskiego

Paryż, 2 lipca 1893 roku
Kochany Karolu!
Stanisław Wyspiański, Atelier paryskie, 1893 rok.
za parę dni będę już w nowem mojem atelier, ponieważ chcę być swobodnym i sam wynająłem drugie dla siebie [...]. – Jest z tego taki zysk dla ciebie, że skoro przyjedziesz, będziesz miał darmo atelier do 8ego października, i możesz każdej chwili przyjechać [...].
Ja wciąż przemyśliwam nad sposobem pożyczenia pieniędzy – bo nie mogę sobie poradzić inaczej, zewsząd wołają na mnie o pieniądze a ja nie mam nic – Zaczynam już po trocha dostawać zamówienia na portraity – po 20 franków ale klientów mało i to wszystko nie starczy na pokrycie długów i wykończenie okna lwowskiego.
Włosy mi stają na głowie, bo mi koniecznie potrzeba bogatego przyjaciela jak to bywa w kabale, który by mi dawał pieniądze i czekał cierpliwie aż ze mnie co będzie – Cóż, kiedy właśnie jest przeciwnie – wszyscy czekają aże ze mnie co będzie, potem dopiero może by mi dali, ale potem to ja nie będę potrzebować, a teraz mogę takiej kryzys nie przetrzymać – –
I jak tu nie zazdrościć lada durniowi co ma na wszystkie potrzeby i niewiele jest wart. – twoje położenie jest po prawdzie zupełnie takie samo jak moje, więc wybornie mię zrozumiesz że mi taka sytuacja całkiem umysł absorbuje, i niepokoi że jestem zdenerwowany wciąż jakbym był w gorączce. –
Pomyśl sobie być w Paryżu, rozumieć go, i nie móc w niczem brać udziału – nie móc nigdzie iść dla braku ubrania, móc zaledwie chodzić po ulicy, i wiedzieć że na to nie zasługuję abym tak był od wszystkiego odsunięty. –
Nawet mię niecierpliwi do ciebie pisać – przyjedziesz to będziemy rozmawiać – [...]
Nie potrzebujesz się żenować z przyjazdem, bo i tak przez pierwsze tygodnie zajmiesz się miastem i nie będziesz siedział ciągle w domu. – –
pozdrów kolegów i wszelkich moich znajomych i spytaj czy mi który nie zechce pożyczyć 200 złr. – jeśli żaden, to im się jeszcze raz kłaniaj –
i przyjedź jak będziesz miał za co.
Stanisław Wyspiański
[...]
Listy Stanisława Wyspiańskiego do Karola Maszkowskiego, oprac. Maria Rydlowa, Wydawnictwo Literackie 1997, s. 286–288.

niedziela, 11 grudnia 2011

Odcinek 172: Stanisław Wyspiański, 1890 rok

List Stanisława Wyspiańskiego do przyjaciela, Karola Maszkowskiego

Kraków, 11 grudnia 1890 roku, wieczorem
Stanisław Wyspiański z przyjaciółmi,
styczeń 1893 roku. Stoją od lewej: Stanisław
Wyspiański, Lucjan Rydel, Karol Maszkowski;
siedzą od lewej: Henryk Opieński,
Stanisław Estreicher.

spieszę się do teatru na Adryannę [wszystkie spektakle z Heleną Modrzejewską] – wczoraj wysłuchałem cierpliwie Dalili, gdyby nie to że Dama kameliowa jutro, nie poszedłbym do teatru pomimo dawno już kupionego biletu, tak straszliwie te wieczorne wycieczki teatralne czas zabierają –. Instalowałem się w mojem nowem mieszkaniu, mam święty spokój, jutro kupuję olejne farby na rozkaz mistrza Matejki, pojutrze zaczynam malować olejowo –
Pokoik mój jest bardzo milutki, jest w jego urządzeniu coś średniowiecznego, choćby samo upięcie zasłon nad łóżkiem; znowu mam tych samych świadków moich samotnych chwil, co i roku zeszłego a mianowicie ów stół drewniany długi, podobny do tego we fresku [Ostatnia Wieczerza] Lionarda (a propos: nie zapomnijże widzieć tej mozaiki „cenacolo”). Wziąłem się do rysowania i malowania herbów dla kościoła P[anny] Maryi – i prezentowałem dzisiaj Matejce moje studia aquarellowe. [...] Ze szkołą naszą sprawa załatwiona w sposób znany [Wyspiański i Maszkowski nie dostali zgody na wyjazd do Paryża] – i nie potrzebuję ci pisać, bo cię nie chcę obrazić, sądząc o tobie, że byłbyś tak niedomyślny – – Dalibóg że spodziewam się jutro mieć list od Ciebie – aż góry ci oświadczam że najlepiej zrobisz, jak do nikogo więcej pisał nie będziesz. – Spotykam twoich znajomych ze wszelkich kół i jeśli tęsknisz za nimi, to ja który mam ich już dosyć (tj. po uszy) mogę ci część z tych wrażeń udzielić i mogę ci, ale tylko na wyraźne życzenie, co o nich napisać – – –
w końcu zapytuję, czy dosyć wyraźnie pisałem litery abyś mnie przeczytał, bo co się tyczy myśli, pozawiązywałem je naumyślnie, abyś się bawił rozwiązywaniem.
Stanisław W.
Listy Stanisława Wyspiańskiego do Karola Maszkowskiego, oprac. Maria Rydlowa, Wydawnictwo Literackie 1997, s. 8–9.