Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wilska Teresa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wilska Teresa. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 10 września 2013

Odcinek 802: Teresa Wilska, 1944 rok

Z dziennika Teresy Wilskiej, „Bożeny”, harcerki z hufca Stare Miasto

10 września  1944 roku
Śródmieście, ul. Moniuszki. Kuchnia powstańcza.
Od  rana  walą   „berty”,  co  chwila  nadlatują  samoloty. Jest rozkaz, żeby wszyscy przebywający na kwaterze schodzili w czasie alarmu do piwnicy. Siedzimy z „Lusią” w kuchni i gotujemy obiad. W tych warunkach nie należy to do  zajęć  łatwych  ani  miłych.  Po   powrocie  ze  schronu, kuchnię często zastajemy zasypaną szkłem i gruzem. Kocioł przewrócony lub zasypany śmieciami. Trzeba od początku rozpalać, wyciągać z garnka kawałki szkła i tynku. Raz nawet, ale to było później, kiedy nie miałyśmy już sufitu, w kotle znalazły się łuski od naboi z broni pokładowej. Garnki są ciężkie a chodzi o to, żeby jak najszybciej doprowadzić wszystko do porządku i zdążyć coś ugotować przed następnym nalotem. Toteż ledwo przelecą samoloty, biegniemy  na  górę.  W  wolnych  chwilach  przychodzą  do „Lusi” z prośbą o zmianę opatrunku. Pamiętam Serba czy Chorwata, którego poparzyła „szafa”. Całe ręce miał obandażowane.  W  czasie  opatrunku  skarżył  się  jak  dziecko, a potem wodził za „Lusią” pełnym wdzięczności i zachwytu wzrokiem. Coś opowiadał i tłumaczył, ale niewiele rozumiałyśmy.
Teresa Wilska.
Po południu siedzieliśmy na dole chwilowo bezrobotni. Chłopcy rozprawiali o zaletach stenów i innych parabelek. „Brzdąc” dowodziła, że z jej „piątki" ktoś zabił konia.
— No to chyba musiał mu lufę do oka przyłożyć, i to nie jestem pewien wyniku — żartuje któryś.
Udaję, że ta rozmowa nie interesuje mnie. To jakiś duch przekory. Zawsze pasjonowałam się strzelaniem. Od smarkacza tata uczył nas strzelać. Teraz, kiedy wszystkie dziewczęta starają się nosić choćby najmniejszą pukawkę, ja twierdzę, że wcale mi na tym nie zależy. Zresztą naprawdę jestem szczęśliwa, że nie muszę strzelać. Wiem, że do wszystkiego można się przyzwyczaić i gdybym musiała, pewno bym to robiła, ale wcale o tym nie marzę. Strzelanie na strzelnicy, to zupełnie co innego. Tu trzeba zabijać; mimo że to są Niemcy, byłoby mi bardzo trudno.
—  A ty nie postarasz się o jakąś broń — pyta siedzący koło mnie „Lolek”.
—  Nie. Po co? I tak nie strzelam, a nosić od parady nie mam ochoty.
—  W każdym razie powinnaś umieć z tym się obchodzić. Chcesz to ci pokażę.
—  Jak ci tak na tym zależy, to pokaż — mówię bez wielkiego zapału, ale kiedy chłopak rozkłada swego stena  patrzę uważnie.
—  Druga drużyna zbiórka!
Część  chłopców  zrywa  się  i  wychodzi.  My  zostajemy.
Cyt. za: Pełnić służbę... Z pamiętników i wspomnień harcerek Warszawy 1939-1945, red. Anna Zawadzka i Zofia Zawadzka, Państwowy Instytut Wydawniczy 1983, s. 446-447.

środa, 1 sierpnia 2012

Odcinek 406: Teresa Wilska, 1944 rok

Z dziennika Teresy Wilskiej, „Bożeny”, harcerki z hufca Stare Miasto

1 sierpnia 1944 roku 
Teresa Wilska, „Bożena”.
[...] Jest po czwartej [...] Słychać coraz bliższe strzały. Zaszywam się w najdalszy kąt i myślę co z nimi? Dla mnie wciąż jeszcze jest wsypa, która tak często kończy się tragicznie. Ktoś rozentuzjazmowany krzyczy: „Patrzcie, patrzcie!
Ktoś inny ciągnie mnie za rękę.
— „Bożena, zobacz! Niechętnie podchodzę do okna.
Ulica jest prawie pusta. W bramach stoją chłopcy, niektórzy z bronią, w opaskach na ramieniu. Wycofuję się do swego kąta. Udaję zmęczoną i nie dzielę entuzjazmu reszty. Boję się. Po prostu okropnie się boję... O siebie, o nich, o wszystkich. Więc to tak wygląda... Przecież wiedziałam, każdy o tym wiedział. To strzały, krew, śmierć, a jednak w myślach i marzeniach to było zupełnie co innego. Dziewczęta są rozentuzjazmowane, pełne zapału. Chyba ja jedna siedzę w kącie. Myślę stale o tamtych, jak by w tej chwili nie walczyło już całe miasto. Radość i podniecenie gdzieś się rozwiały. Zdaje mi się, że zaszło coś bardzo złego. Jestem zupełnie rozbita i boję się, tak strasznie się boję. Któraś ze stojących przy oknie dziewcząt woła:
— Patrzcie co on robi?... Flagę wywiesił, flagę!
Mały, kilkuletni chłopiec wybiegł z bramy. Przebiegł ostrzeliwaną ulicę, wdrapał się na budkę z papierosami i wywiesił pierwszą na naszej ulicy flagę. Zmuszam się, żeby podejść do okna. W bramie niknie właśnie chłopiec. Nad kioskiem powiewa biało-czerwony sztandar. Ulica jest pusta, jakby wymarła. Powoli zapada zmierzch. Nie mamy nic do roboty, nie mamy żadnych rozkazów. Nie pozwolono nam nawet włożyć opasek. Jest już zupełnie ciemno. Ulica huczy strzałami. Zapadam w niespokojną drzemkę. Ktoś budzi mnie na kolację. Rozdają chleb i kawę. Potem kładziemy się gdzie się da. Zasypiam. Kiedy budzę się ponownie, jest noc. Podchodzę do okna mokrego od deszczu. Strumienie wody zalewają ulice. Słychać rzadkie strzały. Czasem zaterkocze cekaem. Nad miastem łuny pożarów. Gdzieś z głębi ulicy dochodzi przeciągły jęk rannego. Nie mogę słuchać, wracam na swoje miejsce. Jęk powtarza się i odbija strasznym echem w pustych tunelach ulic. Pamiętani to wrażenie lęku i przygnębienia jakie towarzyszyło mi całą noc. Nie, to nie było nic przemyślanego. Za mało orientowałam się w sytuacji. Mimo 18 lat podchodziłam do sprawy Powstania z dziecięcym zaufaniem, pełna zapału i zachwytu. To po prostu zetknięcie się ze śmiercią, łuny pożarów, ciemna, hucząca strzałami ulica i ten jęk okropny, przeciągły jęk, na który nikt nie odpowiadał. Gdzieś. na ulicy ginął człowiek zupełnie sam. Widocznie nie można było do niego dotrzeć.
Kulę się w kącie. Zatykam uszy i znowu zapadam w półsen. Budzi mnie nagły ruch. Przez naszą salę przechodzi kilku, częściowo umundurowanych i uzbrojonych chłopców z opaskami na rękawach. Jeden, widocznie dowódca grupy, zamienia parą słów z „Krzyśką. Potem zwraca się do swoich i wydaje rozkazy. Chłopcy wybiegają. Zostaje dowódca grupy i jeszcze jeden, z lornetką na szyi. Wychodzę na balkon. Po chwili odzywają się strzały, a zaraz po tym w ciszę nocy padają słowa: „Oszczędzajcie filipinki! Oszczędzajcie filipinki! Ta sylwetka oficera wychylonego na pełną strzałów ulicę i powtarzany przez echo ochrypły głos — „Oszczędzajcie filipinki — prześladował mnie przez całe Powstanie.
Cyt. za: Pełnić służbę... Z pamiętników i wspomnień harcerek Warszawy 1939-1945, red. Anna Zawadzka i Zofia Zawadzka, Państwowy Instytut Wydawniczy 1983, s. 277-279.


Wywiad z Teresą Wilską: http://ahm.1944.pl/Teresa_Wilska