Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wierzyński Kazimierz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wierzyński Kazimierz. Pokaż wszystkie posty

środa, 9 stycznia 2013

Odcinek 567: Kazimierz Wierzyński, 1935 rok

Kazimierz Wierzyński, Recenzja „Chicago” Maurine Watkins 

9 stycznia 1935 roku

Teatr Aktora: „Chicago” Maurine Watkins; reżyseria Stanisława Perzanowska
Stefan Jaracz.
W Teatrze Aktora jest jeden aktor, który zasłużył na własną scenę — ale cóż z tego, skoro go tam nie widać!
Bo Teatr Aktora to pseudonim Stefana Jaracza. On ukrył się pod tym nazwaniem, on wskazał drogę publiczności, on związał ze swoim talentem wiele nadziei i oczekiwań.
Tymczasem Jaracza w jego własnym teatrze jest tyle co na lekarstwo. Przy tym w miarę czasu jest go coraz mniej. W Moralności pani Dulskiej odbył swój spacer na Wysoki Zamek i, wyrzekłszy jedyną sakramentalną kwestię, poszedł na kawę. W Madame Sans-Gene trzeba było czekać pół przedstawienia, aż J.C. Mość mogła się zjawić i rozgorzeć przed widownią. W Chicago zabijają Jaracza w pierwszym obrazie, po kilku minutach pobytu na scenie. Jeśli tej zbrodni dokonano dlatego, żeby świetny talent nie wygłupiał się w ponurej bredni — zabójstwo to jest aktem szlachetności i jedynym jasnym punktem przedstawienia. Jeśli jednak nie, to w następnej z kolei sztuce zdematerializowany Jaracz będzie już chyba tylko głosem zza sceny. Stefan, nie daj się! My ławą przy Tobie!
Komedia „Chicago” w Teatrze Aktora w Warszawie.
Aktorzy podczas próby.
Chicago jest ciemną szmirą, której słucha się z niesmakiem i uczuciem zawstydzenia. Chodzi tam rzekomo o stosunki w sądach amerykańskich, ale jest to chodzenie na głowie. I to na głowie bardzo nieprzytomnej. Walka przeciw krzywdzie i niedoli przy pomocy nóg odsłoniętych powyżej pończochy jest rozrywką niewskazaną i niebezpieczną. Na takiej zabawie można nie wiadomo jakie nogi połamać.
Oczywiście nie uniknięto tej katastrofy. Nie dość że sztuka stanowi arcydzieło ordynarności i prostactwa, nie dość że przeznaczona jest dla gruboskórnych ichtiozaurów intelektualnych i artystycznych! W teatrze zmieniono jeszcze jej ton satyryczny w jakiś nieprzytomny szmonces i wyuzdanie skeczowe. Reakcją równie silną, jak stosowane efekty, była najżywsza antypatia do utworu i wykonania.
Z rzetelnych wysiłków aktorskich należy podkreślić pracę Zarębińskiej, Daniłowicza i Juliusza Ł[uszczewskiego]. W rozszalałej kakofonii przedstawienia usiłowali nie utracić poczucia taktu Dąbrowska, Jaraczówna, Kossowska, Gruszecka i Benda.
Talent reżyserski Perzanowskiej miał widocznie chwilę głębokiego zapomnienia. Tłumacz okazał tyle wstydliwości, że ukrył swoje nazwisko.
My chcemy Jaracza! My chcemy Jaracza w teatrze godnym jego imienia!
Komedia „Chicago” w Teatrze Aktora w Warszawie.
Zespół aktorski podczas próby.
Kazimierz Wierzyński, Wrażenia teatralne, Państwowy Instytut Wydawniczy 1987, s. 168-169.