Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Weekley Frieda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Weekley Frieda. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 kwietnia 2013

Odcinek 653: David Herbert Lawrence i Frieda Weekley, 1913 rok

List Davida Herberta Lawrence'a i Friedy Weekley do Ady Lawrence Clarke

San Gaudenzio, Włochy, 5 kwietnia 1913 roku
[David]: Kochana Siostrzyczko: obawiam się, że zmartwisz się tą nowiną, ale mimo wszystko niedługo przyjedziemy do Anglii — Frieda chce być w pobliżu dzieci. Zostaniemy tu, gdzie jesteśmy, mniej więcej przez tydzień, potem pojedziemy też na tydzień do Werony, aby spotkać się z siostrą Friedy po jej powrocie z Rzymu, a stamtąd do Anglii. Przez jakiś czas zamieszkamy w Cearne, a potem pewno w Sussex. Myślę, że zobaczymy się z Tobą między Wielkanocą a Zielonymi Świątkami. Jeszcze do Ciebie napiszę, podając dokładną datę.
Vincent van Gogh, Kwitnące drzewo brzoskwini.
Tutaj jest ślicznie, mieszkamy w fermie położonej wysoko na zboczu góry. Na należącym do niej gruncie, który rozciąga się na milę wokoło, rozpościerają się winnice i gaje oliwne. Siedzę w opustoszałym gaju cytrynowym, nagrzanym przez słońce. Pełno w nim małych kwiatków, podobnych do hiacyntów — rosną tu dziko w górach — są i fiołki... Na tle szarych drzewek oliwnych pięknie kontrastują różowe kwiaty brzoskwiń oraz białe kwitnące wiśnie i grusze. Ogromnie lubimy naszych gospodarzy, są życzliwi i serdeczni. Wieczorem grywamy razem w kuchni w rozmaite gry. W niedzielę zebrała się czteroosobowa orkiestra — wiolonczela, mandolina i dwie gitary, zasiedli w kącie podwórza i grali dziwnie brzmiące, piękne włoskie melodie, a my tańczyliśmy. Przyszli także wieśniacy z innych górskich ferm, a wśród nich przystojny zadzierżysty mężczyzna z drewnianą nogą. Mimo to wywijał z zapałem z Friedą i panią Anthony, naszą przyjaciółką, która także tu mieszka i jest bardzo dobrą tancerką. Jak więc widzisz, nieźle się tu zabawiamy. Twój ostatni list sprawił Friedzie wielką uciechę. Służy jej za broń przeciwko mnie, za dowód, jakim trudnym i niemiłym osobnikiem jestem w bliższym współżyciu. Staram się jej wytłumaczyć, że Twoje słowa mają wręcz odmienny sens.
L. znaczy Lorenzo. Pani Anthony nazywa mnie Lorenzo, gospodarze — signor Lorenzo. Oczekuję pewnego listu, który powinienem wkrótce dostać. Dość dawno nie miałem żadnych ważnych wiadomości. Mam nadzieję, że niedługo się zobaczymy. Pracuję teraz nad powieścią znacznie pogodniejszą od Synów i kochanków. Musisz mi szczerze powiedzieć, co myślisz o tej książce — na pewno mnie za nią znienawidzisz, ale ja uważam ją za wybitną. Pewien mój przyjaciel wykonał właśnie bardzo efektowny projekt okładki. Jeszcze nie skończyłem poprawiać szpalt, przyznam Ci się, że mnie to piekielnie nuży.
Trudno mi sobie wyobrazić, że będę w Anglii. Czasem wątpię, czy to dojdzie do skutku. Nie mam ochoty znów znaleźć się w mojej ojczyźnie, ale bardzo cieszyłbym się, gdybyście przyjechali do nas, do Ashdown Forest, na Zielone Świątki. Kiedy to.będzie — dwa albo trzy tygodnie po Wielkanocy? Pióro mi wyschło, więc musiałem wrócić do mieszkania.
Całuję Cię, jak się skończyło z tym rowerem, co z grzywną? 
Frieda Weekley.
[Frieda]: Tak, jestem Ci nieskończenie wdzięczna, Twój list przyszedł w momencie gdy L. tak mnie zgnębił, że zaczęłam uważać się za wyrzutka społeczeństwa, za niegodną miana istoty ludzkiej i uwierzyłam, że jego cierpienie jest wyłącznie moją winą. Twój list był więc dla mnie pomocą zesłaną przez Wszechmogącego. Wydaje mi się, że L. dobrze wygląda, ale nasze życie jest niewątpliwie ciężkie, choć ostatnio zaczynam nabierać nadziei, że najgorsze jest poza nami, to znaczy udręka moich dzieci, choroby i inne utrapienia. L. jest naprawdę bardzo dobry i przeżywa wszystko równie ciężko jak ja. Z przyjemnością Cię zobaczymy, będziemy prowadzili bardzo spokojny tryb życia do czasu ślubu. Zresztą bardzo nam to odpowiada. (L. mówi, że za dużo do Ciebie piszę, już jest o Ciebie zazdrosny!!!). Zawsze mu mówię, że chciałabym, żeby był taki miły jak Ty... więc do prędkiego zobaczenia.
David Herbert Lawrence, Listy, oprac. Krystyna Stamirowska, tłum. Zofia Sroczyńska, Wydawnictwo Literackie 1984, s. 91-92.