Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Watteville Antoinette de. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Watteville Antoinette de. Pokaż wszystkie posty

środa, 12 czerwca 2013

Odcinek 712: Antoinette de Watteville, 1935 rok

List Antoinette de Watteville do rodziny

Wtorek, 12 czerwca 1935 roku
Kochani moi!
Czekacie zapewne z niecierpliwością na wiadomość ode mnie, ale ponieważ
Antoinette de Watteville i Balthus.
poczta odchodzi tu raz dziennie i lepiej samemu dostarczyć list do pociągu, nie miałam dotąd okazji podzielenia się z Wami pierwszymi wrażeniami z Europy Wschodniej. Dziś mamy pierwszy dzień słoneczny, więc opalam się po raz pierwszy w parku. Park zaś jest zachwycający, podobnie zresztą jak cała okolica. Ze wzgórz i pagórków rozciąga się widok na liczne małe jeziora, które należą do majątku. Wygląda to bajkowo. Niemal wszystkie wzgórza pokryte są lasami iglastymi i liściastymi, więc możecie sobie wyobrazić, jak podoba mi się to wiejskie życie. Wrócę do domu bardzo opalona i z pewnością gruba, gdyż trzy razy dziennie wypijam tu miskę mleka, a do tego jajka, masło i ser. Niestety, Mina zaraziła się odrą od swej młodszej siostry (dzięki Bogu, ja już chorowałam na odrę) i musi teraz leżeć w tak piękną pogodę. Ma już się wprawdzie lepiej, ale wstanie dopiero za dwa dni. Jej rodzice są uroczy, zwłaszcza ojciec, który jest może tylko nieco zbyt „niemiecki". Jest tu też 14-letni chłopiec i dwie dziewczynki — 11 i 9 lat. Dwójka innych dzieci jest w Rydze, zatem rodzina jest ogromna. Wuj, pan von Hahn, również ma czworo dzieci, a piąte ma się urodzić w przyszłym miesiącu. Młodzieży tu więc nie brakuje. Małe dzieci wuja ogolone są na łyso i chodzą na bosaka jak dzieci chłopskie. Wszystko jest tu zresztą niewyobrażalne prymitywne. Nie ma urządzeń higienicznych, więc pozwoliłam sobie na wielki luksus i podwędziłam jedyną miednicę w domu. Każdego ranka przynoszą mi dzban ciepłej wody, co pozwala mi zaspokoić moje własne potrzeby. Zagadką jest dla mnie, jak myją się pozostali. Mój pokój mieści się w ogrodowym domku, pokrytym gliną pobielaną wapnem. Od kiedy Mina jest chora, mieszkam tu sama. Obok mieszka gość wuja, Niemiec, raczej głupi i strasznie gadatliwy. Materace zastąpiono tu siennikami, które cudownie pachną i są w dodatku bardzo miękkie. Wystarczy wymościć sobie dziurkę w środku i spać jak w gnieździe. Wielki dom, z piękną jeszcze fasadą, był niegdyś dworem polskim należącym do niejakiego hrabiego Mirskiego. Była tu też oranżeria, kiedyś za¬pewne wspaniała. Dziś, niestety, wszystko jest zniszczone. Cały region zdewastowała wojna, nie spłonęły jedynie — jakimś cudem — mury domu. Kleistowie budują nowy dom, więc ten umeblowali minimalnie, co sprawia, że wygląda biednie i pusto. W lecie to nie ma znaczenia, ale w zimie musi być strasznie. Jest tu też dość brudno. Choć domowników jest wielu, nie robią nic w tym względzie i sami są strasznie brudni. Już się do tego przyzwyczaiłam i pomimo dość podejrzanego zapaszku w Hotelu Centralnym w Dyneburgu nie znalazłam tam pluskiew. Nie należy tu jednak stosować „klisz europejskich". Widuje się tu wiele typów rosyjskich, z długimi brodami i koszulami pod szyję. Mówią między sobą po białorusku, nie po polsku. Od wczoraj staram się mówić kilka słów po polsku, ale to język bardzo trudny i nie umiem zapamiętać słów, które nie mają nic wspólnego z tym, co znamy. Wymowa jeszcze gorsza. Znalazłam małego Berlitza, z którym mam spory kłopot. Polska nauczycielka dzieci, która uwielbia dawać lekcje, zajmie się moim rozpaczliwym przypadkiem.
No dobrze, teraz muszę już biec na obiad. Niech Robi napisze, czy jedzie do Meklemburgii. Nie sądzę, by można tu było jeździć konno. Widziałam konie, ale tylko robocze. Pozdrowienia
Bébé
http://kultura.onet.pl/wiadomosci/intymna-korespondencja,1,5367932,artykul.html

Za dzisiejszą notkę serdecznie dziękujemy Ani (Czytanki Anki)