Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Watowa Ola. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Watowa Ola. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 lutego 2012

Odcinek 224: Ola Watowa, 1942 rok

List Oli Watowej do męża, Aleksandra

1 lutego 1942 roku
Ola Watowa.
Ol. Jak Cię nazywać! Kochanym, Drogim! — Jesteś moim Losem, moim Przeznaczeniem, moim Życiem. Dzięki składam Opatrzności za to. Płakałam i śmiałam się, czytając Twój list. Ta niepewność, że może serce moje odmieniło się, a jednak ofiarowujesz mi się cały, cały na resztę życia.
Ol. Nigdy może nie byłam tak Twoja, jak w ciągu tych dwóch lat Nie opuściłeś mnie ani na chwilę. Ciągnąłeś ze mną byki przy wołokuszy, a kiedy wydawało mi się, że padam — wołałeś mnie Ty i Andrzej, że jestem Wam potrzebna.
Na sianokosach, chlebouborkach, przy wyrabianiu cegieł, ostrzeniu kos traktorowych, przy kręceniu sortirowki, mazaniu łajnem i gliną różnych baz, przy wyrąbywaniu kiziaku — zawsze, wszędzie czekam na Ciebie. Idąc przez step po wodę, kiedy jeszcze słońce nie wzeszło, albo zachodziło, mając po lewej stronie swój b. długi cień, oglądałam się, szukając drugiego cienia, myśląc, że może nagle zjawiłeś się. Niebo o zachodach bywało tak cudowne — fiolety, róże, błękity. Wyrąbywałam kolący karagan na opał i modliłam się, czepiając się wzrokiem barw nieba, ziemi, traw i krzaków. W tej żarliwości moich próśb i ofiar — wydawało mi się, że powinnam i ja ujrzeć krzak gorejący, żeby uwierzyć, żeby móc trwać.
Było coś pogańskiego w tych odczuciach, w tym pragnieniu rozdarcia nieba. Później często była już tylko modlitwa poranionych rąk, umęczonych nóg. [...] Bardzo kochany! Wiele mamy sobie do powiedzenia. Dzisiaj jest niedziela. Jeszcze pieniądze nie nadeszły. Szalejemy z Andrzejkiem z niecierpliwości. Chleb na drogę upieczony — z reszty prawie mąki. Zjawiłeś się jak dobra wróżka w ostatniej prawie chwili, kiedy już naprawdę nie wiedziałam, jak będę istnieć dalej w tym kołchozie ubogim, bez rzeczy, bez pieniędzy, z Andrzejkiem, którego «jestem głodny» sztyletowało mnie kilka razy na dzień. Ale wyglądamy zupełnie dobrze i jakoś widzisz przetrwaliśmy. Czekaj spokojnie. Wyjazd uzależniony od pieniędzy i podwody. Żałujemy w tej chwili, że istnieją przestrzenie, że doba ma 24 godziny i zazdrościmy Twoim przyjaciołom, którzy są z Tobą.
Uściśnij najgoręcej pp. Sznajderów i p. Szkłowskiego ode mnie. Najchętniej uczyniłabym to sama, tak wypełnia mnie wdzięczność za opiekę i serce, jakie Ci okazują. [...] Bądź zdrów mój Jedyny.
Twoja Olina
Ola i Aleksander Watowie. Nieborów, 1956 rok.
 Ola Watowa, Wszystko co najważniejsze, Czytelnik 1990, s. 78-79.