Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tyszka Juliusz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tyszka Juliusz. Pokaż wszystkie posty

sobota, 2 marca 2013

Odcinek 619: Juliusz Tyszka, 1982 rok


Z dziennika Juliusza Tyszki

Poznań, 2 marca 1982 roku
Teściowa skierowała dziś w sklepie moją uwagę na pewnego dziadka, który od paru już lat jest stałym bywalcem okolicznych „samów”. Słowo „bywalec” jest właściwie nieadekwatne, bo dziadek w „samach” nie bywa, tylko wciąż jest. Przychodzi raniutko, wyjmuje z siatki poduszeczkę, rozkła­da ją na parapecie, siada i czeka. Przywiozą miód – dziadek bierze dwa słoiki, znów staje w kolejce, bierze następne dwa (tylko tyle dają na raz). Miód się skończył – dziadek pakuje zdobycz do siateczki, rozkłada znowu poduszkę i czatuje dalej. Przywiozą biszkopty – dziadek już jest przy półkach i dźwiga do kasy dwa przeładowane koszyki.

Jest stary i zniedołężniały, chodzi powolutku, maleńkimi kroczkami, pochylona głowa drga czasem w nagłym tiku. Mógłby nie stawać w głównej kolejce, lecz w tej małej, razem ze starcami i inwalidami, ale nie – zawsze pokornie drepce na koniec zawiniętego węża kobiet. Wie doskonale, że znają od dawna jego obyczaje, że przeniknęły tajemnicę jego portfela, wypchanego kartkami i banknotami. Wiedzą, że ten stos kartek nie należy do niego i równie jak on starej, grubej żony, z którą mieszka w pokoju z kuchnią na parterze czteropiętrowego bloku. Gdyby się poważył stanąć w małej kolejce, zagryzłyby go i rozciamkały na papkę. Staje więc pokornie na końcu i czeka na swoją kolej. Nie zależy mu na czasie, jego będzie zawsze na wierzchu, ma bowiem do czynienia z amatorami, sam będąc zawodowcem.
W stanie, Ośrodek Karta 1991, s. 116.