Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tuwim Julian. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tuwim Julian. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 listopada 2014

Odcinek 1191: Julian Tuwim, 1951 rok

List Juliana Tuwima do Leopolda Staffa

Warszawa, 14 listopada 1951 roku
Julian Tuwim i Leopold Staff.
Mój najukochańszy!
Piszę tych parę słów, spoglądając co chwila na Twoją fotografię, stojącą na moim biurku. Co sobie przy tym myślę — to niech zostanie moją najczulszą tajemnicą... Dlatego — daruj mi — nie będzie w tym liście, pisanym w dniu Twoich imienin, żadnych wynurzeń o mojej miłości dla Ciebie i żadnych — słowami wyrażonych — życzeń. Wpatruję się w Ciebie i żarliwie myślę o Tobie — oto wszystko.
Posyłamy Ci, najukochańszy Poldziu, trochę darów bożych (my — tj. nasza trójka), a ja osobiście — załączony rękopis, liczący sobie równe lat 40. Jest to kartka z moich cudem ocalałych zeszytów łódzkich — z roku, gdym zaczął pisać wiersze, korespondować z Tobą i... popijać.
Całuję Was oboje.
Julian Tuwim

Nalej mi wina!... Słuchaj, przyjacielu, 
Chwyć butlę całą jakim ładnym gestem, 
Odrzuć w tył głową pełną szumu, chmielu, 
Krzycząc, jak aktor marny: „Pijany jestem!!!"
Nalej mi wina! Chcę być dzisiaj błaznem! 
Jakąś parodią błazna-arlekina!... 
Ślub biorę szumny z winem mi przyjaznem, 
Nalej mi wina! perlistego wina!
Śmiać się chcę jeno! Z czego — zapomniałem, 
Coś w głowie tańczyć — pląsać rozpoczyna... 
Piłem... I piję... Bo pić chcę i chciałem! 
Hej! przyjacielu! Nalej jeszcze wina!! 
18 XI 1911
Przypisek dnia następnego:
Dnia 18 XI 1911 byłem drugi raz w życiu pijany. Postanawiam więcej nie pić. Qui vivera — verra!
Julian Tuwim, Listy do przyjaciół pisarzy, oprac. Tadeusz Januszewski, Czytelnik 1979, s. 292-293.

piątek, 17 stycznia 2014

Odcinek 931: Julian Tuwim, 1946 rok

List Juliana Tuwima do Antoniego Słonimskiego

[Nowy Jork], 17 I 1946
Julian Tuwim.
Antoś, Antoś! Pamiętasz, jak Cię w „Gastronomii” karmiłem rybą w galarecie i pod majonezem? Potem poszedłeś do mnie na Foksal, gdzie czytałeś mi sonety, a ja Tobie Wiosnę. Wiesz, ile to lat temu? Trzydzieści. Słowem, Antoś, starość idzie — pewna i nieodwołalna i nic nie pomogą żadne złudy „młodego ducha” lub bujanie aforyzmami w rodzaju „człowiek ma tyle lat, na ile się czuje” czy jakoś inaczej, gramatyczniej. U siebie, w Polsce, nie czułbym tego tak dotkliwie, ale potworność długoletniego przebywania za granicą wzmogła we mnie proces starzenia się do rozmiarów tragedii. Budzę się z tym i z tym zasypiam. Śpię dobrze. — Od roku (równiutko od roku! od wypędzenia Niemców z Warszawy i Łodzi) rozchorowałem się nerwowo; wróciły dokuczliwe stany lękowe, agorafobiczne etc., zatruwają mi życie. Prawie wcale nie wychodzę z domu; bardzo rzadko zdobywam się na wyjazd taksówką i tylko w towarzystwie Stefy. A w domu ledwo zipię: jakieś straszne osłabienie, trudno mi się zwlec z kanapy, więc całymi dniami leżę. A lekarze mówią, że jestem zdrów i że to wszystko... „nerwy”. Znam te stany jeszcze z Warszawy, bywało nawet gorzej, ale sam fakt  nawrotu tej  cholery gnębi mnie okropnie. Mimo to, a może właśnie dlatego, chcę jak najprędzej wrócić do Polski. Najpierw jednak muszę doprowadzić zrozpaczone ciało do jakiego-takiego stanu sił i „rześkości” , choćby do takiego, jaki endżojowałem przez pierwsze cztery lata pobytu „na gościnnej ziemi Washingtona”. [...]
Strasznie zrobiło się na świecie. Wojna nie została zakończona, tylko przerwana. Rewolucję w kraju zastąpiły dekrety. Nie zjawił się polski Majakowski. Nie widać nawet Dwunastu, idących przez ruiny Warszawy [...].

Stefania i Julian Tuwimowie na tarasie mieszkania
przy ul. Wiejskiej w Warszawie.
Oniegina (pierwszy rozdział) posłałem do „Twórczości” (przez Nizińskiego), ale nie wiem, czy to już wydrukowano. Jeżeli tak — przedrukuj. Kończę teraz przekład drugiego rozdziału. Przyślę Ci, gdy tylko będzie gotowy. Ale pod jednym warunkiem i za jedno honorarium: za spełnienie (i to jak najszybsze!) prośby, której treść znajdziesz na dwóch załączonych kartkach: 1) usilnie proszę, aby attaché kulturalny ambasady w Londynie (nie wiem, kto nim jest; czy Radziwiłł?) był łaskaw zwrócić się do odpowiedniej antykwarni z poleceniem wyszukania książek, których listę podaję, i przysłania mi ich przez pewną i szybką okazję. Jeżeli nie można będzie dostać wszystkich książek, to choćby te, które oznaczyłem czerwonym krzyżykiem; jeżeli i z tymi ostatnimi będą trudności, to co się da wytrzasnąć. Koniecznie. Muszę je mieć na własność, a tutaj kupić ich nie można. Koszt książek pokryj zaliczką na Oniegina lub niech ambasada wyłoży, już ja to potem zwrócę, 2) daj Estreicherowi lub komuś, kto z ramienia rządu odbiera Niemcom książki. Bo myślę, że ktoś to robi. Za moją piękną bibliotekę należy mi się rekompensata. — Piszę książkę dla młodzieży Podróż lingwistyczna naokoło świata. Antoś, bądź dobrym kolegą i sam także załatw mi pewną sprawę: dowiedz się u jakiegoś angielskiego fachowca, jakie tam u was wychodzą czasopisma poświęcone lingwistyce porównawczej i przyślij mi po parę numerów z każdego.
Stawińscy są w Washingtonie. Stefcia kwitnie, choć tyle już siódmych jesieni minęło. „Tygodnikiem Polskim”, tj. organem Andersa, Bora, Michajłowicza, Heleny Rubinstein i Matki Boskiej nie interesuję się.
Całuję Janeczkę i Ciebie.
Twój 
Julo
[...]
Julian Tuwim, Listy do przyjaciół pisarzy, oprac. Tadeusz Januszewski, Czytelnik 1979, s. 222-225.

wtorek, 31 lipca 2012

Odcinek 405: Julian Tuwim, 1945 rok

List Juliana Tuwima do Józefa Wittlina

Toronto, 31 lipca 1945 roku
Józef Wittlin.
Kochany Józiu! Pierwszą kartę do Ciebie, pisaną kilka tygodni temu, posłałem na adres nowojorski, z dopiskiem „Forward, ale widocznie nie została sforwardowana. Mam nadzieję, że ten list dojdzie. Potwierdź odbiór, pliiiiz. — Od Wikty odpowiedzi jeszcze nie miałem, czekam z utęsknieniem. Jak dotąd, nie depeszowałem do nikogo w kraju, bo komunikacja telegraficzna, jak i listowna, znajduje się jeszcze w stanie chaotycznym, czemu nie można się dziwić. Znam wprawdzie ludzi, którzy dostali odpowiedź na swoje depesze, ale znam też wiele takich, co ciągle jeszcze czekają. — Co do mnie, to czekam przede wszystkim na przyjazd ambasadora do Waszyngtonu, aby się dowiedzieć, w jaki sposób jak najprędzej wrócić do kraju naszej młodości. A jadę tam po nową młodość. Wierz mi, że to szczerze czuję. Będzie tam z początku ciężko, trudno, smutno, nawet obco. Ale powiedz mi, jak jest tutaj, in this country (wymawiaj: kałntri, z wykrzywioną gębą)? Łatwo? wesoło? swojsko? A będzie tu coraz ciężej, coraz smutniej, coraz bardziej obco. Więc niby po co sterczeć? Dla jakich ajdialsów? — Myślę, Józiu, że i Ty powinieneś poważnie zastanowić się nad powrotem. Zwłaszcza ze względu na Elżunię, bo grozi jej, jak wszystkim dzieciom europejskim na tym kontynencie, ajskrimizacja uczuciowa i intelektualna. Obserwuję to na jej rówieśniczkach, przebywających w Kanadzie. Poza tym: z czego Ty będziesz żył? Nasz rząd otoczy pisarzy najczulszą opieką — ale w kraju. Tutaj przecież nie będzie przysyłał „zapomóg, bo to byłoby groteskowym zjawiskiem. Nie myśl, że Ciebie w kraju „nie chcą i pozbądź się nałogu jałowych rozważań o swoich „grzechach i „winach z powodu niebytności w Polsce w ciągu ubiegłych sześciu lat. Ani Tobie, ani krajowi nie da to żadnych korzyści, ta psychologiczna jękliwość, te bezpłodne lamenty sumienia. Nikt do Ciebie nie będzie miał o nic pretensji: że nie byłeś, że nie cierpiałeś, że nie pisałeś, że nie podpisywałeś ze mną oświadczeń prosowieckich i prolubelskich — ani nawet o to, że podpisywałeś jakieś antylubelskie. Te rzeczy się skończyły i nie należy o nich myśleć. Należy jedno: pracować nad rekonstrukcją żywych objawów kultury polskiej. Możesz być w Polsce tym, czym   jesteś, nikt Ci w „światopogląd nie będzie zaglądał. Oczywiście, jeżeli zaczniesz działać przeciw rządowi, jego zarządzeniom politycznym itd. albo jeżeli się spikniesz z faszystowskimi skurwysynami, którzy ciągle jeszcze prowadzą tzw. krecią robotę — pójdziesz do więzienia. Ale przecież Ty nie jesteś 
Julian Tuwim.
polityk, ale Józio Wittlin, pisarz. Możesz więc być redaktorem, komentatorem innych pisarzy, wydawcą jakiejś biblioteki popularyzującej literaturę — polską, grecką, francuską, włoską — możesz pracować w bibliotece, w radio, w teatrze, możesz tłumaczyć książki i sztuki, możesz być nauczycielem, asystentem jakiegoś profesora literatury — roboty na każdym polu będzie po uszy. I nie myśl, jak myślą durnie, że Cię ktoś będzie „zmuszał do pisania tych, a nie innych, utworów. To tylko zrozpaczeni durnie i bankruci rozsiewają te plotki. Bo   zależy   im   na tym,   aby do Polski wróciło jak najmniej ludzi i żeby w Polsce było jak najgorzej. Błagają oni Boga nie tylko o upadek kultury i literatury polskiej, ale o głód, epidemie, pożary, wojnę domową, pogromy Żydów itd. Bo teraz tylko nieszczęścia i klęski kraju będą ich radością, zwycięstwem i... otuchą na przyszłość. — Czy zastanowiłeś się nad takimi zjawiskami, jak wyniki wyborów w Anglii, sprawą Leopolda w Belgii, koalicją komunistyczno-socjalistyczną w Norwegii, ostro-lewicowymi nastrojami we Włoszech etc., etc.? Czy tam wszędzie był Stalin i GPU? Sławetne „zastrzyki? A zobaczysz, w październiku jakie będą rezultaty wyborów we Francji! Więc i w Polsce, mój kochany, wszystko poszło radykalnie na lewo — i za zbliżeniem ze Sowietami. — Gdzież więc jest Twoje miejsce, poeto i synu wymordowanego narodu? Z rewolucją europejską, która się właśnie odbywa — od Oslo po Neapol, od Madrytu po Warszawę. — Chcesz, to wrócimy razem. Ściskam Was i całuję.
Twój
Julek
Julian Tuwim, Listy do przyjaciół pisarzy, oprac. Tadeusz Januszewski, Czytelnik 1979, s. 255-257.

wtorek, 5 czerwca 2012

Odcinek 349: Julian Tuwim

List Juliana Tuwima do Jerzego Ficowskiego

Anin, 5 czerwca 1952 roku
Jerzy Ficowski.
Zdjęcie z 1962 roku.
Drodzy Państwo!
Nie wiem, czego Wam wpierw gratulować: córeczki czy książeczki? Te dwa radosne wydarzenia pięknie zbiegły się w czasie — i trudno jedno od drugiego oddzielić [28 maja 1952 r. urodziła się córka Ficowskiego, Krystyna, a równocześnie ukazał się jego tom poezji, Zwierzenia]. Niech mi wolno będzie zacząć od niskiego pokłonu Książeczce. Jestem nią zachwycony i oczarowany. Uważam, że to najświetniejszy zbiorek wierszy, jaki się w ciągu ubiegłego siedmiolecia ukazał. Wesołe święto na naszym Poetyckim Podwórku! Wróżę Panu, kochany ojcze Zwierzeń i Córki, dużą przyszłość — liryczną a potem epicką.
O tym, jak głęboko jestem przejęty i wzruszony zadedykowaniem mi Wielkiego Tygodnia, nie potrafię, doprawdy nie potrafię słowami wyrazić... Niech Panu wystarczy jedno: że dziękuję za ten wiersz nie tylko w swoim imieniu, ale i w smutnie zapomnianym Imieniu jego bohaterów... Myślę, że jako syn Spalonego Narodu — i syn zamordowanej i z okna na bruk wyrzuconej Matki — mam do tego prawo.
Córeczka poety jeszcze o tym nie wie, że już jest szczęśliwa: jako rodzona siostra tych wszystkich prześlicznych wierszy. Życzę jej tego szczęścia coraz więcej.
Serdecznie Państwa pozdrawiam.
Julian Tuwim
Julian Tuwim, Listy do przyjaciół pisarzy, oprac. Tadeusz Januszewski, Czytelnik 1979, s. 452.

Jerzy Ficowski, Wielki Tydzień (fragmenty)
[...]
Błękitnie wzeszło na opaskach
przekleństwo żywych - dobra gwiazda,
i ślepe mury ścianą płaczu
zakryły wielką śmierć tułaczy,
tylko mundurów wrogich zieleń
szumiała ponad Izraelem.
I Stary Doktor wiódł swą dziatwę
i bajkę mówił im. Ostatnią.
I szły pociągi. To nie wiatr w nich
płakał. To ludzki krzyk. Ostatni.
Kiedy w zasiekach, jak w koronie,
wyrósł spod ziemi wolny płomień.
I w blasku ognia, jak w pochodni
szedł Wielki Tydzień wielkiej zbrodni.

Z dala się przyglądali - znikąd
lecącym chmurą żałobnikom:
przelatywały niebem rudym
stada ulotek, bez obwódek,
z płonących gett świadectwa zgonu,
karty umarłych ksiąg zwęglone.
Bili się, tonąc w ognia rzekach,
już nie o siebie - o człowieka,
by mógł oddychać, wolny, wszędzie.
Cokolwiek zdarzy się - on będzie!
[...]
Cyt. za: Od Staffa do Wojaczka. Poezja polska 1939-1988, t. 2, Wydawnictwo Łódzkie 1991, s. 91-92.

piątek, 25 maja 2012

Odcinek 338: Julian Tuwim, 1951 rok

Dedykacja Juliana Tuwima dla Tomasza Jastruna w książce Słoń Trąbalski

25 maja 1951 roku
Okładka książki Słoń Trąbalski.

Życzę Ci, kochany Tomku,
Któryś jest nie tylko Tomkiem,
Ale samego Jastruna potomkiem,
     Żeby-ć
     Zawsze-ć
     Wszystko-ć
     Było-ć
     Wolno-ć
W swoim domku
I poza domkiem,
W świadomku
I w podświadomku!
Bądź zdrów i szczęśliwy, Tomku!
Julian Tuwim



Julian Tuwim, Listy do przyjaciół pisarzy, oprac. Tadeusz Januszewski, Czytelnik 1979, s. 422.

niedziela, 1 kwietnia 2012

Odcinek 284: Kurier Polski, 1920 rok

"Kurier Polski. Dodatek Nadzwyczajny"

1 kwietnia 1920 roku

NARESZCIE BĘDZIEMY MIELI ŚLEDZIE
Ogromny połów w Holandii
Hoek von Holland (PAC). Tegoroczny połów śledzi zapowiada się niezwykle pomyślnie. Zwłaszcza śledzie wędzone i sardynki płyną gromadnie w olbrzymich ilościach. Jeden niewielki statek rybacki wyławia dziennie do stu czterdziestu czterech dobrze zalutowanych pudełek. [...]

Two "AMERYKOPOL"
Polish-American Cie Ltd.
dostarcza na żądanie mleko skondensowane dla krów, które nie mogą karmić same, zwozi drzewo do lasów sosnowych, buduje żelbetowe doły kartoflane. Eksport, import, aport i rapaport.
Specjalność: Wydajemy świadectwa dojrzałości burakom pastewnym. [...]

TAMARE INDIENNE
Łagodnie przeczyszcza nie przerywając snu.
Dostać można we wszystkich aptekach. [...]

PORADNIK KULINARNY
[...]
Co podać do stołu, gdy przyjdą goście,
a w domu nic nie ma
Świeżo upieczoną indyczkę pokrajać w plasterki, wyłożyć na półmisek, ubrać kaparami i sałatą z pomidorów. Funt łososia, trzy pudełka sardynek, szczupaka na zimno, pasztet ze zwierzyny i kilka śledzi marynowanych, zimne mięsa - rozłożyć na półmiskach i rozstawić na stole. Kilka butelek wódki i wina, trochę owoców, czarna kawa i likiery - i ta zaimprowizowana naprędce kolacyjka zadowoli najwybredniejsze gusta. [...]

PORADNIK GOSPODARSKI
Jak wywabiać plamy z obrusa?
Miejsca splamione posypać dwuazotanem bizmutu i zmoczyć w odwarze macierzanki pół na pół z chlorkiem miedzi (H2C8N0). Następnie suszyć na słońcu, póki plama nie zżółknie. Wtedy potrzeć kryształkami utlenionej magnezji i pokropić zwyczajnym oksygenojedem potasu (roztwór 35% na szklankę wody). Potem wyparować, wytrzeć do sucha i posłać do pralni chemicznej. [...]

OGŁOSZENIA DROBNE
[...] Księgosusz u krów holenderskich usuwam radykalnie za pomocą perswazji i wpływów hipnotycznych. Referencje wybitnych literatów i urzędników. Oferty s[ub] "Prelegent".

Ważne dla p.p. autorów! Księgarnia nakładowa p.p. "Kuryluk i Rogulin" wyda chętnie córkę za mąż. [...]

Chętnie wydoję kozę. Pańska 47, VI piętro, winda. [...]

Jąkam się codziennie od 8-12 i od 4-6 w. W piątki i wtorki dla pań. Wilcza 11. 

Kupię nowy torpedowiec, dwuśrubowy, pojemność 15-30 tys. ton. Cena nie gra roli. Gęsia 11 2-4. Wiadomość u stróża. [...]

Zmieniam skarpetki raz na tydzień. Witold Sandorski, Krucza 13. [...]

Antoni Słonimski, Julian Tuwim, W oparach absurdu, Agencja Omnipress 1991, s. 16-24.

sobota, 4 lutego 2012

Odcinek 227: Julian Tuwim, 1946 rok

List do Antoniego Słonimskiego 
Nowy Jork, 4 lutego 1946 roku
Julian Tuwim, 1942 rok.
Antoś, Antoś! To Ty z p. Eleonorą [Roosevelt] publiczne rozmówki sobie ucinasz? „Mon Dieu, co za kariera, kariera, kariera! Zazdroszczę Ci jednego: możności swobodnego   mówienia po angielsku. Moja angielszczyzna (amerykańszczyzna), po 5 latach pobytu w tym kraju, przedstawia się tragicznie. Po to, żeby minutę (gruba przesada! 10 sekund!) mówić, muszę się kwadrans przygotowywać, więc możesz sobie wyobrazić, jak wygląda moja „konwersacja, gdy się przypadkiem znajdę w towarzystwie amerykańskim (czego unikam jak ognia): siedzę czerwony, spocony, wytężony, dobieram w myślach słów, przystawiam końcówki gramatyczne, układam sobie szyk wyrazów, przygotowuję wymowę i akcent; wreszcie, zmęczony, wyczerpany katorgą przygotowań, rozdygotany tremą, wybełkacam (wybełkucam? jak   jest   prawidłowiej?) zdanie, złożone najwyżej z 8—10 słów  — a mój interlokutor uśmiecha się i mówi: „Pardon me? Największy wstyd, gdy się człowiek znajdzie wśród dzieci. Te okrutne stworzenia z politowaniem i pogardą patrzą na starca, który nie może się wygadać. Dlatego między innymi chciałbym już jak najprędzej być w Polsce, gdzie bez najmniejszego trudu potrafię wyrazić wszystko, co czuję, np. „A won, faszystowski skurrrwysynu, dyszlem tam i nazad w... etc., etc. W tym miejscu dostaję w mordę, ale chociaż wypowiedziałem się. — Jeżeli chodzi o powrót do kraju, mam te same niepokoje i rozterki, co Ty. Pod jednym względem jestem w gorszej sytuacji: że ja na pewno w Ameryce nie zostanę, gdy dla Ciebie pozostanie w Anglii nie będzie niczym bolesnym, może nawet przeciwnie. A ja w tych Sojedinionnych Sztatach czuję się jak dziecko (niestety nie pijane) we mgle. Ktoś o tym kraju  powiedział  dowcipnie,  że  bezpośrednio z czasów pionierstwa wkroczył on w okres dekadencji. Bez wszystkiego, co powinno było odbyć się w „międzyczasie. Jest to społeczeństwo, w którym od wieku idee przemysłowe   stale pożerają wszystkie inne. Wojna z Hitlerem była tutaj także zjawiskiem przemysłowym, bez żadnych właściwie korzeni ideologicznych. It was a business they had to do. The business is done — i Hitler przestał być wrogiem.
Reklama Coca-Coli z 1946 roku.
Teraz, z pomocą radaru, wybierają się na księżyc. Obliczyli nawet (bez żartów, sam czytałem), ile dolarów będzie kosztował przejazd dla jednej osoby (jeżeli się nie mylę, 28000), Macy's [dom towarowy w Nowym Jorku] założy tam filię swego babilońskiego przedsiębiorstwa, a firma Coca-Cola (która rocznie wydaje na reklamę więcej, niż przedwojenna Polska na nowe szkoły i szpitale)   będzie   ksieżyczanom   sprzedawała swoją mdłą lurę. Poza tym okaże się, że z księżyca najlepiej wycelować    atomową bombę na Kreml. — Powiedz p. Rooseveltowej, że dyskusje na temat praw człowieka tak długo będą jałowe i teoretyczne, póki jej kraj, do spółki z Anglią, podtrzymuje  w  Europie  Franca i Andersa.
Posyłam Ci Oniegina. Przekład byłby lepszy, gdyby nie nieszczęsny brak rymów męskich. Dlatego też poczynam sobie z rymami dość swobodnie. Byłoby dobrze, gdybyś mi przysłał korektę. Listy idą teraz szybko, więc zaraz odeślę. Dziękuję Ci za pamięć o książkach. Jak to długo potrwa? Całuję Ciebie i Janeczkę.
Twój J.
Julian Tuwim, Listy do przyjaciół pisarzy, oprac. Tadeusz Januszewski, Czytelnik 1979, s. 227-229.

poniedziałek, 9 stycznia 2012

Odcinek 201: Julian Tuwim, 1946 rok

List Juliana Tuwima do Leopolda Staffa

9 stycznia 1946 roku
Julian Tuwim
244 West 72 Street (nie 92!)
New York City
USA
Julian Tuwim.
Poldziu najukochańszy! Twój list przyszedł tuż przed świętami i wcale sobie przedstawić nie możesz, jaka to była piękna gwiazdka dla mnie! O tym, żeście się uratowali, wiedziałem już od paru miesięcy, ciągle marzyłem, że się odezwiesz — aż tu nagle list! List od Staffa! I ten sam charakter pisma, co 35 lat temu. Tyle właśnie lat mija, gdy z Piekarskiej 15 poszedł Twój pierwszy list na ul. Andrzeja 40. Ze Lwowa do Łodzi. Dziś, z New Yorku do Pławowic, piszę z miłością nie mniejszą niż ta dawna.
Moi Kochani! Co to za szczęście, jaki cud, żeście to wszystko znieśli, przetrwali! Co za radość, altissime Poeta, że istniejesz i — piękne wiersze piszesz! Czytałem w „Twórczości i „Odrodzeniu
Parę dni temu poszła paczka: palto i ciepła bielizna. Wkrótce pójdzie druga, dla p. Heleny. Za tę pierwszą podziękuj swemu ziomkowi, lwowianinowi, który ze łzami w oczach czytał Twój list. Bardzo Cię o to proszę, napisz zaraz parę słów do tego poczciwego człowieka: / Mr Joseph Gruss / 115 Central Park West / New York City.
O sobie nie będę się rozpisywał, bo to nieciekawe. Zresztą zobaczymy się wiosną, więc wszystko sam opowiem [...]. Poldziu! Piekło jest ogródkiem wiejskim w maju — w porównaniu z uczuciami, jakie żywię dla faszyzmu i faszystów każdej narodowości!
Z Ameryką, jak się pewno domyślasz, nie zżyłem się zupełnie, chociaż tu człowiek opływa we wszystko. „Dla naszego brata New York dobry jest najwyżej na 5 tygodni, nie na 5 lat. Jadąc tu, myślałem, że po Broadwayu ciągle jeszcze chodzi „Walt Whitman, Cosmos, Manhattan's Son... Ale ani śladu, ani cienia. — Najcudowniejszą przygodą uchodźczą było Rio de Janeiro. Do dziś mi się wierzyć nie chce, że taki cud może istnieć na ziemi.
Leszek [Jan Lechoń] i Kazio [Kazimierz Wierzyński] zerwali ze mną już w 1942 roku... Wydają pismo gloryfikujące durnia Bora i zbója Andersa. Co do Józia [Józefa Wittlina], to trochę tu, trochę tam, ni to, ni owo, nie wiadomo co.
Siostra moja i szwagier (Stawińscy) są w Washingtonie. 
Moim głównym zajęciem teraz jest praca w komisji pomocy naukowej dla kraju.
Mam mnóstwo planów i zamiarów. Skończyłem pierwszy tom Kwiatów (8—9 tysięcy wierszy). Drugi będę pisał w Polsce. Jest tam, na samym początku, cały rozdział o Tobie — o tym, jak czytam Twoje wiersze. I taki refren:
Lecz gdy mi wspomnień dzwon dziś dzwoni,
Stary żal moim jest dzwonnikiem.
Pamiętasz?
Ale miałem nie pisać o sobie, a rozpisałem się na całego.
Pozdrów kochanych Ludwisiów [L.H. Morstina i jego żonę]. O nich też w Kwiatach pamiętałem (...„Nina Morsztynowa... Wódka w południe w Pławowicach).
Stefa najczulej, najserdeczniej Was pozdrawia. 
Ściskam Was i całuję mocno.
Wasz
Julian Tuwim
Julian Tuwim, Listy do przyjaciół pisarzy, oprac. Tadeusz Januszewski, Czytelnik 1979, s. 277-278.