Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tołstoj Lew. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tołstoj Lew. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 września 2014

Odcinek 1162: Zofia i Lew Tołstojowie, 1910 rok

Z dziennika Zofii Tołstojowej

10 września [1910 roku] (Koczety)
Zofia i Lew Tołstojowie.
Całe rano leżałam, potem poszłam na długo do ogrodu. Wieczorem Lew Nikołajewicz znów się zirytował i powiedział do mnie: „Nigdy już więcej ci nie ustąpię i bardzo żałuję, że przyrzekłem ci nie widywać Czertkowa”.
Jego krzyki i złość złamały mnie ostatecznie. Położyłam się na kanapie w jego pokoju i leżałam w zupełnym wyczerpaniu i rozpaczy. Lew Nikołajewicz usiadł przy stole i zaczął coś pisać. Potem wstał, ujął mnie za ręce, przyjrzał mi się uważnie, uśmiechnął się z dobrocią i nagle zapłakał; szeptałam do siebie w duchu: „Dzięki Bogu! Jeszcze się tli w jego sercu iskierka dawnej miłości do mnie!”
Byłam dziś u pewnej staruszki [...]. Święta, pobożna staruszka, pocieszała mnie i radziła wierzyć i modlić się, co też czynię przez cały czas.
Z dziennika Lwa Tołstoja

10 września 1910 roku
Zofia i Lew Tołstojowie.
Zofia Andriejewna poirytowana. Bardzo ciężko. Drugi dzień nic nie je. Teraz jest obiad. Idę ją prosić na obiad. Straszne sceny przez cały wieczór. [...]
Wczoraj dziewiątego, cały dzień była w stanie histerii, nic nie jadła, płakała. Było mi jej bardzo żal. Ale nie skutkują żadne perswazje ani argumenty. Wygarnąłem jej, dzięki Bogu bez złości, ale ona, jak zwykle, nic nie zrozumiała. [...] Rano myślałem, że nie wytrzymam i będę zmuszony odjechać od niej. Nie ma przy niej życia. Tylko męczarnia. [...]
Zofia Tołstojowa, Pamiętniki, tłum. Maria Leśniewska, Wydawnictwo Literackie 1968, s. 525.

piątek, 27 grudnia 2013

Odcinek 910: Lew Tołstoj, 1907 rok

List Lwa Tołstoja do Henryka Sienkiewicza

27 grudnia 1907 roku, Jasna Polana
Lew Tołstoj.
Drogi Henryku Sienkiewiczu!
Dziwny ten zwrot spowodowany jest chęcią uniknięcia nieprzyjemnego, niemal nieprzyjaźnie chłodnego „Wielmożny Panie", i równie pełnego rezerwy „Monsieur", a zarazem chęcią nawiązania w liście bliskiego, przyjacielskiego kontaktu, na którym mi zależy, bo przeczytałem Pańskie utwory Rodzina Połanieckich, Bez dogmatu i inne, za które jestem Panu wdzięczny. Ta sama przyczyna skłania mnie do pisania do Pana w swoim języku, w którym łatwiej mi jasno i ściśle formułować myśli.
Sprawa, o której Pan pisze [list Tołstoja jest odpowiedzią na ankietę-list otwarty Henryka Sienkiewicza do intelektualistów świata, wzywający do potępienia działalności pruskiej Hakaty], jest mi znana i wywołała we mnie nie zdziwienie, nawet nie oburzenie, lecz tylko potwierdzenie tej niewątpliwej dla mnie prawdy — choć wydaje się ona paradoksalna ludziom, którzy ulegli państwowej hipnozie — że istnienie rządów opartych na przemocy stało się już przeżytkiem i że w naszych czasach ludźmi rządzącymi — cesarzami, królami, ministrami, naczelnymi wodzami, a nawet wpływowymi członkami parlamentów mogą być tylko ludzie stojący na najniższym szczeblu rozwoju etycznego. Ludzie ci dlatego właśnie zajmują takie stanowiska, że są wyrodkami moralnymi. Ludzie zajmujący się grabieżą mienia ludu pracującego pod postacią ściągania podatków, przygotowaniami do morderstw i samymi morderstwami, karaniem innych ludzi śmiercią, bezustannym okłamywaniem siebie i bliźnich — tacy ludzie nie mogą być inni. W świecie pogańskim mógł być cnotliwy władca — Marek Aureliusz, ale w naszym chrześcijańskim świecie nawet władcy minionych wieków — wszystkie francuskie Ludwiki i Napoleony, wszystkie nasze Katarzyny Drugie i Mikołaje I, wszystkie Fryderyki, Henryki i Elżbiety, niemieckie i angielskie — mimo wszelkich starań ich chwalców nie mogą w naszych czasach budzić niczego prócz obrzydzenia. Obecni zaś władcy, sprawcy wszelkiego rodzaju gwałtów i morderstw, stoją o tyle niżej od wymagań etycznych większości, że nie można się na nich nawet oburzać. Są tylko wstrętni i żałośni. Oburzać się — nie, nie oburzać się, lecz walczyć — należy nie z tymi istotami wyzutymi z wyższej ludzkiej świadomości, lecz z tą okropną zacofaną, narzuconą instytucją państwa, która jest właśnie głównym źródłem cierpień ludzkości. Walczyć należy nie z ludźmi, lecz z zabobonnym przeświadczeniem o konieczności państwowego przymusu, który jest tak sprzeczny ze współczesnym poczuciem etycznym ludzi chrześcijańskiego świata i bardziej niż wszystko inne przeszkadza ludzkości naszych czasów uczynić ten krok, do którego jest ona od dawna gotowa. A walczyć z tym złem można tylko jednym najprostszym, najnaturalniejszym, a zarazem najpotężniejszym, niestety dotychczas nie stosowanym sposobem, który polega tylko na tym, by żyć nie potrzebując rządowego przymusu i nie uczestnicząc w nim.

Ostatni portret Henryka Sienkiewicza,
mal. K. Pochwalski, Wiedeń 1915 r.
Co zaś dotyczy szczegółów tej sprawy, o której Pan pisze: przygotowań rządu pruskiego do ograbienia polskich posiadaczy ziemi — chłopów, to i w tej sprawie bardziej mi żal ludzi, którzy organizują tę grabież i będą ją urzeczywistniać, niż tych, których ograbią. Ci ostatni ont le beau role [są w lepszej sytuacji]. Oni i na innej ziemi, i w innych warunkach zostaną tym, czym byli, ale żal rabusiów, żal tych, którzy należą do narodu, państwa rabusiów i poczuwają się do solidarności z nimi. Myślę, że i teraz dla każdego wrażliwego moralnie człowieka nie może być wątpliwości w wyborze: czy być Prusakiem, solidarnym ze swoim rządem, czy też Polakiem, wypędzanym ze swego gniazda.
Oto moje zdanie o tym, co się dzieje lub dziać teraz będzie w Poznaniu, a jeżeli nie zdanie o samej sprawie, to myśli, jakie ta sprawa we mnie wzbudziła.
Proszę mi wybaczyć, jeżeli mój list nie czyni zadość temu, czego Pan sobie z mojej strony życzył. Jeżeli list ten Panu nie odpowiada, proszę go rzucić do kosza albo zrobić z niego taki użytek, jaki uzna Pan za stosowny.
W każdym razie miło mi było nawiązać z Panem kontakt.
Serdecznie Panu oddany kolega po piórze

Lew Tołstoj

Lew Tołstoj, Listy, tłum. Maria Leśniewska, Wydawnictwo Literackie 1976, t. 2, s. 267-268.

poniedziałek, 10 września 2012

Odcinek 446: Lew Tołstoj, 1892 rok

List Lwa Tołstoja do żony, Zofii

Biegiczewka, 10 września 1892 roku

Chłopi, którzy opuścili swoje wioski z powodu głodu,
w drodze do Petersburga.
Drzeworyt z 1892 roku.
U nas wszystko w porządku. Aż wstyd się przyznać —  tym razem nie zabrałem ze sobą potrzebnych papierów. Ale mi to nie przeszkodzi dopisać sprawozdania. Z wyjątkiem liczb, które poprawię w Jasnej — skończę tutaj. Najważniejsze, że wiem o kuchniach. Dzisiaj nigdzie nie byłem, pracowałem w domu. Jutro pojadę do Andriejewki, aby zbadać na miejscu stopień nędzy. Wrażenie z Uzłowej było okropne [na stacji Uzłowaja Tołstoj widział pociąg specjalny z ekspedycją karną wysłaną przez gubernatora tulskiego w celu spacyfikowania chłopów we wsi Bobriki, którzy stawili opór].
Samarinowie, zwłaszcza on, byli niesłychanie mili. Tu wszyscy tak się oswoili z klęską, że wszędzie trwa nieustająca uczta w czasie dżumy. U Nieczajewów były imieniny, na których była Samarina i obiad z frykasami francuskiego kucharza, przy którym siedzieli dwie i pół godziny. U Samarinów zbytek, u Rajewskich też — polowanie, zabawa. A ludzie mrą. Posza opowiadał, że kiedy zapytał o pewnego człowieka, który zmarł w Tatiszczewie na cholerę, to mu odpowiedziano: „I cóż w tym nadzwyczajnego, u nas drugi rok ludzie mrą jak muchy, całymi rodzinami, i nikt się tym nie przejmuje”.
Nie chcę potępiać i nie potępiam w duszy, raczej lituję się i lękam. Kontrast między zbytkiem żyjących w zbytku a nędzą nędzarzy wciąż rośnie i dalej tak trwać nie może. Całuję Maszę, Andrzeja, Miszę, Saszę, Wanię. Ukłony dla wszystkich. Tymczasem żegnaj. Idę spać. [...]
Lew Tołstoj, Listy, tłum. Maria Leśniewska, Wydawnictwo Literackie 1976, t. II, s. 70.

niedziela, 13 maja 2012

Odcinek 326: Lew Tołstoj, 1895 rok

Z dziennika Lwa Tołstoja

13 maja 1895 roku, Moskwa
Welocyped, zdjęcie z 1890 roku.
Kuracja, welocyped i upadek życia duchowego. Parę dni temu nawet rozzłościłem się, że welocyped nie był gotów i obraziłem człowieka. Dawno nie pamiętam u siebie takiego duchowego upadku. Skurczyłem się i siedzę, czekam. Równie mało [elementu] egoistycznego, co i boskiego.

Lew Tołstoj, Dzienniki, t. 2, Wydawnictwo Literackie 1973, s. 19.