Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szymanowski Karol. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szymanowski Karol. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 sierpnia 2014

Odcinek 1147: Karol Szymanowski, 1912 rok

List Karola Szymanowskiego do Grzegorza Fitelberga

Tymoszówka 21 sierpnia 1912 roku
Grzegorz Fitelberg i Karol Szymanowski.
Ficiu mój drogi.
List Twój otrzymałem już parę dni temu. Nie uważaj jednak tego, co piszę, jako odpowiedź. Zrobiłeś mi ogromną i niczym nie zasłużoną przykrość. Najlepiej by więc było, byśmy obaj o nim jak najprędzej zapomnieli i by wspomnienie o nim nie mąciło nam w przyszłości wspólnego życia. Wiesz doskonale, że na całym świecie nie masz nikogo bardziej Ci bliskiego i oddanego niż ja. Czyż można więc dla takiej nieważnej właściwie rzeczy, jak kilkotygodniowe milczenie (zwłaszcza z moim dobrze Ci znanym antilistowym usposobieniem) — zrobić mi taką przykrość. Nie mówiąc już o tym, że — zastanów się tylko dobrze — ja bym właściwie zupełnie był w prawie do Ciebie taki sam list napisać. Jedyna różnica w naszej pozycji jest ta, że ja wróciłem do domu, a Ty nie. A wiesz dobrze, że u mnie z powrotem do domu związane jest tysiące kłopotów, zawikłań i awantur, które mnie muszą bardzo absorbować — a których Ty właśnie nie miałeś. Pomyśl sobie, jak mi było miło po liście, dwóch kartkach i telegramie otrzymać od Ciebie taki list. Ficiu, błagam Ciebie, nie bądź podejrzliwy co do mnie. Rozumiem dobrze, że mogą we mnie być rzeczy, które Ciebie rażą lub są Ci nawet niesympatyczne, — ale powinieneś na nie oczy przemykać [sic], ze względu na całość naszego stosunku [tu kilka wyrazów przekreślonych nieczytelnie], który jest taki ważny dla nas obu, bo choć dobrze sobie zdaję sprawę, że z samych naszych natur wypływa, że Ty mi może bardziej jesteś w życiu potrzebny, niż ja Tobie, to wierz mi, że tego uczucia, co masz we mnie dla siebie, nie spotkasz na pewno nigdy i nigdzie. Oczekuję też od Ciebie parę słów, jako dowodu, że całą tę smutną historię z listem już wykreśliłeś z pamięci i że wszystko jest już po dawnemu. Na razie nie piszę więcej, bo mi trudno, zwłaszcza że jestem od paru dni trochę niezdrów. [...]
Tymczasem do widzenia, ściskam Cię, jak kocham, i czekam wiadomości.
Twój Karol
Karol Szymanowski, Korespondencja, t. 1, oprac. Teresa Chylińska, Polskie Wydawnictwo Muzyczne, 1982, s.

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Odcinek 425: Karol Szymanowski, 1905 rok


List Karola Szymanowskiego do Henryka Neuhausa

Tymoszówka, 20 sierpnia 1905 roku
czwartek
Karol Szymanowski.
Hariczku najdroższy.
Powodem mego milczenia jest kompletne obałwanienie przez forsowną pracę ostatnich dni nad Uwerturą, siadywałem czasami po 5-7 godzin; dopro­wadziło mię to do takiej okropnej impotencji duchowej, że skończywszy ją, omal nie myślałem o samobójstwie. Dotychczas nie przyszedłem do normy i przeważ­nie zabijam czas jak mogę przepisywaniem partytury, paleniem i czytaniem głupich powieści i Romantyków, przy czym przekonałem się, że Krasińskiego nienawidzę, a Słowacki bywa czasami głupi i napuszony jak paw! Dlatego list Twój przyszedł trochę nie w porę i znów zabiorę się do porządnego odczytania go. Najwięcej mię ucieszył nagi fakt, że na serio myślisz o tym, co uważałem za jedyne wyjście dla Ciebie, to jest o pisaniu i że to będzie w największej zgodzie z tym, co pisałeś w liście o stosunku do mnie, tylko na wielką skalę, bo ileż takich „mnie" może być na świecie. [...] Bądź „litościwym” i pisz do mnie, jeżeli możesz (ciekawy jestem, co chciałeś dodać?), nie czekając na duży list ode mnie, bo rzeczywiście, co ja Ci w moim obecnym (chwilowym, mam nadzieję) stanie mogę napisać, co warto by było przeczytać?! Cieszę się obecnie jedynie stwierdzeniem zdolności do samopogardy, choć to wygląda na paradoks. [...] Ściskam serdecznie Ciebie, a Ty ode mnie swoich. Czekam listu albo Ciebie
K. Szymanowski
Karol Szymanowski, Korespondencja, t. 1, oprac. Teresa Chylińska, Polskie Wydawnictwo Muzyczne, 1982, s. 64-65.

piątek, 2 marca 2012

Odcinek 254: Karol Szymanowski, 1908 rok


List Karola Szymanowskiego do przyjaciółki, Anny Marii Klechniowskiej, kompozytorki i pianistki.

Nervi,  2 marca 1908 roku
Karol Szymanowski, ok. 1910 roku.
Hanko droga.
Jesteś dobra, żeś do mnie napisała. Jeszcze lepiej zdaję sobie sprawę z tego, jakbym z Tobą chciał mówić — i jakim podłym środkiem porozumiewania się jest papier i atrament. Lubię rozmawiać — a nie cierpię wygłaszać monologów — a list jest zawsze bezsensownym monologiem. W liście osiąga się (albo nie) sztu­cznie to, co z rozmowy wypływa całkiem naturalnie — cudowne poznawanie wzajemne nowych wartości w sobie. — Dlatego też zasiadając z najlepszymi chęciami przed arkuszem papieru, po małej chwili czuję, że zacznę się kręcić w zaklętym kole niejasnych określeń, domyślników etc., i po chwili wstaję zniechęcony. Dlatego też i teraz, chociaż cieszę się, że jesteś w Lipsku, pracujesz dużo i korzystnie, jednak żałuję, że w tej chwili tu Ciebie nie ma....
Jak to dobrze, żeś mię zrozumiała wtedy, w Krakowie — zamiast mi po­wiedzieć: wynoś się, pókiś cały! — na co miałaś poniekąd prawo! Wlazłem jak intruz wówczas w Twoje życie — chcąc poprawiać, co mi się wydawało złem, co może mi się tylko wydawało! Zrozumiałaś, dlaczego to zrobiłem — i cieszę się. O sobie Ci nie chcę pisać — pędzę leniwy żywot, nic nie robiący i nie myślący — i, co najgorsza, czuję, że to poniekąd właściwy mi żywioł. Nie zrozum mię źle: czuję konieczność w życiu morza, gór i w ogóle cudownych rzeczy. Z jakim wstrętem myślę o zimie i naszych kolorach — nic nie jest w stanie zastąpić mi widoku palm i nieopisanych głębi morza. Chodzę czasami w góry z Har. Neuhausem, widzę wówczas ogromny szmat cudowny ziemi. Jest tam cicho i spokojnie. Wszystkie szmery i odgłosy ludzi pozostają daleko poza mną w dole. Przeważnie milczymy, żeby nie płoszyć cudownej godziny. Gdybym mógł, wyjechałbym daleko na południe do nieopisanych podzwrotnikowych lasów. Marzę o przepychu niewysłowionym roślinności, jako o rzeczy, która mi się z dawna należy i jest moja. 
Anna Maria Klechniowska,
Lipsk, 1907 roku.
Widzisz więc, jak różnymi dwoma drogami kroczy moje życie. Widzisz więc, jak mi ciężko otrząsnąć się z moich wizji i majaczeń i snów o pięknie wiecznym — tak trudno żegnać je, by znów się stać zwykłym komediantem i sztukmistrzem kombinującym 12 tonów gamy w piękne kalejdoskopowe rysunki, ku uciesze ludzi. Nie umiem jasno pisać, sam nie wiem często, dlaczego mi się takie, a nie inne słowa z pióra wymykają. Czy Ci dam, a raczej czy potrafię dać kiedy zrozumieć, jaki jest dramat i jakie przeznaczenie mego życia? A tak bym chciał. Wówczas w Krakowie byłem zimny i twardy dla siebie, byłem także w pewnym zakresie bardzo mądry i wszech­wiedzący. Jedyną sprężyną, co mnie poruszała, była radość i uczucie dla Ciebie, Hanko. — Czy mnie rozumiesz? — mogłem się mylić co do Ciebie specjalnie — ale robiłem, co musiałem robić. W tym roku na wiosnę nie przyjadę już do Lipska — pojadę wprost do domu na wieś — muszę być sam, muszę się znów wziąć twardo w ręce i pracować, pracować bez końca. — Zanadto się już zde­moralizowałem tutaj i sam siebie nie słucham. Ale już znam wędzidło i umiem sobie je nałożyć. Hanko, napisz znów do mnie, dobrze? Tymczasem ściskam Ciebie
Twój Katot

Karol Szymanowski, Korespondencja, t. 1, oprac. Teresa Chylińska, Polskie Wydawnictwo Muzyczne, 1982, s. 157-158.