Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szewczenko Taras. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szewczenko Taras. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 7 stycznia 2013

Odcinek 565: Taras Szewczenko, 1858 rok



Z dziennika Tarasa Szewczenki


7 stycznia 1858 roku

Prasująca kobieta, mal. Francois Bonvin, 1858 rok.
Wracając z wygnania znad brzegów Syr-Darii do ojczyzny Królikiewicz dowiedział się przypadkowo o moim pobycie w Niżnim i dziś mnie odwiedził. pomiędzy wielu interesującymi nowinami ze stepu opowiedział mi jedną okropną, ale ciekawą historię. Nieślubny syn zgniłego satrapy Pierowskiego własnoręcznie zarżnął swojego ordynansa. Za ten wyczyn został tylko zdegradowany do stopnia szeregowca. Nędzna kreatura nie zniosła tej „najmiłościwszej” kary: umarł wkrótce, a może się otruł. Na to właśnie zasłużył. Wynika z tego, że jabłko niedaleko pada od jabłoni. Matka tego małodusznego tygrysiątka to żona jakiegoś nędznego barona Zaltza i sprzedajna  k.... zgniłego moralnie  satrapy Pierowskiego.

Pewnego razu wybierając się na nabożeństwo tak się rozzłościła za coś na pokojówkę, że walnęła ją żelazkiem w głowę. Pokojówkę po­chowano i wszechmocny satrapa uznał, że sprawa jest wyczerpana. O, Mikołaju, Mikołaju! Jakże nędznych miałeś pomocników! Wedle stawu — grobla.

Taras Szewczenko, Pamiętnik, tłum. Helena Mankiewicz-Szaniawska, Czytelnik 1952, s. 180-181.

wtorek, 12 czerwca 2012

Odcinek 356: Taras Szewczenko, 1857 rok

Z pamiętnika Tarasa Szewczenki

12 czerwca 1857 roku
Taras Szewczenko.
Oto pierwsze niezwykłe wydarzenie, które wciągam do mych notatek. Przygotowując swój pierwszy zeszyt do wspomnianych zapisków — złamałem scyzoryk. Wydarzenie pozornie błahe i nie zasługujące na uwagę, której mu udzielam zapisując je jako coś niezwykłego do swej księgi. Gdyby zdarzyło się to w stolicy lub chociażby w jakim przyzwoitym gubernialnym mieście, to oczywiście nie znalazłoby się w tym pamiętniku. Lecz zdarzyło się to w kirgiskim stepie w nowopietrowskiej twierdzy, gdzie taki drobiazg dla człowieka piśmiennego, jakim jestem, posiada wielką wartość; najważniejsze zaś, że nie zawsze jest do nabycia nawet za duże pieniądze. O ile uda mi się wyjaśnić moje kłopoty Ormianinowi — markietanowi, który ma kontakt z Astrachaniem, to nawet wówczas nie wcześniej niż za miesiąc w lecie, a w zimie dopiero po pięciu miesiącach można będzie otrzymać lichy scyzoryk i oczywiście nie taniej niż za monetę, czyli za rubla w srebrze. Zdarzało się jednak dość często, że zamiast rzeczą niecierpliwością oczekiwaną Ormianin uszczęśliwiał człowieka moskiewskim perkalem lub kawałkiem wielbłądziego sukna czy wreszcie kwaśnym, a przez niego zwanym damskim, czychir'em [tatarskim czerwonym winem]. Na pytanie, dlaczego właściwie nie przywiózł rzeczy potrzebnej, odpowiada: jesteśmy ludzie handlu, ludzie niepiśmienni, wszystkiego się nie spamięta. Cóż można odpowiedzieć na tak rozsądny argument? Jeśli się go zwymyśla, to uśmiechnie się tylko, a człowiek i tak pozostaje bez scyzoryka. Teraz więc wyjaśniło się, dlaczego złamanie scyzoryka w twierdzy nowopietrowskiej jest wydarzeniem zasługującym na uwiecznienie. Lecz mniejsza o twierdzę, o scyzoryk i markietana, niedługo, Bóg da, wyrwę się z tego beznadziejnego więzienia. A wówczas nie będzie miejsca w mym pamiętniku dla takich wydarzeń.
Scyzoryk z 1850 roku.
Taras Szewczenko, Pamiętnik, tłum. Helena Mankiewicz-Szaniawska, Czytelnik 1952, s. 25-26.

poniedziałek, 30 stycznia 2012

Odcinek 222: Taras Szewczenko, 1858 rok

List Tarasa Szewczenki do Kateriny Piunowej

30 stycznia 1858 roku
Taras Szewczenko.
Kochana  i   wielce  szanowna   Katierino  Borisowno!
Przyniosłem pani osobiście książki, żeby je pani przeczytała. Pani jednak zwróciła mi je nie czytane. Jak mam zrozumieć takie postępowanie? Stawia mnie to w sytuacji bez wyjścia, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę naszą dzisiejszą rozmowę. Czy to nie jest przypadkiem odpowiedź na moje oświadczyny? Bo jeśli tak, to proszę uczynić to w sposób bardziej wyraźny. Jest to dla mnie nazbyt ważne. Kocham Panią i mówię to Pani wprost, bez żadnych wykrzykników i zachwytów. Jest Pani zbyt mądra, by żądać ode mnie płomiennych wyznań; zbyt kocham Panią i szanuję, by uciekać się do banałów, tak powszechnie stosowanych w świecie. Zostać pani mężem - byłoby dla mnie największym szczęściem i trudno mi będzie wyrzec się tej myśli. Lecz jeśli los zrządził inaczej, jeśli miałem nieszczęście nie podobać się Pani i jeśli zwrócone przez panią książki oznaczać mają odmowę  - trudna rada: muszę się z tym pogodzić. W żadnym jednak wypadku nie zmieni to ani moich uczuć dla Pani, ani mego dla Niej szacunku. Jeśli Pani nie może lub nie chce zostać moją żoną, to proszę mi nie odmówić choć tej pociechy, że pozostanę Pani przyjacielem, by mym niezmiennym oddaniem i poważaniem zasłużyć na Pani szacunek i życzliwość.
W oczekiwaniu odpowiedzi, która zadecyduje o moim losie, pozostaję oddany pani i gorąco kochający
Taras Szewczenko
 Taras Szewczenko, Pamiętnik, tłum. Helena Mankiewicz-Szaniawska, Czytelnik 1952, s. 186.