Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Suchorowska-Śliwińska Danuta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Suchorowska-Śliwińska Danuta. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 20 czerwca 2013

Odcinek 720: Danuta Suchorowska-Śliwińska, 1983 rok


Z dziennika Danuty Suchorowskiej-Śliwińskiej

20 czerwca 1983 roku
Rano jadę taksówką do Łęgu, uprzedzona. Sama z kolei uprzedzam taksówkarza, co za chwilę
zobaczymy. I rzeczywiście. Wspaniała dekoracja! Z wyższego komina dumnie powiewa wielki sztandar „Solidarności”, niżej na frontonie gmachu, oprócz naszych symboli, duży obraz Matki Boskiej Częstochowskiej. Przez kilka minut zachwycam się, zachwycamy się oboje z taksówkarzem, po czym wracamy z powrotem. W domu siadam do maszyny i piszę, poprawiam. Po południu wychodzę z domu kupić taśmę do maszyny, robi się gorąco. Kiedy wracam, widzę w oknie głowę wyglądającego na ulicę pana K[azimierza Kędzierskiego] – sąsiada. Woła do mnie, że jacyś panowie na mnie czekają. Czuję lekki niepokój, więc patrzę na niego pytająco. On na to, że wszystko w porządku. Wchodzę do bramy, a wtedy słyszę: Troskliwego ma pani sąsiada – to ten najmłodszy z trójki, z grudnia 1981 roku. Pokazują legitymację. Przyszliśmy do pani po kopiarkę. Idziemy na górę. Tłumaczę, że jej nie mam, że komuś odstąpiłam, nawet nie wiem komu, przypadkowemu człowiekowi. Naturalnie, nie wierzą. U kogo jest, kto na niej pracuje? O, pani też tutaj pracuje. Zobaczmy, co to. Widzę, że to nie przelewki. Jak mogłam nie pomyśleć, że mogą mnie odwiedzić i teraz mogę stracić swoją pracę. Ze ściśniętym sercem decyduję się powiedzieć, gdzie jest kopiarka. Liczę na to, że oni („Kingowie” [Krystyna Załuska i Andrzej Zauski]) mają dom czysty. Zabierają maszynę do pisania i maszynopisy, jedziemy tam. Umieram ze strachu i ze wstydu, że oto przyprowadzam ubeków do domu przyjaciół.
Otwiera nam drzwi uśmiechnięty „King”. Za chwilę uśmiech na jego twarzy gaśnie. Pani „Kingowa” spokojnie mówi: O, tutaj jest kopiarka. Nieruszana od tamtego dnia i w tej samej torbie. Chwała Bogu, że jeszcze nie u kogoś. Zabierają mnie, ich dopiero potem (dowiem się później), czuję się okropnie. Znów jestem na znajomym mi dziesiątym piętrze, z okna widok na Łęg. Mój opiekun – o zgrozo! – wie wszystko, co się działo na zebraniu w sobotę w Filharmonii. Pyta o wyjazdy, interesuje się, co ja robię, kiedy orkiestra wyjeżdża beze mnie. Pociesza się wyraźnie, kiedy mówię, że wtedy mniej zarabiam, że tracę finansowo. I szereg pytań: z kim się kontaktuję z PWM, nawiązując do grudnia i wspólnego zebrania. Dużo się na panią nazbierało – mówi. – 10 i 11 listopada to pani organizowała uroczystości w Filharmonii. Potem zastanawia się na temat moich poglądów: Czy pani źle się tu żyje? Jak wy sobie wyobrażacie ustrój, trzeba być realistą. Z kim z zarządu „Solidarności” się pani kontaktuje? Potem przegląda mój maszynopis, robi uwagę, że to przygotowanie do wydania i że za to grozi 3 do 5 lat więzienia. Wreszcie trafia na porównanie napisów nad bramami w Rawiczu i Oświęcimiu, łapie się za głowę i krzyczy: Przecież to oburzające, co pani tutaj wypisuje. Jak pani może porównywać te dwie sprawy! Nic nie odpowiadam, milczę, bo czuję taką ścianę między nami, której nikt by nie potrafił sforsować. Poza tym modlę się w duchu gorąco, żeby mi oddał maszynopis. Tak, odda mi, nie będzie trzymał takich bzdur, ale najpierw muszę podpisać zobowiązanie, że nie będę tego rozpowszechniać. No cóż. Już mam pokusę, żeby nie podpisać, bo a nuż znajdzie się trzeci egzemplarz, ale wiem, że trudno na to liczyć, już dość się nauganiałam zanim znalazł się ten. Podpisuję więc. Wypytuje mnie jeszcze o córkę i zięcia i łaskawie oświadcza, że mnie odwiozą. Maszynę (długo bierze z niej próbki) i maszynopis oddaje. Schodzimy w dół, do wozu razem ze mną ładuje się ich czterech. Dwóch z nich wygląda bardzo sympatycznie, dwaj pozostali mają zakazane gęby. Wkrótce jestem w domu. Po jakimś czasie dzwonek do drzwi. To „Kinga” z synem, oddycham z ulgą. Powiedziano im, że Suchorowska zatrzymana została na jakimś zebraniu, że jest w organizacji szychą (?), więc niech mówią o mnie, co wiedzą. Na to „Kinga” zaczęła wygłaszać hymny pochwalne na moją cześć, jaka to ze mnie wspaniała kobieta i Polka... „Kinga” zmusili do podpisania lojalki (łagodnej), bo inaczej zatrzymany zostanie na 48 godzin i wtedy żegnaj Papieżu w Krakowie. Wstyd mi było okropnie, że ich na to wszystko naraziłam (w domu nie mieli nic trefnego, tak jak przypuszczałam). Oni bardzo serdeczni dla mnie, nie mają mi za złe. Nie ma co już o tym mówić – mówi „King”: Powoli się uspokajam, pijemy herbatę. Odchodzą, a przychodzi Jadzia i Olek [Rogoda]. Jadę z nimi do ich domu, żeby spisać wrażenia Olka. Tyle czasu dzisiaj przecież straciłam!

Danuta Suchorowska-Śliwińska, Dziennik z lat 1981–1985, czyli z zakonspirowanych zapisków solidarnościówki, Warszawa 2011, s. 250–252.