Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sobieski Jan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sobieski Jan. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 lutego 2014

Odcinek 961: Jan III Sobieski, 1688 rok

List Jana Sobieskiego do żony, Marii Kazimiery

A Żółkiew, 16 II[1668] 

Jerzy Eleuter Szymonowicz-Siemiginowski,
Portret królowej Marii Kazimiery Sobieskiej z dziećmi.
Mój mięsopust był bardzo melankoliczny: i zaczęliśmy go, i skończyli bez muzyki i dobrej myśli. W niedzielę konwersacja z Tatarami, w poniedziałek z księżą, we wtorek z nikim na świecie. Czekałem cały dzień na jmp. wojewodę ruskiego, ale nie przyjechał, aż czwartej godziny w noc z jejmością swoją, z jmp. starościną winnicką i jmp. pisarzem; i to bardzo strudzeni złą drogą. Zjadłszy tedy krótką wieczerzę, wspominając takroczni mięsopust, poszliśmy spać.
My, da Bóg, jutro wszyscy w kupie wyjeżdżamy, lubo się sejm cale nie zaczął, bo tej po staremu materii strony Soucy odstąpić nie chcą i nie pozwalają zaczynać się sejmowi. Bóg wie, co z tego będzie. Jeśli jeszcze z tego sejmu nic nie będzie, a jam tak wielkie ważył koszty, to mi właśnie wygodzą; bo nawet i ekspensa moje, którem powydawał na potrzebę rzeczypospolitej, co wiedzieć dokąd odłożone będą. [...]
Chłopcu naszemu w tym pakiecie posyłam kiereczkę, która suknia jest najkształtniejsza i najwcześniejsza dla tak małych kawalerów, i krymeczkę bardzo dobrą robotą. Tylko ją trzeba będzie na klocek włożyć, bo się pomiąć musiała; boby też inaczej nie wiedzieć kiedy doszła do rąk Wci serca mego i zima by już tymczasem minęła. Sama ją jmp. wojewodzina uwijała i obszywała; a miarę brano z Sieniasia małego, bo się nie godziło brać z leda kogo na tak humorowatego kawalera. Ogonki umyślnie przyszyto, żeby je sam sobie pourywał. Na wiosnę może w niej chodzić, wywróciwszy futrem, tak jako św. Kazimierza malują. Tuzłuczek zrobiony, ale niepodobna to oraz posłać, bo i tak grubo; a do tego, że nie tak wczesny dziecięciu małemu. Taka zaś niesłychanie śliczna i wczesna sukienka. Wszyscy się tu tego napatrzyć nie mogli; i jemu, wiem, że przypadnie do fantazji, jako temu, co się już zna na różnych strojach. 
Kareta moja już też gotowa. Wszyscy przyznają, że już piękniejsza i kształtniejsza być nie może. Ja się tylko temu dziwuję, że owa Wci serca mego kosztowała sześć tysięcy w dobrej monecie w Paryżu, gdzie o wszystko łatwiej, a to ta nie będzie kosztowała i tysiąc talerów, a dwa razy bogatsza i piękniejsza, a co największa, że w domu robiona. [...]

Źródło: http://literat.ug.edu.pl/listys/041.htm

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Odcinek 432: Jan Sobieski, 1667 rok

List Jana Sobieskiego do żony, Marii

Au camp, 27 sierpnia 1667 roku
– Mnie na pogrzebie [królowej Ludwiki Marii, żony Jana Kazimierza] być w Krakowie nie przyjdzie, bo nieprzyjaciela co godzina już tylko wyglądamy, a królowi na złość nie tylko wojsko zwinęli, ale i wszystkie jego regimenty zwinęliby mu byli, gdybym ja z obozu nie był nadjechał. Nie będzie nas tedy w polu, jak siedm tysięcy, a nieprzyjaciela najmniej sto dwadzieścia tysięcy, bo i Turków jest już kilkanaście tysięcy przy nich. Pospolitego ruszenia wszyscy gwałtem się napierają, którego się dwór boi; i tak zginiemy dlatego. Posłałem Piwa [dowódcę regimentu] w kilka chorągwi ku Białej Cerkwi, gdzie się przebrać nie mógł, ale mu się w drodze bardzo poszczęściło: Tatarów bił, ludzi wszystkich odgromił [odbił wziętych w jasyr] i niemało więźniów nabrał. —
Aleksander Orłowski, Walka wojsk pancernych z Tatarami.
Jan Sobieski, Listy do Marysieńki, oprac. Leszek Kukulski, t. 1, Czytelnik 1973, s. 216–217.

sobota, 31 grudnia 2011

Odcinek 192: Jan Sobieski, 1667 rok

List Jana Sobieskiego do żony, Marii Kazimiery

Żółkiew, 31 grudnia 1667 roku
Maria Kazimiera, portret ok. 1660–1665.
Jedyna duszy i serca pociecho, najśliczniejsza i najwdzięczniejsza Marysieńku moja!
Nie spuszczając się na tamte kupno jmp. łowczego warszawskiego, com tylko dostać mógł we Lwowie, posyłam Wci sercu memu, tj. nóżek rysich par cztery, według rozkazania Wci mojej duszy, czapek dwie aksamitnych białych. Do jednej dostałem sobolka bardzo czarnego i przyszyć dałem, boby tam podobno z tym tak dobrze się sprawić nie umiano. Soboli wprawdzie, rozumiem, że tam kupi jmp. łowczy według pisania mego u [kupców z] Moskwy, gronostajów i ogonków; jednak ja dla wszystkiego [na wszelki wypadek], a najbardziej, aby się wygodziło Wci sercu memu i w odwłokę nie szło, posyłam mój kołnierz soboli, w którym jest soboli siedem. Nie wiem tedy, jeśli się wygodzi w tym z woli Wci mojej panny, bo nie wiem cale, do czego to Wć potrzebujesz. Ale to sobole niezłe i o takie teraz trudno. Posyłam w tym pudełku i bawełnicę turecką [koc] taką, jaką już Wć masz, moja duszo, a drugiej natenczas we Lwowie dostać nie można było, a to pour le lit d’ete [do łóżka na lato]. Cale teraz we Lwowie niczego dostać nie może, chyba na jarmarku, którego się bardzo dobrego spodziewają, bo zima arcydobra i pokój zewsząd tymi czasy.
Ów Ormianin pojechał aż do Persji; obiecuje pewnie perły wywieźć i gruszki szmaragdowe, piękniejsze jeszcze niżeli te, co wywiózł p. Radziejowski młody, które też bardzo piękne i czyste, i niemałe, tylko zda mi się, że nazbyt podługowate. Z jarmarku co by posłać Wci dobrodziejce [mojej], racz oznajmić, luboć do niego do tej nieszczęsnej Warszawy odjechać muszę, skąd chciałbym obaczyć Gniew i nawiedzić Częstochowę; ale i tego, wątpię, aby mi pozwolono.
O herby Wci serca mego pisałem kilkakroć, abyś mi ich przysłała, a to aby ich dać wyrysować na lampie przed obraz Najśw. Panny Częstochowskiej, która będzie gorzała zawsze. Ma być, słyszę, nieszpetna, bo srebra kupiono na nią za tysiąc złotych dobrej monety, a od roboty pięćset złotych tąż monetą.
W tym pudełku i sam bym siebie rad posłał z duszy, gdyby to rzecz można [gdyby to było możliwe]; alebym podobno był niedługo wdzięcznym gościem, bo moje szczęście, czyli humor tych, w których się kocham, nietrwały i niestateczny. Obłapiam przy tym uniżenie dobro­dziejkę moją ze wszystkiego serca i duszy i całuję z niepojętą pasją wszystkie wdzięczności najśliczniejszego ciała jedynej Marysieńki. A toute le familie mes tres humbles respects, obeissances et baise-mains [dla całej rodziny uniżone wyrazy szacunku, posłuszeństwa i ukłony]. Chłopca ode mnie pozdrowić i pocałować, jeśli go P. Bóg w dobrym chowa zdrowiu.
Jan Sobieski, Listy do Marysieńki, t. 1, oprac. Leszek Kukulski, Czytelnik 1973, s. 261–263.

wtorek, 13 września 2011

Odcinek 83: Jan III Sobieski, 1683 rok

List króla Jana III Sobieskiego do żony, Marii Kazimiery


W namiotach wezyrskich 13 września 1683 roku w nocy
Jedyna duszy i serca pociecho, najśliczniejsza i najukochańsza Marysieńku!
Maria Kazimiera d'Arquien
Bóg i Pan nasz na wieki błogosławiony dał zwycięstwo i sławę narodowi naszemu, o jakiej wieki przeszłe nigdy nie słyszały. Działa wszystkie, obóz wszystek, dostatki nieoszacowane dostały się w ręce nasze. Nieprzyjaciel, zasławszy trupem aprosze [rowy umożliwiające podejście pod twierdzę], pola i obóz, ucieka w konfuzji. Wielbłądy, muły, bydle, owce, które to miał po bokach, dopiero dziś wojska nasze brać poczynają, przy których Turków trzodami tu przed sobą pędzą; drudzy zaś, osobliwie des renegats, na dobrych koniach i pięknie ubrani od nich tu do nas uciekają. [...]
Wezyr tak uciekł od wszystkiego, że ledwo na jednym koniu i w jednej sukni. Jam został jego sukcesorem, bo po wielkiej części wszystkie mi się po nim dostały splendory; a to tym trafunkiem, że będąc w obozie w samym przedzie i tuż za wezyrem postępując, przedał się jeden pokojowy jego i pokazał namioty jego, tak obszerne, jako Warszawa albo Lwów w murach. Mam wszystkie znaki jego wezyrskie, które nad nim noszą; chorągiew mahometańską, którą mu dał cesarz jego na wojnę i którą dziśże jeszcze posłałem do Rzymu Ojcu św. przez Talentego pocztą. [...] Kilka samych sajdaków rubinami i szafirami sadzonych stoją się kilku tysięcy czerwonych złotych. Nie rzekniesz mnie tak, moja duszo, jako więc tatarskie żony mawiać zwykły mężom bez zdobyczy powracającym, "żeś ty nie junak, kiedyś się bez zdobyczy powrócił", bo ten co zdobywa, w przedzie być musi. Mam i konia wezyrskiego ze wszystkim siedzeniem; i samego [wezyra] mocno dojeżdżano, ale się przecie salwował. Kihaję jego, tj. pierwszego człowieka po nim, zabito, i paszów niemało. Złotych szabel pełno po wojsku, i innych wojennych rynsztunków. [...]
Ale to trefna, że wezyr wziął tu był gdzieś w którymś ci cesarskim pałacu strusia żywego dziwnie ślicznego; tedy i tego, aby się nam w ręce nie dostał, kazał ściąć. Co zaś za delicje miał [wezyr] przy swych namiotach, wypisać niepodobna. Miał łaźnie, miał ogródek i fontanny, króliki, koty; i nawet papuga była, ale że latała, nie mogliśmy jej pojmać.
Dziś byłem w mieście, które by już było nie mogło trzymać dłużej nad pięć dni. Oko ludzkie nie widziało nigdy takich rzeczy, co to tam miny porobiły: z beluardów podmurowanych okrutnie wielkich i wysokich, porobiły skały straszliwe i tak je zrujnowali, że więcej trzymać nie mogły. Pałac cesarski wniwecz od kul zepsowany. [...]
Jan III Sobieski
Gorąca tu mamy tak srogie, że prawie nie żyjemy, tylko piciem. Teraz dopiero znaleziono okrutną jeszcze moc wozów z prochami i ołowiem; ja nie wiem, czym już oni będą strzelali. W ten moment dają nam znać, że ostatnie kilkanaście działek małych letkich porzucił nieprzyjaciel. [...]
List ten najlepsza gazeta, z którego na cały świat kazać zrobić gazetę [...]. Książęta saski i bawarski dali mi słowo i na kraj świata iść ze mną. Musimy iść dwie mili wielkim pośpiechem dla wielkich smrodów od trupów, koni, bydeł, wielbłądów. [...]
Jużże tedy kończyć muszę, całując i ściskając ze wszystkiego serca i duszy najśliczniejszą moją Marysieńkę. [...] Dzieci całuję i obłapiam. [...]
 http://literat.ug.edu.pl/listys/095.htm 


Za dzisiejszy fragment dziękujemy Bazylowi: