Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Skłodowska-Curie Maria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Skłodowska-Curie Maria. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 października 2014

Odcinek 1180: Maria Skłodowska-Curie, 1929 rok

List Marii Skłodowskiej-Curie do córki, Ireny

Quaker Hill, piątek 18 października 1929 roku
Droga Ireno,
Piszę do Ciebie w tym samym czasie co do Ewy z małej wioski, do której przyjechałam spędzić dwa dni. Jest pogodnie, ale zimno, a w tych dniach padał deszcz, a nawet grad. Wydaje się jednak, że po południu się ociepli.
Moja podróż biednej więźniarki przebiega dalej bez zbyt wielu kłopotów. Sprawozdania z niej znajdziesz w moich listach do Ewy i przekazując sobie wzajemnie wiadomości, będziecie na bieżąco.
Byłam zaskoczona, jak bardzo tutaj nie troszczą się o to, żeby być „u siebie”, co tak bardzo lubimy we Francji. Wszystkie domy mieszkalne, które widziałam w czasie przejazdu tutaj z Nowego Jorku, były widoczne z każdego miejsca działki, nieotoczone ogrodem czy drzewami dającymi wrażenie intymności. Życie wewnątrz domu wydaje się takie samo. Nie ma kluczy ani rygli w drzwiach. Wchodzi się, czasem pukając, a czasem nie zadając sobie tego trudu. Pokojówka myśli, że sprawia mi przyjemność, ruszając wszystkie moje rzeczy, przekładając je, otwierając i zamykając okno dziesięć razy na godzinę, nie pytając mnie o zdanie, przewracając drwa w kominku bez potrzeby; spędzam czas na powstrzymywaniu jej od uszczęśliwiania mnie według jej własnych wyobrażeń. Moja znakomita przyjaciółka pani Meloney ma taką samą skłonność, ale zwraca dużą uwagę na to, żeby mi nie przeszkadzać i w tym sensie jest rzeczywiście bardzo wzruszająca.
Zabudowa amerykańskiego miasteczka, Burnside, 1929 rok.
Jestem trochę na granicy kataru i aż do powrotu bardzo chciałabym go uniknąć. Powiększyłby on bardzo zmęczenie podróżą.
Niebawem będziemy sadzić tutaj dwa drzewa w pobliżu wejścia. Sądzę, że są to dęby jakiegoś szczególnego rodzaju. Jadąc tutaj, widziałam wzdłuż drogi dęby i klony, te ostat­nie niezwykle piękne, o kolorach od złotej żółci do krwistej czerwieni. Moi przyjaciele nie wierzą, że mamy we Francji jesienne kolory dorównujące tutejszym kolorom. Czy przypominasz sobie las Fontainebleau, taki, jaki widziałyśmy około Wszystkich Świętych w tonacji złota i purpury? Do dziś zachowałam w pamięci jego obraz. Mam nadzieję, że zobaczycie go w tym roku, jeśli pogoda będzie sprzyjająca, a także kiedy pojedziecie do Brunoy, żeby zobaczyć, co się dzieje, zadbać o dalie i nasiona. Będziesz mogła również na wszelki wypadek rozłożyć słomę wokół krzaków róż. [...]
Całuję Was wszystkich.
Me
Maria Curie i córki, Listy, tłum. Teresa Pogwizd i Mieczysław Mendychowski, Wydawnictwo Dolnośląskie 2011, s. 303–304.


wtorek, 22 października 2013

Odcinek 844: Maria Skłodowska-Curie, 1929 rok

List Marii Skłodowskiej-Curie do córki, Ewy, w Paryżu

Wtorek, 22 października 1929 roku, z prywatnego wagonu wycieczkowego
Droga Ewuniu,

Piszę w wagonie pani Brady, niech więc Cię nie dziwi, że nieraz pióro mi się zachwieje.
Przedwczoraj lunch u pani Brady, potem podróż wagonem do Detroit. Opisałam Irenie naszą sensacyjną podróż autem, jaka odbyła się przy tej okazji. Po raz pierwszy podczas mojej wyprawy zrozumiałam, jakie są doświadczenia wozu strażackiego i korzystania z pierwszeństwa przejazdu. Była to jazda z dużą prędkością autem poprzedzanym przez policjanta na motorze, odsuwającego na lewo i na prawo wszystkie pojazdy przed nami. Podczas powrotu musieliśmy pokonać wiele przeszkód, a mimo to poruszaliśmy się szybko i sprawnie jak piskorz, mając prawo do wyprzedzania całego sznura zatrzymanych pojazdów oraz do zatrzymywania pojazdów w ruchu. Policjant, który jechał przed nami, oraz jadący za nim nasz kierowca wykonywali te manewry wprost cudownie. A ponadto oczywiście polecenia policji są ściśle przestrzegane, Myślę, że to by Cię bardzo ubawiło.
Wagon dowiózł nas do Detroit w poniedziałek rano. Padał deszcz. Odbywały się uroczystości w ciągu dnia, ale ja zostałam w wagonie zgodnie z zaleceniem lekarza i moim własnym pragnieniem. Wieczorem zjedliśmy kolację przed wyjściem na przyjęcie na cześć Edisona, gdyż nie należy się spodziewać jedzenia podczas tego typu spotkań.
Jeśli to była największa kolacja w Stanach Zjednoczonych, to nie była
Maria Skłodowska-Curie
i prezydent Hoover, 1929 rok.
największa pod względem liczby osób, 500 zaledwie, co według mnie jest dużo, jednakże niezbyt dużo tutaj. Ale Edisonowi przypisuje się tu wielkie znaczenie i był obecny także prezydent Hoover. Kolacja składała się z bardzo niewielu dań, nie było wina ani likierów i mało przemówień. [...]
Edison jest już człowiekiem bardzo starym, który z dużym trudem powiedział kilka słów. Najdłuższą przemową była ta wygłoszona przez prezydenta Hoovera, który mówił głosem dość niskim, ale wyraźnie. [...] W sumie nie było nic szczególnego w urządzeniu tej kolacji. [...] Podczas przemówień skierowano pod moim adresem uprzejmości, a nawet przez radio przesłał je Byrd z bieguna południowego lub z jego okolic.
W rezultacie byłam w nocy chora, chociaż wróciliśmy przed 10 wieczorem. Nie spałam, było mi niedobrze i bolała mnie głowa. Napiłam się gorącej wody i to mi pomogło dojść do siebie. Wagon zabrał nas natychmiast po naszym powrocie i spędziwszy w nim mało ciekawą noc, właśnie docieramy do Schenectady, skąd napiszę do Ireny. Pogoda jest ponura, ale lepsza od wczorajszej. Pani Meloney jest bardzo przyjazna i uprzejma i choć wciąż narzekam, że mnie zabrała do Detroit, co moim zdaniem nie powinno mieć miejsca, muszę przyznać, że dotychczas trzymała mnie z dala od reporterów i odmawiała w moim imieniu autografów, o które proszono. Zawsze to trochę mniej przykrości i fatygi.
Całuję Cię, kochanie, wagon tańczy, a tutejsze pociągi nie zatraciły zwyczaju szarpania przy odjeździe i w czasie zatrzymywania się. My tańczymy tym bardziej, że jesteśmy na końcu pociągu.
Me
Maria Curie i córki, Listy, tłum. Teresa Pogwizd, Mieczysław Mendychowski, Wydawnictwo Dolnośląskie 2011, s. 310–312.

poniedziałek, 9 września 2013

Odcinek 801: Irena Curie, 1914 rok

List Ireny Curie do matki, Marii Skłodowskiej-Curie

l’Arcouest, środa 9 września 1914 roku
Moja Kochana,

Dostałam Twój list z 6-ego. Niespokojna jestem, co się dzieje z Maurycym. Miejmy nadzieję, że napisze.
Robię lekcje z Fernandem. Rozwiązał już dziś rano zadanie z optyki i zrobił przy mnie wykres krzywej. Ostatnio kazałam mu robić wariacje różnych krzywych. Kiedy on rozwiązuje zadania, ja obok też pracuję. Zajmuję się stożkowymi i właśnie dziś rano zrozumiałam, co to jest średnica sprzężona do kierunku siecznej.
Miałam trudności z krzywymi, których równania zawierają x3, y3, wyrazy z xy itd. Nie mam dosyć wprawy w pochodnych cząstkowych, żeby się nimi zręcznie posługiwać. Poza tym zawsze znajduję w podanym rozwiązaniu nieoczekiwaną zmianę osi, której bym się nigdy nie spodziewała, i podobne historyjki.
Niedługo zacznę uczyć się współrzędnych biegunowych i rachunku całkowego. Nie wiem, od czego zacznę.
Wczoraj urządziliśmy wyścigi na plaży. Nabiegaliśmy się za wszystkie czasy.
Całuję Cię bardzo mocno.
Irena
Pocztówka z l'Arcouest.
Korespondencja Marii Skłodowskiej-Curie z córką Ireną, 1905–1934. Wybór, tłum. Krystyna Dolatowska, Państwowy Instytut Wydawniczy 1978, s. 84.

środa, 1 maja 2013

Odcinek 679: Maria Skłodowska-Curie, 1906 rok

Z dziennika Marii Skłodowskiej-Curie

1 maja 1906 roku
Mój Piotrze, jakże wszystko jest przygnębiające w tym domu, który opuściłeś. Ten
Maria i Piotr Curie.
dom nie ma już duszy, wszystko jest smutne, ponure i pozbawione sensu.
W sobotę rano złożyliśmy Cię do trumny. Podtrzymywałam Ci głowę, gdy Cię przenoszono. Prawda, że nie chciałbyś, by robił to kto inny? Pocałowałam Cię, również Jakub, a także Andrzej złożyli ostatni pocałunek na Twojej zimnej, ale jakże wciąż kochanej twarzy. Włożyliśmy do Twojej trumny kilka kwiatów oraz mój portrecik "małej grzecznej studentki", jak mnie nazywałeś, i który tak lubiłeś. To ten portret powinien towarzyszyć Ci w grobie, ponieważ jest to wizerunek tej, którą wybrałeś, tej, która miała szczęście podobać Ci się na tyle, że nie zawahałeś się zaproponować jej, by dzieliła z Tobą życie, mimo że widziałeś ją zaledwie kilka razy. Wielokrotnie mi powtarzałeś, że to właśnie wtedy, ten jedyny raz w życiu, działałeś bez najmniejszego wahania, ponieważ byłeś całkowicie przekonany, że postępujesz właściwie. Mój Piotrze, wierzę, że się nie pomyliłeś. [...]
Ostatni pocałunek, zamknięto trumnę i już Cię nie widzę. Nie godzę się, żeby ją okryto tą okropną czarną szmatą. Okrywam trumnę kwiatami i siadam obok. Niemal nie ruszam się z miejsca aż do chwili, kiedy ją wynoszą. Chcę powiedzieć tu, co wtedy czułam. Siedziałam sama obok Twojej trumny, złożyłam na niej głowę, przycisnęłam czoło. I w tej ogromnej rozpaczy zaczęłam do Ciebie przemawiać. Powiedziałam Ci, że Cię kocham i że zawsze Cię kochałam całym sercem. Powiedziałam Ci, że Ty o tym wiedziałeś [...]
Przychodzą, żeby Cię zabrać, zasmucone twarze, spoglądam na nich bez słowa. Odprowadzamy Cię do Sceaux i patrzymy, jak składają Cię w wielkiej, głębokiej dziurze, w której znajdzie się Twoje ostatnie posłanie. Później ten okropny szereg przesuwających się postaci. Chcą nas stamtąd zabrać.
Wracamy, Jakub i ja, chcemy patrzeć do końca. Zasypują grób, kładą na nim wiązanki kwiatów, wszystko skończone, Piotr śni swój ostatni sen pod ziemią. To koniec wszystkiego, wszystkiego, wszystkiego.
Prawda, że dobrze zrobiłam, Piotrze, nie godząc się na hałaśliwą ceremonię pogrzebową? Wiem, jak bardzo nienawidziłeś wszelkich uroczystości. Wolałeś - jestem tego pewna - odejść po cichu, bez niepotrzebnych peanów, bez przemówień. Zawsze lubiłeś spokój. Jeszcze podczas ostatnich dwóch dni, jakie spędziliśmy wspólnie w Saint Remy, powiedziałeś mi, że spokój działa na Ciebie zbawiennie. [...]
Zapiski Marii Skłodowskiej-Curie są opublikowane na stronie: http://sielecgimn.w.interia.pl/ (zakładka Patron).

wtorek, 6 listopada 2012

Odcinek 503: Maria Skłodowska-Curie, 1906 rok


Z dziennika Marii Skłodowskiej-Curie

6 listopada 1906 roku

Wczoraj dałam pierwszy wykład w zastępstwie mojego Piotra. Jakiż smutek i rozpacz! Byłbyś szczęśliwy, widząc mnie w roli profesora Sorbony, a ja sama zrobiłabym to dla Ciebie z największą ochotą. Ale robić to zamiast Ciebie, zamiast mojego Piotra, czy można sobie wyobrazić coś bardziej okrutnego? Jakże ja z tego powodu cierpiałam, jak bardzo upadłam na duchu. Czuję, że zgasła we mnie cała chęć do życia i pozostał mi jedynie obowiązek wychowania dzieci, a także wola kontynuowania zadania, którego się podjęłam.
Maria Skłodowska-Curie z córkami, 1908 rok.
Może jeszcze pragnienie udowodnienia światu, ale przede wszystkim sobie samej, że ta, którą tak mocno kochałeś, przedstawia rzeczywiście jakąś wartość. Mam też niejasną nadzieję, niestety bardzo słabą, że być może poznasz moje życie pełne smutku i wysiłku, i będziesz mi wdzięczny, i że dzięki temu być może łatwiej odnajdę Cię na tamtym świecie, o ile takowy istnieje. Gdyby tak rzeczywiście było, muszę postępować tak, aby móc Ci powiedzieć, że zrobiłam wszystko, by okazać się godną Ciebie. Tylko to mnie obecnie interesuje. Nie mogę więcej myśleć o życiu dla siebie samej, czuję się do tego niezdolna i nie mam na to najmniejszej ochoty. Życie i młodość są poza mną. Nie wiem już, co to jest radość, czy nawet przyjemność. Jutro skończę 39 lat. Ponieważ postanowiłam, że nie będę już więcej żyć dla siebie samej i nie będę robić niczego w tym kierunku, prawdopodobnie zostanie mi trochę czasu, by - przynajmniej częściowo - zrealizować zadania, jakie przed sobą postawiłam.
Rano przed wykładem poszłam na cmentarz, stanęłam przed Twoim grobem. Dawno już do Ciebie nie zachodziłam, bo byłam w Saint Remy i przygotowywałam się do wykładów. Kiedy zamieszkam w Sceaux, chciałabym tu często przychodzić, ponieważ mam nadzieję, że na cmentarzu będę mogła o Tobie myśleć spokojnie. Gdzie indziej życie stale mnie rozprasza.

Zapiski Marii Skłodowskiej-Curie: http://wyborcza.pl/1,75476,522713.html

poniedziałek, 14 maja 2012

Odcinek 327: Maria Skłodowska-Curie, 1906 rok


Z dziennika Marii Skłodowskiej-Curie

14 maja 1906 roku 
Maria i Piotr Curie przy wadze piezoelektrycznej
do pomiarów radioaktywności.
Mój Piotrusiu, chciałabym Ci powiedzieć, że kwitną już szczodrzeńce, a glicynie, głóg i irysy zakwitną lada chwila. Byłbyś rad, widząc to wszystko i mogąc grzać się w słońcu.
Chcę Ci też powiedzieć, że dostałam nominację na Twoją katedrę i że znaleźli się głupcy, którzy mi tego gratulowali. A także, że żyję nadal w rozpaczy i nie wiem ani co ze mną będzie, ani w jaki sposób spełnię zadanie, jakie stoi przede mną. Czasem wydaje mi się, że mój ból się wyczerpał i wyciszył, ale on zaraz powraca, silny i natarczywy.
Chcę Ci powiedzieć, że nie kocham już ani słońca, ani kwiatów, ich widok sprawia, że cierpię, czuję się lepiej, gdy jest brzydka pogoda, taka jak w dniu Twojej śmierci, i jeżeli całkiem nie znienawidziłam pięknej pogody, to tylko dlatego, że jest ona potrzebna moim dzieciom. [...]
Rankiem w niedzielę poszłam na grób mojego Piotra. Chcę zamówić grobowiec i trzeba będzie przenieść trumnę.
Maria Skłodowska-Curie i Piotr Curie
z rowerami przy Boulevard Kellerman.
Całymi dniami pracuję w laboratorium, to wszystko, do czego jestem zdolna; czuję się tam lepiej niż gdziekolwiek indziej. Dociera do mnie coraz bardziej, że moje życie z Tobą skończyło się nieodwołalnie, to wszystko minęło i coraz bardziej oddala się ode mnie; pozostał tylko smutek i zniechęcenie. Nie sądzę, żeby cokolwiek mogło mi dać prawdziwą osobistą radość, może z wyjątkiem pracy naukowej; chociaż i to nie, ponieważ jeśliby mi się powiodło, nie mogłabym znieść myśli, że Ty o tym nie wiesz. Ale to laboratorium daje mi złudzenie, że trzymam się kawałka Twojego życia i świadectwa Twojego istnienia.
Odnalazłam Twój portrecik, na którym jesteś obok wagi, zrobiony z pewnością ręką amatora, a nie jakieś dzieło sztuki, ale uśmiechasz się na nim tak pogodnie, że za każdym razem, gdy na niego spoglądam, wzbiera we mnie szloch. Zdaję sobie bowiem sprawę, że już nigdy nie ujrzę tego słodkiego uśmiechu.

Zapiski Marii Skłodowskiej-Curie są opublikowane na stronie: http://sielecgimn.w.interia.pl/ (zakładka Patron).

poniedziałek, 12 marca 2012

Odcinek 264: Maria Skłodowska-Curie, 1890 rok

List Marii Skłodowskiej do siostry, Bronisławy Dłuskiej

Warszawa, 12 marca 1890 roku
Maria Skłodowska.
Kochana Brońciu! Byłam głupia, jestem głupia i będę głupia po wszystkie dni żywota mego, a raczej, tłumacząc to na zwykły styl, nie miałam, nie mam i nigdy mieć nie będę szansy.
Marzyłam jak o zbawieniu o Paryżu, ale straciłam już była wszelką nadzieję, a teraz, kiedy mi się tak możność przedstawia, nie wiem sama, co robić. Obawiam się mówić o tym Ojcu; zdaje mi się, że mu ten projekt wspólnego zamieszkania zapadł w duszę, i że mu na tym zależy; chciałabym mu dać trochę szczęścia na starość, a z drugiej strony serce mi się kraje nad swymi zdolnościami zmarnowanymi, które przecież były czegoś warte.
[...] Dręczę się i gryzę o Helę, Józefa, Ojca i swoją chybioną przyszłość. W duszy mojej tak czarno i smutno, że czuję, jak źle robię, pisząc o tym do Ciebie i zatruwając Ci szczęście, boś Ty jedna z nas miała tak zwaną szansę. Nie miej mi tego za złe, ale widzisz, tyle rzeczy mnie boli, że trudno mi w końcu pisać wesoło.
Całuję Cię serdecznie. Na przyszły raz napiszę weselej i więcej, ale dziś mi tak wyjątkowo źle na świecie. Pomyśl o mnie serdeczniej, może odczuję tutaj [...].
Korespondencja polska Marii Skłodowskiej-Curie: 1881-1934, oprac. Krystyna Kabzińska, Wydawnictwa IHN PAN 1994, s. 20-21.

sobota, 10 września 2011

Odcinek 80: Maria Skłodowska-Curie, 1921 rok

List Marii Skłodowskiej-Curie do córki, Ireny

Paryż, sobota 10 września 1921 roku

Moja Kochana Ireno,
Maria Skłodowska-Curie
z córką Ireną w Instytucie Radowym,
1921 rok.
Dostałam Twój list z czwartku i piszę do Ciebie, Córeczko, żeby Ci życzyć, byś mile spędziła w l’Arcouest dzień Twoich 24 urodzin. Nie mogłabym przy tej okazji myśleć o Tobie serdeczniej, niż zawsze myślę, i nie mogę bardziej pragnąć uściskać Cię w tym dniu niż w jakimkolwiek innym dniu naszego wspólnego życia. Dlatego też ze spokojem i pogodą myślę, że będziesz miała w l’Arcouest urodziny weselsze, niż miałabyś w Paryżu, i cieszę się z tego dla Ciebie i nie żałuję za bardzo, że nie jesteśmy razem.
Wiesz o tym, moje Dziecko, że jesteś dla mnie najlepszą przyjaciółką i że dzięki Tobie moje życie jest lżejsze i łatwiejsze. Jestem Ci za to nieskończenie wdzięczna i mam nadzieję, że rozpoczynający się rok pracy przyniesie nam niejedną satysfakcję częstokroć trudną do osiągnięcia. Myśl o Twoim uśmiechu i zawsze wesołej buzi dodaje mi odwagi i chęci do pracy. Miejmy nadzieję, że trudności nie będą zbyt wielkie i że uporamy się z nimi, przynajmniej częściowo.
Przykro mi bardzo, że koniec wakacji nie układa Ci się tak, jak byś chciała. Rozumiem, że chciałabyś zobaczyć się z Francisem i z Piotrem Auger, z którymi jesteś zaprzyjaźniona. Jednakże Ewa ma rację, że wraca, bo czeka ją jeszcze duży wysiłek, by przygotować się do matury, a w l’Arcouest nie mogłaby pracować z równym pożytkiem co w Paryżu. Jeżeli koniecznie chcesz zobaczyć się ze mną przed moim wyjazdem na południe 16 września, to mogłabyś może przyjechać z Ewą 14 września rano, wrócić do l’Arcouest 16 września wieczorem i posiedzieć tam jeszcze przez tydzień. Bardzo chętnie pokryję Ci koszty podróży. Ewunia nie będzie zbyt nieszczęśliwa w Paryżu, jeżeli weźmie ze sobą Alicję. Oczywiście jednak nie chciałabym, żeby została tu sama w domu.
Całuję Cię bardzo serdecznie, moja Kochana Ireno, i do zobaczenia.
Matka
Podziękuj Ewie za jej miły list, nie odpisuję jej dzisiaj, bo już bardzo późno. Napiszę do niej w poniedziałek.
Korespondencja Marii Skłodowskiej-Curie z córką Ireną, 1905–1934. Wybór, tłum. Krystyna Dolatowska, Państwowy Instytut Wydawniczy 1978, s. 128–129.

wtorek, 5 lipca 2011

Odcinek 13: Odo Bujwid, 1934 rok

Z dziennika profesora Odona Bujwida

Warszawa, 5 lipca 1934 roku
Umarła Maria Skłodowska-Curie. Pamiętam, jak ją żegnałaś przed jej wyjazdem do Paryża, gdy nie mogła otrzymać miejsca asystentki przy Katedrze Fizyki u Witkowskiego.
Stoi zapłakana przy naszym stole jadalnym na Studenckiej. Obie użalacie się na głupi los, który nie pozwala kobiecie na pracę w uniwersytecie, podczas gdy taka masa męskich miernot według prawa stoi o niebo wyżej od was. Mówisz do niej:
- Niech pani, panno Mario, będzie spokojna i jedzie tam, gdzie lepiej potrafią ocenić pani zdolności i naukę. Zrobi tam pani na pewno dużo dobrego dla siebie i kraju, który teraz nie umie ocenić pani jak należy.
Jakże prorocze były Twoje słowa. Czy mógł się ktoś spodziewać, że ta polska niewiasta tak szeroko potrafi rozsławić imię polskiej kobiety. Podwójna Nagroda Nobla to tylko jedno ogniwo, ale jakże znaczące.
Minęło 40 lat od chwili waszego rozstania, po którym już nigdy nie spotkałyście się ze sobą. Kiedy przed kilku laty ujrzałem ją w Paryżu, będąc na jej odczycie, zobaczyłem steraną kobietę, nie mającą żadnej cechy kobiecości. Wyglądała jak jakaś stara gospodyni wiejska z rękami kucharki, zniszczonymi od ciężkiej pracy, która jej wypełniła życie. Umarła przeżywszy Ciebie o dwa lata, a byłyście w jednym roku urodzone.

Odo Bujwid, Osamotnienie. Pamiętniki z lat 1932-1942, oprac. Danuta i Tadeusz Jarosińscy, Wydawnictwo Literackie 1990, s. 94-95.

piątek, 10 czerwca 2011

Odcinek 5: Maria Skłodowska-Curie, 1906 rok

Z dziennika Marii Skłodowskiej-Curie

Paryż, 10 czerwca 1906 roku
Płaczę znacznie mniej i mój smutek nie jest już tak silny, ale przecież nie zapominam. Wszystko wokół mnie jest ponure. Codzienne troski nie pozwalają mi nawet pomyśleć w spokoju o moim Piotrze. A przecież usiłowałam otoczyć się wielką ciszą, sprawić, by świat o mnie zapomniał. Mimo to ledwie daję sobie radę z własnymi myślami. Martwię się stale o dom, dzieci i laboratorium.
Ale nawet na chwilę nie zapominam, że utraciłam Piotra, tyle tylko, że trudno mi myśleć o Nim ze skupieniem i niecierpliwie wyglądam chwili, kiedy będę w stanie to uczynić.
Widziałam, jak przenoszono skrzynię z Jego ciałem do prowizorycznego grobowca. Był tak blisko mnie i tak bardzo chciałam Go zobaczyć. Jakże mi żal, że ta skrzynia, w której zamknięte jest to, co miałam najdroższego na świecie, znów zostanie zamurowana pod ziemią. Odczuwam potrzebę chodzenia na cmentarz. Jestem tam bliżej Piotra i mogę bez przeszkód żyć myślami o Nim. Znoszę jakoś życie, ale wydaje mi się, że już nigdy nie będę potrafiła się nim cieszyć, choć tak wiele mi pozostało. Nie jestem bowiem osobą pogodną i wesołą z natury, czerpałam dotąd odwagę ze spokoju ducha, jaki cechował Piotra, ale to źródło wyschło.
Byłeś ucieleśnieniem uroku i szlachetności, a także najwspanialszych talentów. Zanim Cię poznałam, nie spotkałam nikogo podobnego do Ciebie i nigdy potem nie widziałam osoby równie doskonałej. Gdybym Cię była nie poznała, nigdy bym nie przypuszczała, że w ogóle można być takim człowiekiem.
„Odkąd przestałeś istnieć”. Wspomnienia Marii Skłodowskiej-Curie, „Wysokie Obcasy”, 5 XI 2001.