Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shirley Anna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shirley Anna. Pokaż wszystkie posty

środa, 12 września 2012

Odcinek 448: Anna Shirley, bez roku


List od Ani Shirley, magistra nauk humanistycznych, kierowniczki wyższej szkoły w Summerside, do Gilberta Blythe, studenta medycyny na Uniwersytecie Redmondskim w Kingsporcie
Szumiące Topole
Aleja Duchów, Summerside

Wyspa Księcia Edwarda

Poniedziałek, 12 września 
Najdroższy!


Czy zwróciłeś uwagę na adres? Czy kiedykolwiek słyszałeś coś równie uroczego? „Szumiące Topole” to nazwa mojego nowego domu. Uważam, że jest piękna, podobnie jak „Aleja Duchów”, która zresztą oficjalnie nie istnieje. Ulica ta właściwie nosi nazwę Trydenckiej, ale nikt tak jej nie nazywa. Tylko czasem w „Kurierze Tygodniowym” można znaleźć wzmiankę o ulicy Trydenckiej, a wówczas mieszkańcy Summerside spoglądają na siebie ze zdumieniem i pytają jeden drugiego: „Gdzie też to może być?” […]

Zapada zmierzch... (A propos, czy „zmierzch” to nie urocze słowo? Wolę je daleko bardziej niż „zmrok”. Brzmi miękko jak aksamit, zamyka w sobie wszystkie cienie odchodzącego dnia i... no, jest po prostu właśnie takie jak zmierzch). Za dnia należę do świata, a w nocy władzę nade mną przejmują marzenia senne i wieczność. Ale o zmierzchu należę tylko do siebie... i do Ciebie. Dlatego też o tej porze właśnie zamierzam pisać do Ciebie. Ale to nie będzie list miłosny. Stalówka w moim piórze drapie i nie mogę nią pisać listów miłosnych. Nie umiałabym też zapewne zdobyć się na taki list, gdyby stalówka była zbyt ostra lub zbyt tępa. A więc będziesz otrzymywał ten rodzaj listów tylko wtedy, gdy znajdę idealnie dobrą stalówkę.

Teraz opiszę Ci mój nowy dom i jego mieszkańców. […]
Od razu pokochałam ten domek. Istnieją domy, które, trudno powiedzieć dlaczego, wywierają głębokie wrażenie od pierwszego spojrzenia. Takie właśnie są Szumiące Topole. Jak Ci je opisać?! Jest to biały budyneczek – bardzo biały, z bardzo zielonymi okiennicami, wieżyczką w rogu i oknem na poddaszu. Niski kamienny murek odgradza go od ulicy. Wokół rosną w równych odstępach wysmukłe topole. W tyle znajduje się ogród, w którym kwiaty i warzywa tworzą cudowną mieszaninę barw. Słowa te jednak nie oddają prawdziwego czaru Szumiących Topoli. Jest to dom o własnej osobowości i ma w sobie coś, co przypomina mi Zielone Wzgórze. […]
Pokoik okazał się bardzo mały. Prowadzą doń boczne schodki. Jest dość mały, ale nie aż tak, jak ten okropny pokój, w którym mieszkałam przez pierwszy rok w Kingsporcie. Jedno okno wychodzi na zachód, a drugie na północ. Trzecie znajduje się w narożnej ścianie wieży. Stoją pod nim półki na książki. Podłogę pokrywa pleciony dywanik. Łóżko jest tak gładko zasłane barwną kapą, że wydaje się bluźnierstwem spać na nim. Dodatkowego dostojeństwa nadaje mu wspaniały baldachim. A co najlepsze, jest tak wysokie, że wchodzi się do niego po schodkach, zrobionych specjalnie w tym celu. Na dzień chowa się je pod łóżko. Prawdopodobnie kapitan MacComber przywiózł całą tę maszynerię z którejś ze swych zamorskich podróży.
W kącie stoi mały kredensik, którego półki wysłane są białym papierem powycinanym we wzorki. Na drzwiach widnieją namalowane bukiety kwiatów. Przy oknie leży okrągła, niebieska poduszka z wgłębieniem pośrodku. Przypomina duży niebieski pączek. W rogu stoi śliczna toaletka z półką na miskę, mydelniczkę i dzbanek z gorącą wodą. Na drugiej półce siedzi porcelanowa biała dama w różowych pantoflach, ze złocistą szarfą i czerwoną porcelanową różą w złotych porcelanowych włosach. W szufladzie ozdobionej mosiężną gałką leży moc ręczników. […]
Wprowadziłam się dzisiaj. [...]
Ale lubię Szumiące Topole i czuję, że one także mnie lubią. Zawsze wiem, czy lubi mnie dom, w którym mieszkam. [...]
Gdy zechcę, będę mogła spędzać urocze samotne godziny w moim pokoju. Czasem bardzo miło jest być samą. Zaprzyjaźnię się z wiatrami. […].
Chyba nie będę dziś spała. Nigdy nie mogę zasnąć w obcym domu, a co dopiero w tak dziwacznym łóżku. Ale to nie szkodzi. Zawsze kochałam noc, a tę spędzę marząc o całym swym życiu – przeszłym, obecnym i przyszłym. Szczególnie o przyszłym.
Długość tego listu dowodzi, że nie mam nad Tobą litości. Pragnęłam opisać Ci wszystko, żebyś mógł wyobrazić sobie moje nowe otoczenie. Kończę, gdyż daleko nad zatoką księżyc „tonie w krainie cieni”. Muszę jeszcze napisać do Maryli. Mój list przyjdzie na Zielone Wzgórze pojutrze. Tadzio przyniesie go z poczty i nie odstąpi od kolan Maryli, gdy będzie czytała. A pani Linde uważnie nadstawi uszu. Och! Jeszcze chwila, a pogrążę się we łzach z tęsknoty za domem. Dobranoc, najdroższy.
Twoja Ania
Lucy Maud Montgomery, Ania z Szumiących Topoli, tłum. Aleksandra Kowalak-Bojarczuk, Nasza Księgarnia 1990, s. 5–16.