Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shelley Mary. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shelley Mary. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 sierpnia 2012

Odcinek 420: Mary Shelley, 1822 rok

List Mary Shelley do przyjaciółki, Marii Gisborne

15 sierpnia 1822 roku
Mary Shelley.
Obiecałam przesłać ci relację o ostatnich fatalnych miesiącach mego pełnego nieszczęść życia. W poniedziałek, ósmego, Jane otrzymała list Edwarda. Pisał w nim, że czeka na Shelleya [męża Mary], który jest w Pizie, „ale — dodawał — jeśli nie przybędzie do poniedziałku, przypłynę feluką, tak, że spodziewaj się mnie najpóźniej we wtorek, wieczorem. To był ten straszny poniedziałek, u nas przez cały dzień była burza i nawet do głowy nam nie przyszło, że mogliby wypłynąć w morze. Dotarły do nas wieści — wciąż żywiłyśmy nadzieję — gdyby jeszcze opisać ci całą śmiertelną udrękę, jaką znosiłyśmy, mogłabyś pojąć, czym jest bezmiar cierpienia — gdy każda chwila zdaje się nie do zniesienia, a jednak mija, by ustąpić następnej, jeszcze bardziej bolesnej. Powiedziałam do Jane: „Gdyby na brzegu znaleziono jakieś ślady, Trelawny wróciłby, aby nas zawiadomić. Nie wrócił, więc nie tracę nadziei. Wieczorem wrócił jednak — wszystko było skończone — znaleziono ich na brzegu. — Cóż, wszystko to trzeba było jakoś znieść.
Dzisiaj jest ten dzień  —  słońce świeci jasno — gdy [przyjaciele] udali się na opustoszałą część wybrzeża, aby oddać ostatnią posługę ich ziemskim szczątkom, jest to możliwe tylko pod warunkiem, że ciała zostaną na miejscu spalone na popiół.
Wkrótce będę musiała opuścić Italię — i wówczas — nastąpi kres wszystkiego prócz rozpaczy. Adieu. Mam nadzieję, że jesteś szczęśliwa.
Twoja na zawsze
Mary
Kremacja Shelleya, obraz Louisa-Edwarda  Fourniera.
Cyt. za: Frank McLynn, Sławne listy o ludziach i wydarzeniach zmieniających losy świata, Arkona 1995, s. 137.