Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shaw George Bernard. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shaw George Bernard. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 kwietnia 2013

Odcinek 651: George Bernard Shaw, 1902 rok

List George'a Bernarda Shaw do aktorki Ellen Terry  

3 kwietnia 1902 roku
10 Adelphi Terrace, W. C,
Piccards Cottage, St Catherines
Guildford, Surrey


Ellen Terry jako Lady Cicely
w sztuce Captain Brassbound's Conversion.
P. Bernard Shaw pozdrawia p. Ellen Terry. P. Bernard Shaw odbył rozmowę z p. Langtry, która mu zaproponowała, że bezzwłocznie i wspaniale wystawi Kapitana Brassbounda na scenie Imperiał Theatre.
P. Bernard Shaw, z ostatnim przebłyskiem zdeptanej miłości, odepchnął p. Langtry, okazując przy tym irytację graniczącą z brutalnością.
P. Bernard Shaw zachował się w tak niedżentelmeński i niekupiecki sposób, gdyż powodowało nim pełne gniewu pragnienie, aby schwycić p. Ellen Terry za włosy i zmusić do zagrania Lady Cicely.
P. Bernard Shaw chciałby wiedzieć, czy może p. Ellen Terry woli zagrać Martę w Lyceum.
P. Bernard Shaw jest gotów posunąć się aż do tego, żeby na wypadek klapy Fausta zarezerwować dla sir Henry Irvinga jakąś pomniejszą rolę, naturalnie jeśli p. Ellen Terry by sobie tego życzyła.
P. Bernard Shaw żyje w wiecznym strachu, że p. Langtry otrząśnie się ze swego zrozumiałego oburzenia na jego złe maniery i ponowi swą propozycję.
P. Bernard Shaw błaga p. Ellen Terry, żeby odpowiedziała na ten list.
P. Bernard Shaw poszukuje nowego domku czy domu j na wsi i pragnie rady w tej sprawie.
P. Bernard Shaw tęskni za widokiem kiedyś tak mu dobrze znanego pisma p. Ellen Terry.
G.B.S.
Listy Ellen Terry i Bernarda Shaw, oprac. Christopher St. John, tłum. Krystyna Tarnowska, Państwowy Instytut Wydawniczy 1981, s. 422-423.

środa, 18 stycznia 2012

Odcinek 210: George Bernard Shaw, 1898 rok.

List George'a Bernarda Shaw do aktorki Ellen Terry

18 stycznia 1898 roku. 29 Fitzroy Square, W.
Ellen Terry, zdjęcie z 1886 roku.
Na miłość boską, moja najdroższa droga Ellen, nie mów mi o sobie takich potwornych rzeczy. Co to za nowy i przerażający wymysł, ta „newralgia podniebienia”? Na samą myśl o tym czuję, jak mi się wnętrzności przewracają. Newralgia oznacza w zasadzie niedostateczne odżywienie, chyba że jest ustrojowa i można ją uznać za wariant podagry albo astmy, albo omdleń. Prawdopodobnie ma Pani za mało ruchu fizycznego, który wyostrza zdolności asymilacyjne organizmu. Powinna Pani przyjąć moje ramię i pozwolić się codziennie oprowadzać po ulicach dwie albo trzy mile. Dawniej p. P. T. miewała silne newralgie, teraz ma je bardzo rzadko. Na spacerach ze mną zatrzymywała się co pięć minut i dostawała palpitacji, i mówiła, że nie powinienem chodzić z szybkością ekspresu. Teraz sadzi w podskokach i galopuje ze mną nie mrugnąwszy powieką. Webbowie wybierają się w marcu w podróż dookoła świata, na co ja nie mogę sobie pozwolić. Namawiają ją, żeby z nimi pojechała. Jeśli pojedzie, nie będzie jej przez blisko rok. Akurat dość czasu na nową przygodę miłosną. Czy wzięłaby mnie Pani w dzierżawę na tak krótki termin — moja atrakcyjność utrzyma się prawie przez cały ten czas? Nie wyobraża Pani sobie, jak rozkoszne katusze przeżywa kobieta we mnie zakochana: moja zdolność ranienia kobiet jest zdumiewająca, a intencje mam przecież zawsze dobre. [...]
G. B. S.
Listy Ellen Terry i Bernarda Shaw, oprac. Christopher St. John, tłum. Krystyna Tarnowska, Państwowy Instytut Wydawniczy 1981, s. 320-321.

środa, 12 października 2011

Odcinek 112: George Bernard Shaw, 1899 rok

List George'a Bernarda Shaw do aktorki Ellen Terry

SS „Lusitania", 12 października 1899  roku
Na miłość boską, Ellen, ten grecki Archipelag! Widzisz okiem wyobraźni przepiękne wyspy jak klejnoty osadzone w turkusowym morzu? Uff! Zimno, sztormowo, deszczowo-szaro, kołysanie i podrzucanie, niedola, bóle głowy i zgroza powszechnego bekania! Chwila odpoczynku w Dardanelach pozwala mi do Pani napisać; niedługo będziemy na Morzu Marmara, uważanym — jak się dopiero teraz dowiaduję — za najzimniejsze i najbardziej wietrzne morze na świecie.
Jean Mounet Sully w roli Otella
Ale przynajmniej mam za sobą Ateny z ich głupim klasycznym Akropolem i strzaskanymi kolumnami. Charlotte, która — nie ma na to rady! — wielbi aktorstwo francuskie i uważa Comédie Française  za ósmy cud świata, uparła się, żebym z nią poszedł obejrzeć tego ryczącego osła, Mouneta Sully, w roli Otella. Boże miłosierny! Czwarty akt skończył się o pół do pierwszej, a piąty zaczął punktualnie o pierwszej. Nieszczęsny Sully szczerzył zęby jak królowa wróżek z pięciorzędnej pantomimy i wrzeszczał jak gazeciarz. Szekspir odniósł wspaniałe zwycięstwo w trzecim akcie, a zasługę przypisano Sully'emu. Potworne przeżycie.
George Bernard Shaw, 1898 r
W Atenach najlepszą rzeczą był Pani list. Oraz niesłychanie irytujący telegram, w którym pyta Pani, co z prawami amerykańskimi — dokładnie o to, o co ja na próżno pytam od miesiąca. Ale teraz nie ma się co z nimi śpieszyć, bo jest już za późno na przygotowanie czegokolwiek przed zimą. [...]
Zaproponowanie mi 500 funtów za wyłączne prawa do Brassbounda dowodzi w chwalebny sposób, że ocknęła się Pani i zrozumiała, na czym polegają interesy. Ale nie przyjmę propozycji, bo jest to suma za mała, jeśli sztuka będzie miała powodzenie, i za duża, jeśli zrobi klapę. Henry nabywa w ten sposób okropne sztuki od krytyków — żeby ich przekupić. Chodzi o to, że jeśli sztuka padnie, nie dostanę nic; ale gdyby miała powodzenie, spodziewam się i nie wątpię, że zarobi Pani dla mnie 5000 funtów, zanim wygrana do końca zejdzie z afisza.
Mniej więcej czterdzieści lat temu uważano Małgorzatę de Valois za postać romantyczną, ponieważ była une femme galante. W rzeczy samej jako młoda dziewczyna była piękna, ale jadła za dużo, piła za dużo i wkrótce stała się komiczną, otyłą, uróżowaną istotą, z której wszyscy się śmiali. Żaden naprawdę dobry dramaturg nie potrafiłby z niej uczynić heroiny. Sztuka o tej kobiecie może  przemówić do wyobraźni Henry'ego, który nigdy nic nie czytał, odkąd w chłopięctwie zachłystywał się powieścidłami Ainswortha (to jest, jeżeli w ogóle czytał jakiekolwiek książki); ale nie spodoba się publiczności, chyba że jest bardzo przekonywającą i zupełnie nie historyczną sztuką, co naturalnie jest możliwe.
[...] No i proszę! Uff! Wpływamy na Morze Marmara! Szczęśliwej podróży przez Atlantyk.
G.B.S.
Ellen Terry
Listy Ellen Terry i Bernarda Shaw, oprac. Christopher St. John, tłum. Krystyna Tarnowska, Państwowy Instytut Wydawniczy 1981, s. 391-393.

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Odcinek 47: George Bernard Shaw, 1899 rok

List George'a Bernarda Shaw do aktorki Ellen Terry

8 sierpnia 1899,  Blen-Cathra, Hindh

George Bernard Shaw
Och, kłamiesz, Ellen, kłamiesz: nie było dotąd roli z tak głębokim przekonaniem napisanej dla kobiety, jak ta napisana dla Ciebie — niemądra, nieświadoma samej siebie, oślepiona błędnymi ognikami sceny dziecino, którą wciąż jesteś. To tak jakbym ofiarował tę rolę Kate. „Panie, nie mam zwyczaju grać takich rzeczy, zaproponuj to jakiejś zwykłej aktorce — jest zdaje się taka osoba nazwiskiem Campbell, czy też Kendal? Ta rola może jej odpowiadać. Ja się specjalizuję w romantycznej tragedii. Już samo to, że proponuje mi Pan swoja sztukę, dowodzi, jak dalece nie zdaje sobie Pan sprawy z mojej pozycji w świecie teatralnym. Spodziewałam się po Panu czegoś lepszego. Żeby to był chociaż język klasyczny, zamiast tych wulgarnych kolokwializmów. Ale... och, doprawdy mniejsza z tymi Żegnam Pana.”
Korzyści z grania sztuki w Lyceum! Nie ma ich Pani jeszcze dosyć? Ośmiela się Pani mówić mnie, Mnie, MNIE o jaskini tego ludojada, gdzie został pożarty Pani talent? l Idź zatem, nędznico, i poproś Comynsa Carra albo Calmoura, żeby napisali dla Ciebie miłą nową sztukę, której tytuł brzmiałby jak nazwa najnowszego szamponu do włosów i bądź tak romantyczna i malownicza, jak Ci się podoba, i pogrzeb tę resztkę autentyzmu, który został jeszcze w Ellen, pod nowymi dziesięcioma tonami bredni!
Ellen Terry
Posłuchaj mnie, kobieto małej wiary. Sprowadź sobie ze swojej czytelni dwie książki o podróżach po Afryce: jedną p. Kingsley (czy zna ją Pani?), a druga H. M. Stanleya. Porównaj tę dzielną kobietę, pełną rozsądku i dobrej  woli,  z nim — łowcą  dzikich zwierząt uzbrojonym w strzelbę na słonie, który tkwi w atmosferze strachu i mordu, który ratuje się z trudności spowodowanych własnym tchórzostwem za pomocą samolubnego, obłąkanego zabójstwa. Pomyśl o tym wszystkim, co na Twoich oczach wyrastało przez ostatnie lata w Europie — kult Bismarcka, kult Stanleya, kult doktora Jima, a teraz w końcu kult Kitchenera z trupami wrogów wykopywanymi z ziemi i siekanymi na kawałki. Pomyśl też o prawodawstwie: o szubienicy, ciężkich robotach, o histerycznym wrzasku ludzi dopominających się kary chłosty, o tchórzostwie paradującym w przebraniu „silnego rządu”, „prawa i porządku” i tak dalej. No i jak Ci się to wszystko podoba? Czy naprawdę wierzysz w bohaterstwo rozbójnika?  Czy solidaryzujesz się z karą wymierzaną przez sędziego? Czy nie znajdujesz we własnym życiu, we własnych drobnych sprawach lepszego sposobu, bardziej pouczającej mądrości serca, żadnych wskazówek, że należy raczej ufać dobrej stronie natury ludzkiej niż terroryzować złą? A ja — biedny głupiec! — myślałem, że Ellen Terry w odróżnieniu od innych posiada mądrość serca i rządzi swoim prywatnym małym światem, jak Tołstoj chciałby, żeby nasi Chamberlainowie i Balfourowie, niemieccy Kajzerowie i Kitchenerowie, Lord Najwyższy Sędzia oraz inni niewolnicy fałszywych idei i urojonych strachów rządzili Europą. I wobec tego ofiarowuję Ci sztukę, w której znajdujesz się dokładnie tam, gdzie imperializm jest jakoby najbardziej potrzebny — na linii granicznej, na której  Europejczyk spotyka fanatycznego Afrykańczyka, z sędzią po jednej stronie i nieugiętym niebieskim ptakiem-korsarzem po drugiej, przy czym rzeczony nieugięty niebieski ptak szerzy „cywilizację” pod postacią broni palnej  w rękach opryszków, arystokratycznych mauvais sujets i głupich włóczęgów. Usiłuję pokazać ludzi, jak wyrabiają w sobie odwagę przez stałe obcowanie z własnymi lękami i stały bunt przeciwko własnym lękom. W Pani usiłuję pokazać kobietę, która się niczego nie boi i która poskramia ich wszystkich, jak Daniel poskromił lwy — nie sprytem, a zwłaszcza nie odwoływaniem się do tego, co zawsze ratowało Kleopatrę, do ich namiętności, tylko wyższością moralną. Jest to sytuacja uniwersalna, a co więcej, najzupełniej niezrozumiała Kleopatr wszelkich epok i rodzajów. [...] A więc tu ma Pani swój portret, namalowany na mapie globu ziemskiego, ale wolisz, moja Ellen, Lady Makbet Sargenta. [...] Ma Pani tu rolę, która dominuje nad całą sztuką, ponieważ postać, która przez nią przemawia, dominuje nad światem — a Pani się wydaje, że to rola odpowiednia dla p. Campbell! Opryszek, który w krytycznej sytuacji stawia kropkę nad „i” odwracając się od przedstawiciela floty, przedstawiciela prawa i od wszystkich mocy i zastępów i szukając ratunku u Pani — „oni nie śmią tego zrobić, jak im Pani zakaże” — jest dla Pani nudziarzem. We wszystkich innych moich sztukach — nawet w Kandydzie — w mniejszym czy większym stopnia prostytuowałem aktorkę czyniąc jej postać atrakcyjną częściowo w aspekcie seksualnym; tylko mężczyzna w Uczniu diabła omija niebezpieczeństwo. Tworząc postać Lady Cicely zrezygnowałem z tego i obdarzyłem ją dzięki temu większą siłą oddziaływania. A Pani jest rozczarowana.
Och nikczemna, nikczemna, nikczemna! To prawda, że zapisanie tej sztuki w kronikach jako dzieła stworzonego przeze mnie dla Pani jest warte tysiąca sukcesów w Lyceum. Ale opublikowanie jej z nadrukiem „Odrzucone przez p. Ellen Terry jako niegodne jej kunsztu aktorskiego”! Pani myśli, że ja to właśnie chciałem zrobić? I czy Pani sobie wyobraża, że uważam Ją za osobę, którą trzeba pokazywać wśród sfinksów i świateł rampy, żeby rozkapryszona publiczność mogła się nią zachwycić? Och Ellen, Ellen. Ellen, Ellen. To koniec wszystkiego.
G. B. S.

Listy Ellen Terry i Bernarda Shaw, oprac. Christopher St. John, tłum. Krystyna Tarnowska, Państwowy Instytut Wydawniczy 1981, s. 366-368.