Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sexton Anne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sexton Anne. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 czerwca 2014

Odcinek 1069: Anne Sexton, 1965 rok

List Anne Sexton do Lois Ames

[14 Black OakRoad] 4 czerwca 1965 roku
Sylvia Plath.
Droga Lois Ames:
List Pani nie ma daty, a koperta gdzieś się podziała i... Bóg świadkiem, list ten leży tu już dosyć długo!
Miałam zamiar odpowiedzieć od razu. Ale jakoś tak życie (pisanie) ja sama stanęło mi na przeszkodzie.
Czy może mi Pani wybaczyć? Proszę spróbować.
Tak, Sylvia [Plath] nie żyje. I nie żyła już od dawna. Wielu spośród innych przyjaciół zdaje się również umierać. Nie podoba mi się to, rodzice, przyjaciele - Bóg wie kto następny! Chyba własne dzieci. Tak, to byłoby najcięższe do przyjęcia, a wielu spotyka się z tym. Mnie, szczęśliwie, to się nie przydarzyło.
O jej śmierci wiem niewiele - wszystko to plotki. Z pewnością NIE jest plotką to, co mówi jej matka (która zachowuje to, miejmy nadzieję, w tajemnicy). Ta plotka-prawda to to, że zabiła się sama, jak już raz wcześniej próbowała, czemu trudno się dziwić - odkręcając gaz. l tak umarła. W Anglii. [...] Bądź co bądź, nosiła to samobójstwo w sobie. Tak jak ja. Jak wielu z nas. Ale jeśli mamy szczęście, nie ujawniamy się z tym i coś czy też ktoś zmusza nas do życia. Jej ostatnie wiersze są zdumiewające. Bezkompromisowe! Chciałabym móc do niej napisać, jak kocham je i podziwiam. Ale nie można (choć robię to w moich wierszach) pisać do umarłych.
Tak, przypuszczam, że kiedyś znała mnie Pani, czy też moją kopię... gdyż rzeczywiście wychowałam się w Wellesley. Im mniej mówi się o dziecku, jakim byłam, tym lepiej. Byłam głupcem, który nie posiadał nic prócz kabrioletu i który nigdy nie nauczył się poprawnej pisowni ani czegokolwiek. Zaczęłam dorastać dopiero w 28 roku życia. Więc jeśli przypomina mnie Pani sobie, proszę o mnie zapomnieć. Zaczęłam wszystko od nowa 8 lat temu i wolałabym, żeby nikt nie wiedział o tamtej drugiej - tej okropnej chłopakowato-nieszczęśliwie-głupkowatej dziewczynie... Sylvię spotkałam później... I gdyby znała mnie w Wellesley, jestem pewna, nie rozmawiałaby ze mną. Nazywałam się Anne Harvey.
Przykro mi, że tak się spóźniłam z odpowiedzią. Jeśli jest coś jeszcze co mogłabym Pani o Sylvii powiedzieć, zrobię to z przyjemnością. Pisała do mnie kilkakrotnie z Anglii - ale zawsze o swoim życiu. O swojej śmierci milczała. A niech to. W końcu może - a może nie - to była jej sprawa. Wszyscy latają wkoło potępiając ją za to, a ja mówię:
Miała prawo!... Ale przyjaciele zostają w opuszczeniu.
Najlepsze życzenia,
Anne Sexton
Anne Sexton.
Anne Sexton, Listy, tłum. Anna Sudrawska, Literatura na Świecie 1988, nr 4 (201), s. 176-177.

niedziela, 28 kwietnia 2013

Odcinek 676: Anne Sexton, 1966 rok

List Anne Sexton do Philipa Legler

[14 Black Oak Road] 28 kwietnia, 1966 roku
Anne Sexton.
Drogi Phil Maleństwo -
Tak się cieszę, że przysłałeś więcej wierszy. Chcę ci od razu powiedzieć, że The Sweat Box jest bardzo dobrym wierszem i dobrze byś zrobił wysyłając go do New Yorkera [...] Phil Maleństwo, jak to się dzieje, że będąc u czubków trzymasz fason i piszesz wiersze? I jeszcze wypożyczasz maszynę do pisania? Na miłość boską nie bądź tak straszliwie przygnębiony. Powiedz tej kobiecie w ciąży, że nic jeszcze nie wie o życiu. Powiedz swojemu doktorowi, że nie miał prawa wyjeżdżać z miasta, gdy ty byłeś w kłopocie. Powiedz swojemu doktorowi, że nic dziwnego, iż jesteś pomylony, skoro on wyjeżdża z miasta i zostawia cię z kupą czubków. Powiedz mu, że to jest zaraźliwe i że to wszystko jego wina.
Phil, kiedy poszłam do czubków nie byłam „poza tym", chociaż pisałam w ten sposób. Jasne. Byłam diabelnie pomylona, ale wiedziałam o tym. A jeśli się wie o tym, to ten stan trzeźwości pogarsza tylko chorobę. Obserwowałam jak to się dzieje i słyszałam ten sam głos krzyczący z oddziału zamkniętego. Słyszałam go zbyt dobrze. To było straszne. Zostawili mnie tam i być może nigdy nie wróciłam do zdrowia po usłyszeniu brzmienia tego głośnego krzyku i może to dobrze... Niech wrzeszczy. Życie wrzeszczy w głowie każdego artysty z maszyna do pisania czy piórem, a więc niech wrzeszczy. Podpisz się pod tym wszystkim. Zapisz wszystko. Kiedy wyzdrowiejesz (jeśli to, czym jestem można nazwać zdrowiem??) możesz uporządkować to co piszesz i sprawdzić się w tym co piszesz. Cokolwiek teraz napiszesz, później będzie złotem, więc wydobądź to i nie rób tych cholernych koszyków. Wysyłaj mi każdy wiersz, jaki napiszesz, a ja przeczytam wszystko i będę wiedziała, że wysłałeś je do mnie i przebaczę ci i będę cię uwielbiać i zrozumiem cię. Wiem, że jesteś przybity jak diabli i nie winię cię. Co do Twojej książki i drugiej książki i tego wszystkiego. Jasne, że Twoje wiersze obchodzą. [...] Nie każdy poeta osiąga natychmiastową sławę i nie można się jej spodziewać, nawet gdy się jej bardzo pragnie i potrzebuje. Nie przestawaj pisać, do cholery. [...] Mogę sobie z Tobą poradzić. Lecz większy problem w tym, jak poradzić sobie bez ciebie, gdyż tacy jak Ty prawie nigdy się nie zdarzają. Na miłość Boską, pisz do mnie nawet jeżeli nie mogę za każdym razem odpisać. Potrzebuję Twoich listów jak pożywienia. Nie pokazuj tego listu swojej żonie. Jest to w pewnym sensie list miłosny, jakiego nie powinnam pisać. Chociaż dlaczego nie? Oboje jesteśmy szaleni szaleni szaleni i wiedziałam wszystko co się wydarzyło i Ty też. I to straszne, ale pamiętaj, że jesteś ostrzejszy i w pewnym sensie [zdanie nie dokończone] Trzymaj maszynę w działaniu

Uściski od Annie Maleństwa

Anne Sexton, Listy, tłum. Anna Sudrawska, Literatura na Świecie 1988, nr 4 (201), s. 177-178.

piątek, 7 września 2012

Odcinek 443: Anne Sexton, 1966 rok

List Anne Sexton do Lois Ames

Capri, Włochy, 7 września 1966 roku
Anne Sexton.
Droga Lois,
Dostałam Twój list jak tylko wjechaliśmy do Rzymu i przybyli na Capri, wyspę szczęścia. Cudownie było dostać te wieści od Ciebie, często myślałam o Tobie i zastanawiałam się, co słychać u pani Plath. W swoim liście pisałaś mi naprawdę bardzo niewiele o tym, jak to się stało. Czy ona naprawdę odetchnęła? [...] Powiedzmy, że wtedy, gdy telefon został wyrwany z gniazdka? Widzę, że ma ciężkie życie. Czy Twoje wyobrażenie urzeczywistniło się? - będziesz w stanie pomóc jej temu sprostać?
Naprawdę chciałabym, abyś znalazła sposób na odwiedzenie mnie w tym roku choćby na tydzień. Tyle rzeczy mamy do obgadania. Mam wrażenie, jakby wszystko się zakorkowało, słowa nie chcą przechodzić przez maszynę do pisania, jest ich za dużo. Przyrzekłam solennie nie zamawiać rozmów telefonicznych na duże odległości, jak to czyniłam dawniej i to pogarsza sprawę naszego porozumiewania się. Więc jak z tą wizytą? Będzie to możliwe?
Wyprawa była w porządku. Afryka, a raczej myśliwskie safari, nie dla mnie, kurz, meteorowy żar, drzewa kolczaste i zupełny brak drzew cienistych, krew, rzeź. Obserwowanie zwierzęcia konającego powoli, a następnie zjadanie go tego samego dnia na kolację. Nie potrafię sobie wyobrazić życia tutaj i nie wierzę, że podobałoby Ci się to - ale może mylę się co do Ciebie. To zły kontynent, powstający, ale bez księgi praw i wielkie ubóstwo i wielka nienawiść do białego człowieka. Chociaż Chicago jest gorsze, z tego co czytałam. Ale w Stanach Zjednoczonych kiedyś nastanie wolność, jednak nie poprzez władzę czarnych nad białymi, jak tu w Afryce. [...]
Capri jest najpiękniejsze. To mój duchowy dom i czuję się jak nowo narodzona. Moje nerwy są w lepszym stanie. Nie wypatruję dnia powrotu do domu, który nastąpi we czwartek, 8 września, a więc jeszcze zanim to do Ciebie dotrze. Zbyt wiele problemów. Kojarzę nawet dom z chorowaniem. [...] No dobrze, Kayo [mąż Anne] i ja byliśmy na Capri dwa lata temu, a jednak wydaje się, że zanudzamy się nawzajem. Nie mamy sobie nic do powiedzenia. Irytuję go, gdy mówię mu to, o czym myślę, więc często milczę. On był zachwycony safari. Jego marzenie spełniło się i o niczym innym nie mówi. Cieszę się, że miał tę przyjemność. To luksusowe biwakowanie w otoczeniu śmierci, zabijania, niewybaczalnej śmierci na każdym kroku. Capri jest jak piękna matka. Woda unosi cię jak spławik i jest tak czysta. Capri jest matką, jakiej nigdy nie mieliśmy, młoda, piękna, egzotyczna, o łaskawych i kochających ramionach. Dzięki Bogu, że byłam tu raz jeszcze. Chciałabym tu mieszkać z kimś. Moja książka ma wyjść około 14 września... będę wiedziała dokładniej, gdy wrócę do domu. Mam nadzieję, że spodoba Ci się okładka, tak jak i treść, którą już znasz a nawet pomogłaś przy niektórych wersach I'm a little buttercup in my yellow nightie i dalszych.
Napisz zaraz i pisz często. Umieram z niecierpliwości, by zobaczyć artykuł o Sylvii i wiem, że on cię wylansuje.
xo Anne
Anne Sexton, Listy, tłum. Anna Sudrawska, Literatura na Świecie 1988, nr 4 (201), s. 178-179.