Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sand George. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sand George. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 maja 2016

Odcinek 2060: George Sand, 1839 rok

List George Sand do Charlotty Marliani

[Marsylia], 20 maja [1839 roku]
Droga Przyjaciółko, wracamy z Genui, wychłostani straszliwą burzą na morzu. Mieliśmy dość miły pobyt w tym pięknym mieście, oglądaliśmy wspaniałe obrazy, cudowną naturę, pałace i ogrody spiętrzone nad sobą z osobliwym wdziękiem. [...] Chopin czuł się dobrze i zażywał wiele ruchu. Ale w drodze powrotnej niepogoda przetrzymała nas na morzu dwakroć dłużej, niżby się należało. Przez 40 godzin mieliśmy kołysanie, jakiego już dawno nie zaznałam. Było to piękne widowisko i gdyby nie to, że wszyscy moi chorowali, oglądałabym je z przyjemnością. Ale Chopin był straszliwie zmęczony i dzieci, choć mniej od niego cierpiały, też czuły się niedobrze. Ja również chorowałam, ale nie tak bardzo, by nie odczuć piękna tej burzy. [...]
Pojutrze rano wyjeżdżamy do Nohant. Następny list proszę tam adresować, będziemy na miejscu za tydzień, nie chcę męczyć Chopina zbytnim wysiłkiem w drodze. Mój powóz dotarł z Chalons do Arles statkiem, pojedziemy nim rzemiennym dyszlem, zatrzymując się jak stare mieszczuchy na noc w zajazdach. [...]
Port w Genui.

Korespondencja Fryderyka Chopina z George Sand i jej dziećmi, t. 2, oprac. Krystyna Kobylańska, Państwowy Instytut Wydawniczy 1981, s. 39.

piątek, 23 maja 2014

Odcinek 1057: George Sand, 1839 rok

List George Sand do doktora Franciszka Cauviere

Arles, 23 maja 1839 roku
Drogi Doktorze, jutro rano wyjeżdżamy z Arles, które ma bruki tak okropne, że popuchły mi od nich stopy. [...] Nasza podróż na brudnym, wąskim i małym promie, bardzo powolna, w przygniatającym upale i pomiędzy dwoma jałowymi brzegami, nie była zbyt przyjemna i zmęczyła Chopina. Dziś wyspaliśmy się do syta i wypoczęci poszliśmy obejrzeć starożytności; jedyną rzeczą, która wydała mi się warta trudu maszerowania po brukach Arles, była kobieca głowa z białego marmuru, znaleziona podczas wykopalisk i piękniejsza niż głowa Wenus z Milo. Także arlezjanki są bardzo piękne.
Rzymski amfiteatr w Arles, ryc. z pocz. XIX wieku.

Napiszę do Pana z Nohant i prześlę wiadomości o Pańskim chorym. Tymczasem prosi mnie, by przekazać Panu wszystko, co ma nie na sercu, ale w sercu dla Pana za wszystkie Pań­skie starania o niego i za Pańską bezcenną dla nas przyjaźń. [...]
Korespondencja Fryderyka Chopina z George Sand i jej dziećmi, t. 2, oprac. Krystyna Kobylańska, Państwowy Instytut Wydawniczy 1981, s. 40–41.

środa, 4 grudnia 2013

Odcinek 887: George Sand, 1866 rok

List George Sand do Gustave'a Flauberta

[Paryż, 4 grudnia 1866]
George Sand, fot. G.-F.Tournachon, ok. 1865 r.
Wielmorzny Panie Roz głos, kturegoś Pan narobił w leteraturze sfym kolossalnym talendem ija narobiłam ile się dało pszed laty sfymi charcami Debjutowałam w 1804 pod ałs picjami pani Saki od nosiłam tryjumfy i zostawiłam fspomnienia w historyi woltyrzerki oras koński horografi we fszystkih Państfach gdzie brykałam i gdzie ceniły mnie generały i inne oficjery Cesarza i naga bywali do puźnych lat bardziej od rużnych małożonek i prefektuf i Ministruf Czytałam Pana zna komite dzieła i Pannę Bovary i po czówam się że mogę bydź Panu za model kiedy zrywa łańcuszek na nogah i biegnie gdzie serce ją wyzywa Jestem na mój wiek dobrze zakon serwowana a jak Pan gardzi artrystką w nie doli nieh to będzie u czócie ideallne. Może Pan liczyć na moje serce bo ciałem nie mogę roz po żądzać będąc żoną lekko myśl nego męża co pszepuścił muj gabinet wigur foskowyh w raz ze fszystkiemi sławami: krule cesarze staro rzytni i młodo rzytni i głośni zbrodniaże aza Pańskim ze zwoleństwem dodałabym do nih Pana Po tem wzięłam zajęcie przy Koleji pod dworcem też w Gabinecie skąd wy gryzły mnie zazdrosne rewalki Pisze do Pana z prę pozycją że jak Pan hce opissać moją nie szczęsną historyje to Pan jeden jest zdolen i dowie się Pan że czy jakie Pan jeden jest zdolen do cenić Pszy jadę do Pana do rouen adres mam od pana Bujeta kturen mnie emabelował i poznał jak był młodszy On Panu po twierdzi że wciąż jestem po nętna i od dana Fszystkim co mnie poznali w cywilu i munduże
Stym u czóciem po zostaje wierna do grobu
Wiktoria Potelet
zwanna Marengo Jazkułka
za mężna Dodin
rue Lanion 47, Belville

Gustave Flaubert, George Sand, Korespondencja, tłum. Ryszard Engelking, Wydawnictwo Sic! 2013, s. 45-46.

piątek, 20 września 2013

Odcinek 812: Fryderyk Chopin, George Sand, 1839 rok

List Fryderyka Chopina i George Sand do Wojciecha Grzymały

Nohant, 20 września 1839 roku
Wojciech Grzymała.
[Ręką Chopina:]
 Moje Kochanie!
Weźże małe mieszkanie, a jeżeli już późno, to weź duże; byle jakie, aby było. Co się jej mieszkania tyczy, to jej się to za drogo zdaje, i nie wyperswadujesz, że lepiej dołożyć, jak mieć w domu dużo lokatorów. Proszę Cię, w niczym nie przestępuj jej polecenia, znieś się z Bignem, żebyś sam nie był odpowiedzialny.
Ściskam Cię serdecznie.
Proszę Cię, kochaj mnie koniecznie.
Twój F. C.

Uściskaj rączki...

[Ręką George Sand:]
Kochany Mężu, lubię Cię bardzo, Wąsalu, Brodaczu, Kartoflu gotowany bez soli, moja culpa, Stockholm, Konik. Nie możemy przywyknąć, że Cię tu nie ma i chcielibyśmy znów być razem.
Portret George Sand, mal. T. Sully, 1826 r.
Zależy to od tego, jak powiodą Ci się zabiegi przy poszukiwaniu mieszkania. Załączam list do Bign., gdzie piszę mu, że może podwyższyć wyznaczoną przez nas cenę, jeśliby to było konieczne, ale najmniej jak można, ajajaj! Nie wszystkie pokoje muszą być wielkie i piękne. Na przykład pokoje dzieci mogą być nieduże, byleby miały kominki i byleby pokoje dorosłych wychodziły na południe. To bardzo ważne dla małego, a także dla moich reumatyzmów. Nie muszę mieć dużego i pięknego salonu, gdyż nie przyjmuję nigdy więcej niż 12 osób na raz. Najważniejsze, żeby rozkład był dobry, zgodzi się Pan z tym? i żeby wszystko było czyste, świeże i do zamieszkania od zaraz, bez innych wydatków poza umeblowaniem.
Dobranoc, Grzym., kochamy Cię, kochaj nas i Ty. Napisz. Nie słuchaj zanadto nosowych wywodów Twojego małego. Nie ma najmniejszego sensu, by oszczędzał na mieszkaniu. Musi gdzieś ulokować służącego i musi mieć gdzie się obrócić. Jeśli Twoim zdaniem mieszkanie będzie za małe, nie bierz pod uwagę jego gadania. Zawsze będzie miał czym zapłacić za komorne. Odmówi sobie trochę na piciu, kartach, kobietach i tytoniu.

Twoja żona
Korespondencja Fryderyka Chopina z George Sand i z jej dziećmi, red. Zbigniew Skowron, tłum. Julia Hartwig i Zofia Jędrzejewska-Waszczuk, Narodowy Instytut Fryderyka Chopina i Państwowy Instytut Wydawniczy 2010, s. 196.

wtorek, 26 lutego 2013

Odcinek 615: George Sand, 1839 rok

List George Sand do Charlotty Marliani

Marsylia, 26 lutego [1839 roku]
George Sand.
Nareszcie, Moja Droga! Nareszcie we Francji! [...] Spędziliśmy tydzień w Barcelonie, gdzie leczyła Chopina medycyna francuska z wydatną pomocą gościnności i uprzejmości francuskiej, choć głupota, lichwiarstwo i najordynarniejsza zła wola Hiszpanów nie ustały w prześladowaniach. Do tego stopnia, że właściciel hotelu „Pod Czterema Narodami" (najlepszy hotel w Barcelonie i w całej Hiszpanii) zażądał od niego zapłacenia za łóżko, w którym sypiał, pod pretekstem, że musi spalić je jako zainfekowane przez chorobę zaraźliwą. Rys ten maluje Pani całą Hiszpanię. [...] Ach, jakże jej nienawidzę! [...] Jeszcze miesiąc, a umarlibyśmy w Hiszpanii, i Chopin, i ja, on z melancholii i wstrętu, ja z gniewu i oburzenia. Zranili mnie w najczulsze miejsce, pokłuli ostrzami szpilek istotę cierpiącą na moich oczach, nigdy im tego nie wybaczę, i jeśli będę o nich pisać, to żółcią.
Barcelona w 1839 roku.
Ale niech Ci przekażę wiadomości o moim chorym, bo wiem, Dobra Siostro, że obchodzi Cię to tak samo jak mnie. Ma się o wiele, wiele lepiej, zniósł bardzo dobrze 36 godzin kołysania i żeglugę przez Zatokę Lyońską, podróż była zresztą, nie licząc kilku podmuchów wiatru, bardzo nieuciążliwa. Nie pluje już krwią, sypia dobrze, kaszle mało, nade wszystko zaś jest we Francji! Może spać w łóżku, którego nie spalą dlatego, że w nim spał. Nie spotyka nikogo, kto by się przed nim usuwał, kiedy wyciąga rękę. Będzie miał pomoc i wszelką możliwą opiekę lekarską. Pani zacny doktor Cauviere przyjął go jak własne dziecko i z pewnością go wyleczy. Nie mówiłam z nim jeszcze na osobności, ale sądząc z jego zachowania, nie odczuwa niepokoju ani nie wątpi w pomyślność swych zabiegów. [...]
Rozpatrywaliśmy z Doktorem wiele projektów i zważywszy wszelkie niedogodności i korzyści, postanowiliśmy spędzić marzec w Marsylii, ponieważ to miesiąc zmienny i najbardziej kapryśny wszędzie, a odpoczynek jest teraz rzeczą najbardziej dla chorego pożądaną. Mam nadzieję, że w kwietniu będzie już zdrowszy i będzie mógł pojechać tam, gdzie zechce; dowiem się wówczas, na co ma ochotę, i odwiozę go do Paryża, jeśli tego zapragnie. Zdaje się, że w gruncie rzeczy jest to miejsce, gdzie najchętniej przebywa. Ale nie pozwolę mu udać się tam przed całkowitym powrotem do zdrowia. U Was jest zapewne jeszcze zimno, tu, poza dniami, kiedy wieje mistral, jest ciepło. Zresztą zna Pani ten piękny klimat. [...]
Tysiąc czułych wyrazów hołdu od naszego chorego. [...]

Fryderyk Chopin.
Korespondencja Fryderyka Chopina z George Sand i z jej dziećmi, red. Zbigniew Skowron, tłum. Julia Hartwig i Zofia Jędrzejewska-Waszczuk, Narodowy Instytut Fryderyka Chopina i Państwowy Instytut Wydawniczy 2010, s. 276.

piątek, 28 września 2012

Odcinek 464: George Sand, 1845 rok

List George Sand do Eugene'a Delacroix

[Nohant], 28 września [18]45 roku
Crozant.
[...] Crozant, o którym Panu mówiłam, jest piękne, choć małe w porównaniu ze Szwajcarią i Pirenejami. Jeździmy tam co roku i właśnie stamtąd wróciliśmy. [...] Pociąga nas w tych wyprawach zmęczenie i niebezpieczeństwo, bo nie ma tam dróg ani mostów, co nie przeszkadza nam przebywać powozem przepaści i rwących strumieni; kiedy Pan w Pirenejach podróżuje wśród chaosu piękną drogą pocztową, my tu z całą śmiałością przemierzając dzień po dniu landy i parowy, zdani na własne zapasy, grzejąc kawę w szczerym pustkowiu na ogniu z suchych gałęzi i liści, stawiając czoło deszczom i burzom, okryci kozimi skórami, pędząc w ten sposób przez kilka dni życie prawdziwie cygańskie. Wracamy opaleni na brąz, ze wzmocnionym zdrowiem i większą energią, i zapewniam Pana, że dla wyrobników niemłodych już i zużytych, jak Pan i ja, nie ma lepszego lekarstwa dla ciała i ducha. Otwarty powóz z twardymi siedzeniami, potężne podmuchy w plecy, uderzenia słońca na jałowych skałach, niewygodne twarde posłania, byle jakie jedzenie, stopy w wodzie lub w parzącym piasku, i niech żyje Papet! bo ten niezrównany lekarz słusznie twierdzi, że trzeba zażywać powietrza w każdej porze, również w niepogodę, która tylko w pierwszych godzinach zaszkodzić może słabym jak my roślinom. Nawet Chopin znosi to wszystko i wraca wzmocniony, a ja i moje dzieci zawsze czuliśmy się potem doskonale. [...]
Dzieci, Chopin, który powrócił w dobrym zdrowiu, i Polit, który nie przestał być wołem, przesyłają Panu tysiące prawdziwych czułości.
G. Sand
Korespondencja Fryderyka Chopina z George Sand i z jej dziećmi, red. Zbigniew Skowron, tłum. Julia Hartwig i Zofia Jędrzejewska-Waszczuk, Narodowy Instytut Fryderyka Chopina i Państwowy Instytut Wydawniczy 2010, s. 450.

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Odcinek 285: George Sand, 1840 rok

List George Sand do doktora Pawła Gaubert

Paryż, 2 kwietnia 1840 roku
Drogi Doktorze, pani Marliani donosi mi, że znalazła Pana bardzo cierpiącym. Jeśli jest Pan naprawdę chory i powinien Pan siedzieć w domu, proszę się nie ruszać. Ale jeśli Pan wychodzi, proszę wpaść do nas i obejrzeć naszego Chopineta, który od 48 godzin cierpi na umiejscowiony w jednym punkcie ból w boku. Nie kaszle ani nie pluje, co nie jest dla niego stanem najlepszym, i odczuwa stały ból po prawej stronie, pod sutką, między dwoma żebrami, odpowiadający podobnemu bólowi pod łopatką, z tej samej strony. Nie może odetchnąć głęboko, by nie poczuł ukłucia i niedyspozycja trwa od ostatniej nocy bez przerwy, nie wzmagając się ani nie słabnąc. Podaję Panu te szczegóły, aby mógł mi Pan odpowiedzieć listownie, jeśli Panu trudno przyjść. Nie widzę zresztą żadnych oznak choroby zapalnej, żadnej gorączki, żadnej zasadniczej zmiany lub rozgrzania, chory ma jak zwykle dobry apetyt. Zjadł dziś skromny obiad i dobrze go strawił, inne czynności przebiegają normalnie i śpi dziś wieczorem bardzo spokojnie. Jedyna cecha szczególna jego dolegliwości polega na tym, że wywołuje lekkie pocenie się we śnie, co mu się zazwyczaj nie zdarza. Objawiła się też nagłym atakiem potów ubiegłej nocy, po wielu dniach niezłego samopoczucia i pośród bardzo spokojnego snu. Ból wystąpił z taką siłą, że biedak zaczął krzyczeć przez sen, co wreszcie go zbudziło. Dziś wstał z łóżka, ale nie wychodził z domu. Dokuczał mu również ból głowy. Wziął kąpiel, która nie przyniosła większego skutku. [...]
Instrumenty chirurgiczne.
Przyłożyłam mu plaster kojący, którego receptę dał mi Pański brat na moje bóle reumatyczne, a składający się z opium, diachylu i belladony. Pije wodnisty kleik i nie wiemy, co dalej robić, jeśli ból się utrzyma. Znosi go cierpliwie, ale jak Pan wie, nigdy bezkarnie, przy jego nerwowości i wątłości. A poza tym - jestem niespokojna. Co to za ból w boku? Przypuszczam, że to reumatyzm. Mam nadzieję, że nie jest to atak choroby piersiowej [...].
Proszę mi powiedzieć, czy ma Pan sposób ulżenia mu i czy należy podjąć jakieś środki ostrożności przed zbliżającą się chorobą. Nie pozwalam mu wyjść, ale osiągam to z niewiarygodnym trudem. Dobranoc, Drogi Doktorze, proszę nie przychodzić, jeśli Pan choruje. Wystarczą trzy słowa rady, sądzę, że opowiedziałam Panu jego przypadek lepiej, niż on sam by to zrobił.
Proszę napisać mi, jak się Pan miewa, i dbać o siebie.
Serdecznie oddana
George
Czwartek wieczór
Korespondencja Fryderyka Chopina z George Sand i jej dziećmi, t. 2, oprac. Krystyna Kobylańska, Państwowy Instytut Wydawniczy 1981, s. 55-56.

środa, 15 lutego 2012

Odcinek 238: George Sand, 1839 rok

List George Sand do Charlotty Marliani

Barcelona, 15 lutego 1839 roku
Moja Dobra i Droga. Otóż i jestem w Barcelonie. Obym z pomocą Bożą wyjechała stąd wkrótce i oby noga moja nigdy więcej nie postała w Hiszpanii. Jest to kraj, który nie odpowiada mi pod żadnym względem [...]. Klimat Majorki stawał się coraz to bardziej zgubny dla Chopina. Przyśpieszyłam wyjazd. Oto jeden tylko przykład obyczaju mieszkańców: aby opuścić moją siedzibę w górach, miałam do przebycie trzy mile wyboistej drogi do Palmy. Znamy co najmniej dziesięć osób mających powóz, konie, muły etc. Nikt nie mógł nam ich pożyczyć. Trzeba było odbyć tę drogę na wynajętym nie resorowanym wózku, tak że po przybyciu do Palmy Chopin zaczął straszliwie pluć krwią. Skąd taka nieuczynność? Bo Chopin kaszle. A ktokolwiek w Hiszpanii kaszle, uważany jest za suchotnika, kto jest suchotnikiem, jest zapowietrzony, trędowaty i parszywy. I nigdy dość kamieni, kijów i żandarmów, by przegnać go zewsząd, ponieważ suchoty są według nich zaraźliwe i jeśli się tylko da, należy zamordować chorego, jak dusiło się chorych na wściekliznę przed dwustu laty. To, co Pani piszę, proszę brać dosłownie. Byliśmy na Majorce pariasami z powodu kaszlu Chopina, a także dlatego, że nie chodziliśmy na mszę. W moje dzieci ciskano na drodze kamieniami. Mówiono, że jesteśmy poganie, czy ja wiem, co jeszcze. Trzeba by dziesięciu tomów na opisanie podłości, złej wiary, egoizmu, głupoty i złości tej rasy głupiej, złodziejskiej i pełnej dewocji. Nie chciałabym nigdy więcej widzieć na oczy Valldemosy.
George Sand i Chopin, mal. Eugene Delecroix.
Nareszcie dotarliśmy do Barcelony, która przez porównanie wydaje nam się rajem. Podróżowaliśmy statkiem parowym w towarzystwie stu świń, których nieznośny odór i dzikie chrząkania nie przydały zdrowia Chopinowi. Ale biedne dziecko umarłoby ze spleenu na Majorce i za wszelką cenę trzeba go było stamtąd wywieźć. Mój Boże! Gdyby znała go Pani tak, jak ja znam go teraz, kochałaby go Pani jeszcze bardziej, Droga Przyjaciółko. To anioł łagodności, cierpliwości i dobroci. Pielęgnuję go jak własne dziecko, on zaś kocha mnie jak matkę. [...]
Korespondencja Fryderyka Chopina z George Sand i z jej dziećmi, t. 2, oprac. Krystyna Kobylańska, Państwowy Instytut Wydawniczy 1981, s. 19.

niedziela, 22 stycznia 2012

Odcinek 214: George Sand, 1839 rok

List George Sand do przyjaciółki, Charlotty Marliani

Valldemosa, 22 stycznia 1839 roku
George Sand.
[...] Piszę do Pani z mojej pustelni w Valldemosie, gdzie prowadzę żywot zasiedziały, zajmując się za dnia dziećmi, w nocy własną pracą. Nie odstępuje mnie przy tym świergot fortepianu Chopina, pracującego swoim zwykłym pięknym trybem, ku zdumieniu nasłuchujących ścian celi.
Jedyne godne uwagi wydarzenie od ostatniego listu to przybycie tak upragnionego pianina! Po dwóch tygodniach starań i oczekiwań udało nam się wydobyć je od celników, płacąc trzysta franków cła. Ładny kraj! Wylądowało wreszcie bezpiecznie, radując sklepienia klasztoru. Nie profanuje tego podziw głupców: nie widujemy tu żywej duszy.
Nasze odosobnienie w górach, o trzy mile od miasta, uwolniło nas od uprzejmości próżniaków.
Mieliśmy jednak wizytę j e d y n ą, i to z Paryża! Był to znajomy Chopina p. Dembowski, pół Włoch, pół Polak, który podaje się za kuzyna Marlianiego, nie wiem, w jakim stopniu. Jest to wzorowy podróżnik, chodzi pieszo, nocuje byle gdzie, nie troszczy się o skorpiony i towarzystwo, zajada paprykę i słoninę pospołu ze swoim przewodnikiem. Należy wreszcie do tych ludzi, którym życzyć można śmiało: Miłej zabawy!
Byłabym w prawdziwym kłopocie, gdybym miała Pani powiedzieć, ile tu jeszcze czasu spędzimy. Zależeć to będzie trochę od stanu zdrowia Chopina, który jest lepszy od ostatniego listu, ale wciąż jeszcze wymaga łagodnego klimatu. Wpływ jego nie daje się odczuć tak szybko przy równie zrujnowanym zdrowiu. Co do Maurycego, poprawa nastąpiła od razu. Od chwili, kiedy postawił nogę na śródziemnomorskiej ziemi, coraz bardziej nabiera sił i uważam, że wygrzebał się ze swoich kłopotów. Bogu niech będą dzięki! Solange jest niewzruszoną opoką zdrowia, jej charakter się poprawia, mimo strasznych złoży krnąbrności i porywczości, ale taka, jaką ją teraz widzę, wydaje mi się czarująca. [...] Jest gotowy pakiet z rękopisami muzycznymi, Grzymała ma opłacić porto.
Chopin ściele się Pani do nóg. [...]
Valldemossa na Majorce.
Korespondencja Fryderyka Chopina z George Sand i z jej dziećmi, red. Zbigniew Skowron, tłum. Julia Hartwig i Zofia Jędrzejewska-Waszczuk, Narodowy Instytut Fryderyka Chopina i Państwowy Instytut Wydawniczy 2010, s. 272.