Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sagowska Lilka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sagowska Lilka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 września 2013

Odcinek 793: Lilka Sagowska, 1950 rok

Z dziennika Lilki Sagowskiej

1 września  1950 r., czyli pierwszy dzień ostatniego roku szkolnego.
Halina Snopkiewicz w wieku Lilki.
Staję się refleksyjna. Bo też płaczę wraz ze Słowackim: Smutno, mi Boże...
Jestem małpa, świnia i co kto chce. Angielka odeszła ze szkoły. To jest, nie z własnej woli, tylko zabrali ją do szpitala dla nerwowo chorych. Fizyk powiedział mi zagadkowo:
— Nawet sobie nie wyobrażasz, jaki wielki w tym twój udział. Ale nie ma w tym twojej winy, przypadek, zwykły przypadek.
Mizdrzyłam się, błagałam. Na nic. Jest związany słowem honoru. Dowiedziałam się tylko tyle, że po maturze dyrektorka mi wszystko wyjaśni. Co ja takiego mogłam zrobić? Podobno nigdy w życiu nie zdałabym poprawki, gdyby była Zieleńska. Sprawa jest bardzo tajemnicza, przecież z powodu ucznia kuratorium nie zadrze z profesorem. Czy to naprawdę jakiś uraz popowstaniowy? Była więc na wpół obłąkana. Podejrzewałam to, ale że ja odgrywam w tym jakąś rolę? Fizyk nic więcej nie powie. Dlaczego więc powiedział tyle? Będę się dręczyć, będę miała wyrzuty sumienia. Rzeczywiście, nie może tu być jakiejś mojej winy obiektywnej, bo wtedy wylaliby mnie ze szkoły.
Młoda nauczycielka, świeżo po studiach, która ma nas uczyć, przypatrywała mi się badawczo na egzaminie poprawkowym.
— Ach, to ty, Sagowska... — chwila przerwy — co wiesz o teatrze elżbietańskim?
Wykute miałam wszystko na blachę, poprawka okazała się formalnością. Dostałam czwórkę i wcale nie mogłam się cieszyć. Będę się w tym roku uczyć, uczyć. I przypominam ci, Lilka: jesteś matematycznie zupełnie opuszczona. Już ci nic nie pomoże, nikt nie uratuje. A maturę chcesz nie tylko zdać, ale otrzymać nagrodę. Weź to pod uwagę, dziewczyno.
Halina Snopkiewicz, Słoneczniki, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza 1980, s. 224-225.