Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rubinowicz Dawid. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rubinowicz Dawid. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 maja 2014

Odcinek 1040: Dawid Rubinowicz, 1940 rok

Z pamiętnika Dawida Rubinowicza

6 maja 1942 roku
Okropny dzień!: Około godziny 3-ciej obudziło mnie jakieś stukanie. To już
Okładka zeszytu, w którym
Dawid pisał swój dziennik.
policja robiła obławę. Nie przeląkłem się, tatuś i kuzyn są w Krajnie i wiedzą, a reszta kuzynów się schowała. Za jakieś parę minut usłyszałem pukanie do drzwi, wujek zaraz im otworzył. Weszedł polski policjant i żydowski. Zaczęli zaraz szukać, zobaczył mnie i kazał mi się ubierać a drugi zapytał mi się ile mam lat, powiedziałem, że 14 to dał mi spokój. Przeszukali trochę ale nikogo nie znaleźli zabrali tylko dwóch z Płocka. Chociaż się nie lękałem ale dygotałem jak w febrze. Gdy odeszli to zaraz usnąłem. Rano kuzynka mnie obudziła, bo tatuś przyjechał z furmanką. Ubrałem się prędko i wyszedłem, tatusia już nie było bo zaraz uciekł przed obławą. Towar z fury był już zdjęty, wtem patrzę idzie policjant i skręcił na nasze podwórko. Ja zaraz wyszedłem z podwórka ale słyszałem krzyki policjanta: gdzie kartofle! dać resztę! i krzyczał jeszcze ale nie zrozumiałem co mówi. Teraz pomyślałem sobie, już po wszystkiemu. Gdy wszystko włożyli to pojechał na posterunek. Tu tatusia nie ma, co teraz się pocznie? [...] Dopiero teraz zacząłem płakać. Ojca nam zabrali, co posiadaliśmy własności też zabrali, dopiero teraz poczułem tęsknotę do tatusia. [...] Na ulicę nie wychodziłem bo i mnie mogą złapać, tylko brat i Anciel zanieśli im jeść. Anciel przyszedł z ulicy to powiedział, że jego szwagra też złapali. Panika była okropna, każdy się schował jak zdążył tylko a krewni zabranych lub żony płaczą okropnie, ja[k] my nie płaczemy. Obławę robią również bielińskie policjanty. Gdy się trochę ucichło to przyjechało dwa samochody a jeden to ma z tyłu platformę. Jak je zobaczyłem i pomyślałem, że tatuś zostanie odesłany to okropnie zacząłem płakać. Bratu powiedział tatuś żeby przyniósł jedzenia i parę sztuk bielizny i mały garnuszek, znów się zapłakałe[m] gdy widziałem jak to zabiera. [...] Brat przyszedł po ciepłą czapkę — ale już nie zdążył... samochód był już na drugim rynku. Głośno załkałem, gdy były blisko, wołałem tatusiu! — tatusiu gdzie jesteś niech Cię jeszcze zobaczę i zobaczyłem go na ostatnim wagonie zapłakanego, patrzyłem aż znikł za zakrętem, dopiero teraz wybuchłem spazmatycznym płaczem i poczułem jak bardzo Go kocham a on mnie i dopiero teraz poczułem, że co napisałem 1 maja, że mnie nie lubi nawet to jest wierutne kłamstwo i kto wie czy nie odpokutuję za to co Go posądziłem a nie jest prawdą. Ja[k] Pan Bóg da jak przyjedzie to nie będę taki dla niego. Bardzo długo jeszcze płakałem a jak sobie przypomniałem zapłakaną twarz tatusia to zacząłem jeszcze bardziej łkać. Co mieliśmy najdroższego w świecie to nam zabrali a do tego jeszcze chory... [...] Mamusia jest tak wyczerpana z dzisiejszego przeżycia jakby było tak już ze 4 tygodnie. Położyłem się już do łóżka to sobie przypomniałem tatusia, ja tu sobie leżę w wygodnym łóżku a tatuś może tam nie ma nawet trochę słomy i w jakim baraku. Tak mi się serce ściskało, że nie mogłem się powstrzymać od płaczu i tak płacząc zasnąłem.
Dawid Rubinowicz, Pamiętnik, Książka i Wiedza 1960, s. 85–89.