Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rilke Rainer Maria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rilke Rainer Maria. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Odcinek 1137: Rainer Maria Rilke, 1900 rok

List Rainera Marii Rilkego do Lou Andreas-Salomé

St.-Petersburg, ugoł Newskogo i Fontanki, Mebl. Komn. „Central”
[St.-Petersburg, 11 sierpnia 1900] sobota przed południem
Rainer Maria Rilke, mal. Helmut Westhof, 1902 r.
Twój list, który w każdym słowie niesie mi radość i ogarnia mnie całego jak wielka szumiąca fala, Twój drogi list, co mnie otoczył niczym zielenią ogrodów, rozpiął niebo nade mną i obdarzył mnie szczęściem, on to sprawił, że mogą Ci teraz wyjawić, z czym się musiałem mocować w mym ostatnim bezładnym liście: że tęsknię za Tobą, że było mi niewymownie ciężko przeżyć te dni bez jakiejkolwiek od Ciebie wieści po tak nieoczekiwanym i nagłym rozstaniu, samotnie chodząc po tym obcym mieście, które naraz stało się dla mnie niemal nieprzyjazne, a Tyś nie mogła w żaden sposób nawet słowa przesłać mi z daleka. [...]

Mal. Archibald Thorburn, 1903 r.
Powiedz mi tylko jedno słowo: że nadal wszystko jest tak, jak mi piszesz, że żadna wiewióreczka nie umarła, że po moim liście nic, nic nie zmierzchło, że żaden cień mroczny nie pozostał. Pamiętasz, nieraz Ci opowiadałem o moich wiewiórkach, które jako dziecko hodowałem we Włoszech i którym kupiłem bardzo, bardzo długi łańcuch, aby mogły wspinać się swobodnie aż na szczyt drzewa. Było to zapewne z mej strony okropne, tak przemocą wtargnąć w ich lotne bytowanie (bo przecież gdy wyrosły, nie potrzebowały mnie już więcej), później jednak i one same przywykły chyba jeszcze wciąż na mnie liczyć, bo często goniły za mną, tak że mogło mi się wówczas wydawać, jakby sobie życzyły tych więzów.
Jakże tym maleństwom będzie brak Ciebie! Czy kiedyś na tyle dojrzeją, by iść bez Ciebie same w las, w świat? Wysoko, w górze, na sosnach w Rongas nieraz im się przypomną dni dzieciństwa i skacząc po gałęziach, chwiejących się lekko pod ich ciężarem, pomyślą o Tobie. I choćby to nawet miały być tylko trzy wiewióreczki, których małe oczka nie pomieszczą Twego odbicia, jednak i w tych drobnych istotkach będzie coś wielkiego: że Ty coś znaczysz w ich życiu. O Ty, Ukochana!
Wracaj, wracaj, jak tylko będziesz mogła je opuścić. Wprowadź je do lasu i opowiedz im, jak tylko Ty potrafisz, o jego pięknościach, a wówczas będą to najszczęśliwsze wiewiórki na świecie i las najpiękniejszy.
Newski Prospekt w Petersburgu, 1900 rok.
Proszę Cię, przyjedź tutaj w niedzielę. Nie wyobrażasz sobie, jak mogą się dłużyć dni w Petersburgu. A przy tym tak niewiele ma się tu czasu. Życie tutaj to ustawiczna pogoń z miejsca na miejsce, celu zaś wciąż się nie osiąga. Człowiek chodzi, chodzi, jedzie, jedzie dokądś i zawsze, dokądkolwiek przybywa, odczuwa przede wszystkim własne znużenie. Najgorzej zaś, że czujesz, jakbyś najdalsze drogi odbywał na próżno. Mimo to wiem, że z pewnością będziemy mieli tu jeszcze przed sobą wiele pięknych rzeczy do oglądania, gdy przyjedziesz. W ogóle od dwóch tygodni żyję tylko jedną myślą: żebyś jak najprędzej już przyjechała!
Zapamiętałem szczególnie księżycową noc z środy na czwartek. Był już późny wieczór, szedłem nad brzegiem Newy i stanąłem na mym ulubionym miejscu naprzeciw Soboru Isaakijewskiego, gdzie ogrom miasta tak nie przytłacza. I poczułem się tam (zupełnie nieoczekiwanie) spokojniejszy jakiś, weselszy, stało mi się raźniej na duszy, jak teraz, gdy mam list do Ciebie. Spieszno mi przesłać Ci tych kilka kartek, byś mogła już w poniedziałek mi odpowiedzieć. (Zapewne prześlesz mi parę słów przez swojego brata? Tylko parę słów, ja zrozumiem wszystko!) Odpowiedz na jedno jedyne pytanie: „Czy jesteś szczęśliwa?” Bo ja tak. Mimo wszystko, co mnie dręczy, w gruncie rzeczy jestem pełen ufności i przeogromnej radości. Tobie je zawdzięczam. Przyjeżdżaj jak najszybciej!
Twój

Rainer

Rainer Maria Rilke, Lou Andreas-Salomé, Listy, tłum. Wanda Markowska, oprac. Anna Milska, Czytelnik 1986, s. 123-125.

wtorek, 3 grudnia 2013

Odcinek 886: Rainer Maria Rilke, 1899 rok

Z dziennika Rainera Marii Rilkego

(noc 3/4 grudnia [18]99)
O wychowawcy. Wychowawca musi starać się z gromady powierzonych mu dzieci zrobić wielu różnych ludzi; lepiej, że popełni błąd polegający na rozdzieleniu jednego na dwóch, którzy będą ze sobą w konflikcie, niż żeby miał próbować, jak to się zazwyczaj dzieje, wszystkich swoich uczniów wychować na jednego człowieka.
Fot. Frances Benjamin Johnston. 1899 r..
Rainer Maria Rilke, Dziennik schmargendorfski, tłum. T. Ososiński, Wydawnictwo Sic!, 2013, s.81.

wtorek, 17 lipca 2012

Odcinek 391: Rainer Maria Rilke, 1897 rok

List Rainera Marii Rilkego do Lou Andreas-Salomé

Wolfratshausen, 17 lipca 1897. Sobota rano.
Lou Andreas-Salomé.
Samotny siedzę, przede mną na stole
mały, przybladły Twój portret z dzieciństwa;
w nim rozpoznaję to, co teraz dla mnie 
marzeniem tęsknym: lekki, zagubiony, 
melancholijny uśmiech, a pod brwi łukami, 
pod bielą czoła czuwają oczy Twe łagodne, 
już wtedy umiejące sięgać w życia głębie 
i rozdające wokół tysiąc łask promiennych.

Lubię ten obrazek bardzo. O wiele więcej na nim z Ciebie niż na tym ostatnim zdjęciu od „Elwiry. Ta czystość rysów, ta prostota, to ciemne poszukiwanie we wzroku, co w jednym momencie może rozjaśnić nagły uśmiech objawiający się u Twych warg, tego wszystkiego nie ma na nowej fotografii. A ponadto kryje się tu jeszcze jeden z Twych największych cudów: Twe oczy, zda się, napotykają jakąś zagadkę, przez chwilę lekki cień je łagodnie przesłania niby rozpostartym skrzydłem. I nagle uśmiech na Twych wargach zakwita, zanim Twe zamyślone oczy go przeczują, pnie się na policzki i zaraża pociemniałe źrenice, aż rozbłysną w gorącej, wyzwalającej radości. A potem rośnie blask tego uśmiechu, ogarnia Cię całą, opływa Twą postać, jak jakaś promienna aureola. I tego nie ma na nowym zdjęciu. Jesteś na nim taka, jaką Puk Cię widzi. O Ty, gdybym dał im obraz Ciebie takiej, jaką jesteś naprawdę, wszystkie dzieci przechodzące mimo poklękałyby przed nim. A ja wszedłbym między dzieci i ukląkłbym pośród nich.
Kochana Ty! Wracaj już prędko. Tak smutno, gdy na moje „dobranoc nie mam odpowiedzi. Zasypiając mówię to sobie po parę razy głośno — i czekam... czekam...
Dziś pada deszcz. Chyba także i nad Kufsteinem.
Rainer Maria Rilke, Lou Andreas-Salomé, Listy, tłum. Wanda Markowska, oprac. Anna Milska, Czytelnik 1986, s. 87-88.

czwartek, 3 listopada 2011

Odcinek 134: Rainer Maria Rilke, 1903 rok

List Rainera Marii Rilkego do Lou Andreas-Salomé

Rzym, Via del Campidoglio 5, 3 listopada 1903 roku
Rainer Maria Rilke, 1906 rok.
Czy jeszcze coś pamiętasz z Rzymu, kochana Lou? Jakim pozostał w Twej pamięci? W mojej zostaną kiedyś tylko fontanny, te jasne, krystaliczne, ruchliwe wody, żyjące na jego placach, jego schody, zbudowane na podobieństwo spadających kaskad, tak cudownie stopień za stopniem spływa z nich, niczym fala za falą, wspaniałość jego ogrodów i przepych olbrzymich tarasów, jego długie, ciche noce, wypełnione po brzegi jasnymi gwiazdozbiorami.
Zapewne niczego więcej nie zapamiętam z jego przeszłości, którą z trudem sobie odtwarzam, nic z jego muzeów, gdzie pełno bezdusznych posągów, niewiele z jego obrazów, lecz nie zapomnę nigdy odlanego z brązu pomnika Marka Aurelego na Kapitolu, pięknej marmurowej rzeźby w Muzeum Ludovisi (przedstawiającej tron Afrodyty), jakiejś kolumny gdzieś w małym zapomnianym kościółku, innych jakichś zupełnie nieznanych rzeczy i jeszcze może widoku opustoszałej Kampanii, jakiejś samotnej drogi pod wieczór i wielu smutków, jakie tu przeżyłem.
I pośród których żyję nadal.
Gdyż jestem niezadowolony z siebie, gdyż żyję bez codziennej pracy, znużony, chociaż nie chory, ale w ciągłym smutku. Kiedy wreszcie, Lou, to moje mizerne życie stanie się bogatsze, kiedy ta nieudolność, ociężałość i przygnębienie przemienia się w zwykłą prostą radość, za którą tak tęsknię? Czy stanie się to kiedykolwiek? [...]
Tak zaczyna się rzymska zima. Postaram się sporo zwiedzać, będę chodził do bibliotek i czytał, a kiedy trochę przyjdę do siebie, chciałbym zamknąć się na długo w domu i skupić nad tym najważniejszym, czegom jeszcze nie zdołał w sobie zagubić. Bo mój wszystek czas i siły muszę zogniskować tylko wokół jednego jedynego zadania: odnaleźć drogę, na której mógłbym oddać się spokojnej codziennej pracy i trwać w niej z większą pewnością aniżeli w tym niepewnym chorobliwym świecie, który za mną się rozpada, a przede mną nie otwiera niczego. Nie od dziś stawiam sobie pytanie, czy odnajdę tę drogę — a tu lata mijają i teraz muszę, muszę na to znaleźć odpowiedź... [...]  
Lou Andreas-Salomé
Od połowy listopada mam bardzo ciche mieszkanie, ostatni  dom  z  brzega  głęboko  w  starym,  rozległym ogrodzie przed Porta del Popolo, niedaleko Villa Borghese;   zbudowany   jako   dom   letni,   ma   tylko   jeden olbrzymi, skromny pokój o wysokich oknach, a z jego płaskiego dachu widać daleko ponad ogrodami szeroki krajobraz i góry, gdzieś na horyzoncie. Spróbuję tutaj urządzić swe życie na wzór moich dni w Waldfrieden, tak cicho,   cierpliwie   odwrócić  się   od   tej   całej   zewnętrzności  świata   jak   w   owych   dobrych, pełnych oczekiwań, radosnych dniach. Oby powróciły do mnie owe chwile szczęśliwe jak z czasów Gartenfrieden [wspólne wakacje z Lou]... 
[...] Tak wiele o Tobie myślałem podczas podróży i tyle życzeń Ci przesyłałem, żebyś zdrowa powróciła z gór, spośród wszystkich bowiem moich myśli jedyna, jaka mi daje wytchnienie, to myśl o Tobie, czasami owijam się w nią i tak zasypiam, i wstaję razem z nią...
Teraz u Ciebie jesień, chodzisz sobie po lesie, po tym wielkim lesie, gdzie wzrok się gubi, w powiewach wiatru, co zmienia świat. Myślę o tym małym bagienku leśnym, na lewo od drogi do Dahlem, które o tej porze rozlewało się szeroko i było tak samotne. Myślę o wieczorach, po których nadciągała burzliwa noc, a wiatry odzierały drzewa ze zwiędłych liści, wspominam tę burzę i tę noc spływającą wprost z gwiazd w poranek, wymyty, nowy, jasny poranek po burzy... Tu jednak nic się nie zmienia, tylko niektóre drzewa przybierają nową barwę, jakby rozkwitały złotem. A wawrzyn pozostaje niezmienny.
Rainer
Rainer Maria Rilke, Lou Andreas-Salomé, Listy, tłum. Wanda Markowska, oprac. Anna Milska, Czytelnik 1986, s. 220-222.