Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przybylska Wanda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przybylska Wanda. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 czerwca 2012

Odcinek 353: Wanda Przybylska, 1944 rok

Wypracowanie domowe czternastoletniej Wandy Przybylskiej

9 czerwca 1944 roku 
Wanda Przybylska.
Warszawa za dwadzieścia lat (Fantazja)
Nareszcie po długiej podróży przybyłam do celu. Wysiadłam z pociągu dalekobieżnego i po dwudziestu latach znalazłam się znów na jednym z dworców Warszawy. Była godzina 10-ta. Wyszłam z tunelu i olśniło mię słońce. Przed dworcem stały taksówki. Wsiadłam do jednej z nich i kazałam się wieźć do dawnych znajomych. Jechałam przez ulice, które przed dwudziestu laty znałam bardzo dobrze. Teraz jednak tylko z nazwy wiedziałam, że to ta sama. Ani śladu dawnych budynków. A jeśli gdzie pozostały jeszcze, gubiły się wśród innych, nowych. Po kilkunastu minutach jazdy byłam na miejscu. Samochód stanął przed wielką kamienicą. Wysiadłam i poszłam pod wskazanym adresem. Nacisnęłam dzwonek z numerem mieszkania i wsiadłam w windę. Po kilkunastu sekundach byłam już serdecznie witana przez znajomych. Zmęczyłam się długą podróżą, więc po podzieleniu się wrażeniami poszłam odpocząć do przygotowanego dla mnie pokoju.
Gdy odpoczęłam, oświadczyłam, że chciałabym bardzo zwiedzić Warszawę. Mój znajomy przyrzekł towarzyszyć mi. Ulica, na której zatrzymałam się, była na miejscu dawnej Targowej. Jakże inaczej teraz wyglądała! Asfalt, szeroki chodnik, długie rzędy nowoczesnych gmachów. Wsiadamy w taksówkę. Nie widzę nigdzie tramwajów, które przed dwudziestoma laty były główną komunikacją Warszawy. Jedziemy ciągle przez nie znane mi, nowoczesne dzielnice miasta. Przejeżdżamy przez jeden z dwunastu mostów na Wiśle. Z daleka poznaję stary odbudowany zamek warszawski z kolumną Zygmunta na placu Zamkowym. Cieszy mnie bardzo, że zamek i niektóre domy Starego Miasta zostały zachowane jako cenne zabytki. Na pozostałej części Starego Miasta został zrobiony duży park. Wjeżdżamy znowu w dzielnicę dawnego śródmieścia. Przy ulicy Marszałkowskiej, niedaleko Królewskiej, jest wspaniały teatr, największy w całej Polsce. Wysiadamy przy teatrze i idziemy dalej pieszo. Na ulicy panuje duży ruch. Rozglądam się, ale nigdzie nie widzę żebrzących ludzi. Na ogół wszyscy ubrani są skromnie i porządnie. Nie widzę też małych, pojedynczych sklepów, tylko duże magazyny. Na ulicach zielono od drzew, trawników i kwiatów. Mój znajomy pokazał mi gmach olbrzymi, może największy ze wszystkich, które widziałam... Tu mieszczą się wszystkie ministerstwa i tu urzęduje prezydent.
Wanda Przybylska.
W drodze zapytałam mojego znajomego o sławne kolonie robotnicze i dzielnice fabryczne. Ponieważ była dopiero 3-cia po południu, postanowiliśmy tam jeszcze pojechać. Wsiedliśmy w kolejkę podziemną i za pięć minut byliśmy na miejscu. Z daleka zobaczyłam ogromne gmachy fabryczne, które zajmowały wielkie przestrzenie. Na dokładne zwiedzenie fabryk nie miałam dziś czasu, gdyż chciałam jeszcze zobaczyć kolonię robotniczą — wsiedliśmy znów do kolejki elektrycznej.
Wśród zieleni drzew i kwiatów bieliły się małe, jasne, dwupiętrowe domki. Wśród nich wyróżniało się kilka wielkich bloków. Dowiedziałam się, że były to: szkoła, uniwersytet robotniczy, czytelnia, przedszkole, żłobek. W całej kolonii była założona kanalizacja, elektryczność, gaz.
W powrotnej drodze dowiedziałam, się, że w dzielnicach: Wawer, Anin, Międzylesie, są domy zdrowotne — między nimi domy dla sierot i starców.
Wracając do domu zobaczyłam wielki pomnik Wolności ku czci rozstrzelanych w ostatniej wielkiej wojnie. Dowiedziałam się, że jest jeszcze wiele innych pomników ku czci bohaterów narodowych.
Gdy wieczorem leżałam w łóżku i myślałam o tym, co widziałam, byłam zachwycona i uradowana z postępu, jaki przyniosło nam ostatnie dwudziestolecie.
Słyszałam za granicą dużo o Polsce, ale zawsze w myślach moich była taką, jaką opuściłam.
Podziwiałam pracę i byłam dumna z moich rodaków.
Autorka wypracowania zginęła 4 września 1944 roku w Warszawie.


Warszawa, czerwiec 1944 roku.
Wanda Przybylska, Cząstka mego serca: pamiętniki z lat wojny, Czytelnik 1985, s. 144-146.

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Odcinek 40: "Godzina W", 1944 rok

1 sierpnia 1944 roku, wtorek

Z dziennika Stefanii Podhorskiej-Okołów
Stefania Podhorska-Okołów

Punktualnie o 5 zaczyna się strzelanina na Marszałkowskiej. Przedtem z "trójki", którą jechałam, zauważono dwa czołgi zajeżdżające przed wylot ul. Szucha. Ludzie uciekają w stronę placu Zbawiciela. Jedziemy na wprost ognia, ale jedziemy. Przy Hożej tramwaj staje. Wszyscy w popłochu wysypują się na ulicę i wsiąkają momentalnie w bramy i w bocznice. Mam zamiar położyć się i jechać dalej, aż do skutku (róg Siennej) w nadziei, że tamtędy dostanę się jeszcze na [...]. Daremna nadzieja. Kiedy motorniczy opuszcza wagon, wysiadam i ja, chyłkiem, z duszą na ramieniu przemykam się za kioskiem z gazetami do najbliższej bramy zatłoczonej ludźmi. Zewsząd pękają wystrzały broni rozmaitego kalibru. Na schodach [...] pełno ludzi. Wchodzę na I piętro. Widzę znajome nazwisko [...], fizyczny. Dzwonię — nikt nie nadchodzi. Schodzę na półpiętro. Stoję w [...] ale lawina wzmaga się. Dwaj panowie, którzy palą papierosy, siedzą na stopniach. W pewnym momencie robi się ciszej. Schodzimy do bramy. Tramwaj odjechał. Słyszę opowiadanie: jakiś cywil zabrał motorniczego i kazał mu jechać. "Może chłopcy czekają za Żelazną Bramą." Ten tramwaj podobno dojechał do Złotej. W jakiś czas później nieśmiałe błaganie: "Nie wysuwaj się pan, narażasz pan siebie i nas". Jestem znowu na schodach. Krzyk: Zabity! Zabity! — To motorniczy z następnego tramwaju, ten co się wychylał, padł ugodzony kulą, nie wiadomo swoich czy niemiecką. Jeszcze człowiek jeden zabity leży pod domem. Pochowano ich później metodą 39 roku na trawniku na ul. Skorupki. Jedna kobieta z dzieckiem kołacze do mieszkania na I p. Otwierają nam, pozwalają kilkunastu osobom rozgościć się w przedpokoju. Około 8 przechodzę do mieszkania p. Heleny. Ma ponadto koło 12 osób. Pół godziny leżę u niej na kanapce we frontowym pokoju. Ucisza się.
Gotujemy na gazie kaszę na kolację dla przypadkowych gości. Tymczasem z ulicy dochodzą jakieś dziwne odgłosy. Ciężkie uderzenia i jęk - kolejno. Tak jakby do gigantycznego wozu zaprzężono setki niewolników. Groza podnosi włosy na głowie. Wkrótce sprawa się wyjaśnia. To AK przeciąga tramwaj tak, aby stanął u wylotu Hożej. Następnie błyskawicznie budowano barykady z beczek i desek wyłamanych w sąsiedniej bramie. Ostro pracują dziewczęta. Nawołują się: „Magda, Zocha, prędzej!" — jedna wpada na podwórze, woła przejmującym głosem: - "Warszawa jest opanowana! Pomóżcie nam!". Tak upływa pierwsza połowa nocy. Leżymy skulone na sofie, mężczyźni rozlokowali się na fotelach i podłodze. Przed świtem zbierają się do odejścia. Możemy być potrzebni. Kobiety też stopniowo wsiąkają w szary brzask. Jedna chce się przedrzeć aż na Bielany. Inne mają bliżej domy lub znajomych.
[...] Coraz więcej osób schodzi do schronu. Niektóre piwnice prywatne są urządzane jak pokój. Jakiś muzyk [...] w korytarzu na polowym łóżku cały dzień czyta przez szkło powiększające (widzi b. słabo) przy świetle żarówki schronowej. Charakterystyczne typy schronu. Konduktor z "trójki", przełamany w krzyżu urzędnik starostwa, wieczny malkontent, groteskowa pani z pieskiem na ręku.[...]

Dzienniki z Powstania Warszawskiego, wybór i opracowanie Zuzanna Pasiewicz, Wydawnictwo LTW [2004], s. 79-80.

Z dziennik Karola Irzykowskiego

Karol Irzykowski
W tej chwili na mojej ulicy, pod moimi oknami niemal, o 5 po południu zaczęła się dawno już zapowiadana ruchawka. Wciąż strzelanina. Wielkie huki bomb i granatów, mniejsze pukania pistoletów i osobnych karabinów, sypiący się gruchot kulomiotów i karabinów maszynowych. Ponieważ nie wychodzimy, nawet nie wychylamy się z okna, pozostają nam tylko wrażenia akustyczne: rozróżnia się instrumenty orkiestry i wysuwa się z tego wnioski dramatyczne. A więc, że nasi napadli na bunkier na ul. Raszyńskiej i Reja, rzucili granaty, Niemcy odpierają ich karabinami maszynowymi, nadjeżdża samochód - polski czy niemiecki? Ktoś wali weń granatem, krąży samolot, czasem bitwa niby przenosi się dalej, potem wraca. Do 1/2 8 jeszcze się tu nie uspokoiło. Tak zapewne jest w całym mieście, i to może potrwać parę dni. Są, którzy objaśniają (S[molarski]), kombinują. Przy ul. Filtrowej niedaleko pod murawą pełno bunkrów i strzelnic, tam pewnie też bitwa. A właśnie o 5 miałem iść do Burci, aby z nią iść do Erazmowej na kawę, miał grać Drzewiecki (pianista). Na szczęście spóźniłem się. Moja gospodyni boi się o swego męża, który poszedł na działkę, S[molarski] o swoją żonę, która poszła na dworzec kolejki do Piaseczna.
Tak się zaczęła "historyczna chwila". [...]
Zjadłem owsiankę w korytarzyku naszego mieszkania, całkiem sybarytycznie, gdy przeszła milcząco pani R[atyńska], zakrywając twarz. Zapewne gorszył ją mój widok, człowieka spokojnego, zadowolonego. Ale i ja mam powody obawiać się o Zosię [córkę], która po południu nie bywa w domu u siebie. A jednak mimo spokoju jestem podniecony. Piszę na stoliczku w głębi pokoju, bo trzeba się odsuwać od okien — przypominają mi się chwile z września 39, kiedy dziennik pisałem w łazience w hotelu sejmowym.
Wieczór 10, strzelanina prawie ustała. Podobno przez radio nadawali Niemcy, że domy, z których strzał padnie, zostaną zrównane z ziemią. Nie wiadomo, czy śmierć nie czyha za węgłem, czy się nie zacznie tak, jak było w Wilnie, gdzie cywilnych rozstrzeliwano. Zawszeć nie jest to Oświęcim ani Pawiak. W nocy powinni bolszewicy przynieść pomoc. Zapewne wszystko jest zsynchronizowane.

Dzienniki z Powstania Warszawskiego, wybór i opracowanie Zuzanna Pasiewicz, Wydawnictwo LTW [2004], s. 57-59.

Z dziennika Wandy Przybylskiej, lat 14
Wanda Przybylska
Ale i oto wybija godzina! Siedzę na  balkonie. Jest teraz wpół do czwartej i za pół godziny ma się zacząć powstanie. Tak, aby jutro nie było już Niemców. Dziś z rana bolszewicy byli już w Warszawie na Pradze. Co prawda były to pierwsze czołówki. Niemcy ich odparli. Co chwila spoglądam na zegarek. O! teraz już tylko piętnaście minut i prawdopodobnie zacznie się rozlew krwi.
Było dziś cały dzień brzydko. Deszcz padał bezustannie. Teraz słońce wyjrzało i zrobiła się cudna pogoda. Przychodzi mi na myśl, że słońce chce oświecić, rozradować i dodać otuchy tym, którzy za chwilę mają walczyć za Ojczyznę!
Brr!!! Straszne rzeczy. Istna kanonada... Co chwila strzały. Granaty, kulki karabinowe, maszynowe i rewolwerowe. Za każdym wystrzałem drży serce. Kto to pada - czy nie jaki bliski? Czy nie Polak? Drżę i jestem mocno zdenerwowana. Te kulki teraz to chyba już na naszej ulicy. Do tej pory działo się podobno wszystko i zaczęło na Marszałkowskiej. [...]
Ręce się trzęsą — co za emocja. Cały czas stałam, a właściwie leżałam w drzwiach od balkonu. Na ulicy byli już nasi żołnierze. O Boże! na rękach opaski amarantowo-białe. Przed chwilą przyjechało auto, zdobyte Niemcom. Na aucie powiewała biało-amarantowa chorągiew. Auto stanęło w sąsiedniej bramie. Naprzeciwko nas jest umieszczony karabin. Och! czyż to się uda? Czy zwyciężymy? Już walki się toczą niedaleko nas. Zajęli podobno budynek niemiecki na rogu Zielonej i Bagna. Przez cały czas słychać huki i strzały. Wszystko się trzęsie.
Byłam znów na balkonie. Mierzyłam przed chwilą gorączkę. Mam 38 stopni. Nie pozwolili mi być (na dworze) na balkonie. A więc położyłam się już do łóżka (stało się to oczywiście z walką - wsadzili mnie przemocą). Rzeczywiście czuję  się  fatalnie.  Przed  naszym domem zabili Niemca. Uciekał.
Jestem nieprzytomna. Nie wiem, co piszę. To zdenerwowanie. Już po naszej ulicy latają sanitariuszki z rannymi. Wszystko młode dziewczęta. Jaka szkoda, że jestem chora. Boże! Pali się - jaka wielka łuna. To pewno dworzec. O, Boże, czy dożyjemy do jutra?
[...] W tej chwili krzyczą, aby nabierać wody, bo będzie zamknięta (krzyczy dozorczyni) i światła ma też nie być.O... teraz jest rzeczywiście wojna.
[...] Już nie mogę pisać, muszę odpocząć - a zresztą za chwilę ma nie być światła - ...Teraz jest 9 godzina. Teraz położę się trochę i pomodlę się za tych, co zginęli i co żyją, a są w wielkim niebezpieczeństwie.
Wanda Przybylska, Cząstka mego serca: pamiętniki z lat wojny, Czytelnik 1985, s. 108-110.