Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pikuzińska Marianna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pikuzińska Marianna. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 lutego 2013

Odcinek 614: Marianna Pikuzińska, 1846 rok

Z pamiętnika Marianny Pikuzińskiej 

25 lutego 1846 roku

Skończyło się – pamiętam słowa Pana naszego – i my je możemy powtórzyć, bo jeśli godzi się porównać – powtarzamy Jego męki. Wściekłe hordy z cepami, widłami, napadają bezbronnych, biją mordują, odwożą do cyrkułów, a tam im płacą. O! przeklęci, na wieki przeklęci, w których głowach rozwinął się ten pomysł. Ale nie – to nie podobna, aby człowiek, chrześcijanin, mógł coś podobnego wymyślić, samo piekło musiało im [to] poddać. Tak obłąkać ciemne umysły tylu ludzi, porobić ich zbójami, mordercami swoich braci, swojej Ojczyzny – to okropne. Jak oni są ciemni, jak poprzewracane mają w głowach, że to ich panowie mieli zabijać. O Boże, za co nas tak karzesz? 
Na nas, przed paru dniami, napadła zaborowska gromada. Anusia już była u nas, przeniosła się z dziećmi, żeby nam śmielej było. Koło północy pierwsza usłyszała brzęk szyb w swoim domu i zaraz okropny hałas na dziedzińcu. Wyskoczyłyśmy wszystkie z łóżek, ledwie narzuci[wszy] cokolwiek na siebie, już nasze okna się trzęsą i rozlegają głosy: „Otwieraj, otwieraj!” Ledwie mama zaświeciła świecę, już drzwi siłą wyparte otworzyły się i jak wzburzona fala, gdy zrobi przerwę, cała masa ludu wpada do pokoju i wywijając pałkami, cepami, kosami, woła: „Gdzie broń?, gdzie Polacy? Będziemy rewidować”. Jak szaleni latają po pokojach, jeden drugiego popycha, bo ledwie pomieścić się mogą. Każdy woła o świecę. Otwierają szafy, komody, wyrywają widłami posadzkę i zabierają wszystko, co który może. A my struchlałe tulimy się do siebie; dzieci pobudzone płaczą. Rano przyprowadzili tutejszego stolarza, lokaja i kucharza, naszych wsiowych – tylko poprzebieranych w surduty, powiązanych, i furmana Teofila – Purchlę, który jeździł z nim zawsze, i zaczęli ich bić. Wysunęłam się naprzód prosząc i całować po rękach chciałam, żeby nie bili – a jeden zamierzył się na mnie kosą, mówiąc: „Pójdziesz rebeliantko, bo ci głowę utnę”. Byłby to pewnie zrobił – i byłabym już nie cierpiała, ale biedna moja mama schwyciła mnie za rękę i nie puściła z pokoju. Ledwie serce mi nie pękło, słyszącą rozhukaną tłuszczę jak dawała rozkazy naszej gromadzie, która zebrała się także na dziedzińcu, żeby tak dalej szli rabować, bić i odwozić Polaków do cyrkułu, bo im tam zapłacą za głowę. W sobotę, niedzielę i poniedziałek, byłyśmy zupełnie na śmierć przygotowane. Co chwila przychodził któryś z naszych ludzi ostrzegać. Przecie oni lepsi jak inni. Kilku tylko poszło na rabunek do Strzelec. Ostrzegali nas, że zaborowianie będąc w Tarnowie, widzieli pozabijane kobiety – dowiedzieli się, że wolno zabrać wszystko. A nam zostawili krowy, konie i co było w spichrzu i zbierają się jeszcze raz przyjść, zabrać resztę, a nas zabić. Uciekać nie podobna, bo na drogach zabijają. Zresztą nie ma z czem, bo wszystkie pieniądze i rzeczy zabrali. Dzieci małe, tu chociaż mleko mają. Piastunki pouciekały, bojąc się, że je zabiją. Ledwie uprosiłyśmy mamkę malutkiej Mani, że na noc została. Budząc się rano rozglądałam się naprzód, czy na tym świecie jeszcze jestem. Śpię tak mocno, że mogliby mnie śpiącą zabić.
Rzeź galicyjska, obraz pędzla Jana Lewickiego przedstawia wypłacanie przez Austriaków nagród chłopom  za zamordowanych szlachciców.
http://www.tarnow.pl/Miasto/Urzad-Miasta-Tarnowa/Historia-miasta/Taka-jest-historia/160.-rocznica-rabacji-niezwykly-pamietnik

Za przesłanie fragmentu bardzo dziękujemy Filipowi: