Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Płaszcz zabójcy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Płaszcz zabójcy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 29 maja 2011

Płaszcz zabójcy



The Assassin’s Cloak. An Anthology of the World’s Greatest Diarist, oprac. Irene i Alan Taylor, Canongate Books 2000.

Jeśli wydaje się wam, że znacie ten tytuł, to macie rację. Nie tak dawno Padma  obszernie przedstawiła antologię złożoną z fragmentów dzienników i pamiętników z różnych epok. Zrobiła to tak smakowicie, że nie oparłem się pokusie i nabyłem egzemplarz za oszałamiającą sumę 0,99 funta (niech żyją charity shops!). Odkąd tydzień temu opasłe tomisko dotarło do mnie, czytam co wieczór zapiski z danego dnia (wybiegając naprzód, bo któż oparłby się pokusie?), a niekiedy otwieram na chybił trafił i podczytuję przypadkowo wybraną zapiskę.
Tytuł książki pochodzi z dziennika szkockiego poety Williama Soutara, który napisał: „Dziennik to płaszcz zabójcy, który nakładamy, kiedy chcemy dźgnąć towarzysza w plecy naszym piórem”. Ulubiona zaś ostatnio na blogach autorka, Muriel Spark, nazwała antologię „kufrem pełnym rozrywki i wiedzy” (swobodne tłumaczenie własne).
W dyskusji o książce na blogu Padmy padły dwie sugestie: że warto byłoby przełożyć rzecz na polski („Points des reveries, Messieurs”) i przygotować podobny zbiór z fragmentami dzienników polskich autorów. Ponieważ Padma uprzejmie pozwoliła mi skorzystać ze swoich pomysłów, chciałbym zaproponować rozwiązanie mieszane: otóż przez cały czerwiec, co kilka dni, pojawiać się będzie tu fragment dziennika, pamiętnika lub listu. Nie odmówię sobie sięgnięcia po klasyków gatunku, ale autorami będą głównie Polacy – w końcu mamy nie lada osiągnięcia, z samych tylko fragmentów dzienników Zofii Nałkowskiej można zestawić całoroczną antologię.
Zapraszam do czytania, komentowania i podrzucania waszych ulubionych zapisków z dzienników. Może serial przekształci się w prawdziwy tasiemiec? W odcinku pilotowym, a jakże!, Zofia Nałkowska.

*** 

Z dziennika Zofii Nałkowskiej

Warszawa, 29 maja 1942 roku
Wybuchł wreszcie ten maj zapachem, upałem, piskiem ptaków, wszystkimi kwiatami. Brak tylko motyli i ćmy nie tłuką się wieczorami u elektrycznych lamp. Nie wiem, że żyję, porwana w ten przyśpieszony kołowrót pracy, w ciasny, wstydliwy splot zagadnień moralności i zagadnień istnienia. Noce bez snu po zmęczeniu dnia, strachy sumienia, politowanie nad własnym nierozumem. We dnie tłumy ludzi przed sklepem [Nałkowska podczas okupacji wraz z siostrą prowadziła sklep tytoniowy – BZL], długie ogony, krzyk, lament i perswazje, by otrzymać więcej niż wyznaczona dawka dziesięciu papierosów. Widzenie z zewnątrz siebie i innych w tej relacji, powolne schodzenie w ten lej, którego nie można uniknąć, którego unikanie byłoby nie bohaterstwem, tylko nonsensem. Nawet matka jest głodna. Żywność od Zosi, za którą rewanżuję się cenną teraz bielizną i papierosami, już się skończyła, zarówno jak dwie żywnościowe przesyłki zupełnie nieznajomej pani, której tak jestem wdzięczna. Nie ma cukru, nie ma masła. Kasza, mąka, mleko – to wszystko jest w cenach potwornych albo wcale [...].

Zofia Nałkowska, Dzienniki 1939–1944, oprac. Hanna Kirchner, Czytelnik 1996, s. 298–299.