Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ossowski Stanisław. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ossowski Stanisław. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 21 lipca 2014

Odcinek 1116: Stanisław Ossowski, 1923 rok

List Stanisława Ossowskiego do narzeczonej, Marii Niedzwieckiej

21 lipca 1923 roku

Portret konny podporucznika Söehnela,
mal. Wojciech Kossak, 1923 rok.
Piszę na dyżurze nocnym w stajni. Dochodzi pierwsza; dyżur trwać będzie jeszcze pięć godzin z górą, ale to nie jest przykre, bo od czwartej rano mam zupełną samotność wśród koni, oczekując jedynie wizyty oficera inspekcyjnego. Czuję się bardzo dobrze. Wczoraj spotkały mnie dwa pomyślne zdarzenia: 1) zostałem przydzielony do oddziału, który pojedzie na manewry, 2) pozbyłem się dzikiej kasztanki, przy której człowiek był życia niepewny. Tę kasztankę, znaną w całym pułku, zostawił odjeżdżający szwadron, bo nikt na niej nie mógł jeździć. Dostałem ją dzięki mimowolnej przysłudze kol. Purmana, bo ten w prostocie ducha wybrał sobie ową kasztankę, jemu zaś, jako nieznającemu praktyki, odebrano to szlachetne zwierzę, aby nim mnie obdarzyć. Kasztanka obok innych zalet odznacza się gorącą nienawiścią do siodła. Gdym jej wczoraj dosiadał na ćwiczeniach, czterech ludzi nie mogło jej utrzymać pomimo bicia, wykręcania nozdrzy itd. Wreszcie przetrąciła wachmistrzowi nogę, a na placu dała takie przedstawienie, że porucznik zdecydował zaniechać dalszych prób. Dostanę tedy innego konia, z czego się bardzo cieszę, już nie ze względu na ciągłe niebezpieczeństwo, ale ze względu na konieczność ciągłego natężania uwagi, co było bardzo męczące. Fizycznie czuję się doskonale. Nawet brak snu już mi nie bardzo dokucza. Purman jest dobrym towarzyszem, nie skarży się i jak na rekruta wypełnia wszystko bardzo dobrze, tylko czasem, nie wie z czym się nie należy wyrywać. (Przerwałem pisanie, bo jeden z koni zaczął wariować i trzeba go było wprowadzić na miejsce). [...]
Ptaki nad stajnią zaczynają się budzić. Marychna, pamiętasz park Wersalski w nocy? I tę łąkę szeroką przy alei? Rok temu byłem w Rouen, dopiero w Rouen.
Oczy Twoje całuję
Stanisław 
Intymny portret uczonych: korespondencja Marii i Stanisława Ossowskich, wybór i oprac. Elżbieta Neyman, Wydawnictwo Sic! 2002, s. 209-210.

niedziela, 15 grudnia 2013

Odcinek 898: Stanisław Ossowski, 1922 rok

List Stanisława Ossowskiego do narzeczonej, Marii Niedzwieckiej

Rzym, 15 grudnia 1922 roku
Autoportret Michała Anioła.
[...] W Rzymie jest mi inaczej niż w Paryżu. [...] Michał Anioł nie zawiódł mnie. Raczej nie spodziewałem się nawet tego, co znalazłem. Prawdopodobnie gdybym przyjechał wprost z kraju, nie odczułbym tego tak silnie. Z Kaplicy Sykstyńskiej wychodzi się z bólem oczu, szyi i mózgu. Trudno uwierzyć, że jeden człowiek mógł zrodzić takie bogactwo pomysłów, tak je zorganizować i tak wykonać. Mówię o plafonie. Sąd Ostateczny mi się nie podobał. Może później nauczę się go cenić. Ściany boczne mają wielkie, prześliczne freski Botticellego. Gdzie indziej wywołałyby zachwyt. Tu ich się prawie nie spostrzega. Michał Anioł jest naprawdę niewspółmierny z niczym. Tu już nie chodzi o doskonałość artystyczną: to nowa koncepcja człowieka. Jeszcze odczuwam ją jak przez mgłę dopiero. Tego nie było w Grecji. Dużo tu rzeczy jeszcze nie rozumiem. Dotąd obawiałem się, że moje wyobrażenie Michała Anioła zabarwiam fałszywymi uniesieniami Rollanda lub innych marzycieli. Kaplica Sykstyńska rozproszyła wątpliwości. Ale pomyśleć, że tę rasę stworzył nieśmiały, brzydki, chudy, niezgrabny człowiek o złamanym nosie! Chrystusa ośmielił się wyrzeźbić w postaci nagiego, silnego, tryskającego życiem młodzieńca. I ohydna wydaje się pruderia papieska, która temu Chrystusowi brązową zasłonę rzuciła na biodra, podobnie jak wszystkim postaciom Sądu Ostatecznego; czuje się w tym jakąś burżuazyjną podłość, profanującą dzieła, których zrozumieć nie może. Jeżeli u Greków była pogoda i zdrowie, u Michała Anioła jest jakaś wzniosłość w tym kulcie ciała. Ale przeciw temu buntuje się inny ideał. Kto więcej wart: Michał Anioł czy jego kreacje? Czy można dwóm bogom służyć? Heraklesowi przeciwstawia się bohater o zapadłych oczach i twarzy suchotnika. Trudno o większą przepaść na niewielkiej przestrzeni czasu niż przepaść między sztuką klasyczną i starochrześcijańską. To, co piszę, to nie jest kontrast literacki. Tam jest bardzo żywy problemat, który objawia się w tej lub innej formie.
Kaplica Sykstyńska.
Jeszcze nie ma pięciu tygodni od naszego rozstania. Nie wiem, jak Ty o mnie teraz myślisz. Nie wiem, w jakim stopniu interesują Cię moje przeżycia. Nie wiem, czy w ogóle interesują Cię spośród nich te, które nie są bezpośrednio ku Tobie skierowane. A to, co zwraca się ku Tobie, nie wiem jak przyjmujesz. Czy odczuwasz czasem potrzebę współżycia ze mną? I właśnie ze mną? Piszesz, że myślisz o mnie spokojnie. To mi nie wystarcza.
Często odchodzę od Ciebie, ale gdy wracam, pragnę ogarnąć Cię całą ze wszystkim, co w Tobie jest było i będzie. Jak w innych sprawach życia, tak i w stosunku do Ciebie nie umiem zrezygnować z tendencji maksymalistycznych. Często odczuwam żądzę intensywności.
Samotność i współżycie to bardzo trudny problemat. Zdaje mi się, że ostatnie kilka tygodni samotności uczyniły mnie silniejszym. Daleko pewniej się dziś czuję na świecie. Lecz właśnie dlatego trudne zagadnienia dziś mnie nie przerażają. I w tej chwili myśl o spotkaniu się z Tobą odczuwam jako coś bardzo jasnego, jak jakąś radość daleką i subtelną.


Stanisław 
Intymny portret uczonych: korespondencja Marii i Stanisława Ossowskich, wybór i oprac. Elżbieta Neyman, Wydawnictwo Sic! 2002, s. s. 155-157.

Tutaj wirtualna wizyta w Kaplicy Sykstyńskiej.

środa, 13 marca 2013

Odcinek 630: Stanisław Ossowski, 1956 rok

List Stanisława Ossowskiego do żony, Marii

13 marca 1956 roku
Kondukt żałobny z trumną Bolesława Bieruta.
Gdy wyszedłem dziś przed południem do skrzynki pocztowej z kartą do Ciebie, zatrzymał mnie megafon; komunikat, a potem żałobny Chopina [komunikat dotyczył śmierci Bolesława Bieruta].
Pomyślałem sobie, że kiedy pisarz nie umie inaczej wybrnąć z powikłań akcji niż wprowadzeniem Dei ex machina, kiedy na przykład rozwiązuje konflikt psychologiczny katastrofą kolejową, to uważamy go za kiepskiego dramaturga. A rzeczywistość czasami posługuje się tą metodą i wtedy skłonni jesteśmy interpretować ją raczej zgodnie z logiką Wildera w San Luis Rey.
Potem przyszła mi na myśl sprawa doktora Faula [bohater noweli Kazimierza Brandysa Czerwona czapeczka] i tragizm rewolucjonisty, który wchodzi w tryby unormowanej polityki, i niebezpieczeństwa przejścia z jednej roli w drugą, niebezpieczeństwa całkiem inne niż te, które miał na myśli Bakunin, kiedy proponował, aby ludzie, którzy dokonali rewolucji, usunęli się w drodze samobójstwa z nowego pięknego świata, który stworzyli, ale w którym staliby się zawadą.
A potem usłyszałem przez okno marsza z VII Symfonii, tzn. drugą część VII Symfonii, którą powtarzające się okazje rytualizują albo gorzej - oficjalizują. Czy będzie się jej słuchało podwójnie? Poczucie znikomości spraw ludzkich przeszkadzało mi w pracy. Myślałem o drogach przezwyciężania tego poczucia, tzn. o sprawach, gdzie technika życia ma się porać z grzechami metafizycznych nastrojów.
Nie gniewaj się o te nastroje. Gdy się coś dzieje w świecie ludzkim, człowiekowi przykro być samemu.
Stach
Intymny portret uczonych: korespondencja Marii i Stanisława Ossowskich, wybór i oprac. Elżbieta Neyman, Wydawnictwo Sic! 2002, s. 531-532.