Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Osiecka Agnieszka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Osiecka Agnieszka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 marca 2014

Odcinek 994: Agnieszka Osiecka, 1965 rok

List Agnieszki Osieckiej do Jeremiego Przybory

Petersham, 21 marca 1965 roku
Kochanie!

Znowu piszę ze wsi, z tego cottage’u, który tak by mi się podobał z Tobą w ogromniastym fotelu.
Pęta mi się po głowie wiersz „Wielkanoc Jana Sebastiana Bacha”. (To jest o tym, jak wszyscy sobie gdzieś poszli, a jego zostawili samego w domu i mógł sobie mruczeć i chodzić).
Ja też jestem sama w domu, na sofie pomiędzy fortepianem i mnóstwem książek a ogromniejącym kominkiem. John i Antonia wzięli dzieci i pojechali do Richmond Park (to jest wielki park, a właściwie rezerwat z pagórkami, gdzie sarny jedzą ci z rąk).
Ja się trochę źle czuję i leżę. [...]
Więc leżę i próbuję czytać makabryczne nowelki Muriel Spark, ale strasznie się jej boję.
Więc zamykam oczy i widzę Ciebie w brązowym płaszczu i kraciastym szaliku idącego po Wale Miedzeszyńskim w moją stronę.
Wiesz, Jeremi, Ty mówisz, że ja jestem nie bardzo kobieca (w sensie przywiązywania się), ale mam wrażenie, że przy Tobie zrobiłam szalone postępy. Przedtem w ogóle nie przypuszczałam, że mężczyzna może zająć ważne miejsce w moim życiu. Miałam kącik w sercu dla chłopców, ale mieściło się to gdzieś pomiędzy pisaniną a podróżami, przyjaźniami z ludźmi etc.
Teraz wiem na pewno, że jesteś najważniejszy ze wszystkiego, co mam (chociaż w końcu tak bardzo Ciebie nie mam). Boję się, że Ty wcale tego mojego kochania nie czujesz, bo nie przejawia się ono w żadnej formie dbania o Ciebie. Chciałabym jednak, żebyś pamiętał, że ja o siebie przecież też nie dbam. Jestem czasem dla Ciebie nieczuła, ale ja i dla siebie jestem nieczuła. Zwłaszcza w drobiazgach. Nie zrobię Ci śniadania, ale wiesz – ja i sobie nie zrobię śniadania. Gdyby mi litościwa osoba nie podetknęła go pod nos, tobym po prostu nic nie jadła. A potem, gdybym nagle poczuła się głodna, tobym gdzieś weszła i coś zjadła.
Może to dlatego, że nigdy nie „prowadziłam domu”?
W Radomicach mieliśmy gospodarstwo na wielką skalę, ale służba była rozkręcona przez teściową. Trochę zresztą zaczynałam to „chwytać”, ale było za krótko. Ojej, zaczynam pisać takie bzdury, ale jestem jakaś cholernie zmęczona i nudna.
Jeżeli wydobrzeję do środy (a chyba wydobrzeję), to pojadę z ciocią na parę dni do Paryża. To będzie prawdopodobnie Hotel de Londres na rue St. Honore. Napiszesz tam do mnie? Zadzwonisz?
Twoja Dziewczyna
PS Przesyłam Ci kawałeczek anemona.
 
Kobieta pisząca przy stole, mal. Pierre Bonard, ok. 1908 roku.

Agnieszka Osiecka, Jeremi Przybora, Listy na wyczerpanym papierze, oprac. Magda Umer, Agora 2010, s. 116–117.

piątek, 25 października 2013

Odcinek 847: Agnieszka Osiecka, 1985 rok

Z dziennika Agnieszki Osieckiej, pisanego dla Adama Michnika

25 października 1985 roku
Agnieszka Osiecka.
Wczoraj w radiu znów Urban o amnestii. Widzę, że wyjdziesz w listopadzie (pewno znów - wściekły), a akurat wtedy ja wyjadę. Może Zbyszek lub Basia dadzą ci te zeszyty. Szkoda, że nie ma karnawału, bo najlepsza jestem w opisach balów, na które nie chodzę. Na razie piłam wczoraj pieprzówkę z koleżanką: Danka Mentha, z Genewy, architektka, ładna, żywa, ma córę Ewę, która nie może sobie „znaleźć miejsca w życiu". Nudzi ją mieszczaństwo genewskie, szkoła - tam itd.
Mnie się to z Leninem kojarzy na zasadzie „wszystko mu się z dupą kojarzy". Lenin też z nudów w Szwajcarii nie wiadomo co wymyślał!
To są te niekonsekwencje Pana Boga: najpierw się robi takie Szwajcarie, a potem się to puszcza na żywioł.
...Zaczęło się Jazz Jamboree.
Dawniej chodziłam, a teraz nie chodzę.
Były też ogromne pielgrzymki z okazji rocznicy Popiełuszki. (Wtedy my widzieliśmy [to] raz u Joasi).
Agnieszka Osiecka, Na wolności. Dziennik dla Adama, Prószyński i S-ka 2008, s. 48.

sobota, 30 marca 2013

Odcinek 647: Agnieszka Osiecka, 1965 rok


List Agnieszki Osieckiej do Jeremiego Przybory

Paryż, 30 marca 1965 roku
Motto:
„Od godziny w Luwrze
mówię do bani – mówże!
A bania – co?
A bania – ba!
Paryż, bania – i ja”
(K. Ildefons)
Najmilszy! Mam PIEGI!
A wiesz dlaczego? Bo dopadł mnie dziś w Paryżu NIESPODZIEWANY POCZĄTEK LATA.
Ludzie leżakują w kafejkach na Polach Elizejskich, ciocia włożyła cytrynowy kapelusz, a ja snuję się w białej bluzce w lilijki harcerskie, którą dostałam od Elki Czyżewskiej. Lody roztapiają się i wpadają do dekoltów, w oczach tanieją rzodkiewki i pięknieją damskie kapelusze. Cały dzień myślę o Marcie. Ona to miałaby kupę radości z tego wiosennego Paryża! Wystawy – obłęd!
A tymczasem starszy człowiek, to wiesz – tyle że podziwia pejzaż miejski w szerszym
Rue de Seine w Paryżu, lata 60.
sensie no i, prawda, kulturą wiekową oddycha. Szkoda więc, że Marta, dorosła już przecież panna, nie odbyła swojej wielkiej podróży, choćby takiej jak ja robiłam w jej wieku: żeby pracować w polu u chłopa w Burgundii i za zaoszczędzone parę groszy kopnąć się do Paryża i jeść bułkę z serem, winem popijać i gapić się na Sekwanę w słońcu. Namów Ty ją na coś takiego! Zrzeszenie Studentów musi to jeszcze urządzać!
Wczoraj zrobiłam sobie masochistyczny spacerek na Rue de Seine i zajrzałam nawet do Hotel de Seine...
Hm, cały dzień się mazgaiłam i dopiero pod wieczór ciocia mnie upudrowała i zabrała do jednej swojej kumy, hrabiny Ledóchowskiej, która ma pałac w VII arr. [dzielnicy] i daje herbatę „po rosyjsku” i cały czas pies szczeka, póki pijesz. (Ciocia ma tu pełno kum z czasów, kiedy była malarką 40 lat temu, i innych, powojennych. Są to bardzo ubogie, bardzo bogate panie, dziwaczki, i kobiety, i nade wszystko właścicielki galerii malarskich).
Uff... jak gorąco! Siedzę w błękitnym negliżu na czerwonym łóżku z falbankami i piekę się jak w czasie wakacji.
Czy u nas na Pradze dwa też robi się takie prawdziwe lato? Tego nie mogę sobie wyobrazić.
Chciałabym tu jak najwięcej chodzić Twoimi śladami, ale na przykład wcale nie wiem, po jakich teatrach biegałeś i nie mogę Cię naśladować. [...]
Kochany, kochany Jeremi! Nie masz pojęcia, jak mi się ciepło i smutno i dobrze zrobiło na duszy w Hotel de Seine. Ciepło, bo to Twoje miejsce, smutno, bo Cię nie ma, a dobrze, że Cię w ogóle mam, co w zeszłym roku o tej porze wcale nie było takie pewne (i co teraz zresztą też pewne nie jest, ale to nic, nie o to chodzi).
Patrzysz na mnie ze zdjęcia raz surowo, a raz łaskawie, ale coraz bardziej mi szkoda, że jesteś na nim płaski, a nie trójwymiarowy, bo Twoją wielką zaletą prócz umysłu i serca jest Wielka Puchatość.
Jutro czy pojutrze mamy prima aprilis, wiosna pełną gębą, no w ogóle ten miesiąc, w którym już będę Ciebie całowała.
Dziś zresztą, przez to wielkie słońce, byłam trochę dla Ciebie wstrętna, bo prawie uradowana. Ale wiesz, jak to jest z takimi wielkimi pogodami. Robią się z nas zwierzęta, koty leżące na balkonie [...].
Tu – pauza w liście, bo wieczór i czas jechać na Montmartre i Pigalle.
Agnieszki Osieckiej i Jeremiego Przybory Listy na wyczerpanym papierze, oprac. Magda Umer, Agora 2010, s. 128–130.

czwartek, 30 sierpnia 2012

Odcinek 435: Agnieszka Osiecka, 1964 rok

List Agnieszki Osieckiej do Jeremiego Przybory

Warszawa, dnia 30 sierpnia 1964 roku
Drogi Jeremi

Jeżeli jesteś już taki stary jak ja, to chyba sam się domyślasz, że ten mój ostatni, zbyt długi wyjazd jest wyjazdem znaczącym... Nie to, że mi powiedziałeś w Bristolu, że nie możesz się ze mną ożenić. Ja się przecież nie upieram... Ale ta długa nieobecność i to dzisiejsze milczenie, już z Warszawy, jest czymś w rodzaju terapii przeciwko Tobie w ogóle.
To wszystko przez ten wysoki ton, który wzięliśmy (wziąłeś) na samym początku.
I stało się coś okropnego: wszystkie formy pośrednie są między nami niemożliwe.
Właściwie „wszystko” albo „nic”.
Więc tak chodzimy ze sobą i, nie umiejąc przestać, narażamy się na to, że całą jesień przetańczymy na dansingach, a zimę przemarzniemy na Wybrzeżu Kościuszkowskim, żeby przez cały przednówek martwić się w Ogródku Europejskiej. O lecie nie mówię.
W moim wieku to nie ma już sensu.
Więc proszę Cię, trochę płacząc: Nie dzwoń już do mnie.
Już nigdy nie zobaczysz mych oczu za mgłą, odchodzę smutna, zła
Agnieszka
Agnieszki Osieckiej i Jeremiego Przybory Listy na wyczerpanym papierze, oprac. Magda Umer, Agora 2010, s. 62.

czwartek, 5 lipca 2012

Odcinek 379: Agnieszka Osiecka, 1965 rok

List Agnieszki Osieckiej do Jeremiego Przybory

Bornholm, Ronne Havn, 5 lipca 1965 roku
Żaglówka „Wielkopolska”
Kochanie! Po kilkudziesięciu godzinach pobytu na skotłowanym morzu dotarliśmy do Bornholmu. Twój skaut wodny jest może wilkiem morskim na tle Krzyży i Pragi II, ale na tle tego wszystkiego jestem ostatnią dupą i fujarą. W związku z tym straszliwie dostaję w kość od mordziastego kapitana i jego kolegów inżynierów, którzy większość życia spędzają, zdaje się, na takich rajdach, a nie przy rajzbrecie.
Opieprzyli mnie za wrzucenie kartofla do wody w porcie, bo to zaśmiecanie. Dają mi „psią wachtę” (od północy do czwartej) albo „świtówkę” (od czwartej rano do ósmej). Dali mi najgorszą koję (właściwie półkę), bo w dziobie, gdzie koszmarnie huśta. Cała noc przeszła mi na (zwycięskiej) walce z organizmem. Nakrywałam się nogami na głowę, a w pobliskiej kuchence serwis fruwał jak łabędzie.
Sznurków i innych wajch żeglarskich prawie nie mogę utrzymać w garści (bo taka skala), więc używają mnie do najgorszych posług (szorowanie pokładu itp.). Od Miećka [Rakowskiego] i jego kolegów dygnitarzy nie mam żadnego poparcia i obrony, bo też dostają w kość od rzutkich inżynierów. A mimo wszystko żywioł, na który się puściłam, ma w sobie coś patetycznego. Świt był cudowny, ze złotą smugą od żaglówki do samej wyspy!! Trzy żagle zasuwały jak wariaty, jak motyle!
...Ani na minutę nie przestaję myśleć o Tobie. Chciałabym przeleżeć z Tobą cały dzień w łóżku albo na tej najbrudniejszej krypie, którą przez formalność tylko można nazwać yachtem, myślę sobie ubrana w czarną sztormówkę jak gruby pajac – myślę sobie, że nie będę Ci już tyle wyjeżdżać, że nie pojadę chyba bez Ciebie do tego Rio de Janeiro i że okropnie się do Ciebie przywiązałam, że mi aż ciepło, że jesteś, że Cię mam, i że nie chcę tak Ci wyjeżdżać na najfajniejsze kawałki naszego wspólnego życiorysu.
Będziesz musiał jechać ze mną do Brazylii albo ja będę siedziała z Tobą i tak jakoś będziemy zasuwali przez to życie.
Tylko mnie wtedy nie puść w trąbę, bo Ci zwariuję jak wszystkie.
...Tu jest Ronne, porcik fajny jak zabawka, do którego zaraz zejdziemy z „yachtu”.
Aż się wierzyć nie chce, że za tą brudną krypą z naszymi umęczonymi wichurą mordami – jest cacko z niebieskimi yachcikami, domkami w paski, stacją Esso i pomarańczami.
A ja w kaloszach: tych butach „rybackich”...
Pa!
Agnieszka
Agnieszki Osieckiej i Jeremiego Przybory Listy na wyczerpanym papierze, oprac. Magda Umer, Agora 2010, s. 164–165.

środa, 4 stycznia 2012

Odcinek 196: Agnieszka Osiecka, 1982 rok

Niewysłany list Agnieszki Osieckiej do premiera Wojciecha Jaruzelskiego

4 stycznia 1982 roku
Agnieszka Osiecka
Szanowny Panie Premierze!
Przyjaciele mojego dzieciństwa - jak Andrzej Drawicz - siedzą w więzieniu.
Przyjaciele mojej młodości - jak Wiktor Woroszylski - siedzą w więzieniu.
Przyjaciele moich lat dojrzałych - jak Janusz Anderman - siedzą w więzieniu.
Dygnitarz, którego poznałam w końcu lat 70. i polubiłam w końcu - Tadeusz Wrzaszczyk - siedzi w więzieniu.
Kobiety, które od lat podziwiałam - Halina Mikołajska i Anka Kowalska - siedzą w więzieniu.
Program III P[olskiego] Radia, w którym pracowałam - nie istnieje.
Redakcje, dla których pisałam - są w rozsypce.
Mój samochód, jak kupa bezwstydu z żelaza, stoi na ulicy - chuligani co wieczór piszą na nim świństwa.
Moja córka przynosi ze szkoły prezenty z paczki - rosyjskie cukierki i zabawki.
Ciężko mi oddychać, jeść i spać. Kraj nasz zamienił się w wielki magiel do prasowania ludzi. Ceny serwisów pani Solskiej wymienia się jednym tchem z plugastwami pod adresem sekretarki Wałęsy. Pokazują [się] źli ludzie, otaczają nas kłamiące maszyny - radio, tel[ewizja] i tel[efon].
Boję się.
Ile razy otwieram oficjalny druk, drżę, że to wezwanie w czyjejś lub mojej sprawie.
Ile razy słyszę kroki mleczarza, myślę, że to milicjant.
Ile razy słyszę milicjanta, myślę, że to do mnie.
Lękam się upić, żeby nie przegapić jedenastej, i lękam się telefonować, żeby się z czymś (z czym?) nie wygadać.
Lękam się również, kiedy do mnie ktoś telefonuje.
Kiedy dzwonią z telewizji lub radia i proponują mi współpracę, boję się nie przyjąć, bo strach przed konsekwencjami, i boję się przyjąć, bo wstyd przed Bogiem.
W tej sytuacji - pisanie łzawych piosenek wydaje mi się zajęciem jałowym, a pisanie piosenek wesołych - zajęciem obrzydliwym.
Mam już czterdzieści pięć lat; doznawałam w życiu wielu najrozmaitszych uczuć, ale wśród nich strach odgrywał olbrzymią rolę: w dzieciństwie bałam się ojca, na studiach - kolegów, w urzędach - urzędników.
Jedyne kilkanaście miesięcy życia, kiedy całkowicie zapomniałam o strachu, zawdzięczam istnieniu związku "Solidarność". Już choćby przez samo to - przez pamięć tych kilkunastu miesięcy - nie jestem w stanie przejść do porządku dziennego nad tym, co się dzieje i podjąć w pół taktu pisania powtarzanych refrenów. Tego się nie tańczy.
Innych zawodów nie znam. Do pracy fizycznej będę wkrótce nieprzydatna. Uprzejmie proszę o zezwolenie na opuszczenie kraju. Pieniądze - ZLP -
Agnieszka Osiecka
Agnieszka Osiecka, Na wolności. Dziennik dla Adama, Prószyński i S-ka 2008, s. 115-116.

środa, 21 grudnia 2011

Odcinek 182: Jeremi Przybora, 1964 rok

List Jeremiego Przybory do Agnieszki Osieckiej

21 grudnia 1964 roku
Śpiewaczko Moja Ucieszna!
Jeremi Przybora w filmie Upał
w reż. Kazimierza Kutza, 1964 rok.
Znów piszę do Ciebie list, który będą czytali obcy ludzie, bo poczta ostrzega Polaków, że tylko listy wysłane przed 21-szym dojdą na Święta! I znów (jak wtedy w Zakopanem) obcy ludzie dowiedzą się, że tak Ciebie kocham i że mi tak tęskno za Tobą jak dzieciom za św. Mikołajem oraz jeszcze trochę inaczej, co przekracza zakres darów św. Mikołaja dla dzieci. Wracam po lataniu po mieście do nas na Pragę, bo tu mi bliżej do Ciebie o Twoją obecność w tych ścianach, o Twoją fotografię i Twoje piosenki na płycie. Tylko że ilekroć nastawię sobie „Okularników”, natychmiast przychodzi szwagier-staruszek i coś mi zaczyna pieprzyć, tak że mam ochotę wyrżnąć go jakąkolwiek inną płytą po głowie, ale nie czynię tego, częściowo na skutek starannego wychowania, jakie odebrałem, częściowo przez wzgląd na Halinę [siostra Przybory], która jest bardzo zacna [dopisek pod listem: Zresztą – czy taki staruszek przestanie pieprzyć od uderzenia płytą po głowie?]. Marta jest zachwycona szalikiem od Ciebie, a ja to znowu – Tobą, częściowo ponieważ wykorzystuję każdą okazję, żeby być Tobą zachwycony, a częściowo ponieważ to właśnie szalik, który odebrałem dziecku, Tyś mu przywróciła! Nieprawdopodobna Panienko moja! W miłości mojej do Ciebie przypominam filozofa Kanta. Uważał on, że czas i przestrzeń nie istnieją obiektywnie, są tylko formą naszych postrzeżeń, istniejącą w nas samych. Ja też nie istnieję obiektywnie – jestem formą postrzegania Ciebie przez kogoś o wiele ode mnie doskonalszego. O tym niech obcy ludzie też się dowiedzą! I o tym, że mam dla Ciebie prezencik gwiazdkowy, który mnie się podoba i o którym marzę, żeby się i Tobie podobał. Niczego w Tobie nie chciałbym zmienić. Ani jednego słowa, które wypowiedziałaś, ani jednego spojrzenia, nawet Krysi S. w pełnych reflektorach na moich kolanach nie chciałbym w Tobie zmienić, ani ptaszka w Twoim f; w tej chwili już nawet żałuję maleńkich przerw w Twoim uśmiechu, kiedy już będziesz go miała „dookoła głowy”. Dzięki Tobie dotknąłem firmamentu i wiem, że świat jest nieskończony, ale można go doskonale objąć, ogarnąć i sprawia to tę wtedy ogromną przyjemność, którą nazywają szczęściem! A pończoch jeszcze Marcie nie przekazałem, ale jutro to zrobię. Wieczorem przed snem przeczytam sobie całą korespondencję od Ciebie, jaką mam, a potem będzie mi się śniło, jak w czystym, chłodnym, niebieskim jeziorze pływam sobie i nagle trafiam na źródło gorące, a czytając to, obcy ludzie nic nie skapują, o co to chodzi!
Agnieszko! Spójrz na mnie, jak ja na Ciebie patrzę, i pocałuj mnie, a potem zacznij już do mnie wracać!
Twój Jeremi

Agnieszki Osieckiej i Jeremiego Przybory listy na wyczerpanym papierze, oprac. Magda Umer, Agora 2010, s. 67–68.

sobota, 29 października 2011

Odcinek 129: Agnieszka Osiecka, 1964 rok

List Agnieszki Osieckiej do Jeremiego Przybory

Praga, 29 października 1964 roku

Kochanie!
Agnieszka Osiecka.
Zmęczona jestem, ale chce mi się pisać do Ciebie. Najwyżej kiepskie to będzie pisanie. Z Wrocławia nie wysłałam nawet kartki, bo nigdzie nie było znaczków (!). Ale miałam dobre chęci...
Wiesz, Jeremi, jak dotąd to najładniejsza była podróż. Śmieszne miasteczka na Dolnym Śląsku i ruda jesień w kotlinkach Dusznik i Polanicy. Bardzo ładna była też granica: miniaturowy barak na pagórku i szlaban w paski. Opuszczaliśmy ten pejzażyk w wielkim słońcu. Po dwóch godzinach dzielny automobil pana Ziemowita [Fedeckiego] dobrnął do Pragi.
...A w Pradze myślę o Tobie. Zajęcie to nie jest nudne, ponieważ myśleć o Tobie można rozmaicie: okropnie i pięknie, czule i lodowato, nerwowo i „obiektywnie”, co jest najgłupsze.
Bardzo Ci jest ładnie w brązowym płaszczu i szaliku w kratkę, który odebrałeś Marcie. Masz też bardzo ładne usta, i to w tych samych miejscach, które podobają Ci się u mnie. Charakter masz nienadzwyczajny, ale z tego też jesteś do mnie podobny. Tylko że Twoje wady biorą się ze słabości, a moje z lenistwa... Kochanie! Nie zapominaj pisać dla Axera! Nie pij za dużo (oszczędzaj się dla mnie, bo strasznie dawno nie chodziliśmy po knajpach). Ucałuj wszystkie moje koleżanki z Ateneum, jeśli Ci się nawiną. Pozdrów Minia (ale tak, żeby w dalszym ciągu myślał, że mnie porzuciłeś. Muszę się trzymać tej wersji, bo za dużo już nakłamałam). Zadzwoń do mnie. Pisz! I w ogóle – co chcesz, to sobie rób.
Okropnie szkoda, że Cię tu nie ma. Za granicą jest się trochę na wagarach i człowiek ma więcej głowy do różnych takich rzeczy „na lipę”.
Całuję Cię w czoło
Twoja Agnieszka
Agnieszki Osieckiej i Jeremiego Przybory listy na wyczerpanym papierze, oprac. Magda Umer, Agora 2010, s. 64.

niedziela, 3 lipca 2011

Odcinek 12: Agnieszka Osiecka, 1965 rok

List Agnieszki Osieckiej do Jeremiego Przybory

Świnoujście, 3 lipca 1965 roku
Kochany Jeremi!
Jest nieprawdopodobnie zimno, wietrznie i nieprzytulnie. Morze kotłuje się listopadowo. Kapitan z mety mnie opieprzył.
Jest mi strasznie łyso za Tobą i w ogóle bym się stąd urwała, gdyby nie wstyd przed "załogą".
Zmordowani po całonocnej jeździe zostaliśmy zaraz zepchnięci do zajęć. Jest ich (tych zajęć) całe mnóstwo i nawet nie wiem, czy zdążymy przed nocą wypłynąć: trzeba tę łódź czyścić, przynosić ropę, wodę i żarcie itd. Ci, co przyjechali dzień wcześniej, są już skonani. Wstrętny kapitan ma minę skauta wodnego bez poczucia humoru i czerwone oczy. Jest młody i na jeża, ale paskudny.
O, Jeremi! Tak mi było wczoraj nadzwyczajnie i spokojnie z Tobą. Kocham Ciebie.
Kocham Ciebie. Chcę być z Tobą całe życie. Cześć! Trzymaj za mnie palce!
Agnieszka
PS Moja koja jest w samym dziobie. Masz pojęcie, jak to kołysze??
A.

Agnieszki Osieckiej i Jeremiego Przybory listy na wyczerpanym papierze, oprac. Magda Umer, Agora 2010, s. 161-163.