Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mycielski Zygmunt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mycielski Zygmunt. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 sierpnia 2014

Odcinek 1152: Zygmunt Mycielski, 1980 rok

Z dziennika Zygmunta Mycielskiego 

Warszawa, noc z 26 na 27 sierpnia 1980 roku
Lech Wałęsa, 1980 rok.
Już od dwóch tygodni strajk całego Wybrzeża, w stoczni. Na czele Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego stoi Lech Wałęsa. Zamiast komentarzy powiem: to nie jest naród niewolniczy. Pański naród. Od 200 lat mówi NIE, bez względu na konsekwencje. Konsekwencje wygrane były dotąd raz jeden - 60 lat temu, w 1920 roku. Poza tym same katastrofy, ofiary. Jak będzie teraz?
Miałem dziś jechać do Lusławic, gdzie Penderecki otwiera swój nowy dom, zaprosił mnóstwo ludzi (sto?) i wynajął dla nas hotel Tarnovia w Tarnowie. Zatelegrafowałem mu: „Niestety, jest to dla mnie niemożliwy ani wskazany moment, żeby teraz wyjeżdżać z Warszawy”. W Pen Clubie zgłosiłem akces do listu, podpisanego zrazu przez 64 intelektualistów (solidarność z Wybrzeżem była tam jasno i spokojnie wyrażona). Niestety wczoraj już to w Komitecie Centralnym złożyli, nie wiem, czy znajdę się w tłumie, który do owych sześćdziesięciu czterech dołączył. Jestem już tak na marginesie, w dodatku bez telefonu, którego nie cierpię.
Kościół uspokaja albo też się solidaryzuje. Chodzi o wolne, robotnicze związki zawodowe, niezależne od partii i rządu. Punkt centralny, podważający system, w którym rola partii ma być kierującą i decydującą siłą. A Rosja? Czy nie pokryje nieba samolotami z dywizją lądującą gdzieś tutaj? Jestem z pokolenia, które wszystko tak widzi - czarno. A oni tam w stoczniach są młodzi. „Mamy dosyć samokrytycznych uwag partii”. Andrzej Gwiazda, Lech Wałęsa, kto ich chował, wychował, uczył? Są pewni siebie, jak mężowie stanu z prawdziwego zdarzenia.
Radio, tu w Warszawie, nadaje wielokrotnie przemówienie kardynała prymasa Wyszyńskiego, wygłoszone dziś w Częstochowie. Kazanie jest uspokajające, „dzieci Boże”, „felix culpa” itp. Co ma z tego zrozumieć na przykład Francuz? Więc na to się robiło rewolucję, żeby po sześćdziesięciu latach prymas przemawiał do narodu, w którym przecie komuniści stworzyli związki zawodowe CRZZ (Centralną Radę Związków Zawodowych)?!
Jadłem dziś w barze mlecznym zupę i fasolę za 18 zł, bo w domu nic nie ma. Na wieczór kupiłem kukurydzę. Nawiasem: taki wikt nie sprzyja szarym komórkom. Jestem równie leniwy jak Sebastiano del Piombo - a nie tak genialnie zdolny (to z lektury Vasariego, str. 332 przekładu polskiego): Jeśli ktoś niepokoił go i tłumaczył mu, że to wstyd, iż teraz, gdy ma z czego żyć (ja mam 14.000 zł na koncie i 5.850 renty), nie pracuje, tak mu odpowiadał: „Jeżeli mam dosyć na życie, nie chcę więcej pracować, zwłaszcza że są na świecie talenty przez dwa miesiące malujące to, co mnie zabierało dwa lata” Gdzie się zaczyna lenistwo? Dlaczego podziwiamy ludzi pracowitych? Słowiańskie pytania!
Bar mleczny, Praga Północ w Warszawie.
 Zygmunt Mycielski, Niby-dziennik,  Iskry 1998, s. 178-179.

piątek, 13 grudnia 2013

Odcinek 896: Zygmunt Mycielski, 1981 rok

Z dziennika Zygmunta Mycielskiego 

13 grudnia 1981 roku
13 grudnia 1981 r.
Stan wojenny dziś ogłoszony. Przemówienie (komentujące) Jaruzelskiego maksymalnie spokojne. Jak naród to przyjmie, jak wojsko to zrealizuje? Od pierwszych zdzierań plakatów może się zacząć rzeźnia. Lokalne kacyki - wojskowe czy cywilne. Można już zamknąć każdego. Wyraz „internowanie" - znaczy obozy? Jak to wygląda w praktyce - wiem dobrze. Czy ten kraj „położy uszy po sobie"? Wątpię... Wśród wielu wariantów - jeden okropniejszy od drugiego - tłucze się we mnie zdanie: „La Pologne, ce n'est pas un pays serieux". Nic tu do końca nie jest doprowadzane - możemy to znaleźć wyrażane przez Norwidów, Dmowskich, Miłoszów - wszystko przez pół; może więc i ta sytuacja rozejdzie się, po polsku, po kościach? - Szarże kawaleryjskie na czołgi w 1939 roku - ale gdy się Polacy pobiją między sobą, to się zaraz przestraszą. Prymas Glemp błaga (Boga), żeby nie było rozlewu krwi, oddaje kraj pod opiekę Matki Boskiej Częstochowskiej. Nasze chojraki z Gdańska, Ursusa - zobaczymy jutro i za tydzień: może w tym stanie wojennym położą uszy po sobie? Czy będzie to wygrana partii, Rosji, nomenklatury? Tak, i - znowu - przez pół. A stan ekonomiczny będzie się dalej pogarszał. Brak drutu, zapałek, masła - walące się gospodarstwa i warsztaty - to nas nie postawi na nogi.
Rzeź niewiniątek, jak mi to pisuje Józio Czapski. Internowania - co to znaczy? Bezkarna samowola ma otwarte drzwi. Znam - i dosyć widziałem tych bezkarnych okropności. (Tu też mogą przyjść do mnie w każdej chwili, przewrócić wszystko do góry nogami). Ale czy autentyczny, stalinowski terror ma dziś „dosyć gruntu pod nogami"?
Partia dostała „dobrą szkołę" od sierpnia 1980. Czy wystarczającą? Dogmat, że nie można zmienić systemu, wziął (musiał wziąć!) górę. (I o tym pisałem w „Kulturze" paryskiej). - A Rosja? Tam wszystko jest na serio, na całego, choćby to miało być gospodarczą ruiną kraju na długie tysiąclecia, a ograniczenia swobód tam nie ma, bo swobód nigdy tam nie było.

13 grudnia 1981 r., Warszawa, ul. Mokotowska.
Zarząd Regionu Mazowsze "Solidarności" po splądrowaniu budynku przez ZOMO.
Zygmunt Mycielski, Niby-dziennik ostatni 1981-1987,  Iskry 2012, s. 123-124.

środa, 9 października 2013

Odcinek 831: Zygmunt Mycielski, 1984 rok

Z dziennika Zygmunta Mycielskiego

Warszawa, 9 października 1984 roku
Plakat reklamujący Nędzników, 1886 r.
Gdy byliśmy mali - myślę o naszej czwórce: dwaj starsi, to byli chłopcy, Kazio i ja - dzieci; mama nam bardzo dużo czytała wieczorami. Mickiewicza, Sienkiewicza, przypowieści z Ewangelii, niektóre ustępy z Biblii. Genesis wtedy słyszałem. Może stąd historia stworzenia świata i cała historia rajska, z Adamem i Ewą, Panem Bogiem i wężem tak mi utkwiła - głębiej niż w pamięci? Byłem tak mały, że siedziałem często pod stołem w salonie. To czytanie było raczej przeznaczone dla chłopców. Myśmy z Kaziem raczej podsłuchiwali niż słuchali - ale nie dawaliśmy się zaganiać do spania.
Słowacki był rzadziej czytany. Za to całe Les Miserables [Nędznicy] Victora Hugo, sporo jego wierszy napoleońskich. Wojna i pokój też. Czasami jakiś wiersz Verlaine'a. Nie rozumiem dziś, jakim sposobem można było tyle naczytać wieczorami. Ale wieczory na wsi są długie; jak teraz, tu, w moim pokoiku w Warszawie, od października po marzec.
Już nigdy potem nie odczytałem Les Miserables V. Hugo. Pamiętam jednak - może coś przekręcam? - że na początku Jean Valjean kradnie biednemu biskupowi srebra. Zapytałem wtedy - bodajże spod stołu: „Mamo - ten biskup nie był taki biedny, jeżeli miał srebro". Mama zastanowiła się przez sekundę i powiedziała: „Tylko bardzo biedni ludzie nie mają srebra".
Za każdym razem, gdy wycieram jedną z czterech łyżeczek (srebrnych!), jakie mi zostały - myślę o tym. [...]
Zygmunt Mycielski, Niby-dziennik ostatni 1981-1987,  Iskry 2012, s. 497.

wtorek, 6 sierpnia 2013

Odcinek 767: Zygmunt Mycielski, 1984 rok

Z dziennika Zygmunta Mycielskiego

Warszawa, 6 sierpnia 1984 roku
Zygmunt Mycielski.
Czuję się jak owad na końcu źdźbła. „Co dalej?". Owad szybko konstatuje, czułkami, oczami, że dalej nic. Więc albo zawraca, albo - jeżeli ma skrzydła - odlatuje. Ja nie mogę ani zawrócić, ani odlecieć. Nie mam skrzydeł. 
Mam silne entomologiczne skłonności. Boże krówki, osy, pszczoły, mrówki - bądź co „z tych rzeczy" mogłoby było wypełnić mi życie. Nie skarżę się jednak ani na życie, ani na sztukę. Ani smutny, ani przestraszony chcę jednak - chciałbym - odlecieć.
Rzeczywistość polska, tak drugorzędna, „drugoklaśna", rozżebraczona, papkinowska (vide Fredro!); model patriotycznego Polaka mi obrzydł. To też znak, że czas odlecieć. Ostatnie (znane) słowa Piłsudskiego: „ta wasza Polska"... Cytuję to na końcu jego wyboru.
Zygmunt Mycielski, Niby-dziennik ostatni 1981-1987,  Iskry 2012, s. 485.