Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moniuszko Elżbieta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moniuszko Elżbieta. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 lutego 2013

Odcinek 611: Elżbieta Moniuszko, 1865 rok

List Elżbiety Moniuszko do matki

Lwów, 22 lutego 1865 roku
Stanisław Moniuszko.
Kochana Mateczko!
Zdaje mi się, że najlepiej Ci powinszuję, kiedy doniosę co najrychlej o powodzeniu Tatki koncertowym, toteż zaledwo powróciłam, natychmiast porywam za pióro, żeby Warn oznajmić, że koncert odbył się jak najpomyślniej, grzmoty oklasków towarzyszyły każdemu numerowi, sala była przepełniona, a damy po raz pierwszy pokazały się w białych sukniach i kwiatach [po zdjęciu żałoby, którą noszono od czasu manifestacji przedpowstaniowych]. Dziady ogromne zrobiły wrażenie na Lwowie, a zdaje mi się, że jak drugi raz posłyszą, to ich jeszcze lepiej rozbierze, choć i dziś omal sali nie rozwalili z krzyku.
W sobotę będzie drugi, a w niedzielę trzeci na ubogich, bo inaczej nie można spłacić długu, jaki się zaciąga względem amatorów i miasta; nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, tak i z teatrem, wprawdzie może by było trochę groszy więcej, ale ten niesmak, jaki panuje w tej ciemnej i zimnej szopie, pewnie by zaszkodził i zmroził wiele; tymczasem salka, choć mała, ale śliczna, wesoła, kobiety mogły się ubrać pięknie, to wiele humoru dodało. Biletów nie mogliśmy sprzedawać w domu, bo nim była mowa o tym, co się ma dać, już ani jednego nie było, pomimo to jednak czystego dochodu będzie według naszego obliczenia z dwóch koncertów 500 rubli srebrem. Jak się ułożemy w dalszą drogę, jeszcze dziś nie wiem; kto wie, może prosto stąd pojedziemy do Warszawy, bo mamy tak mało czasu, że szkoda pieniędzy wydawać tyle i nic nie widzieć. Wolałabym porobić sprawunki, bo wiem, ile tam dziur czeka na nie.
Kończę moją bazgraninę, życząc raz jeszcze kochanej Mateczce zdrowia i wszystkiego, co sobie tylko od Boga życzy, a sądzę, że i my na tym nieźle wyjdziemy. Przykro nam bardzo, że w dniu tym nie możemy być razem, pierwszy to raz podobno tak nieszczęśliwie się trafia. Posyłamy chociaż fotografie naszych person, ażeby przekonać Mamę, jak nam pilno lecieć do Mamy, kiedy już nie rozbieramy się nawet z naszych kożuchów i szali. [...] Tą razą kończę list naprawdę. Całuję rączki Mamy i Babuńki, której dziękujemy oboje za jej kilka życzliwych literek, i zostając najprzywiązańszą córką.
Elżbieta
Nie piszcie już do Drezna i Berlina, bo zdaje się, że tam nie będziemy.
Stanisław Moniuszko, Listy zebrane, oprac. Witold Brudziński, Państwowe Wydawnictwo Muzyczne 1967, s. 477.