Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mickiewicz Adam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mickiewicz Adam. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 29 października 2013

Odcinek 851: Adam Mickiewicz, 1822 rok

List Adama Mickiewicza do Marii Puttkamerowej

Kowno, dnia 17 października 1822 roku
Maria Puttkamerowa.
 Mario, po tym wszystkim, coś mnie powiedziała w czasie ostatniego widzenia się naszego, na wiele odważam się, pisząc do ciebie! Jeżeli spojrzysz na ten listek z taką pogardą, z jaką na mnie patrzyłaś, zdaje mi się, że aż tu będę czuł to spojrzenie. Ale nie, droga Mario; wybaczysz mnie, wybaczyłaś mnie, chociaż dałem powód do takiego obejścia się. O, gdybyś wiedziała, ile potem uczułem, rozważając moje dziecinne, dziwaczne i grubiańskie postępowanie! Wtenczas, kiedyś mnie spotykała z niewinną, anielską radością, ja odpowiadałem jakąż postacią? jakim tonem? tobie, nie przywykłej do tego, nie spodziewającej tego po mnie. Cóż mam powiedzieć na moje usprawiedliwienie? A jednak czuję, że gdybyś mogła zajrzeć w głąb mego serca, wtenczas nawet byłbym usprawiedliwiony, kiedym ciebie obrażał, a kiedym sam sobie był nieprzytomny.
Kochana Mario, ja ciebie szanuję i ubóstwiam jak niebiankę. Miłość moja tak jest niewinną i boską, jak jej przedmiot. Ale nie mogę poskromić gwałtownych poruszeń, ile razy wspomnę, że ciebie straciłem na zawsze, że będę tylko widzem cudzego szczęścia, że o mnie zapomnisz; często w jednej tejże samej chwili proszę Boga, abyś była szczęśliwą, chociażbyś miała o mnie zapomnieć — i razem ledwo bym nie wolał, abyś umarła... razem ze mną! Daruj mnie; nie możesz nigdy wstydzić się tyle, ile ja samego siebie. Kto inny, rozsądniejszy i cnotliwszy, na moim miejscu byłby jeszcze bardzo szczęśliwy; ale mnie chyba Bóg natchnąć zechce, chyba twój przykład poprawi. Cóżkolwiek jednak czuć będę, nigdy ciebie nie zasmucę.
Autentyczne okulary Adama Mickiewicza,
przekazane muzeum w Nowogródku
przez jego prawnuczkę.
Jakże ja śmiałem ciebie zasmucić! Ja tobie winienem, jeżeli jest co w duszy mojej dobrego i pięknego, jeżeli miałem w życiu kiedy chwilkę niebieską. Jesteś moim aniołem stróżem, wszędzie obecna. Strzegę się, abym cię nawet myślą nie obraził. A ja obraziłem ciebie wtenczas, kiedym był powinien zebrać całą moją duszę dla uczucia w całej sile szczęścia, które mię spotkało, które mię tak rzadko spotyka! Prawda, moja Mario, że powiększasz sobie moją winę, często fałszywie tłumaczysz albo nie chcesz rozumieć tego, co mówię, nie zważasz na moje położenie. Dawno, po pierwszym poznaniu się, wyrzekłem coś z pogardą o powszechnej opinii. Jakżeś to długo pamiętała! Jak brzydki i krzywdzący dałaś słowom moim wykład! Kiedy po przyjeździe moim do Wilna nie chciałem, a raczej nie śmiałem widzieć się z tobą, nie wiem, jak to tłumaczyłaś; ale wiem, że niedobrze na moją stronę.
Nie dziw, że i teraz, com prędko wyrzekł, com w dzikim zapale, umyślnie dla obrażenia cię (przyznaję się i do tego), dla pomszczenia się za ostre często żarty wtrącił — nie dziw, żeś mię za to natychmiast potępiała. Ostre żarty, kochana Mario! ostre były i często do głębi duszy rażące. Powiedziałeś mi, żem stracił czas przybyciem do Wilna, chcąc mi dać do zrozumienia, żem był nadto dziecinny, szukając chluby przed tobą stąd, żem przybył dla widzenia ciebie. Cóż miałem dalej odpowiadać, chwytany za słówka, odsyłany do Kowna wtenczas, kiedym chciał patrzeć na ciebie i mówić do ciebie? Czyliż dawne przewinienie, jakkolwiek brzydkie i rażące twoją myśl anielską, daje prawo do wyrzucania mi go przed oczy, a kiedym z tysiącznych zgryzot uciekając, chwilkę w Wilnie niebieską myślał przepędzić, czyż litościwie jest ciągle mi powtarzać, żem na nią nie zasłużył?
Adam i Maryla.
Jakże nudzę ciebie wymówkami i ekskuzami! Zapomniałem o głównym celu tego listu. Mario! widziałem twój sposób życia, wnosiłem o reszcie z twoich rozmów; słyszałem o wielu szczegółach. Ty nie szanujesz zdrowia, umyślnie chcesz je niszczyć. Niespokojność myśli, pomieszane uczucia, malujące się w twoich wyrazach, często mię zimną trwogą przeszywały. Moja najdroższa, jedyna! nie widzisz przepaści, nad którą stoimy! Jak to straszny wpływ może mieć na twoje zdrowie, na spokojność twojego umysłu! Ja ciebie nie przeżyję chwili. Chceszże na mnie wrzucić okropną odpowiedzialność, żem był sprawcą twego nieszczęścia? Jeżeli chcesz, abym był spokojny, abym był wesoły, abym ciebie kochał z uczuciem szczęścia, a przynajmniej bez rozpaczy, daj mnie przykład! Odtąd przysięgam naśladować ciebie.
Bądź zdrowa! Kiedyż obaczę Marią? W pierwszym spojrzeniu obym wyczytał przebaczenie!
Listek ten spalisz; nie śmiem prosić odpowiedzi. Czy nic będzie Pani na Wszystkich Świętych lub Boże Narodzenie?
Adam Mickiewicz, Listy [w:] Dzieła, red. Julian Krzyżanowski, t. XIV, Czytelnik 1955, s. 199-202.

sobota, 3 sierpnia 2013

Odcinek 764: Adam Mickiewicz, 1847 rok

List Adama Mickiewicza do Margaret Fuller, amerykańskiej dziennikarki i feministki

Langrune, pod Caen — 1847, 3 sierpnia.
Margaret Fuller.
Przebywam od pewnego czasu w Langrune. Jest to niedaleko Havre. Jestem tu z całą rodziną. Bierzemy kąpiele morskie. Podróż ta, zalecona przez lekarzy, nie pozwała mi myśleć o jeździe do Szwajcarii. Były nadto inne trudności.
Otrzymałem wszystkie listy Pani. List z Rzymu zrobił na mnie przykre wrażenie. Spostrzegłem w nim skłonność do romansowych rojeń, które mogłyby wycieńczyć twoją imaginację. Byłbym zmartwiony, gdybym w czymkolwiek przyczynił się do popchnięcia ciebie w strefy melancholii, z których, spodziewałem się, Włochy pomogą ci wyjść. Starałem się wytłumaczyć ci, że nie powinnaś zacieśniać swego życia do książek i rojeń. Broniłaś sprawy wolności kobiety stylem męskim i śmiałym. Żyj i działaj tak, jak piszesz. Miałem ci wiele do powiedzenia w związku z tym listem. Spodziewałem się ujrzeć cię w Paryżu tej jesieni. Wracasz, jak się zdaje, do Włoch. Ze względu na twoje dobro cieszę się z tego. W naszych bowiem stosunkach, droga Przyjaciółko, miałem na widoku twoje szczęście, a nie moją przyjemność. Żyjemy w czasach poważnych, i stosunki nasze powinny być poważne.
Proszę mi donosić o sobie od czasu do czasu. Ale na litość boską pisz czytelnie daty i adresy. W ostatnim liście znaczysz daty skrótami, których nie rozumiem. Co znaczy: pozostanę do 12 nd? którego miesiąca? Adresuję ten list do Mediolanu poste restante; czy dobrze zrozumiałem twoje zdanie napisane na odwrót, które musiałem odcyfrowywać jak palimpsest? 
Pisałem już Pani wielokrotnie, że moje projekty zależą od wielu okoliczności, tak że nigdy nie wiem, gdzie będę za miesiąc. Jest więc ciągle możliwe, że niebawem zobaczę znowu Włochy.
Adam Mickiewicz.
 Chciałbym wiedzieć, jak teraz Pani wyglądasz? Czy jesteś zdrowsza, weselsza, swobodniejsza? Widziałem, jak przy całej swej wiedzy i całej wyobraźni, i całym rozgłosie literackim— żyłaś w niewoli cięższej niż niewola sługi. Czułaś zależność od wszystkich. Wyobraziłaś sobie, że dość ci wypowiadać swoje myśli i uczucia w książkach. Istniałaś niby duch (ghost), który podszeptuje żyjącym swoje zamysły i pragnienia nie mogąc już sam ich realizować. Zapomniałaś, że duch przyobleka się w ciało właśnie w tym celu, aby realizować to, co już poznał gdzie indziej. Oto najgłębszy sens chrześcijaństwa. Napisane jest w księdze Naśladowania: «scis haec omnia, beatus fueris si feceris ea» [znasz to wszystko, błogosławiony będziesz, gdy to wypełnisz]? Co do dziedziny twej działalności, winnaś pracować nad tym, by ją odnaleźć. Nie zapominaj, że nawet w życiu prywatnym jako kobieta powinnaś prawa swoje podtrzymywać. Emerson dobrze powiada: give all for love, ale owa love nie powinna być miłością pasterzy Floriana ani miłością studentów i dam niemieckich. Odpowiednie dla ciebie są takie stosunki, które rozwijają i wyzwalają twego ducha, zgadzając się z uzasadnionymi potrzebami twego organizmu i zostawiając ci zawsze wolność. Ty sama tylko jesteś sędzią tych potrzeb.
Twój przyjaciel.
Adresuj zawsze do Paryża.
Adam Mickiewicz, Listy, [w:] Dzieła, red. Julian Krzyżanowski, t. XVI, Czytelnik 1955, s. 148-150.

sobota, 23 marca 2013

Odcinek 640: Adam Mickiewicz, 1841 rok

List Adama Mickiewicza do brata, Franciszka

23 marca 1841 roku 
Paryż, Rue d'Amsterdam N. 1. 
Adam Mickiewicz w Paryżu.
Kochany Bracie.
Od czasu jakem tu osiadł znowu w Paryżu, różnie mi się dzieje: często bieda, zawsze praca i kłopot. Żona mi była znowu zapadła i dzieci często chorowały. Gdzie troje dziatwy, zawsze które z nich bywa niezupełnie zdrowe. Teraz wszystko, chwała Bogu, już się polepszyło i w domu wszyscyśmy zdrowi. Marynia już czyta doskonale po polsku i po francusku i uczy się różnych rzeczy. Władzio podrasta i wkrótce skończy trzy lata. Drobny jest i bladawy, ale żywy i roztropny, i dobry. Najmłodsza Helenka w kolebce, faworyta rodziców, chociaż mniej pieszczona, niż były starsze. Mieszkamy dość wygodnie, ale nie tak wspaniale jak w Lausannie, gdzieśmy pański mieli pałac. I widoków pięknych, i przechadzek, i powietrza nam brak w tym hucznym i błotnym Paryżu. Na wiosnę zapewne wyjedziemy na wieś w okolice miasta. Będę miał pięć miesięcy wakacji. Bardzo do niej wzdycham.
Kurs mój dość pracowity. Trzeba gadać Francuzom o literaturach naszych, o których oni nic nie wiedzą, i starać się, żeby się nie nudzili, bo oni tylko przez ciekawość przychodzą. College de France, w którym daję lekcje, jest to wysoka szkoła tylko dla publiczności amatorskiej. Uczniów właściwie nie ma. Profesorowie muszą wymową nadrabiać, co Francuzom łatwiejsza niż mnie. Miejsce to jest pewne i nie zależy od ministerium, tylko sądownie profesora można oddalić. Ja wprawdzie nie mam tytułu profesora, bo dotąd nie podałem się do naturalizacji na Francuza, wszakże nikt mnie nie wyruguje stąd, chyba sam zechcę wyjechać, co także może się zdarzyć.
Główna nieprzyjemność mojego położenia jest w tym, że siedzę wśród emigracji. Nie możesz wystawić, co to za bieda z ludźmi zamkniętymi w tak smutnym położeniu. Każdy, dzień i noc, kuje projekta polityczne i wścieka się, kiedy drugich nie może na swoją stronę przemówić. Chodzą nasi na mój kurs, ale dlatego, żeby się wywiedzieć, jakiej ja partii? czy arystokrata? czy demokrata? i gniewają się, że ja im o polityce nie gadam. Teraz, zdaje się, że się nieco uspokoili. Na przyszły rok, jeśli tu zostanę, będzie lżej i z kursem, i z emigracją, która zapewne da mi pokój. Może też wyrobię się na profesora bez naturalizacji, bo mi jakoś żal przestać być Litwinem urzędownie i przedzierzgać się w Francuza niemiło.
Z kraju wiadomości od dawna nie mam. [...]
Donieśże mnie nawzajem o wszystkim, co ciebie otacza, i o swoim położeniu. Słychać tu, że wasz teraźniejszy król łaskawszy na Poznańczyków. Może też pozwolą ci więcej swobody. [...]

Bądź zdrów. Twój
A. Mickiewicz
Adam Mickiewicz, Listy, [w:] Dzieła, red. Julian Krzyżanowski, t. XV, Czytelnik 1955, s. 390-391.

niedziela, 12 sierpnia 2012

Odcinek 417: Adam Mickiewicz, 1834 rok

List Adama Mickiewicza do Antoniego Edwarda Odyńca

Paris, 12 sierpnia 1834 roku
Celina Mickiewicz.
Owóż, kochany Edwardzie, trzeci już tydzień, jak żyjemy z Celiną na własnym gospodarstwie. Pojmiesz, jako stary mąż, że nie miałem wiele czasu pisać do ciebie. Rozwodzić się nad teraźniejszym  szczęściem jeszcze za wcześnie; tyle ci tylko powiem, że od trzech tygodni nie byłem ani razu w kwaśnym humorze, a często czułem się wesoły i pusty, jakim od dawna nie byłem. Życz mi tylko, żeby tak zawsze było. Celina też powiada, że jest zupełnie szczęśliwą, i cieszy się jak dziecko. Trzy tygodnie szczęśliwe: dobre i to na tym świecie i w takich czasach. Musisz też wiedzieć o naszym gospodarstwie. Mieszkamy daleko od środka miasta, w zaciszu, jak na wsi. Mamy tylko trzy pokoje, własne meble, wkrótce mieć będziemy fortepiano. Od rana Celina robi kawę, potem niby to gospodaruje, kręci się, świegoce i śmieje się aż do wieczora. - Po nudach pierwszych wizyt rzadko gdzie wychodzimy. Wieczorem dawna kompania, Domejko, Zan i parę innych osób zagląda do nas. Ale jeszcze moi znajomi niezupełnie przywykli do mojego nowego meblu i trochę zażenowani.  Powoli jednak wrócę do dawnego trybu życia i  zacznę  coś  robić;  bo przez  cały  ten  czas  próżnowałem i używałem tylko życia. [...]
Cyt. za: Dzikie nasze położenie: wybór listów romantycznych, wybór, wstęp i oprac. Danuta Sosnowska, Twój Styl 1995, s. 60.