Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miłosz Czesław. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miłosz Czesław. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 stycznia 2014

Odcinek 929: Czesław Miłosz, 1981 rok

List Czesława Miłosza do Jerzego Giedroycia

[15 stycznia 1981 rok]
Czesław Miłosz odbiera nagrodę Nobla.
Drogi Jerzy,
Wróciłem z Ann Arbor, gdzie jeszcze raz byłem świątkiem narodowym i pół Detroit zleciało się na moje występy. Dowiedziałem się też, że na wieść o nagrodzie Nobla dla Polaka pół fabryki Forda szalało z radości, dlatego że jak ktoś jest Polack, to ma w Ameryce ciężkie życie w porównaniu z Anglosasem, a jeżeli Polak dostał nagrodę Nobla, to znaczy, że musiał dwa razy być lepszy od Anglosasów. Od Ann Arbor nie mogłem się uchylić, bo obiecałem przyjechać jeszcze na wiosnę, ale teraz koniec występów i podróży, mam nadzieję wrócić wreszcie do normalnego życia.
A piszę do Ciebie w sprawie bardzo poważnej. Dostając setki listów z Polski, obcując z Polakami w Paryżu czy w Ann Arbor, czuję, że włosy zaczynają mi stawać na głowie. Listy z Polski, szczególnie te od młodzieży (m.in. prośba o pozwolenie nazwania drużyny harcerskiej imieniem Czesława Miłosza – stąd wniosek, że wkrótce będą drużyny harcerskie im. Witolda Gombrowicza), świadczą o wielkiej i zasadniczej przemianie, jaka się w Polsce odbywa, a która polega na tym, że Polska staje się tym, czym w swojej esencji zawsze była, to jest jednym wielkim organizmem narodowym, w którym Naród jest na ołtarzu, z Matką Boską jako bóstwem pomocniczym w służbie Narodu. Tak to ono i wyszło, na triumf Dmowskiego. Nb. z „Nowego Dziennika” w New Yorku wyszła Ewa Czarnecka, co miało ten natychmiastowy skutek, że dali wielki artykuł gloryfikujący Dmowskiego, pewnie nie dlatego, żeby mieli „przekonania”, ale dlatego, że to jest w powietrzu. Oczywiście dostaję mnóstwo listów, z których przeziera przekonanie o odwiecznej polskości Wilna, a i pomnik w Gdańsku, ten z moimi tekstami, jest interpretowany niedwuznacznie jako aluzja do trzech krzyży w Wilnie, że niby „miasto Gdańsk niegdyś nasze, znowu będzie nasze” raz się sprawdziło, to i sprawdzi się odwiecznie polskie Wilno.
Papież Jan Paweł II i Czesław Miłosz.
Naprawdę nie nadaję się do roli promotora polskiego nacjonalizmu, a na to się kroi, tym co piszą do mnie listy i zbierają moje autografy do głowy nie przychodzi, że ktoś może być czymś innym niż Polak-katolik. Ten nieszczęsny naród, doszczętnie i podwójnie upupiony przez nacjonalistyczno-komunistyczną szkołę w stylu Moczara i przez opór wobec tej szkoły w domu i w kościele, ale też nacjonalistyczny, jest już jak pan Jourdain, który nie wiedział, że mówi prozą, czyli że jest we władzy dzikiego nacjonalizmu i mesjanizmu. Rozmawiałem o tym z Anitą Wasilewską i jest ona jedną z nielicznych osób, z którymi mogę się porozumieć, bo nawet nastroje w czasie wizyty papieża w Polsce nastrajały ją (rzadkość) sceptycznie.
Zastanawiam się, co mam zrobić. Niewątpliwie musimy być w kontakcie i wymieniać zdania na ten temat, jeżeli to, co Ty reprezentujesz i co przez wiele lat reprezentowała „Kultura”, tę inną Polskę, nie ma być zaprzepaszczone. Bo przecie Naród z wielkiej litery pochłonie i przyswoi wszystko, ceniąc „Kulturę” za obronę wartości narodowych, ale nie wspominając ani słowem o jej prawdziwym stanowisku, kochając Miłosza jako wieszcza i przybierając go, co ciągle się odbywa, w biało-czerwone szarfy etc. Okazuje się, że kiedy Michnik mnie potwornie zwymyślał za mój artykuł o Kisielewskim, tj. Stalińskim, pt. Duże cienie, gdzie prorokowałem to, co się teraz odbywa, nie on miał rację.
Zaiste, czym był ten nurt drugi – PPS-u, Piłsudskiego, Żeromskiego, demokracji, lewicy? Tyle jego było, ile było inteligencji pochodzenia żydowskiego. Kto wybrał Narutowicza? Czy kampania przeciw niemu ze strony endeków nie miała podstaw? Miała, bo „obcy” na niego głosowali. Trzeba na zimno zdać sobie sprawę z sytuacji i nie upajać się cudowną „jednością narodową”, ale wywalić kawę na ławę, póki jeszcze nie za późno. Oczywiście to nie pomoże, ale przynajmniej stanowisko będzie jasne.

Czesław Miłosz w czasie uroczystości
nadania doktoratu honoris causa KUL.
Powiedz mi, co mam robić. Dawanie powodu do nieporozumień jest dla mnie wstrętne. Nie jestem za żadną religią narodową, błogosławioną przez Wyszyńskiego czy nawet papieża. Zostałem zaproszony do KUL na odebranie doktoratu honorowego, co mnie przywłaszczy i pokaże jako zwierzę oswojone przez ideologię narodową bez reszty, zostałem też zaproszony do Rzymu na inaugurację Instytutu Polskiego w obecności papieża, co stwarza taką sytuację, że nie mogę przecie ogłosić odczytu wyśmiewającego cały spadek Dmowskiego, którego duch unosi się nad tymi wodami.
Obawiam się, że jeżeli chodzi o katolicyzm polski, byłem zbyt optymistyczny, dlatego że obcowałem z Sadzikiem, który pod każdym względem był wyjątkiem. Moje zainteresowania religijne nie są płytkie, nie były i nie są wynikiem jakiejś koniunktury, ale też idą na razie z z całą polską narodową egzaltacją.
Notabene nie rozumiem tego bzika w Polsce z powodu nagrody Nobla. Jakieś bezmiary frustracji z tego wyłażą. I nagle sobie uświadomiłem, że o poezji polskiej ostatnich dekad można sensownie byłoby napisać, tylko traktując ją jako sofistykowany szyfr dla bardzo polskich treści politycznych, tj. pretensji do Zachodu za to, że zdradził, i olbrzymiej self-pity, czyli litowania się nad sobą – do tego sprowadza się poezja Różewicza i Herberta.
Mnie się wydaje, że nastał dla „Kultury”, i dla mnie też, czas zwrotny, w tym sensie, że tak dalej nie można: nie można stwarzać złudzenia, że „cały Naród” itd., podczas kiedy jasno i ostro sprecyzowane stanowiska są zdrowiej wszelkiej prawdziwej demokracji.
Ściskam Cię
Czesław
Źródło: http://odwilz.wordpress.com/2012/12/27/czeslaw-milosz-do-jerzego-giedroycia-15-stycznia-1981/

środa, 14 listopada 2012

Odcinek 511: Czesław Miłosz, 1967 rok

List Czesława Miłosza do Konstantego A. Jeleńskiego

14 listopada 1967 roku
Czesław Miłosz.
Kochany Kocie,
Tzw. wewnętrzne zmagania się w zewnętrznym upale, który skończył się dopiero w tym miesiącu, tak że jeździło się na plażę nad ocean, a sezon deszczowy jeszcze się nie zaczął, dopiero się zaczyna. Piszę do Ciebie, żeby nasze stosunki nie ograniczały się do „spraw”, bo wiesz, jak Ciebie lubię i mam od czasu do czasu okropną wizję naszego następnego spotkania, dwóch starych, łysych i bezzębnych szympansów. Ja zresztą jestem pełen różnych obsesji, nie licujących z siłą mojego organizmu (i nawet od Piotrusia, który wrócił z Alaski w atletycznej formie, ciągle jestem silniejszy). Od mego brata dostałem kartkę, z której wynika, że tam krążą wieści (per analogiam? z Broniewskim?) o moim zapijaniu się i niezdolności do pracy twórczej (!). Natomiast moim głównym wyładowaniem jest szybka jazda samochodem (volvo – ciągnie jak smok). Toni robi graduation w anthropology. Ale bierze też fizykę i chemię, wrócił mu smak do science, czyli że po Twojej myśli, i pewnie pójdzie na biochemię czy farmakologię. Traper Piotrusia, Meader, przyjechał z żoną i synem do Berkeley, po 7 latach w Arktyce. Uroczy brodacz, filozof, nietzscheanista, teoretyk powrotu do Natury (zimę spędzają tam wyłącznie na czytaniu, bo zabijają odpowiednią ilość sztuk karibu w jesieni i aprowizacja polega na odrąbaniu kawałka zmarzłego mięsa na podwórzu). Mały Meader, 10 lat, kapryśny i liryczny, poszedł tu po raz pierwszy w życiu do szkoły – ale świetnie strzela z karabinu i szczupaki zabija strzałą z łuku. Dużo przyjaznych obcowań z tą rodziną, a Piotruś i jego najbliższy przyjaciel David zastanawiają się, czy nie pojechać tam na całą alaskańską zimę (co równa się przykuciu się do miejsca i poza rąbaniem drzewa na opał, czytaniu).
Cierpię? Nie cierpię? Souffrance? Chwile? Douleur? Sny? Mniejsza z tym. Jestem niespokojny. 1) Zbyszek. Napisał mi głupi list (ja nie znoszę tych polskich nabijań się np. z Murzynów, z pewnością nie jestem żaden Negrolover, polska arogancja! Murzyni więcej wycierpieli niż wszyscy Polacy razem), to zwymyślałem go, że endekiem pewnie chce zostać. Ci Polacy zaczynają od dowcipuszków, to ich rzemyczek kończy się na koziczku. Nic nie odpowiedział. [...]
Konstanty A. Jeleński.
Moje zajęcia. Wykłady, dość głupawe, o romantyzmie. Seminarium o Gombrowiczu – radość dla mnie i studentów. Oni mówią, że Gombrowicz jest pisarzem do uwielbiania przez całą młodą publiczność w Ameryce, ale nikt o nim nie pisze (poza Twoim pionierskim artykułem w „Tri-Quarterly”), bo nikt nie rozumie. Dziennik dopiero dałby do niego klucz, ale nie wiem, czy Grove Press przygotowuje przekład. [...] 
Najder miał wizytę w KC, oczywiście przeznaczoną do powtórzenia mnie. Hommaże, ubolewania, ale zasada („my nie możemy się poniżać”), że będzie się drukować tylko tych, którzy przyjadą z wizytą do Polski! Czy to znaczy, że Gombrowicz albo ja mamy odbyć pielgrzymkę, żeby naszym książkom otworzyć dostęp? Poza tym, czuję się twórczy i napisałem różne rzeczy. Tatarkiewicz (82 lata) uroczy, bystry, a jego żona b. dobrze we wszystkim, co się dzieje w Ameryce, zorientowana.
Całuję Cię. Napisz (podyktuj!)
Czesław
PS. Książka wierszy Zbyszka u Penguina wyjdzie w lutym.