Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Matejko Jan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Matejko Jan. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 września 2012

Odcinek 457: Jan Matejko, 1867 rok

List Jana Matejki do żony, Teodory

Paryż, 21 września 1867 roku 
Rue Chevreux, Hotel Chevreux Nr 3. 
Portret żony w sukni ślubnej, mal. Jan Matejko.
Moja Najukochańsza Teośko!
Co się dzieje w domu z Tobą i dzieciętami nie wiem nic od tygodnia. Czyście mi zdrowi wszystko Troje najukochańsi na świecie? Jak pragnę listu od Ciebie, Doro, łatwo pojmujesz, nie będę Cię więc: Najdroższa zachęcał do szybkiego doniesienia o sobie i dzieciętach naszych, bo zapewne Sama pośpieszysz z natychmiastowym odpisem.
Mieszkam w pokoju Surmackiego, którego mi ustąpił wyniósłszy się na wyższe piętro, - pod Nr 1, I piętro, pokoik mały z przedpokoikiem jeszcze mniejszym, dosyć miły a nade wszystko niedrogi, na dzień bowiem 1 franka mam płacić prócz czekolady z rana, ceny której jeszcze nie wiem. Ulica i Hotel Chevreux Nr 3, Paris. Dziś rana przed 6tą stanęliśmy z Oleszczyńskim w Paryżu. Musiałem z nim jechać na Saint Jacques, gdzie mieszka. Żądał tego. Poznałem panią Oleszczyńską a raczej byłem Jej przedstawiony - kobieta to prosta ale znać poczciwa, trochę wygląda na kaprala; nie trzyma sługi, zastaliśmy ją właśnie wracającą z miasta z blaszanem naczyniem ze śmietaną. Przywitanie małżonków wcale jowialne mi się zdało, poczem zaproszony na górę tj. na 3 piętro na kawę zapowiedzianą dobrą, co rzeczywiście się sprawdziło. Pani rozumiejąc, żem kawalerem, na wstępie przyniosła niby pokazując mężowi portret rysowany swojej córki i położyła na stoliku przede mną. Schowała go jednakże natychmiast dowiedziawszy się (z pewnym niezadowoleniem), żem żonaty i ojcem dwojga dzieci. Śmiałem się w duchu z źle ukrytego zawodu głupiej jakiejś rachuby, wiedziała bowiem o przyjeździe, gdyż jej pisał już o tem Oleszczyński stary. Pewnego rodzaju wstręt wzmógł się we mnie za przyjściem syna Alberta niby to Polaka a w rzeczy Francuza z całym zasobem pogardy właściwej frankopolakom dla wszystkiego co polskie lub obce Francji. Zresztą jakieś dziwne, może tu legalizowane lekceważenie ojca nie usposobiło mnie dla niego. Jakieś zimno wieje w tym domu mimo dość zręcznego w Starym zacierania i omamień. Nie wiem jakiej nam Pan Bóg dozwoli w przyszłości pociechy z. dzieci doznawać, ale zdaje mi się, że nie potrafiłbym znieść takiego lub podobnego stanowiska. Starego szczerze mi żal było, (choć zapewne i sam poniekąd winien wszystkiemu) — trza było widzieć jak oboje matka i syn spoglądali z pogardą na dary przywiezione przez ojca, cieszącego się naprawdę jak stare dziecko z sera polskiego i placka zeschłego od Niedzielskich, zresztą na wszystko, co nazwoził w niemałej liczbie. Zapraszali mnie, by wziąć pokój w tym samym domu czyli hotelu, gdzie mieszkają sami, alem się wywinął już najętym przez Surmackiego. Zaproszonym na jutro na obiad koło 5. Wcale mi to nie na rękę, wolałbym bowiem swobodę całodniową, ale cóż robić, trza iść.
Żałowałem później bardzo ustępu w liście ze Strasburga datowanym o pójściu na wieżę, domyślając się obaw Twoich Doro o zdrowie moje. Dziś jednak, kiedym szczęśliwie zszedł z samego szczytu wieży strasburskiego tumu, muszę Ci donieść, że Twój Jasiek, moja ukochana Ośko, wisiał jak pająk w legendzie Twardowskiego między niebem a ziemią. — Kto widział choć z dołu t.j. ze szczytu kościelnej płaszczyzny ową drogę do nieba, przypominającą drabinę Jakuba pod koronę wieży, a dowie się, że tam w górze moje imię wyskrobane, ten powie: człowiekowi temu pewno duma z dziwną wiarą iść kazała. Wierz mi, Teośko moja, żem wpośród drogi myślał o Tobie i dzieciach, nawet chwilą zawahałem się i zejść chciałem: było mi bowiem tak ciasno, tak serce biło — jednak pomyślałem: Matka Boża nas broni — czemu miałabyś samą z dzieciętami zostać?! Wreszcie chodziło mi także trochę o dopięcie zamiaru, spotkaliśmy bowiem w 3. kondygnacji schodzącego jakiegoś młodego — później dowiedzieliśmy się — Amerykanina, któren mnie mierzył okiem i wątpił w odwagę moją. Zapewne dzieciństwem taka próżność, ale coś zagrało we krwi, co mnie pchnęło w górę. 
Jan Matejko.
Przed tą wyprawą, nie myśląc o niej, byłem w kościele modliłem się za Was bardzo głęboko, a później na szczycie kościoła stojąc obróciłem się twarzą na wschód i błogosławiłem Ciebie Doro i dzieci moje wszystko. Wiem żeś i Ty w tej chwili myślała o mnie, przypomnij sobie, ja godzinę pamiętam, było po 10-ej.
[...] Nudzę Cię może Doro najukochańsza spowiedzią moich czynności ale to natura moja dzielić się wszystkiem z Tobą Najdroższa — przebacz więc a wypłać się wzajemnością szczodrej i rychłą. Z dzieciętami naszemi Ciebie po tysiące razy całuje Teośko najserdeczniej
twój mąż
Jan.
Mamie i Leonardom z dzieciętami pozdrowienia serdeczne.
Dziwnym trafem numer książeczki z biletami do Paryża i na powrót mnie przypadłej, jest rokiem treści obrazu Rejtana 1794 tj. ostatniego rozbioru Polski... Cóż Ty na to Ośko? traf to czy co więcej? 
Listy Matejki do żony Teodory: 1863-1881 dostępne są w wersji elektronicznej w Krośnieńskiej Bibliotece Cyfrowej.