Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mann Tomasz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mann Tomasz. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 czerwca 2014

Odcinek 1083: Tomasz Mann, 1935 rok


List Tomasza Manna do Karola Vosslera

M/S „Lafayette"
A Bord, le 18.VI.35
Tomasz Mann z rodziną.
Drogi Panie Profesorze!
Wprawdzie, szczerze mówiąc, jestem w dziedzinie korespondencji bankrutem, nie do tego jednak stopnia, by nie przesłać Panu pozdrowień z podróży — bliskiej już celu — i nie podziękować Mu za tak miły list z życzeniami urodzinowymi. Napisał Pan do mnie pięknie, krzepiąco i przyjaźnie, chociaż, jak wynika z Pańskich słów, miał Pan — czy może ma jeszcze — jakieś zmartwienie, kłopot czy przykrość. Bardzo mnie to zasmuciło. Co się stało? Prawdopodobnie nie będzie mi Pan mógł tego wyjaśnić, co potęguje jeszcze moje od lat żywione pragnienie ujrzenia Pana i rozmowy z nim. Jakby to było dobrze, gdyby Pan przyjechał kiedyś wraz z Małżonką do Szwajcarii! Byliby Państwo miłymi gośćmi w naszym ładnym domku nad Jeziorem Zuryskim i niejedno byłoby do omówienia. Około połowy lipca spodziewamy się wrócić do domu, będziemy wtedy obchodzić u siebie wraz ze starymi rodzicami mojej żony osiemdziesiąte urodziny jej matki. Moje skromne sześćdziesięciolecie wywołało nie byle jakie i nader miłe zamieszanie, była to istna festivitas z wszystkimi dziećmi w domu, z gromadą gości, z publiczną uroczystością w gmachu teatru już pod koniec maja i z udziałem szerszego świata, co napełniło mnie radością i wzruszeniem, których nie potrafię ukryć. Odbyło się to inaczej niż z okazji pięćdziesięciolecia i nagrody Nobla, jakoś poważniej, uroczyściej, bardziej wzruszająco. Nigdy jeszcze nie otrzymywałem takich listów i mam nadzieję, że ton, w jakim moi współcześni uważali za stosowne tym razem zwracać się do mnie, zostanie kiedyś przez potomnych należycie oceniony. Tak, tak, Niemcy pisali setki listów, i to jakich! Z podaniem adresu, niektóre nawet z obozów Arbeitsdienstu. Potrzeba zademonstrowania wewnętrznej wolności musi być silna i powszechna, jeśli tak skwapliwie skorzystano z tej okazji. Sama okazja nie jest zresztą ważna. Ale fakt, że tam wciąż jeszcze istnieją cenne rezerwy, wydał mi się pocieszający.


Tomasz Mann z żoną, Katią, w czasie
pobytu w Stanach Zjednoczonych.
Nie zdążyliśmy jeszcze ochłonąć po tych uroczystościach, a już musieliśmy pakować nasze kufry. Powodem tej podróży jest doktorat honoris causa of letters na uniwersytecie Harvard. Z początku chciałem tę sprawę zbagatelizować i jakoś się od niej wykręcić, ale szwajcarscy naukowcy pytali mnie z oburzeniem, czy mi Bóg już całkiem rozum odebrał, że chcę zrezygnować z tak wielkiego zaszczytu. Okazało się zresztą, że Harvard nie z każdym się zadaje. Wobec tego wybrałem się w drogę. Dlaczego nie miałbym raz wziąć udziału w akademickiej procesji, przyodziany w togę? Trzeba już ponieść wszystkie konsekwencje.
Wszystkiego dobrego! Moja żona, która, jak zwykle dzielna i pomocna, stoi u mego boku, zasyła serdeczne pozdrowienia dla obojga Państwa. I prosimy raz jeszcze: niech Pan nas wkrótce odwiedzi!
Oddany


Tomasz Mann
Tomasz Mann, Listy: 1889-1936 tłum. Wanda Jedlicka i Teresa Jętkiewicz, Czytelnik 1966, s. 513-514.

czwartek, 12 grudnia 2013

Odcinek 895: Tomasz Mann, 1944 rok

List Tomasza Manna do Agnes E. Meyer

Pacific Palisades, Kalifornia 1550 San Remo Drive 
12 grudnia 1944 roku
Tomasz Mann.
Droga Przyjaciółko!
Powinienem raczej powiedzieć: drogi aniołku bożonarodzeniowy, bo wczoraj nadeszły już zachwycające podarki Pani. Nie potrafiliśmy oprzeć się ciekawości i zaraz otworzyliśmy paczki, co równa się właściwie brakowi pietyzmu w stosunku do świąt Bożego Narodzenia. Ale skąd czerpać nastrój wigilijny i uszanowanie dla paczek świątecznych, jeżeli u nas od tygodni już panuje letni skwar. Śmieszne są w tym kraju warunki meteorologiczne. Przez całe lato marzliśmy we mgle, a w Boże Narodzenie panuje kanikuła.
Katia była zupełnie oczarowana swoją torbą, która jest naprawdę w wyjątkowo dobrym guście i w doskonałym gatunku. Po przyjrzeniu się jej schowałem ją z powrotem, by Katia odnalazła ją dopiero na stoliku pod choinką. Wspaniałym materiałem bonżurki byłem na pierwszy rzut oka zachwycony. Ale, szczerze mówiąc, okazało się, że jest dla mnie trochę za krótka i za ciasna. Mierzyłem ją raz po raz, ale nie wygląda na to, abyśmy — ona i ja — mogli dopasować się kiedykolwiek. Jest to tym bardziej smutne, że w zasadzie utrafiła Pani w samo sedno: jedwabna bonżurka jest właśnie tym, o czym marzyłem, a tu byłoby trudno znaleźć coś takiego. Co robić? Nie mogę przecież powiesić tego cacka do szafy, aby od czasu do czasu napawać nim oko i rękę! Czy możliwa byłaby jeszcze wymiana? W takim razie powinien bym chyba czym prędzej zwrócić ją firmie i załatwić sprawę nie czekając na Pani odpowiedź. Jeżeli jednak dojdzie do wymiany, można by zarazem poprosić o inny fason, more informal. To jest raczej głęboko wycięty dinner-jacket niż kurtka do pracy. Powinna być  luźniejsza i wyżej zapięta,  jeżeli ma spełnić swoje zadanie.
To wszystko wygląda na niewdzięczność i grymaszenie. Obie te cechy są mi obce, a jednak muszę je tu okazać. Jakże mi smutno! Wcale bym się nie zdziwił, gdyby Pani, Droga Przyjaciółko, nie miała czasu ani ochoty, by zajmować się nadal tą i sprawą. W takim razie zapiszę ten cudowny strój wraz ze spinkami z nefrytu małemu Toniowi. [...]

Wierny pani
T. M.
Tomasz Mann, Listy: 1937-1947,  tłum. Wanda Jedlicka i Teresa Jętkiewicz, Czytelnik, s. 521-523.

czwartek, 7 listopada 2013

Odcinek 860: Tomasz Mann, 1947 rok

List Tomasza Manna do Richarda Braungarta

Pacific Palisades, Kalifornia 
1550 San Remo Drive 
7 listopada 1947 roku

Dr Schrenck-Notzing
w czasie seansu hipnozy,
mal. Albert von Keller.
Szanowny Panie!
Otrzymałem Pański uprzejmy list z 25 września i chciałbym Pana tylko w paru słowach uspokoić co do sceny z duchami w Czarodziejskiej górze, która Pana tak wzburzyła. Niech Pan się nią zbytnio nie przejmuje. Do tej sceny przygotowują poprzednie, także już okultystyczne przeżycia małej Szwedki, a to, że później również poczciwy Hans Castorp widzi zmarłego kuzyna w nie znanym jeszcze mundurze z mającej dopiero nastąpić wojny światowej, jest licencją pisarską; realne, poznane przeze mnie tło ogranicza się do eksperymentów dokonywanych w laboratorium dr. Schrenck-Notzinga, w których niejednokrotnie brałem udział. Może zna Pan artykuł pt. Przeżycia okultystyczne (Okkulte Erlebnisse), który opublikowałem w trakcie pisania Czarodziejskiej góry. Ukaże on Panu najlepiej mój dwoisty stosunek do całej tej sfery, stosunek niezupełnie sceptyczny, ale lekceważący. Cały charakter Czarodziejskiej góry dawał okazje do wykorzystania go w epickiej opowieści. Ale zakończenie rozdziału, opuszczenie przez Hansa Castorpa pokoju, w którym odbywa się seans, wskazuje wyraźnie, że i on odczuwa to, co widział, jako rzecz niegodną, grzeszną i odrażającą. Łączę najlepsze życzenia i pozdrowienia
Tomasz Mann
 Tomasz Mann, Listy: 1937-1947,  tłum. Wanda Jedlicka i Teresa Jętkiewicz, Czytelnik, s. 725-726.