Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Malczewski Rafał. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Malczewski Rafał. Pokaż wszystkie posty

piątek, 29 listopada 2013

Odcinek 882: Rafał Malczewski, 1953 rok

List Rafała Malczewskiego do Jana Lechonia

1380 Pine av. West, Montreal                  
Quebec, Canada.

29 listopada 1953 roku
Rafał Malczewski.
Kochany Panie Leszku,
Piszę ten list, nie wiem nawet, czy załączę tych parę rysunków do Zakopanego, czy nie, które mi ciężko przychodzą. Pamiętam, jak Pan pisał, że pewnie będę mógł jeszcze malować. Pod wpływem Pana i lata, ciepła, nie wiem, czego jeszcze, zacząłem w lecie malować, a raczej chodząc tu i tam, rysować przez ciemne okulary jakieś marzenia o pejzażach, które chciałbym namalować. I po tym już tu na podstawie tych szkiców napędzlowałem kupę akwarel, trzy olejne. Śmiesznym jest, że ludziom (trochę jeszcze do nas przychodzi) podobają się owe wyczyny bardzo. Nie wiem, ile w tym przyjaźni, ile pociechy dla ślepnącego faceta, ponieważ ja już ich osądzić nie mogę, dostrzegając tylko poszczególne kawałki, jakieś fragmenty! Tak samo, a raczej trudniej jeszcze z tymi rysunkami, o których kiedyś myślałem, że mi łatwo przyjdą. Piszę o tym Panu, by dać znać, jak Pan pomógł mnie i w tej sprawie i jak jest, co się dzieje z człowiekiem, co się nauczył żyć myślą, że go nic nie czeka, tylko idąca noc. Nawet na maszynie, jak Pan widzi, źle wszystko wychodzi i litery skaczą, choć nie powinny, omyłki i błędy parszywiejącego mózgu. Zima napawa mnie przerażeniem, jak dawniej radością, brak mi odwagi zabrać się do opowieści o moim Ojcu.
Niech Pan wybaczy ten list i wylewik trosk ślepnącego i ramolejącego malarza. Parę lat temu czułem się młody i teraz nie umiem jeszcze tak całkiem przejść na mamiącego starucha. Ale coraz rzadziej bywam zbuntowany i ziębnę od wnętrza i spokój jest ze mną nieznany mi, coś z umarłego. Niech Pan spali ten list. Ciągle jeszcze słucham mile ludzi, co mi chwalą malunki, nie wiedzą, jak one są mi nieznane i że nigdy ich nie ujrzę. Nękają nas jeszcze do tego grypy wraz z Zosią, która już bardzo słaba. Boję się, co z nią będzie, jak ja odwalę. I to też mnie męczy, bo widzę, jak wielu ludzi jest złych i jak mają władzę nad wszystkim. Już się wypowiedziałem — i to, że Panu zawdzięczam przedłużenie frajdy tworzenia i w tym, że jeszcze tak niedawno malowałem i to, że pisałem, co dawało poczucie, że się nie jest śmieciem! Bardzo Panu, Panie Leszku, za to dziękuję!
Może dołączę parę rysunków — wtedy proszę mi napisać, czy się nadadzą, jeżeli w ogóle coś ma wyjść z tego. Piszę, że nie wiem, czy dołączę, bo ciągle rysuję i niszczę. Poza tym nie wiem, czy ten list zaraz wyślę. Trzeba by się może odleżał, bym zobaczył, czy jest prawdziwy.
Moc pozdrowień zasyłam i uścisk dłoni.
Rafał Malczewski

Jan Lechoń, Zofia i Rafał Malczewscy, Coraz trudniej żyć, a umrzeć strach. Listy 1952-1955, Biblioteka Więzi, 2008, s. 120-121.