Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lubomirska Maria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lubomirska Maria. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 czerwca 2013

Odcinek 709: Księżna Maria Zdzisławowa Lubomirska, 1915 rok

Z pamiętnika Księżnej Marii Zdzisławowej Lubomirskiej

Wtorek, 1 czerwca 1915 roku
Gaz na froncie Bolimów-Sochaczew, 31 maja 1915 r.
Niezmiernie przejmującym wypadkiem dnia dzisiejszego jest przybycie całego transportu żołnierzy spod Sochaczewa etc., ofiar gazów trujących stosowanych tu przez Niemców po raz pierwszy. Na widok męczarni tych ludzi konających w dusznościach, z krwawymi oczyma i przepalonymi płucami lekarze łzy ronią, a każdy z widzów drży z oburzenia. Każdy najdzikszy środek jest Niemcom dobry, byle zwyciężyć. To barbaria pomnożona przez naukę. Jakże tu walczyć? Czy choć Rosjanie zaradzić potrafią? Tysiące przygotowanych masek gdzieś spoczywa w sztabie, brakło ich w godzinie potrzeby, pomimo ostrzeżeń i doświadczenia uzyskanego na francuskim froncie. Dzień dzisiejszy spędziłam w przygnębieniu i wściekłości. W ciągu dnia napływały, wraz z chorymi sinymi na twarzy, przeróżne szczegóły o tym zdarzeniu. Przeszło sześć tysięcy żołnierzy padło w oczadzeniu, wkoło opalone są zboża i drzewa – mówią, że moc ludności cywilnej również ucierpiała. Po południu przywieziono z ośmiu chorych do szpitala na Frascati. Poszłam ich odwiedzić; należeli do mniej dotkniętych.
Jak zawsze u żołnierzy rosyjskich ani skargi, ani oburzenia – dużo spokojnej godności, a cierpliwość bezdenna. Chłop spod Moskwy, o ładnej, cienkiej twarzy rzekł do mnie – "nie myślałem, aby używano przeciw nam sposobów tak niskich – na kule byliśmy przygotowani, ale nie na trucizny godne szczurów". Potem zaczął mi opowiadać, jak około czwartej rano ten gęsty kłąb żółtawego dymu jął się toczyć wolno po ziemi. Żołnierze w pierwszym i drugim okopie zamienili się w ciemne, popalone trupy – ale w trzecim okopie ludzie jeszcze żyli. Wraz z rezerwowym pułkiem sybirskim, chwiejąc się na nogach, rzucili się z paru kulomiotami na następujących wnet Niemców. Pozycję uratowali mężnym czynem i przytomnością; w razie przerwania linii Warszawa byłaby w wielkim niebezpieczeństwie. Ale co dalej? Ci żołnierze, którzy mokre chustki trzymali na ustach, zdołali życie uratować.
Pamiętnik Księżnej Marii Zdzisławowej Lubomirskiej, 1914–1918, Poznań 1997, s. 196–197.