Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Liebert Jerzy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Liebert Jerzy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 20 listopada 2011

Odcinek 151: Jerzy Liebert, Stanisław Maria Saliński, 1925 rok

List Jerzego Lieberta do Agnieszki (Bronisławy) Wajngold

Warszawa, piątek, 20 listopada 1925 roku
Stefan Żeromski.
Siostrzyczko moja, nie wysłałem wczoraj listu i dziś jeszcze w tym samym muszę Ci donieść o rzeczy bardzo bolesnej, w którą trudno mi uwierzyć: dziś rano umarł Żeromski. Wiesz już o tym pewno z gazet. Śmierć ta, której się tak bałem i którą odsuwałem zawsze w myślach do czasów najdalszych, zupełnie mnie przybiła. To samo uczucie, któreś miała, czytając po raz pierwszy tę wiadomość, to samo, bo czyż może być inne, było we mnie.
Na uniwerku Ujejski przerwał wykłady swoje po kilku krótkich, tak bardzo bolesnych słowach. Trudno mi, siostrzyczko, pisać. Jeszcze boleśniejsza jest sprawa, że Żeromski przyjął ostatnio kalwinizm i teraz z jego pogrzebem i wystawieniem zwłok na Zamku są trudności.
Dzwoniłem właśnie do Jarosława [Iwaszkiewicza]. Był zaraz po śmierci na Zamku. On mi właśnie o tym mówił. Zdaje się, że Żeromski nie mógł przeprowadzić rozwodu z pierwszą żoną i do tej pory żył bez ślubu z drugą. Aby go otrzymać, przyjął kalwinizm. Nie zdążył jednak jej poślubić.
Ta cała historia właśnie w chwili jego śmierci sprowadzi dużo nieporozumień, tak przykrych i niepożądanych. Jutro napiszę więcej. Bądź zdrowa
Jurek
Jerzy Liebert, Pisma zebrane, t. 2, oprac. Stefan Frankiewicz, Biblioteka "Więzi" 1976, s. 176.

Ze wspomnień Stanisława Marii Salińskiego
Trzecia czy czwarta po południu, już zmierzcha się, za oknami snuje się listopadowa mżawka, w auli zapalono kilka bladych lamp. Na podium wszedł profesor Ujejski. Bez swego zwyczajowego »Dzień dobry paniom i panom« — stanął obok katedry. W auli powiało czymś niezwykłym. Odczekał, aż uciszy się jak makiem zasiał. W zupełnej ciszy powiedział półgłosem tylko trzy słowa: »zmarł Stefan Żeromski«. I w tej chwili wszyscy wstali z miejsc w jednoczesnym porywie wstrząsu i żalu. Trwało to długą chwilę, profesor przerwał ten zbiorowy bezruch, kierując się ku wyjściu. Za nim w milczeniu podążali studenci, milczenie panowało w hallu, na dziedzińcu. Grupami szliśmy przez Krakowskie w kierunku Zamku, gdzie za jednym z oślepłych okien leżał martwy Stefan Żeromski. 
Stanisław Maria Saliński, Long-play warszawski, Instytut Wydawniczy PAX 1966, s. 81—82.
Pogrzeb Stefana Żeromskiego. Młodzi literaci, od lewej: Kazimierz Wierzyński, Jan Lechoń, Jarosław Iwaszkiewicz.