Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Libelt Karol. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Libelt Karol. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Odcinek 1088: Karol Libelt, 1856 rok

List Karola Libelta do księdza Jana Zienkiewicza

Czeszewo 23 VI 1856 roku
Karol Libelt.
Najszanowniejszy Księże Prałacie Dobrodzieju!
a osobliwy mój Przyjacielu!
Trudno pominąć dzień jutrzejszy, aby tak dostojnemu a mnie wielce miłemu Solenizantowi, choć nie osobiście, to listownie nie powinszować. Czynię to więc niniejszym z całego serca i całej życzliwości. A że własna Muza silet, choć nie inter arma, to inter negotia — a są tego roku admodum amara — popiszę się obcą i na uczczenie tak Szanownych Imienin przytoczę wierszyk, który mi w tych dniach przysłano.
Pewien Pan, chcąc po śnie użyć przyjemnego chłodu,
Wszedł do ogrodu
I gdy zmysł jego rozkoszą się poił,
Tak sobie roił:
Jak mnie też bawi ta tłuszcza tak liczna,
Co ją to martwi każda zmiana polityczna,
Co do mnie, zdania nie zmienię,
Strawność żołądka wolę jak sumienie.
Każdy z rozsądnych mi przyzna,
Że owo bóstwo Ojczyzna
Jest to tylko urojenie.
Bo gdy spoczywam pod tych drzew chłodem,
Gdy mi ta ziemia, jak wprzódy, kłos rodzi,
Co mi do tego, kto tam po niej chodzi
I kto tam rządzi narodem.
Wtem świnia, co w pobliskiej kałuży leżała,
Gdy już wszystko wysłuchała,
Rzekła: — „Jaśnie Panie,
Słowo w słowo moje zdanie!"
Koniec nie bardzo estetyczny, ale darujemy go poecie za sens bajki moralny.
Miłe pozdrowienie wspólnym przyjaciołom i znajomym, a Szanownemu Solenizantowi serdeczne uściśnienie
przywiązany
Karol Libelt
Karol Libelt, Listy, oprac. Zdzisław Grot, Instytut Wydawniczy Pax 1978, s. 297.

poniedziałek, 6 lutego 2012

Odcinek 229: Karol Libelt, 1869 rok

List Karola Libelta do Jana Nepomucena Janowskiego
Berlin, 6 lutego1869 roku
Karol Libelt, działacz polityczny i społeczny.
Kochany Nepomucenie!
Od moich imienin, które w Berlinie w gronie kolegów przepędziłem, musiałem się był zaziębić i — na co pół Berlina cierpi — ja także zagrypiony i zakatarzony siedzę w domu. Dziś trochę lepiej, dlatego do odpisu na zaległe listy się zabieram, ale dotąd był ból w kościach, w oczach, w głowie nieznośny. Leczę się homeopatycznie i coraz więcej nabieram zaufania do tej metody. Podziękowanie serdeczne za pamięć o moich imieninach. Równe życzenia z mej strony niech Ci służą z tym nowym rokiem, który Bóg wie, co w łonie swoim mieści, a dla nas pewnie, jak tyle poprzednich jego braci, nic pomyślnego, chyba gorszą dolą sprowadzi.
Piszesz, że Ci już na jeden list z czerwca roku zeszłego pisany winienem odpowiedź. Gdybym był w domu, toć bym ten list wynalazł, ale obecnie nie pomnę jego treści, i jeżeli były jakie tam do mnie polecenia, muszę powiedzieć, mea culpa, żem ich nie dopełnił. Ale tak źle nie jest, z poleceń mi danych nie byłbym się wymówił ani ich dopełnić zaniedbał. List zwyczajny łatwiej się w natłoku innych zatrudnień zapomni.
Tak też zapewne będzie.
Fotografią córki Twojej i Ludwika — nie wiem, skąd Ci przyszło połączyć je w parze, czy z jakiego prognostyku? — odesłałem dziś dopiero do córki mojej Kaźmiry i będzie Ci za nie bardzo wdzięczna, bo ich w albumie swoim nie miała. Cieszę się, że widzę, iż panna Zofia nie w klasztornym stroju, że się więc inaczej zdecydowała. Fotografia sama, prawda, nie najlepsza, i wystawiam ją sobie daleko przyjemniejszą i ładniejszą niż na fotografii, gdzie i o wiele starszą wygląda. Toteż młode panienki na fotografii zwykle tracą.
Na Święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok byłem w domu. Zjechałem umyślnie, bo miały być, entre nous soit dit, oświadczyny o Kazię. Możesz sobie wystawić, jakie było pomieszanie wszystkich, gdy pan młody — którego [...] nie dopisał ani nawet nie doniósł, dlaczego przybyć nie może. Żal mi było najwięcej Kazi, która z zmartwienia się rozchorowała. Wróciłem z niczym do Berlina i słyszę, że się ten interes znowu naprawia. Wszelako straciłem do osoby zaufanie. W rzeczach poważnych nie uchodzi takie lekceważenie. 
Ilustracja do powieści H. Balzaca
Stara panna, wydanie z 1897 roku.
A jednak chciałbym, aby dziewucha wyszła za mąż, bo nie znam nieszczęśliwszej istoty na świecie, jak starą pannę. Natura się mści wyraźnie, że chybiła powołania swego i nie została żoną i matką. Ale takie to smutne są nasze stosunki społeczne, a pod nimi cierpi najwięcej płeć nasza zwana piękną, a raczej słabą, jak się zwać powinna. Gdzie jest gotowy majątek, tam jest i gotowy mąż. Gdzie tego nie ma, tam panienka, choć piękna i dobrze wychowana, nie popłaca. Jestcić u mnie kawałek majątku, ale w ziemi, ani go ugryźć, ani ukrajać nie można. Toteż staram się w tym roku koniecznie majątek uregulować przez wzięcie nowych listów zastawnych, aby było co dać córkom na posag. Chociaż strata ogromna. Listy te stoją 84 a zatem 16 procent straty, a niech będzie wojna, spadną na 50. Taka to napiętość stosunków politycznych, to nikt zaręczeniem pokoju nie wierzy, skoro się każdy po zęby zbroi, stąd brak kredytu, upadek zarobku i niski kurs papierów, który niejednego już przyprowadził o grube straty. Miarkujesz, że muszę być chory, bo Ci piszę jak z łoża boleści. Ale tak to bywa na starość. Ściskam Cię z serca
Twój przywiązany Karol Libelt
Karol Libelt, Listy, oprac. Zdzisław Grot, Instytut Wydawniczy Pax 1978, s. 497-499.