Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lenartowicz Teofil. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lenartowicz Teofil. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 marca 2014

Odcinek 983: Teofil Lenartowicz, 1887 rok

List Teofila Lenartowicza do Julii Jabłonowskiej

[Florencja, 10 marca 1887 roku]
Życie i wiek kobiety, rycina z 1840 r.
Najczcigodniejsza Pani! Tak bym pragnął dłużej pogawędzić, a tu kilkanaście listów leży do odpowiedzi, ile że w tym roku nic innego nie robię, tylko odpisuję na listy, które Bóg wie nie skąd i od jakich ludzi odbieram: od chudych literatów, od początkujących pisać wiersze panienek, od znajomych i nieznajomych redaktorów pism, a to wszystko dzięki rozgłosowi o mojej jakiejś - do której się niee przyznaję - autorite.
Aj, Boże miłosierny, co za bieda z reputacją literata.
Wymajstrowałem kilka figurek, to i tyle wszystkiego co coś warto, ale co  najlepsze, że ostatnio, robiąc portrecik, który się udał, siedzącej w krześle 86-letniej staruszki, kiedym jej go poniósł, babuleńka opatrzywszy takowy zadecydowała, że bardzo starannie zrobione, ale:
- Zrób tak, żeby była piękna, proszę cię, bo ja brzydka, a to zostanę dla dzieci, niechże na coś pięknego patrzą.
- Dobrze, ślicznie, ale jeżeli Jejmość Dobr. nie będzie bardzo podobna...
- To nic nie szkodzi, kto tam będzie wiedział, jaka ja była.
Trudna rada, przerobiłem więc babusińską na młodą i bardzo ładną i myślę, że będzie zadowolona, alem się naśmiał wraz z jej synem 63-letnim niepomału. Szkoda mi staruszeczki, taka była oryginalna, ale cóż począć, kiedy ani weź, na starość swoją zgodzić się nie może. [...]
Do nóżek się ścielę mojej najczcigodniejszej Pani.
Stary
Teofil 

Teofil Lenartowicz, Julia Jabłonowska, Korespondencja, oprac. Józef Fert, TNKUL 2003, s. 196-197.

sobota, 18 stycznia 2014

Odcinek 932: Teofil Lenartowicz, 1887 rok

List Teofila Lenartowicza do Julii Jabłonowskiej

Niedziela, Florencja, 18 stycznia 1887 roku

Duch kobiety z wujem.
Ilustracja z czasopisma z 1887 r.
Najserdeczniej dziękuję najzacniejszej Pani za dzieło Ochorowicza. Ważne to są rzeczy, które jednak nie rozwiążą mi zagadnienia: jakim sposobem np. u kaduka, piszący pod dyktowaniem ducha pisze językiem, którego ani on, ani medium, ani nikt z obecnych nie zrozumie, a ja właśnie byłem przy podobnej eksperiencji.
Medium, stary Włoch, dziewczyna głupia, ledwie że umiejąca pisać, jej ojciec mało co uczeńszy i ja byliśmy świadkami, jak ręka piszącej stawiała słowa greckie i hebrajskie, których znaczenie dopiero w parę dni objaśnił nam prof. języków wschodnich.
To jedno, a drugie: jakim sposobem i skąd mógł w tym samym towarzystwie spaść na stół pieniążek chiński.
Jakim sposobem mnie nie znającemu nut muzycznych śp. Żona moja kazała pisać wobec tych ludzi, również niemuzykalnych, nuty - i pisałem, a pani Capelli, którą potem prosiłem, żeby próbowała je zagrać, wydecyfrowała pieśń Mendelsohna, którą śp. Zofia grywała wieczorem.
Jakim sposobem szpilkę złotą, którą uważałem za straconą, wskazała mi, że się znajduje w kufrze, w tym i w tym miejscu, podsunięta pod oderwany papier.

Seans hipnotyczny,
mal. Richard Bergh, 1887 r.
Są to walki przeciwko nieśmiertelności duszy, niech sobie da pokój. Czytam i widzę cel wyraźny tych naukowo materialistycznych dążeń. Spirytystą nie jestem, ale wierzę w nieśmiertelność, i to nie papierową, ale prawdziwą. Są rzeczy, o których filozofom się nie śni.
Koresp. do kraju mocno mnie zmartwiła, nie tym, co powiedział, ale dowodem niechęci i jakiejś zawziętości do mnie człowieka, którego ani znam, ani niczym na takową nie zasłużyłem. Ano trudno.
Józef Krasz[ewski] wybiera się tu nie wybierając. Ja bieduję na zdrowiu, czas fatalny, dziś wicher syberyjski, ręce i nogi jak lody, a stancji nie ogrzeje, tyle dziur ze wszystkich stron. Et, bieda, cóż robić. Gdyby choć co pocieszającego, ale nie, same przykrości, kłopoty i żale.
Już to my, Polacy, szczęśliwi jesteśmy wszyscy, gdybyśmy się przynajmniej nie zajadali, nie szarpali pomiędzy sobą na szmaty, na ostatnie strzępy. Ale cóż by pisali korespondenci. Co za kolosalna niedyskrecja ogłaszać najzaufańsze czyjeś zdania, w całej szczerości przyjacielowi wypowiedziane. Więc już nie ma ani przyjaciół, ani zaufania i każdy list jest denuncjowany, to źle. [...]
Całuję ręce drogiej Pani. Smutno na świecie. Oby już jak najprędzej zejść z oczu ludzi i na zawsze. Najprzywiązańszy sługa i przyjaciel


TeoLen
Teofil Lenartowicz, Julia Jabłonowska, Korespondencja, oprac. Józef Fert, TNKUL 2003, s. 188-189.

niedziela, 29 lipca 2012

Odcinek 403: Teofil Lenartowicz, 1889 rok

List Teofila Lenartowicza do Julii Jabłonowskiej

 Florencja, 29 lipca 1889 roku
Teofil Lenartowicz.
Droga, serdeczna Pani
List Jej pisany 15. 7 w tej chwili odbieram razem z cygarniczką, za które nie wiem już jak podziękować. Do kraju, jak mi radzi droga Pani, w stanie moim zdrowia i przy ciągłych burzach, o których gazety polskie donoszą, wybierać się na to, żeby zaciągnąwszy tam po kilkunastu dniach podróży (podzielonej na małe odległości i odpoczynki) położeć się w łóżku albo co najmniej tak być znużonym, żeby nie móc ruszyć się z miejsca, byłoby do życzenia. Nie - luba Ojczyzno - bądź zdrowa. O sercach dwóch, trzech ludzi w kraju nie wątpię, o reszcie wątpię.
[...] Z powrotem do Florencji czuję się cokolwiek lepiej. Chłodno tu, nawet za chłodno, tak że mi wczora w południe w mieszkaniu moim na Montebello noga uziębła.Śniegi na górach, wichry i burze co dzień na dolinach, a co pioruny dokazują, naczytać się nie można, najoczywiściej diabelska to siła.
Wystawy (ekspozycje) tak mi spowszedniały i takim się na nie zrobił obojętny, że choćbym był w Paryżu, nie wiem, czy bym się wybrał na ich podziwianie. P. Stanisław Tarnowski powiada, że wlezie na wieżę [Eiffla] w drodze do Canteret, gdzie go doktory wyprawiają, i w tym samym liście donosi, że z poezjami Bohdana ciężko, chiba że prenumeratę zbierać będą. Oj! biedni my poeci, strasznie nami ten wiek poniewiera. Ano, za późnośmy się porodzili.
Paniusiu droga, serdeczna, ej, co tam, byle nasza przyjaźń trwała, pereat mundus [niech zginie świat].
Władysław Mickiewicz znać ma ząb do mnie, kiedy się od dwóch lat nie odzywa.
Ale dość. Ekspediuję do Lwowa biuścik Darowskiego śp., którego strata daje mi się czuć jako jedynego serdecznego ogniwa, jakie mnie z krajem wiązało tam na miejscu, święty zacny Polak.  Gillera medalion naturalnej wielkość zrobię jeszcze przed jesienią, jak żądają.
Adieu, moja droga, najzacniejsza Pani, jak mi będzie źle bardzo, to zaraz do Niej ucieknę jak zając ruszony ze swojej lichej kotliny. Adieu, adieu. Rączki drogiej Pani całuję
Teofil
Teofil Lenartowicz, Julia Jabłonowska, Korespondencja, oprac. Józef Fert, TNKUL 2003, s. 274-275.