Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lem Stanisław. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lem Stanisław. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 marca 2014

Odcinek 977: Stanisław Lem, 1964 rok

List Stanisława Lema do Sławomira Mrożka

Kraków-Kliny, 4 marca 1964 roku
Povero Amico!
[...] Przyjechał Janek, na niedługi czas, smutną ściągnięty okolicznością, bo
Stanisław Lem na nartach, lata 50.
Ojciec jego [...] chory, operować trzeba, a szansę niewielkie operacji, bo to i wiek podeszły, serce i skleroza. Był u nas na kolacji już jakby tradycyjnej i mówiliśmy o świecie, a więc i o Tobie też. Miło mi było słyszeć o Tobie bezpośrednio, bo już dawno Cię nie widziałem. Co do mnie, przez dni 18 byłem zupełnie prawie z życia zadowolony, a to dlatego, ponieważ dwa tylko miałem kłopoty, a to, by miejscówki dostać na Kasprowy, możliwie ich wiele, i by pogoda była. A że jedno i drugie nie uchybiło oczekiwaniom, więc też w rozkosznym pogrążon zidioceniu zjeżdżałem z Kasprowego, aby natychmiast, jak tylko najszybciej można było, znowu wjechać, no i tak wciąż. [...]
Doświadczyłem ci ja przytulnej odwrotności wstępowania na szczyty w Zakopanem teraz. Konsolidacja moja psychiczna i fizyczna (bo bardzo schudłem) osiągnęła imponujące rozmiary Byłem sprawny, bojowy, zjeżdżałem, upadlałem się szybko koło p. Kierownika kolejki, by nowe miejscówki wyżebrać, wcale się nie wstydziłem, że mnie oni te miejscówki odkładają podpisane na odwrocie „Lit. Lem” – co się wykłada „literat Lem” – każdy dzień miałem po czubek wypełniony. Teraz, gdy wróciłem i nie robię nic jeszcze, zgroza vacuumu otwiera się przede mną. Na szczęście od kanału, do któregośmy się nielegalnie a podziemnie przyłączyli, odłączyć nas chcą; samochód w rozpadzie; gównowłazy się dławią; nie można uczciwego mięcha nabyć; służąca wreszcie – ot, cataclysmum wprost niezbędne, wymarzone!! – odchodzi z Wielką Nocą, a my pragniemy na czas ów przed krewnych potopem gdziekolwiek bieżać, aliści Astoria pełna, zresztą zagrożona, bo zdaje się, że ją literaci utracą, i na czerwiec, gdzie pisać, jak co rok, miał nie będę. Ale mniejsza o te bytowe elementa, jako o materię do przekazania – miały to być jeno przykłady wskazujące, że pustka, byle czym zapełniona, od siebie samej zawżdy jest lepszą. [...]
Staszek

Stanisław Lem, Sławomir Mrożek, Listy 1956–1978, Wydawnictwo Literackie 2011, s. 291–295.

sobota, 1 lutego 2014

Odcinek 946: Stanisław Lem, 1963 rok

List Stanisława Lema do Sławomira Mrożka
 
Kraków, 1 lutego 1963
Stanisław Lem.
Droga Sieci!!
(Wyjaśnienie niżej). My Was rozumiemy W domku za to naszym gwar i ruch. Jedno chodzi i numerki, ładnie na papirku wypisane, do szaf przykleja i stołów. Drugie czerwonym ołówkiem znaczy, odkąd się najpirwi rżnąć zacznie. Trzecie zaś do Banku PKO biega, TEŻ z dolarami, ale na węgiel. I już obiecują, ale nas tak zasypało, że mam dwie pierzyny śniegu za oknem, a w domu ogólny mróz. Zanim wyjdę dziś, Droga Sieci, włożę gacie elektryczne i Yubkę takąż z NRD, kilka koszul, trzy-cztery pary skarpetek, spodnie narciarskie, buty, a wewnętrzną wolną przestrzeń wypcham mymi felietonami wyciętymi z „Przeglądu Kulturalnego". Co do tych felietonów, to pisze teraz najstraśniejsze makabry, w których cybernetalia różne. Ruchu literackiego spoza zasp nie dostrzegam. Sam ostatnio jeździłem z łopatą, ale więcej pomaga Pych. Piszę też, gdzie się da, zażalenia na Królową Zimę, która w szał wpadła widać i robi nowe tytuły do „Herald Tribune", w rodzaju Cold Wave Hits Europe, Venice in Snow and Ice itp.
Poza tym nie wiem nic. Czytam sobie o samoorganizujących się systemach, studiuje xięgi galaktyczne, a jak mi nos odpadnie, zaraz klejem wodoodpornym przylepiam i czytam dalej. Z ZSRR przychodzi co dzień parę listów od tych, co mnie kochają, przysyłają mi też Sztuki do oceny, utwory wierszowane, prozę podrzucą. Listonosz na czworakach spod zaspy się wyłania, salutuje i podaje co ranka. Poza tym już wszystko przymarzło. O mały włos (różnica jednego numeru) bylibyśmy wygrali teraz na PKO warszawę - oddycham z ulgą, bo gdzie bym ja ją podział???
Zima 1963 r., Londyn.
Prąd czasem jest, a czasem go nie ma, ale dostałem Gromnice, więc nie jest całkiem źle. Nad Gromnicą można i jajko na miękko ugotować. Woda jeszcze leci, zresztą śniegu kupy, W życiu nie widziałem tyle śniegu. „New Ice Age" - piszą.
O Mickiewiczu chętnie poczytam. Ale żeby było pikantne, to krew rozgrzewa. Przypominam: żonę bił, kazał się przypatrować, jak p. Xawerze Deybel tu i tani temperaturę mierzy, sposobem naturalnym bądź innym. Takoż widzenia miewał Zboczone. Całego Pana Tadeusza można językiem psychoanalizy na jedno świństwo przełożyć. Poza tym namawiał wierszową mową dziewczynki, aby słuchały, jak ich mamy postępują ze śtym Franciszkiem, co wszystko drukuje się w masowych nakładach. Namawiał, aby mu dano Pierś ucałować, itp. zwyrodnialstwa. Więc pisz śmiało, Droga Sieci.
Sieć, znaczy, z neuronów, znaczy mózg. Czytałem Ci ja Twój Deszcz, za którego przysłanie z pięknym autogramatem jaszczem nie podziękował, co i czynię. Moja Xięga przymarzła gdzieś, nie ma. A może w elektrowni nią palą i nakład mi pomaga w twórczości; napięcie podnosząc. [...]
Marzec w Zakopanem dobry, tylko tłok i do żadnej kolejki, wyciągu itd. bez papierów Ministerialnych się nie dopchasz. Ale jak się ma serce i kulasy zdrowe, można na każdą górę nogami wrąbać.
Luty ma być, słyszę, tylko mało co gorszy. Dobrze, że ino 28 dni. Widziałem zdjęcia regionu dubrownickiego pod śniegiem. Hvar pod śniegami, przedstawiasz sobie? Na Sycylię nawet spadło coś. Br.
Więc ja właściwie nie wiem, czy ty sursum corda, eppur si muove, credo, quia absurdum, kupujesz tego VW, czy jak? Ale jak chcesz, Droga Sieci, byłeś ino mógł.
Już mnie wszystko zamarzło, ręce zgrabiałe w klawisze nie trafiają, to i koniec pisania tego lodowatego.
Twój powyżej zera
St.
Kraków
Stanisław Lem, Sławomir Mrożek, Listy 1956–1978, Wydawnictwo Literackie 2011, s. 216-218.

poniedziałek, 16 września 2013

Odcinek 808: Ijon Tichy, 2039 rok

Z dziennika Ijona Tichego

16 IX 2039
W porannym „Heraldzie” była dziś dziwna wiadomość o projekcie ustawy, podług której starzenie się miałoby być karalne. Pytałem Symingtona, jak to rozumieć. Uśmiechnął się tylko. Wychodząc na miasto, widziałem w wewnętrznym patio sąsiada w ogródku – stał oparty o palmę, a na jego twarzy o zamkniętych oczach pojawiły się same z siebie – na obu policzkach – czerwone plamy o wyraźnych kształtach dłoni. Potrząsał głową, potem przetarł oczy, kichnął, wysiąkał nos i wrócił do polewania kwiatów. Jak ja jednak mało jeszcze wiem! Przyszła dotykowa pocztówka od Aileen. Czy to nie piękne – nowożytna technika na usługach miłości? Myślę, że się chyba pobierzemy. U Symingtonów świeżo przybyły z Afryki lewak, łowca syntetycznych lwów. Jego opowieść o Murzynach, którzy wybielili się dzięki albinolinie. Czy jednak – pomyślałem – godzi się chemicznie rozwiązywać nabrzmiałe problemy rasowe i społeczne? Czy to nie zbytnie ułatwienie? Dostałem pocztą reklamową przesyłkę – sugierki, które same nie wywierają żadnego działania na organizm, a tylko sugerują, by zażywać wszelkie inne środki psychemiczne. A więc są widać ludzie, którym się tego jeść nie chce? Ten wniosek pokrzepił mnie.
 
Rys. Stanisław Lem.

Stanisław Lem, Kongres futurologiczny; Opowiadania Ijona Tichego, Agora 2008, s. 67–68.

Za dzisiejszy fragment dziękujemy Bazylowi:

poniedziałek, 11 marca 2013

Odcinek 628: Stanisław Lem, 1962 rok


List Stanisława Lema do Sławomira Mrożka

Klińskie Roztopiszcza, 11 marca 1962 roku
Bracie w Bycie,
przepraszam za brzmienie tego okrzyku wstępnego, ale nastroić pragnąłem lutnię duszy mojej na ton wysoki, i tak mi się jakoś kiksnęło, a żebym miał wykręcać papier z maszyny i od nowa zaczynać – co to, to za nic. Listów Twoich, Treściami tak Naładowanych, że nie wiem, Worek pod moim łożem madejowym. I byłbym Ci ja z miejsca na ostatni Zew Duszy Twej odpisał, wprost mi się palce do klawiatury Żarzyły, ale myślałem, czy Ty czasem po drodze do Warszawki gdzieś do Genewki lub Konstantynopola nie zboczysz. [...] 
Ja tu w obliczu nadciągających zmór. Dom cały, niestety, ma być malowany od środka; garaż cementowany; życie zrujnowane. Porządek cichy, powolne Dżynu sączenie obalone na czas jakiś; piszę rozmaite bzdury, a ostatnio zacząłem pisać wiersze, lecz nie we własnym imieniu, a tylko w imieniu Robotów, per procura niejako. Najpierw zapragnąłem, w obliczu nadciągającej zmiany pokoleń (że niby te roboty nas zastąpią), ocalić dla nich bezcenne skarby literatury naszej ojczystej, no więc przekładam (np. „Cóż to za robot, piękny i młody”) – ale potem ruszyłem śmielej:
Idę samotny borem i Lasem 
Choć wszędy wicher i słota 
I tylko głucho skrzypię zawiasem 
Albo o kamień potknę się czasem 
Robot – sierota. [...]
Stanisław Lem.
A propos mopsa, mamy małego jamnika, wabi się Pegaz, a tamtego pieseczka mamy też. Co robić; to nie ja sprowadzam tę menażerię do domu. Przybądź kiedy. Mam obecnie martini bianco, gin (London Gin), rum jamaica, Arak, który Jaś Sz. przywiózł z Persyi, likier Chartreuse i wodę sodową; w ten sposób doraźnie udaje mi się czasem nieco zmniejszyć Ból i Rozpacz Istnienia, które dławią i męczą, jak o tym mówią słusznie Podania i Klechdy Starych Robotów.
A w ogóle to powinienem był napisać jakoś całkiem inaczej, ale beztalencie rozpościera się u mnie na dziedzinę epistolografii też. Ty, mój drogi, to umiesz prawdziwe listy pisać z takim zimnym ogniem wewnętrznego uwznioślenia ponad szkieletów ludy, że składam i się tylko cieszę na to pośmiertne ich wydanie. Narobi szumku-huczku, spokojna głowa! Kanalizuj te pasje, wciskaj je w koryta Twórczości i przybywaj, Maestro Vitae Ofaidane, na Kliny, gdzie już skowronek śpiewa.
Your Old Robot
Stanisław Lem, Sławomir Mrożek, Listy 1956–1978, Wydawnictwo Literackie 2011, s. 95–102.