Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kuta Krystyna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kuta Krystyna. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 grudnia 2011

Odcinek 174: Stan wojenny, 1981 rok

Stan wojenny, 1981 rok

13 grudnia 1981 roku

„Jan Kowalski”
Z odległego o niespełna kilometr kościoła Matki Boskiej Królowej Polski przy ulicy Gdańskiej dało się słyszeć bicie dzwonów.
– Słyszysz dzwony? – odezwała się żona. – Która to godzina?
Przysunąłem rękę do twarzy i popatrzyłem na nafosforyzowane wskazówki zegarka.
– Punktualnie dwunasta.
– Co to może znaczyć? – w głosie żony wyczuwałem wyraźny niepokój.
– Nie mam pojęcia – odpowiedziałem w ciemnościach. – Na Anioł Pański jest jeszcze za wcześnie, a na przeniesienie obrazu Matki Boskiej z jednej parafii do drugiej – stanowczo za późno...
– Może ktoś umarł.

Kinga Dunin-Kowalska
Gdzieś tak po dwunastej w nocy, z łomem i bronią przyszli po Sergiusza. Gdy był już w drzwiach i żegnaliśmy się, zjawili się również po mnie. Tak samo wyposażeni oraz raczej zdziwieni obecnością podobnej ekipy. Tym razem przyszedł milicjant, ubek oraz – co ciekawe – ubeczka. Nasz synek Staś, który miał wówczas pięć i pół miesiąca, spał właśnie w najlepsze.
– Niech go pani zabiera ze sobą! – ponaglali. – Już na komendzie się nim zajmą!
– Rozumiem pani ból – dodała kobieta – też przecież jestem matką, ale cóż robić? [...]
Byłam zupełnie zbita z tropu – obudzona, przerażona, że zabierają nas oboje, co się dotychczas nie zdarzało. Ułatwiłam więc po prostu wykonanie zadania. Spieszono się bowiem wyraźnie, ponaglano cały czas. Ubrałam się byle szybciej; nie nałożyłam nawet ciepłych majtek, opatuliłam Stasia, który nadal spał jak zabity, wsadziłam go w torbę dla niemowląt i dałam się potulnie wyprowadzić.
Na komendzie na Malczewskiego jedna z milicjantek bez słowa zabrała mi torbę ze Stasiem i zniknęła gdzieś w korytarzu. Mnie, natomiast poprowadzono w przeciwnym kierunku.

Krystyna Kuta, internowana
Na podwórzu autokar z napisem „Wycieczka”, z proporczykami. Powitania – wywoływanie znajomych imion, nazwisk, próby odgadywania, co się właściwie dzieje. Karabiny na plecach powiększającej się co kilka minut eskorty pomagają nam w wyjaśnieniu zagadki. Autokar rusza. Wyjeżdżamy na zachodnią szosę wylotową, zgodnie z kierunkiem do Potulic. Ale dlaczego przed Czesanką skręcamy i wjeżdżamy coraz głębiej w las? Autokar staje. W mroku rysuje się jakiś ciemny szkielet. Lotnisko wojskowe. Silniki milkną, otwierają się drzwi.
Więc to tak. Tutaj. Między sosnami, o niewysokich powykręcanych pniach, albo pod hangarem, a może jeszcze gdzie indziej. Naukowcy, studenci, urzędniczki, nauczycielki, robotnicy, rolnicy, artyści – my, wybrani tej nocy, choć wybierani dużo, dużo wcześniej... A może myśmy wybrali ten los. Zapala się reflektor – dostrzegam jeszcze kilka ciemnych pudeł. Czyli jest nas znacznie więcej, niż początkowo myślałam. Niech wreszcie, do cholery, padnie ten rozkaz. Podobno to krótko boli... Skurwysyny, przez te szesnaście miesięcy chyba wyszkolili się w celnym strzelaniu.

Internowana
Spojrzałam w cichy, otulony śniegiem las i pomyślałam – to tu nas rozwalą. Dziwne, ale nie było w tej myśli ani cienia strachu. Tylko jedna troska – czy nas tu odnajdą? I zaraz sobie odpowiedziałam – chyba tak; skoro groby katyńskie odnaleziono, więc i nas też...
Minęło kilka chwil i ruszyliśmy dalej.
Gen. Wojciech Jaruzelski ogłasza wprowadzenie stanu wojennego.
W stanie, Ośrodek Karta 1991, s. 10–11, 16–17.