Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kubacki Wacław. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kubacki Wacław. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 października 2014

Odcinek 1175: Wacław Kubacki, 1953 rok

Z dziennika Wacława Kubackiego

Kraków, 6 października 1953 roku
Uniwersytet Jagielloński w latach pięćdziesiątych.
W katedrze musiałem zacząć od spraw gospodarczych. Nachodziłem się od Annasza do Kajfasza, żeby dostać kilka sal wykładowych. Brak szaf, półek, stołów i krzeseł. Stosy książek leżą na podłodze w magazynie i w pokoju asystenckim. Trudno o lampy i żarówki. Żarówek trzeba pilnować, bo po zajęciach wykręcają je studenci. Ze wzruszeniem patrzyłem na ławki, w których siadywałem jako początkujący polonista. Teraz niemiłosiernie porżnięte scyzorykami. Drzeworyty młodzieżowej pornografii! Szczątki przedwojennych wieszadeł stoją oparte o ścianę — smutne symbole sprzętów. Nie można na nich powiesić palta, gdyż same nie mogą ustać na nogach. I nie można ich wyrzucić na śmieci, bo noszą na sobie magiczne litery i cyfry inwentarza. To własność skarbu państwa!
Drewniane tablice były już mocno wytarte w latach moich studiów. Obecnie nie są czarne, lecz szare, niewiele ciemniejsze od ściany. Każdy wykładowca przynosi ze sobą w kieszeni kawałek kredy i własną szmatkę do ścierania. W toaletach na pierwszym piętrze brak haczyków, a na drugim także drzwi. Nie ma woźnej. Ani sprzątaczki, ani tragarza do noszenia węgla z piwnicy na staroświeckie wysokie drugie piętro.
Wacław Kubacki, Dziennik (1944-1958), Czytelnik 1971, s. 247-248.

niedziela, 27 lipca 2014

Odcinek 1122: Wacław Kubacki, 1958 rok

Z dziennika Wacława Kubackiego

Paryż, 27 VII 58
Marek Hłasko.
Siedziałem wieczorem na tarasie kawiarni „Deux Magots”. Do sąsiedniego stolika zbliżył się przystojny młodzieniec w towarzystwie dwu ładnych dziewcząt. Miał rozpiętą na opalonym torsie i wyrzuconą na popielate spodnie jedwabną koszulę złotobrązowego koloru. Zanim zajął miejsce, zdążył po drodze zamówić whisky — posługując się jednym słowem angielskim, dwoma francuskimi i paru zabawnymi gestami. Potem usiadł i zaczął rozmawiać po polsku ze swymi towarzyszkami.
To był Marek Hłasko. Zobaczyłem go wtedy pierwszy raz. Nie wiem czemu uważał mnie za swego starego znajomego. Od razu zaczął się zwierzać. Biadał nad sobą i nad swym losem.
— Ja tu nie mogę żyć. Wrócę do kraju. Niech minie wsadzą do kicia. Powłóczę się trochę po świecie i wrócę. Przecież ja tutaj nic nie napiszę. Zmarnuję się zupełnie. To już lepiej zgnić w mamrze.
 Na tarasie Deux Magots, fot. Edouard Boubat, 1953 rok.
Wacław Kubacki, Dziennik (1944-1958), Czytelnik 1971, s. 426-427.

niedziela, 29 czerwca 2014

Odcinek 1094: Wacław Kubacki, 1954 rok

Z dziennika Wacława Kubackiego

Kraków, 29 VI 54

Moralność pani Dulskiej, Teatr Nowy, 1950 r.
Urszula Hałacińska (Hanka), Władysław Sheybal (Zbyszko).
Przed paru dniami egzaminowałem studentkę.
— Czy pani zna „Moralność pani Dulskiej"?
—  Widziałam w teatrze.
—  Jaki jest główny problem tej sztuki?
—  Wyzysk społeczny niższych warstw narodu przez obłudne i świętoszkowate mieszczaństwo,   będące w stanie kompletnego rozkładu moralnego w specyficznych  warunkach  galicyjskich  w  dobie  imperializmu.
—  Co robi konkretnie  Zbyszko w komedii  Zapolskiej?
Dziewczyna spojrzała na mnie i szybko spuściła oczy. Znowu spojrzała i uśmiechnęła się:
—  Używa sobie!
Wacław Kubacki, Dziennik (1944-1958), Czytelnik 1971, s. 257.

czwartek, 22 maja 2014

Odcinek 1056: Wacław Kubacki, 1965 rok

Z dziennika Wacława Kubackiego

Werona, 22 maja 1965 roku
Balkon Julii w Weronie.
Na drodze z Wenecji do Werony ostatnie irysy i pierwsze maki.
Wpadłem tutaj na dwa dni, ponieważ mam zamiar napisać esej o „Romeo i Julii”. Nie wiem, czy wrócę jeszcze kiedyś do Włoch. Może to ostatnia sposobność zobaczenia tego grodu. Przynajmniej nie będę sobie robił wyrzutów, że coś ważnego nieopatrznie opuściłem lub czemuś, co mogłoby mi się przydać, pozwoliłem lekkomyślnie wyniknąć się z rąk.
Miasto nosi na swych murach, bramach i ścianach domów wypisane wierszami Szekspira dzieje nieszczęśliwych kochanków. Wywarło to na mnie większe wrażenie niż wersety „Boskiej Komedii”, porozmieszczane na ulicach i placach Florencji. Tutaj Szekspirowskie urywki inscenizują bliską, ciepła i ludzką historię w naturalnym otoczeniu. Podanie zostało osadzone na historycznym gruncie. Przenikanie się wzajemne dwu stref — artystycznej fikcji i muzealnego tła — tworzy oszałamiającą i jedyną w tej skali złudę rzeczywistości. Całe miasto wraz z okolicą staje się jakąś poetycką sceną, na której nieustannie rozgrywa się w wyobraźni podróżnego przejmująca tragedia młodzieńczej miłości.
Dzisiejsze popołudnie w Weronie stawiam bardzo wysoko na liście moich przygotowań, lektur i studiów, jakie poczyniłem do napisania szkicu o tym dziele Szekspira.
Wacław Kubacki, Dziennik (1959-1965), Państwowy Instytut Wydawniczy 1974, s. 262-263.

sobota, 19 kwietnia 2014

Odcinek 1023: Wacław Kubacki, 1945 rok

Z dziennika Wacława Kubackiego

Poznań, 19 kwietnia 1945 roku
Londyn, 1940 r.
Niemcy urządzili w podziemiach kościoła Św. Michała składnicę książek zabranych z bibliotek parafialnych i dworskich, jak świadczą pieczątki i ekslibrysy. Pracownicy katedr humanistycznych bobrują w tych skarbach, wybierając, co przydatne dla swoich zakładów. Osobliwa to rzecz taka kopalnia książek, do której się schodzi z latarką w ręku. Korytarze ułożone z tomów. Sztolnie jakby kute w stosach druków. Wąwozy księgarskiej stęchlizny.

Wacław Kubacki, Dziennik (1944-1958), Czytelnik 1971, s. 42.

środa, 5 marca 2014

Odcinek 978: Wacław Kubacki, 1959 rok

Z dziennika Wacława Kubackiego

Londyn, 5 marca 1959 roku
W południe usłyszałem przypadkiem grave i fugę z sonaty a-moll J.S. Bacha na skrzypce solo. Grał młodzieniec przed paradnym magazynem na Regent Street. Stał odwrócony plecami do ulicy, przed wystawową szybą. Twarz wtulił wstydliwie w dekę skrzypiec. Kawał tektury pod ścianą informował bogatą klientelę tej dzielnicy, że muzyk jest studentem ostatniego roku konserwatorium i że brak mu środków na ukończenie studiów. Pod tym afiszem-podaniem znajdował się mały fajansowy talerzyk z kilkoma dwupensowymi monetami.
Dziwnie brzmiała w wielkomiejskim gwarze wstępna medytacja J.S. Bacha. Tony wznosiły się nieśmiało i jakby zadziwione swym lotem, łagodnie opadały. Na akordach nabierały zaufania we własne siły. Znowu się pięły do góry. Po nowym akordzie jeszcze raz wybiegły pod niebo. A potem przemykały się chyłkiem pomiędzy strunami. Zniżały się, niby zatrwożone, i nikły cicho, cichutko. W fudze smyczek z wolna nabierał rozpędu. Akordy stanowią teraz węzły między jednym a drugim głosowym rejestrem. Skrzypce z powodzeniem naśladują organy. Muzyk przeprowadzał tematy po kolei w różnych dźwiękowych odcieniach: płynęły barwą fletu, oboju i violi da gamba. Fuga rosła, nabrzmiewała podwójnymi tonami i rozwijając się dążyła uporczywie w triumfalnych akordach do swego kresu. Ów finał to nowy przykład organowej techniki w skrzypcowej fudze mistrza.
Nie zatrzymując się, przechodziły strojne kobiety, panienki z mamami i eleganccy panowie. Czasem dwupensówka padała na fajansowy spodek, a czasem obok, na trotuar. Regent Street to ulica wytwornych i drogich sklepów. Na wystawach wyszukane towary. Wzorcowe tkaniny. Ręcznie odrobione toaletowe drobiazgi. Niebywała bielizna. Sukienki-modele, skrojone i uszyte w jednym egzemplarzu. Nabywczyni ma pewność, że w całym Zjednoczonym Królestwie nie spotka osoby, która będzie miała na sobie podobny materiał, deseń i fason. Ceny wysokie. W dodatku określa się je nie w pospolitych funtach, lecz w arystokratycznych i archaicznych gwineach. Tylko J.S. Bacha można posłuchać tutaj za miedziaka.

Wacław Kubacki, Dziennik (1959-1965), Państwowy Instytut Wydawniczy 1974, s.30-31.

sobota, 30 listopada 2013

Odcinek 883: Wacław Kubacki, 1952 rok

Z dziennika Wacława Kubackiego

Poznań, 30 listopada 1952 roku
Moskwa, 1952 r., mal. A.A. Dejneka.
Niedawno zwrócił się do mnie pewien pisarz o radę. Zaproszono go na wycieczkę do ZSRR. Pytał, czy może jechać.
- A dlaczego pan nie miałby pojechać?
- Bo oni podobno żądają potem pochwalnych wypowiedzi.
- Ode mnie niczego nie żądano. Widziałem dużo ciekawych i pięknych rzeczy. Ponotowałem w dzienniku to i owo. I na tym się skończyło.
- Więc pan mniema, że mogę spokojnie jechać?
- Oczywiście.
Wacław Kubacki, Dziennik (1944-1958), Czytelnik 1971, s.  234-235.

piątek, 11 października 2013

Odcinek 833: Wacław Kubacki, 1963 rok

Z dziennika Wacława Kubackiego

Kraków, 11 października 1963 roku
Wacław Kubacki.
Zapoznawcze spotkanie z nową grupą wyższego seminarium historycznoliterackiego.
Rzuciłem na początek pytanie, jakim wierszem napisał Mickiewicz „Pana Tadeusza"? Cisza. Poprosiłem jednego młodzieńca, żeby powiedział jakiś ustęp z narodowej epopei. Cisza. Wywołałem z kolei pewną pannę. Cisza. A jak się zaczyna „Pan Tadeusz"? Martwa cisza. Podpowiadam: „Litwo, ojczyzno moja..." Jakiś nieśmiały głosik dziewczęcy dopowiada: „ty jesteś jak zdrowie". Jaki to wiersz? Milczenie. Proszę policzyć! Milczenie. Wywołuję pewnego młodzieńca:
— Siedmiozgłoskowiec.
Proszę na odmianę jakąś dziewczynę:
— Sześciozgłoskowiec.
Zarządzam głosowanie. Mniej więcej połowa sali opowiada się za siedmiozgłoskowcem. Reszta za sześciozgłoskowcem. Napisałem kredą na tablicy pierwszy wiersz i kazałem jeszcze raz policzyć.
— Trzynastozgłoskowiec — wykrzyknęła radośnie siedząca w pierwszej ławce blondynka.
Wiersz „Pana Tadeusza" miał być punktem wyjścia do dyskusji na temat miar poetyckich i form epiki. Okazał się zaś mozolną metą. Ci chłopcy i dziewczęta ukończyli liceum ogólnokształcące. Przez trzy pierwsze lata studiów uniwersyteckich słuchali różnych wykładów, uczęszczali na ćwiczenia z poetyki i pozdawali wiele kolokwiów i egzaminów. I oto na czwartym roku nie znają żadnego fragmentu „Pana Tadeusza" i nie wiedzą nic o jego wierszowym kształcie. Jakim cudem mogę z nich zrobić w ciągu półtora roku nauczycieli literatury ojczystej, asystentów, krytyków, redaktorów, kierowników świetlic i bibliotek?
Wacław Kubacki, Dziennik (1959-1965), Państwowy Instytut Wydawniczy 1974, s. 212.

wtorek, 2 lipca 2013

Odcinek 732: Wacław Kubacki, 1951 rok

Z dziennika Wacława Kubackiego

Warszawa, 2 VII 51

Portret Adama Ważyka,
mal. Leokadia Bielska-Tworkowska.
Kongres Nauki był na ogół ospały. Pewne ożywienie wprowadził odczyt Adama Ważyka „O narodowej wersyfikacji Adama Mickiewicza". Ważyk nie przygotował prelekcji, tylko przyniósł maszynopis rozprawy na kilka arkuszy druku i zaczął go czytać. Nie przejmował się wcale, że słuchają go wybitni polscy i zagraniczni historycy literatury, komparatyści, filologowie i językoznawcy o światowej sławie. Po półgodzinnej monotonii przerwano mu, prosząc o streszczenie dalszych wywodów. Ważyk odparł, że ma jeszcze trzydzieści kilka stronic do przeczytania i nie potrafi ich streścić. Zebrani protestowali. Prelegent nie zważając na nic, zabrał się do dalszego czytania. Sala zaczęła tupać. Czytał dalej. Tupanie stawało się głośne i coraz głośniejsze. Wtedy Ważyk powiedział do zebranych:
—  Jeśli państwo nie chcą słuchać tez Stalina o języku, to trudno.
Z krzesła w pierwszym rzędzie zerwał się spokojny zazwyczaj i flegmatyczny prof. Tadeusz Lehr-Spławiński. Podbiegł do prezydialnego stołu i krzyknął podnieconym głosem:
—  My chcemy słuchać Stalina. My nie chcemy słuchać pana.
Wacław Kubacki, Dziennik (1944-1958), Czytelnik 1971, s. 217-218.