Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kraszewski Józef Ignacy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kraszewski Józef Ignacy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 marca 2014

Odcinek 1001: Józef Ignacy Kraszewski, 1855 rok


List Józefa Ignacego Kraszewskiego do matki, Zofii Kraszewskiej

Żytomierz, 28 marca 1855 roku
Zofia Kraszewska.
Wstyd nam obojgu, żeśmy tak dawno do Kochanej Matki nie pisali, ale od mojej przejażdżki do Uściługa w takich jestem ciągłych jakichś kłopocikach, robotach, zajęciach, że choć list był i w sercu, i w głowie układany nieraz, jeszczem go na papier nie wylał. [...]
Dotąd jeszcze szło nam ze zdrowiem jako tako, ale teraz się jakoś popsuło. Zosia ma febrę, ja jakiś atak artrytyczny (gardło prawie zupełnie, bez żadnych leków, samo pozdrowiało), a w domu troje z ludzi dostało ospy prawdziwej, która tu u nas bardzo panuje. Boim się o dzieci, choć wszystkie miały szczepioną ospę, ale i po niej lżejsza się tylko trafia naturalna. Ja sam myślałem pozawczoraj, dostawszy trochę gorączki, że także ospę mieć będę. Zdaje się jednak, że nie, bo mam się lepiej. [...]
Jak bym to ja rad nasze dzieci Mamie pokazać! Naprzód Kostusię, która wyszła na ogromną pannę, aż strach, potem Jasia, ucznia klasy IV, a wkrótce, po wakacjach V, który się dobrze uczy i wiele ma pamięci i zdatności; dalej Frania, który dopiero po wakacjach pójdzie do III klasy — dobry chłopaczek; dalej ostatnią, a najzabawniejszą Tunię. Sprytna bardzo, ale taka gderka i rządzi się jakby jaka stara pani sędzina. Wszystko to uczy się, szwargocze, paple, lala i trochę tęskni za wsią, jak i my, a szczególniej Zosia, za Hubinem. Na wakacje, jeśli Bóg da spokój, pojedziemy też do Kisiel, choć tam domu skończonego nie mamy, ale mieszkania dużo, dużo i miejsce miłe bardzo.
Ja zawsze prowadzę rodzaj życia jak dawniej, tylko że mniej piszę, więcej jestem w towarzystwie, choć go unikam, mniej mam czasu na literackie zajęcia, a oprócz tego maluję niby i gram. Znajomości porobiło się aż nadto, ale w świecie my mało bywamy, Zosia zaś mniej jeszcze ode mnie. U nas za to ludzi dosyć, a co wieczór na herbacie ktoś miejscowy lub przyjezdny. Żytomierz zresztą spokojne, parafiańskie miasteczko, okolica prześliczna, jak nic u nas w kraju nie widziałem piękniejszego. Nasz dom w środku miasta, a w kątku i ciszy stoi w dziedzińcu, i od ulicy ogródek go przedziela.
Żytomierz.
Bardzom się szeroko rozpisał, może nadto. Jeszcze o trybie życia, który sam przez się zrobił się miejski, bo nasz student powraca o pół do trzeciej z klasy, więc wstajemy nierano,  o 8—9 herbata, o 12—l śniadanie dla dzieci, około 3 obiad, czasem później, około ósmej herbata i już potem do 10—11 siedziemy razem, a potem czytanie, pacierze i tak do północy lub później. Czas, choć nie zawsze mile, choć często tęskno, ale prędko jakoś uchodzi. Aniśmy się spostrzegli, jak nam wiosna w oczy zajrzała.
Papa mi się skarży w każdym liście, że Matka nie chce jechać dla Swego reumatyzmu do wód. A, nie wiem, jak namawiać, ale to się nie godzi i grzech przed Bogiem tak zdrowie Swoje lekceważyć. I my starzy, i nasi młodzi ciężki by żal mieli do Matki i Babki, żeby na nasze prośby nie patrząc, dobrowolnie leczyć się nie chciała. Pisać o tym trudno, ale jeśli Bóg da przyjechać, namówię Mamę koniecznie, wyprawię koniecznie, a jeśliby jakie były trudnostki miejscowe, to już te wszystkie załatwim. Dobrze i na pół roku lżej odetchnąć i mniej cierpieć, a zawsze wody prędzej pomogą, jak każda inna kuracja, tylko nie od razu. [...]
Kończę, bom się rozpisał i Zosi miejsca nie zostawiłem, ale ona chan trochę, a jeśli Jej zabraknie papieru, drugi sobie weźmie. Całuję nóżki i rączki Drogiej Mamy, zawsze najwdzięczniejszy i najprzywiązańszy syn


Józef
Moja Mamo, przepraszam, ale futro Zosi, tumaki, czy będzie? Czy mogę na to rachować i ile, i kiedy na to mamy przysłać?
Józef Ignacy Kraszewski, Listy do rodziny 1820-1863, oprac. Wincenty Danek, Wydawnictwo Literackie 1982, s. 292-294.

piątek, 8 listopada 2013

Odciek 861: Józef Ignacy Kraszewski, 1854 rok

List Józefa Ignacego Kraszewskiego do brata, Lucjana

Żytomierz, 8 XI 1854

Osada Sernicka , rys. Józef Ignacy Kraszewski
- rysunek ze zbiorów graficznych
Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie.
List Twój, Kochany Lucjanie, doszedł mnie parę dni temu. Dziękuję Ci serdecznie za pamięć o mnie. Jestem dotąd w niecierpliwym oczekiwaniu mojego pasportu, a jak tylko Bóg da, że go nareście otrzymam, o co się staram wszelkimi siłami, natychmiast wybiorę się do Romanowa, a z Romanowa powracać będę na Dołhę, bądź tego pewien, i książek Ci do czytania przywiozę. [...]
Poznam nareście — zawsze z warunkiem, że mi pasport dadzą — o co, jak widzę ze zwłoki, u nas niełatwo, Twoją żonę i córę, czego mocno pragnę, i zobaczę Dołhę, której od tak dawna nie widziałem. Wierz mi, że bez żadnego interesu, dla samej przyjemności zobaczenia Was, podróż bym tę chętnie przedsięwziął. Może bym Cię i napędził do rysunków, bo coś nie słyszę, żebyś rysował, i to mnie niepokoi. A szkoda Twojego ślicznego talentu, na wsi, choć z Ciebie gospodarz zawzięty, zawsze się znajdzie chwila wolna i użyć jej powinieneś z ołówkiem i pędzlem. Ja już tak dawno żadnej Twojej roboty nie widziałem, że mi aż tęskno.
Powinieneś brać przykład ze mnie, bo pomimo kłopotów, gospodarstwa, interesów, literatury jeszcze przecie maluję i rysuję zawzięcie i wczoraj nawet skończyłem pejzażyk, z którego bardzo byłem kontent aż do dziś dnia. Dziś już ten paroksyzm ukontentowania przechodzi.
Kończę, bo i poczta nagli, i jeszcze kilka mam listów. Ucałuj rączki Bratowej i małej mojej synowicy łokciowej, a Sam przyjm uścisk braterski najszczerszy od Twego


Józefa

Józef Ignacy Kraszewski, Listy do rodziny 1820-1863, oprac. Wincenty Danek, Wydawnictwo Literackie 1982, s. 283.

piątek, 6 września 2013

Odcinek 798: Józef Ignacy Kraszewski, 1832 rok

List Józefa Ignacego Kraszewskiego do matki, Zofii Kraszewskiej

Wilno, 6 IX 1832 roku
Józef Ignacy Kraszewski.
Najukochańsza Mamo Dobrodziejko!
Z nadchodzącym dniem pocztowym biorę się regularnie do pióra i choć mało mam nowin, bo moje życie bardzo jednostajnie płynie, donoszę jednak Mamie, co mi tylko na myśl przyjdzie. [...]
Moje zdrowie nie jest jeszcze zupełnie dobre, jeszcze jestem w lekarstwach. Zapadłem na oczy trochę, tak że w domu i do pisania kazano mi używać konserw [okularów leczniczych o kolorowych szkłach], które mi teraz ciężą na nosie, ale dotąd niewiele pomogły. Zresztą piszę a piszę. Nie zrobiłem żadnych nowych układów z Glücksbergiem prócz tego, że może będę mu pisał dykcjonarz, o którym Mamie donosiłem. Chcę także posprzedawać powieści moje, których już parę tutaj siedząc napisałem. Chciałbym, żeby mi się to udało, miałbym za co resztę droższych porządków, które sobie postanowiłem pokupować, sprawić.
Na ten miesiąc od dzisiejszego dnia, to jest 6 września, będę jeszcze na tym samym mieszkaniu, gdyż lepszego za te pieniądze, jak tu płacę, nigdzie nie znalazłem, przynająłem tylko za swoje pieniądze mały pokojeczek dla siebie i teraz mam wygodniej, jak z początku w jednym. [...]
Na fortepianie palce moje wielki postęp zrobiły. Wziąłem prócz tego kilka lekcji jenerał-basu za swoje grosze, które mnie niewiele kosztowały, a trochę pomogły. Teraz na łeb na szyję kończę przepisywać na czysto Kościól Swięto-Michalski, aby go sprzedać, jeżeli się da; jeżeli nie, ogłoszę prenumeratę od siebie, przyszłe Mamie Dobr. ze 40 biletów prenumeratorskich do rozdania, za co wcześnie przepraszam. Ja mam przeczucie, że ta powieść Kościół Święto-Michalski musi mi cokolwiek zrobić dobrego, bo Mama kazała ją kończyć i Mamie się podobała. Póki mogę, siedzę teraz cały z uszami w literaturze. Ach, to tak miło, a może, jak dadzą inne zajęcie, trzeba będzie powiedzieć jej adieu na długo. To by było smutno!! Ja urodziłem się do tego najwyraźniej.
Życie tutaj mimo moich spekulacji drogo kosztuje. Na miesiąc drugie tyle prawie ze swoich pieniędzy dodawać muszę do tych, co mam z łaski Papy, i kontent jestem bardzo, że sobie zarobiłem! Bo bez tego trudno by mi było. A tak oporządziłem się, aż do najdrobniejszych prawie rzeczy, mam fortepian, który dla mnie tak wiele znaczy, w perspektywie widzę jeszcze 150 rs do zarobienia, jeżeli się uda. Ach, Mamo! Doprawdy, że miło jest pracować, jak kto może!! Będzie czas odpocząć wówczas, kiedy ręce nie będą mogły trzymać pióra, oczy nie zobaczą liter na papierze, głowa nie usnuje myśli, wówczas, kiedy wydam ze 200 tomów dzieł, kiedy będę sławny, ślepy, sparaliżowany i bogaty — wówczas odpocznę.
Naprzywiązańszy syn
Józef
Papy rączki całuję, siostry ściskam i Kaja. Cioci pamięci się polecam.
Józef Ignacy Kraszewski, Listy do rodziny 1820-1863, oprac. Wincenty Danek, Wydawnictwo Literackie 1982, s. 44-45.

sobota, 14 lipca 2012

Odcinek 388: Serafina, 18.. rok

Z dziennika Serafiny

14 lipca 18.. roku
Radca tajny z panem Oskarem, dziś pożegnawszy nas, wyjechali do Herburtowa dla przygotowań do wesela – a raczej do pobytu mojego tam po powrocie ze Szwajcarii... Oskar był niezmiernie czuły... nie wiem, jak to nazwać – zapalczywy raczej... ręce całował... ciągle, a gdy mama wyszła... chwycił mnie wpół i pozwolił sobie usta do ust przycisnąć... Ledwiem miała czas uderzyć go w twarz, gdy odskoczył... Przepraszał potem... Kocha mnie tak, po swojemu, dziko, gwałtownie... ale – obrzydliwie... Bądź co bądź – cierpieć go nie mogę...
I my się w tych .dniach wybieramy nazad do Sulimowa, mama tylko trochę niezdrowa... i trochę sprawunków zostało do zrobienia... Otóż się Pilska zdziwi, gdy jej opowiem historię moją, bo trudno taić się przed nią...
Flora także... wyszpiegowała, jeśli nie wszystko, to przynajmniej połowę... Cóż mnie to dziś obchodzi? Niech sobie mówią ludzie, co chcą...
Nasze towarzystwo karlsbadzkie także się powoli rozprasza... Ja opuszczam to miejsce z radością... bo dla mnie nie ma nic miłego, tylko wspomnienia... Im bliżej to zamążpójście – tym mi się wydaje straszniejsze
Sam na sam z nim! a! to śmierć! – Trzeba się rzucić w świat? Z nim znowu... Jakże ja go pokażę światu...
Józef Ignacy Kraszewski, Dziennik Serafiny, Zrzeszenie Księgarstwa 1987, s. 92–93.

wtorek, 4 października 2011

Odcinek 104: Obiad jubileuszowy, 1879 rok

Menu obiadu wydanego 4 października 1879 roku w krakowskich Sukiennicach dla Józefa Ignacego Kraszewskiego z okazji jego jubileuszu 50-lecia "zawodu pisarskiego"