Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krasiński Zygmunt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krasiński Zygmunt. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 lipca 2015

Odcinek 2026: Zygmunt Krasiński, 1846 rok

List Zygmunta Krasińskiego do Delfiny Potockiej

Nicea, 12 lipca 1846 roku
Najdroższa Dialy! Z nud dawnych w coraz nowe nudy. Mamka koniecznie chce odjechać do domu. Szukajże teraz dla maleńkiego bony. Nic obrzydliwszego nie znam nad te wszystkie domowe przykrości i zatrudnienia. Dobrze Dant uczynił, że uciekł od żony i dzieci trojga, że uciekłszy, nigdy już do nich nie wrócił, bo inaczej niezawodnie by nigdy Diviny nie napisał. Nic sprzeczniejszego ze mną, nic mojej naturze przeciwniejszego być nie może. Wszystko to nienawiść mi coraz lepszą w sercu wygrzebuje. Nie mogę spojrzeć na ten dom Pontio, żebym się ponuro, wewnętrznie nie wściekał. Jedynie mi lepiej, gdy wracam do siebie, gdy zupełnie sam siedzę w pokojach tych Twoich! jeszczem się nie mógł zdobyć na sile moralnej pójścia do de Maistre’a. Wszelka figura ludzka mi nienawistną jest. Noszę w sobie głęboko ukryte uczucie jakby zhańbienia się jakiegoś natury mej całej. Pęta mam na nogach, na ręku, na mózgu, na ustach. Nigdym nie lubił świata, ale od lat trzech każden mi człowiek stał się wrogiem. Unikam ich jak zarazy, która stoczyć mnie ma. [...]
Eliza z Branickich Krasińska z dziećmi, 1853 rok, mal. Franz Xaver Winterhalter (źródło).

Dzikie nasze położenie. Wybór listów romantycznych, oprac. Danuta Sosnowska, Siedmioróg 1997, s. 71. 

środa, 30 lipca 2014

Odcinek 1125: Zygmunt Krasiński, 1851 rok

List Zygmunta Krasińskiego do Aleksandry Potockiej

Baden, 30 lipca 1851 roku
Łaskawa Pani!

Według Pani rozkazu, będąc zawczoraj w Frankfurcie, wydarłem z kupieckich wnętrzności Breuila tajemnicę cygaretek. Bronił się jak Sfinks Edypowi, ale wreście, gdym mu przytknął do gardła miecz groźby, że nigdy już nie przestąpię progu jego sklepu, jeśli mi zaraz nie rozwiąże zagadki – jęknął i wyjąknął, że komisjoner, który te mu przedziwne cygaretki wyprawia z Paryża, zwie się Mr. Prosper d’Orbelin, 15 et 17 rue de l’Echiquier. Zatem tam Pani się udaj Breuila imieniem, a zaraz ich dostaniesz.
Ja spełniwszy rozkaz polecam się Pani pamięci i życzę z serca szczęśliwszych niż moje morskich kąpieli.
Zyg. Kr.
 
Cygarniczka damska, emalia, mosiądz i kość słoniowa, XIX wiek.
NB. Co do Dra, który długo przesiadywał w Meksyku, a teraz z Panią jest, muszę Panią ostrzec, że całkiem podobny do dyrektora jezuickiego, choć do jezuitów nie należy, tylko do czerwonych raczej, ale używa tych samych sposobów i sposobików, by dójść do celu.
Jeśli się mylę, to Pani to rozpoznasz łatwo, jeśli zaś nie, to ta przestroga może Pani uwagę zwróci i przyda się na coś. 
Zygmunt Krasiński, Listy do różnych adresatów, t. 1, Państwowy Instytut Wydawniczy 1991 s. 612.

środa, 8 stycznia 2014

Odcinek 922: Zygmunt Krasiński, 1853 rok

List Zygmunta Krasińskiego do Jerzego Lubomirskiego

Warszawa,  d. 8-go stycz[nia] 1853
Sprzęt gimnastyczny, XIX w.
Najdroższy!
[...] Zdrowie   moje,   od  kiedym   tu   przyjechał,   z   każdym dniem gorzej się ma. Widzisz, że już sam pisać do Ciebie nie  mogę.  Rozbiór  cieczy  wyrabiającej   się  w  nerkach moich wykazuje kwas uryczny i oksaliczny w ogromnej przemiarze   —   do   tego   krew, jeszcze   coś   więcej,   to, po co się niegdyś jeździło do Montpellier. Wszystko to bardzo niedobre, lecz ja z tego wszystkiego  sobie żartuję,  pogardzam  tym,   co  się  dzieje  po  dołach  mojego organizmu.  Strach mi  tylko  o  arystokratyczne  wyżyny jego,  tj. o oczy, głowę i kość pacierzową, a to troje także w bardzo dolegliwym   stanie.   Wziąłem   doktora bardzo tu słynnego teraz, Chałubińskiego — przypomina mi z ruchów i twarzy Danielewicza. Tym mnie ujął, nakazał mi kąpiele ciepłe z migdałami i ile można tylko, powolnego chodzenia na wolnym powietrzu, zakazał mi najsurowiej wszelkich gimnastycznych ruchów, używania rozciągliwców i machaczy twierdząc, że sercu to ogromnie szkodzi, a że i serce u mnie anormalnie funkcje swoje odbywa, zatem darowane mi przez Ciebie ruchawidła porzucić musiałem.
Sprzęt gimnastyczny, XIX w.
W ogrodzie naszym, pod murem, by wiatr w oczy mi nie bił, kazałem sobie zamieść ścieżkę na szerokość 5-ciu, na długość 20-tu kroków, wolną tym właśnie zamieceniem powtarzanym kilkakroć na dzień od szronu i śniegu. Wydeptuję ją po 2 i 3 godzin co dzień, z zamkniętymi prawie zawsze oczyma lub z wbitymi w nią, kiedy je otwieram, na to, by okolicznej bielizny nie spostrzec. Czasem przychodzi mi na myśl, żem koniem w deptaku, a ponad głową kruki i wrony przeraźliwie kraczą, jakby się już dopominały o to roztrzaskane, schorzałe pod nimi wzdłuż i nazad przechadzające się ciało, ciało pracujące jak galernik, by odeprzeć chorobę, a na darmo, bo otaczający mróz silniej działa niż wszystkie leki i wszystkie tego ciała wysilenia. Kiedy myślisz o mnie, to mnie sobie wystawiaj pod taką formą. [...]
Dzięki Ci, żeś myślał o mnie w dzień poczynającego się roku. Ja co dzień chodząc po tej smętnej ścieżce, którąm Ci opisał, całym sercem modlę się o Ciebie i o szczęście, które jak wiesz, przekonanym, że Ci jak dług  losy  wcześniej   czy  później   zapłacą.  Skoro  tylko dowiesz się,  gdzie   jedziesz,   natychmiast   mi   napisz. Z serca  ściskam  Ciebie.  Ty  wiesz  najlepiej,  że  kiedy mówię z serca, to z takiego, co Ciebie kocha wszędzie, w każdej chwili, w każdym zdarzeniu i na zawsze.
Twój Zyg.
[...]
Zygmunt Krasiński, Listy do Jerzego Lubomirskiego, oprac. Zbigniew Sudolski, Państwowy Instytut Wydawniczy 1965, s. 575-577.

sobota, 7 grudnia 2013

Odcinek 890: Zygmunt Krasiński, 1843 rok

List Zygmunta Krasińskiego do Jerzego Lubomirskiego

[Warszawa, 7 grudnia 1843]
Bransoletka z 1843 r.
Mój drogi Jerzy! Pomyślałem sobie, że może jesteś bez gotówki, a zatem nie będziesz miał czym na razie bransoletkę zaspokoić i kwiaty sprawić, więc szlę Ci ten weksel, a gdyby więcej kosztowało, to mi zaraz napisz, proszę Cię. Prosiłbym Cię także, byś kazał robotnikowi rysunek bransoletki z kolorami zrobić, tak jako robią zwykle w Paryżu, i w liście mi go przesłał, bym mógł widzieć na oczy, co Sorrento [Delfina Potocka] nosić będzie na dłoni. Wczoraj do Ciebie pisałem, prosząc, byś bransoletkę oddał 24-go dec[embra] na Wigilią, a jeśli wprzódy już ją złożyłeś, to kwiatami na ten dzień pokój jej napełnił najpiękniejszymi i najdłużej trwalszymi. Bóg widzi, że gdybym myślał, że Cię tym znudzę, że natrętny Ci będę, to bym Cię nie prosił o to wszystko, ale nie przejdzie mi nawet to przez myśl i pisze o tym do Ciebie, jak gdybym pisał do siebie samego magnetycznym cudem oddalonego o trzysta mil ode mnie, oddartego ode mnie, a jednak ze mną jednąż istotę składającego! Błogosławiony bądź mi za to, żeś został tam, gdzie i ona, tym najwyższą ulgę mi przyniosłeś, tym mnie poratowałeś, a nie można było inaczej mi pomóc, inaczej mnie pocieszyć. Ten tylko sposób jedynym był i tyś uczynił to — bądź mi błogosławiony! Nieraz, kiedy śród smutku gorzkiego pomyślę, że Ty tam siedzisz w gabinecie lub w sypialni jej i palisz cygaro i mówicie o mnie  lub  że   na  przechadzkę   z  nią  wyszedłeś,   rozświetla się serce moje nagłą elektrycznością jakąś, zdaje mi się, że ni ona zupełnie samotną, ni Ty zupełnie sam nie jesteś i że więcej mnie samego krąży między Wami wtedy, niż kiedyście nie razem — bo jużci, Wasze serca ja zbliżyłem i ja ich spójnią jestem! Gdyście we dwoje i ja pewno trzeci w tej  chwili z Wami! Nie mogę też już  o   jednym  pomyśleć,  żebym  i  o  drugim   zaraz  nie wspomniał. Kocham Cię więcej przez nią i ją też przez Ciebie i wiem, że mnie kochacie więcej niż ktokolwiek! wiem, że nie umrę nigdy w sercu jej i w sercu Twoim!
Pisuj tylko częściej, pisuj do mnie. Pomyśl, że każden list Twój jest drogim klejnotem dla ducha mego, który się na nim zawiesza i świeci jak łza, jak wszystko, co w łzie zawartym być może — jak szczęście i smutek zarazem. Krzep się na siłach i napisz o bransoletce i kwieciu.
Twój na zawsze Z.

7-go grudnia 1843, Warsz.[...]
Delfina Potocka, mal. Paul Delaroche, 1849 r.
Zygmunt Krasiński, Listy do Jerzego Lubomirskiego, oprac. Zbigniew Sudolski, Państwowy Instytut Wydawniczy 1965, s.202-204.

czwartek, 13 czerwca 2013

Odcinek 713: Zygmunt Krasiński, 1831 rok

List Zygmunta Krasińskiego do kuzyna Stanisława Krasińskiego

Genewa, 13 czerwca 1831 roku
Drogi Stasiu!
Zygmunt Krasiński.

Ten list zastanie Cię na łożu, gdzie cierpisz za Polskę. Z dumą, żem Ci krewnym, czytałem w gazetach, żeś wpadając na karabatalion Moskali dostał ranę ciężką. Jeśli mój głos jeszcze waży coś dla Ciebie, jeśliś nie zapomniał jeszcze o tym, który obiecał Cię kochać i nosić zawsze Twój pierścień, przyjm moje życzenia i bądź pewny, że ile razy wymawiam Twe imię, głośniej ono brzmi w moich ustach nad insze. Ty jeden teraz jesteś Krasińskim. Gdzież reszta świetności naszej się podziała? Ale niech nasze imię przepadnie, byleby Polska była! Choć może są mocne pozory na mnie, choć teraz gniję daleko od Polski, choć niezadługo może hańba nadciągnie i zawiśnie nad moją głową wierzaj, iż serce Zygmunta jest polskim i takim być nie przestanie aż do ostatniej chwili. Proszę Boga codziennie, byś wyzdrowiał. Kochaj mnie, jeśli jeszcze tego kochać możesz, który siedzi w Genewie, kiedy jego bracia konają. Wierzaj, jeśli jeszcze zechcesz mi wierzyć, że potężna musi być zawada na mojej drodze, kiedy ani jej odsunąć, ani przeskoczyć nie zdołałem. Bądź mi zdrowym, Stasiu, bądź mi zdrowym. Może Bóg mnie pobłogosławi tyle, że niedługo przy Twoim boku zawołam: „Hura! i śmierć Moskalom!” Żegnam Cię, kocham Cię i wielbię Twe męstwo. 

Zyg. Krasiński
Zygmunt Krasiński, Listy do różnych adresatów, t. 1, Warszawa 1991 s. 145-146. 

niedziela, 20 stycznia 2013

Odcinek 578: Zygmunt Krasiński, 1833 rok



List Zygmunta Krasińskiego do Henryka Reeve


20 stycznia 1833, Petersburg

Zygmunt Krasiński.
Mój drogi Henryku, w podobnym momencie doszliśmy do tych samych wniosków. U progu 1833 roku stanęliśmy obaj dość zniechęceni do marzeń i miłości, ale może to zniechęcenie także jest tylko marzeniem. Wieczór 31 [grudnia 1832] spędziłem z dwoma dzieciakami, miauczącymi jak koty i wyśpiewującymi jakieś głupstwa: ze Stackelbergiem i Duvalem. Możesz sobie wyobrazić, jakie to na mnie zrobiło wrażenie. Ale w tej samej chwili, gdyś Ty rozmawiał z Marią d'Eichberger, do pokoju wszedł mój ojciec i wziął mnie w ramiona: była to dla mnie chwila uroczysta, która odcinała się od tego całego płaskiego wieczoru. Ale poza tym i mnie także przepełniała gorycz. To już nie owe młodzieńcze melancholie, w których jest zawsze jakaś domieszka słodyczy; to już nie te przekleństwa i odruchy wściekłości, które podkopały moje zdrowie i zrodziły Adama, poezję naprawdę szaloną; to raczej smutek męski, pozbawiony uroku, bez porywów, dość spokojny, a silniejszy, trwalszy niż jakakolwiek radość, którą dotąd przeżyłem. Czytałem tej zimy Ballanche'a, Damirona, Quineta; dalej czytałem Pismo Święte i myślałem, że filozofia jest tyle warta, co miłość: można być Werterem w obu tych dziedzinach. [...] 
Piszesz, że wracasz do Anglii. Myślę, że źle robisz. Powinieneś rozmyślać, uczyć się, zobaczyć jeszcze trochę. Nim rzucisz się w przepaść, Kurcjuszu, wyszukaj sobie najpiękniejszego rumaka, weź najpiękniejszą broń, aby Cię przynajmniej podziwiał lud, gdy będziesz przejeżdżał; a potem znikniesz mu z oczu! [...]
Bądź zdrów, mój drogi i niech Bóg Cię błogosławi. Myślę o Tobie bardzo często.
Zyg[munt] Krasiński

Źródło tekstu: Polska Biblioteka Internetowa.

piątek, 16 listopada 2012

Odcinek 513: Zygmunt Krasiński, 1843 rok

List Zygmunta Krasińskiego do Jerzego Lubomirskiego

Warszawa, 16 listopada 1843 roku
Delfina Potocka.
Mój najdroższy Jerzy! Dzięki Ci z głębi ducha, że siadujesz wieczorami przy niej, że bywasz i jak lampa przeszłych dni oświecasz jej ciemności teraźniejsze. Lepiej mi, gdy czasem wieczorem w moim wielkim i grobowym a lubym, bo samotnym pokoju, chodząc krokiem dużym, pomyślę: „On z nią teraz i rozmawiają o mnie, i myślą o mnie, jak ja o nich”. Zdaje mi się, że Sorrento nie wyjedzie przed Nowym Rokiem do Nicei, więc na Wigilią będzie w Paryżu. Już tak byłem rzeczy urządził, by na ten dzień [piąta rocznica poznania Delfiny] przyniesiono jej w Nicei ode mnie kwiaty, lecz jeśli nie będzie tam, przepadło. Każ więc, proszę Cię, prędko bransoletkę tę zrobić jak najśliczniej z samych cierniowych koron lub też z koron i gwoździ, lub nożów, jak Ci się lepiej i estetyczniej wyda; a niech na zwarciu bransoletki wisi krzyż lub kamień jaki z napisem, który Ci przesłałem: „Na ręku Twoim, co w sercu moim”, wewnątrz zaś każ wyrżnąć: „Na Wigilią 1843 r.” Emalią białą rozrzuć po tym wszystkim, czarnej nie potrzeba, biała sama jedna estetyczniejszą. Wszystko tu zależy na wykonaniu cierni i na dobraniu kamienia, co ma wisieć. Szmaragd byłby najpiękniejszy, jeśli zaś inny kamień, to w kształcie krzyża, jeśli szmaragd, to tak, jak jest. Napisz zaraz, co to kosztuje, a ja Ci natychmiast odeszlę stąd. Proszę Cię zatrudnij się tym, dalej, powiedz mi, co by można do jej pokoju wymyślić na Rok Nowy, bo to, o czym mówię, na Wigilią jej ode mnie złożysz u stopek, a na Rok Nowy, co zobaczysz ładnego, ode mnie także przynieś i napisz, wielem winien. Zaklinam Cię, zrób to dla mnie i pisz częściej do słabego i znękanego, któremu list Twój każdy karmią jest, dobrem, rozwidnieniem. Twój Ojciec ciągle tam, gdzie i był, i równie grzecznie przyjmowan i zapraszan. Gdy odbiorę cokolwiek od Ciebie, zaraz dłużej  Ci odpiszę. — Statu quo moje to samo co w Dreźnie, zupełnie to samo.
O Jerzy, żebym miał najdroższemu przyjacielowi życzyć czy stanu podobnego i stosunku z kim, czy śmierci, to nie wahałbym się i chwili — ubłogosławiłbym go śmierci życzeniem.
Twój na zawsze Zyg.
Warsz[awa], 1843, 16 nowembra
[Adres:] Monsieur le Prince/ Georges Lubomirski/ par Berlin a Paris/ rue de la Paix 18.
Zygmunt Krasiński, Listy do Jerzego Lubomirskiego, oprac. Zbigniew Sudolski, Państwowy Instytut Wydawniczy 1965, s. 192-193.

środa, 18 lipca 2012

Odcinek 392: Zygmunt Krasiński, 1841 rok

Z listu Zygmunta Krasińskiego do Delfiny Potockiej

18 lipca 1841 roku
Delfina Potocka
O 4-tej stąd ruszamy dziś. Znów się o noc jedną, o kraj cały jeden odsadzę od Ciebie. Jutro rano przeklnę słońce w Toskanii, popłynę do Aquila Nera. Tam gdzie kątek sobie obrawszy, siędę pisać do Ciebie, znów Ci kawał serca mego poszlę stamtąd, tak jak dzisiaj stąd.
[...] Na tym statku wciąż szukam Twej postaci, na tej ławce, gdzieś tyle godzin we środę przesiedziała, siadam teraz i spuściwszy głowę smętnieję co chwila głębiej, trzymam się sznurów owych, których się trzymałaś, łokieć opieram tam, gdzieś Twój opierała, jak mogę, czując, że się coraz bardziej oddalam, staram się coraz mocniej wiązać i łączyć wspomnieniami z Tobą, całą pracą ducha pracuję na przekór czasowi i przestrzeni. Dziób okrętu porze wody w stronę Genui. Ja się trzymam obrócony ku Neapolowi i nie na innej siedzę ławce, jedno na tej, gdzie Ty byłaś, a gdy wchodzę do salonu, szukam kanapy tej, na której Cię pamiętam. Droga ta cała pamiątkami zasnuta. Dwa razyśmy ją odbyli razem. O pamiętaj, pamiętaj o mnie [...].
Cyt. za: Marta Piwińska, Miłość romantyczna, Wydawnictwo Literackie 1984, s. 261.

poniedziałek, 19 marca 2012

Odcinek 271: Zygmunt Krasiński, 1840 rok

List Zygmunta Krasińskiego do Delfiny Potockiej 

19 marca 1840 roku
Delfina Potocka.
Gdzie Ty? Gdzie Ty?
Proszę Cię, przybądź, wzywam Cię, przybądź. Nie daj krwi tak rozdzierać żyły moje, niech mi się mózg nie przemieni na gniazdo robaków skrzydlatych szaleństwa, niech serce nie pęknie przed czasem, niech ta dusza, co bije się i szarpie, i kipi, i przechadza się jak zmora po mnie całym, niech ta dusza moja tyle znękana, umęczona, strapiona, odkwitnie nieco, odświeży się w spojrzeniach ócz Twoich. Daj kroplę rosy potępionemu, pustyni, na którąm się przemienił, daj oazis. Czemu tak się opóźniasz? Czemuś tak zimna, leniwa, nieskora? Czemu taki brak szału w Tobie? Taka przewaga miary, ostrożności, taktu, przewidzenia? Czy świat podobny do nieba, czy w nim chóry anielskie śpiewają, że Ci tak trudno z niego się wyrwać? Ja, gdybym umierał, a wiedział, żeś bliska, zaprawdę dość życia przed śmiercią wzbudziłbym w sobie, by zerwać się z łóżka, by zerwać się z trumny i polecieć przycisnąć Cię do piersi moich! Czyż nie czujesz podobnego natchnienia, równej mocy, nadziemskiej siły? Kto z nas silniej, gwałtowniej, namiętniej kocha? Powiedz, powiedz! Owszem powiedz, proszę Cię!
Cyt. za: Marta Piwińska, Miłość romantyczna, Wydawnictwo Literackie 1984, s. 185.

sobota, 18 lutego 2012

Odcinek 241: Zygmunt Krasiński, 1846 rok

List Zygmunta Krasińskiego do Konstantego Gaszyńskiego
Nicea, 18 lutego 1846 roku
Zygmunt Krasiński.
Mój najdroższy Konstanty! Wyobraź sobie, trafia Ci się tu najniespodzianiej miejsce, może lepsze niż u deputata Twego, ale arcydziwacznych okoliczności koło tego pełno. Słuchaj. Jest tu żyjący o ćwierć mili od miasta, pod górą Cinne, w własnej kupionej willi, Holender, do 38 lat, człowiek bogaty znakomicie, sam zawsze siedzący w domu i ogrodzie, urządzonych zbytkownie, bo nie ma w jego salonie krzesła, co by mniej od 500 fr. kosztowało, a w ogrodzie kwiatów najprzedziwniejszych tłum. Z nikim się nie widuje, jakaś zdrada kobieca melancholią mu dała, nigdy do żadnej kobiety słowa nie wyrzecze. Zna tu malarza tylko jednego, nazwiskiem Meyer. Rodzaj to Monte Chrysto, ale słodyczy ma być wielkiej, tę jedną wadę tylko diabelską ma, że pije co dzień z 8 butelek wina i podobno pod wieczór zapada w pijaństwo, laetitiam cordis et oblivionem praeteritorum [pocieszenie serca i zapomnienie o przeszłości]. Z rana, skoro się obudzi, śniada butelką porto. Wiele podróżował, wiele widział, ma być szlachetnego serca. Otóż dziwakowi temu zupełna samotność się znudziła. Mój Ojciec zetknął się przypadkiem z tym malarzem Meyerem, najlepszym tu artystą, i ów Meyer mu mówił, że ów Holender koniecznie pragnie sekretarza Polaka, któremu by mógł zaufać, z którym by mógł pracować i w którego by serce mógł wylać swoje zanękane.
Le comte de Monte Cristo, mal. Pierraow.
Ofiaruje 2000 fr na rok, mieszkanie i jedzenie (a mówią, że wyborne) obok siebie, w razie podróży wszystkie wygody i jazdę z sobą razem. Mój Ojciec powiedział, że Ciebie zna i zalecał Cię, więc Holender uradowany przysłał prosząc, by Tobie o tym znać dać i zapytać się Ciebie o to. Więc pytam się Ciebie, czy mam się starać poznać z tym człowiekiem na to, by wymiarkować, czy dobrze by Ci było u niego i czy czasami nie zanadto pijak lub wariat? Kiedyż Tobie Sieyes Twój się kończy [Gaszyński pracował jako sekretarz u deputowanego francuskiego, Leone de Sieyesa]? Może byś wolał tu w Nicei przemieszkiwać śród pysznej natury i w towarzystwie takiego nababa? Co myślisz? Odpowiedz mi, co mam robić i jak postąpić? Jest do tego bezdzietny człowiek, bezpowinowaty, myślę, że porto go uniesie wkrótce do wieczności, jeżeli Ty go nie uwstrzemięźliwisz. Kto wie, może by się przywiązał do Ciebie, zapis jaki Ci zostawił? Życie dziwnie się wije, nie można nic wywnioskować, czasem Opatrzność przez dziwactwa jednych drugich ubłogosławia. Odpisz mi na to zaraz; jeśli chcesz, to sam się zapoznam z tym odludkiem i wtedy Ci szeroko opisze rzecz.
Muszę Ci opowiedzieć też coś zabawnego. Zawczoraj przez ulicę szedłem zwaną Croix de Marbre, w poprzek ulicy przed sklepem ebenisty [meblarza], patrzę, stoi ogromne, ale jakby na Adama i Ewę, całą ludzkość spłodzić z siebie mających, łóżko, pysznie wyrabiane z oliwkowego drzewa i z wykładanymi herbami u spodu kolorowymi na czarnym hebanie. Małom nie zgłupiał widząc tak wystawiony na ulicę symbol garde nationale [służby narodowej] i małżeństwa. Pytam się dziewczyny, na straży nad tym ogromem stojącej, co to znaczyć ma i dla kogo? Ebenistówna mi odpowie, że to do Paryża dla deputowanego. „Dla jakiego?” — pytam z śmiechem coraz mnie bardziej dławiącym, a ona: „71 rue de Lille ten pan mieszka, był tu niedawno i nakazał sobie tak szerokie łóżko, sam dał miarę, znać, że jego żona musi być bardzo otyła”.
Rozświeciło mi się w mózgu, to dla Sieyesa. Więc powiedziałem jej, że już nie 71 Lille, ale Courty 5 bis, znajdzie łóżko deputowanego swego, za co mi bardzo dziękowała, bo właśnie miała już wyprawiać to legowisko z herbami do St.-Laurent-du-Var. Powinszuj mu tej machiny. Czy w istocie myśli się żenić lub też bezżennie w tej otchłani drewnem cembrowanej sypiać? Sądząc z tego, dziwnie musi to być mierny człowiek, prawdziwy reprezentant interesów materialnych departamentu.
Chciałem Ci  to opowiedzieć, byś się roześmiał. Dotąd z książek Twych żadna nie doszła a żadna. Z głębi serca Cię ściskam. Pisz, proszę Cię, często.
Twój
Zygmunt Krasiński, Listy do Konstantego Gaszyńskiego, oprac. Zbigniew Sudolski, Państwowy Instytut Wydawniczy 1971, s. 351-353.

czwartek, 25 sierpnia 2011

Odcinek 64: Zygmunt Krasiński, 1838 rok

List Zygmunta Krasińskiego do Adama Sołtana

25 sierpnia 1838 roku

Joanna Bobrowa
Zygmunt Krasiński
Drogi Adamie! Cały czas na wsi-m siedział - oczekiwałem, by do nóg przenieść ból z mózgu. Z trzysta kuropatew lewą ręką strzelając zabiłem. Położenie moje w niczym się nie polepszało, owszem, coraz bardziej względnie do Ojca się pogorszało. Co dzień łzy Jego, to znów oburzenie i gniew rozdzierały mi serce. Do tego doszło, że już on mojej przytomności znosić nie mógł, ja zaś od jego oblicza się usuwałem, o ile to pogodzić mogłem z winnym mu uszanowaniem. Jeszczem nie był nigdy żył tak nędznie, przykro, nieznośnie. Wreszcie przyszedł dzień, w którym zażądano ode mnie, bym dał słowo, że nigdy już w życiu do niej [do Joanny Bobrowej] nie napiszę. Zdaje się, że mój Ojciec poczytywał sobie za obowiązek ostateczne zniszczenie wszelkich pomiędzy nami stosunków. Pojmiesz, że nie zgodziłem się na takie żądanie, wiesz, że nie umiem opuszczać, że nie umiem o przeszłości zapomnieć, że owszem, co dzień w przeszłości żyję, może to nikczemny kierunek umysłu, ale co jest, to jest. Otóż po trzech tygodniach najżałośniejszych burz, nic na mnie wymóc nie mogąc, rozjątrzony do najwyższego stopnia, oskarżając mnie ciągle o to, że go nie kocham, pojechał nareszcie mój ojciec na Podole i w przejeździe [przez] Wołyń, wstąpiwszy do Krzemieńca, udał się do niej i prosił ją o to samo. Pojmiesz znowu, że tak jak ja nie mogłem przystać, tak ona nie mogła nie przystać, bo jej położenie okropnym, strasznym, nad miarę dzikim w tej chwili było. Wrócił mój Ojciec przywożąc mi kilka słów od niej, drżącą ręką pisanych, w których mówi, że musiała zgodzić się na to, by ostatni raz te kilka słów napisać, bo inaczej groził jej mój ojciec, że nigdy już w życiu mnie nie zechce widzieć. Odtąd, tj. od półtora miesiąca, żadnych już nie mam dalszych od niej wieści. Patrz, do czegom tę nieszczęśliwą kobietę doprowadził i samego siebie. Jest w moim sercu coś na kształt kamiennej zapory, która mnie od świata zewnętrznego jakby na wieki przedzieliła. Skurczyłem się w duszy, zmalałem, znędzniałem, nie wiem, gdzie jestem i czym jestem, wiem tylko, że tę, którą kocham, wydałem na łup wewnętrznych zgryzot i zewnętrznych przykrości. Wszyscy o tym wiedzą i mówią. Jej imię na ustach ludzkich pożenione z moim krąży po świecie jak zdawkowa moneta - a ocalić jej, a pomóc jej, a bronić jej nawet nie mogę. Winienemże głowę pochylić i powtarzać chrześcijańskie mea culpa? Czyż wszystko na tym świecie z gliny i błota wcześniej czy później musi jeden mieć koniec zewnętrzny - nieszczęście, i jeden wewnętrzny - pokorę, poniżenie? Bój się Boga, Adamie, jest coś szkaradnego w zawiązku, w ciągu i w końcu życia. Rozkosz wiedzie do boleści, boleść doprowadza do zgonu! Jeden Bóg tylko wie, że to wszystko dobre i piękne. Powiadam Ci, żem niemiłosiernie znikczemniał. Teraz jadę do Włoch z moim Ojcem. Zdrowie jego coraz gorsze, a jego westchnienia przebijają mi serce, bo każde z nich wyrzuca mi, żem nie chciał się ożenić, żem nie chciał dom jemu dać, w którym by spokojnie odpoczął po tylu nawałnicach. W całym wątku losów moich jest coś zgubnie niedopełnionego. Teraz życie moje składa się z ciągłej troski i tęsknoty. Od jednego chyba straciłem i kochankę, i przyjaciela. Konstanty gdzieś ujrzał jakąś pannę i zakochał się, i chce się z nią żenić. Na wszystkie strony złe przeczucia mnie dręczą. Wierzę w nieszczęście jej, nie mogę uwierzyć w szczęście przyszłe Konstantego, a wiem, że w teraźniejszości mój Ojciec, na ciele i duszy schorowany, pełen jest cierpienia. Przynajmniej napisz mi cokolwiek pomyślniejszego o sobie. Jakżeż wzrasta i kształci się Marysia? Czy jej serce, które pączkiem było, rozszerzyło się, roztworzyło się zupełnie dla Ciebie? Odpowiedz na te pytania i dodaj, że mnie kochasz, że myślisz często o mnie. Rad bym był jechać na Wiedeń, ale nie chcę się odłączać od Ojca mego, bo czuję głęboko, że świętym mi jest obowiązkiem pilnować go i starać się, by uwierzył, że go kocham. Bez tej wiary bowiem i tak już skołatane jego zdrowie mogłoby ostatecznie się rozwiązać.
Ściskam Cię z wszystkich sił i proszę Cię, pisz zaraz.
Twój Z.
Cyt. za: Parnas polski we wspomnieniu i anegdocie: Od Niemcewicza do Wyspiańskiego, opracowała Halina Przewoska, Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich 1964, s. 111-112.