Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kotarbiński Józef. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kotarbiński Józef. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 sierpnia 2014

Odcinek 1149: Józef Kotarbiński, 1906 rok

List Józefa Kotarbińskiego do żony, Lucyny

Warszawa, 23 sierpnia 1906 roku
Lucusiu Droga!
Bardzo dobrze, że zostajesz i uległaś mojej namowie. Ten tydzień Ci jeszcze
Lucyna Kotarbińska.
dobrze zrobi. A tutaj wszyscy przyjazd opóźniają, nawet szkoły odsuwają termin otwarcia, aby się w Warszawie trochę uciszyło. Sołdryki rozjuszone, wczoraj chcieli strzelać do Mleczarni Nadświdrzańskiej. Szczęściem oficerowie obronili publiczność. Drugi raz to już robią oficerowie z intendentury. Dobrze, że zostaniesz, ale pamiętaj, moja Lucuś, pilnuj się, bądź ostrożna w morzu i nie puszczaj się... Ty mi głównie, Ty mi jedna zostałaś na świecie. Życie jakoś straciło ponęty dla mnie. Aby dożyć razem kresu spokojnie i znośnie i coś jeszcze zrobić do końca.
Spróbuję tego nowego środka na artretyzm, może się wymigam od Karlsbadu. Ale zawsze chciałbym, żebyśmy dwoje gdzie frunęli. Ponieważ grać będziemy przez wrzesień, więc ma się rozumieć, że nie będziesz na mnie za granicą czekać, fruniemy razem. Wracaj z ciocią, i owszem, będzie wam obu raźniej. Jeśli grać nie będę, to przyjadę na dworzec.
Michalinka [służąca] skarży się na bezsenność. Dałem jej proszek kalibromati na uspokojenie nerwów. Rzeczywiście jest nerwowa; powiada, że od śmierci swej pani mało sypia, biedactwo. W domu mi dobrze, spokojnie, czytam, bazgrzę, gdy wieczór wolny, trochę się wałęsam. Do teatru nawet iść nie mam ochoty. [...] Dziś dopomnę się o gażę. Należy mi się w tej chwili 200 rs. Może mi jutro co kapną.
Michalinka Cię pozdrawia. Myślę, czy na tę bezsenność dla niej nie byłoby dobrze, żeby się czasem wykąpała? To uspokoi nerwy. Tylko czy Ty się na to zgodzisz? Moje dziecko, często myślę o Tobie, i bardzo dobrze, i gdy w domu zostaję. Dziś siedzę prawie cały dzień, uczę się roli, to widzę wszędzie ślad Twej ręki, Twej pracy, Twego gustu i Twej duszy. Cioci najserdeczniej, czule podziękuj ode mnie za to, że Cię przytula. Zazdroszczę Ci tych wakacji. Sam pragnę najprzód gdzieś posiedzieć trochę w cichym kącie na łonie kojącej przyrody. [...]
Całuję Cię najserdeczniej, moje złoto.
Józef
Listy Lucyny i Józefa Kotarbińskich, oprac. Zofia Jasińska, Państwowy Instytut Wydawniczy 1978, s. 182–184.

środa, 21 marca 2012

Odcinek 273: Józef Kotarbiński, 1895 rok

List Józefa Kotarbińskiego do żony, Lucyny

Warszawa, 21 marca 1895 roku
Droga Lucusiu!
Józef Kotarbiński
Żałuj, żeś wczoraj nie była w Salach Redutowych. Twój małżonek wszedł na estradę, a tu huknęło brawo jednomyślnie trwające z parę minut. Stałem, stałem i kłaniałem się... Umilkli. Zaczynam mówić i czuję, że mi głos trochę w gardle ściska ze wzruszenia. Ale nic, jadę dalej: Żale Gustawa, potem Różę. Byłem tego dnia niedysponowany na żołądek, zapewne z żółci, wskutek scen ostatnich. Ale nic, zbieram się na pazury. Wrażenie duże, wywołują 4 razy. Drugi numer w drugiej części. Oklask powitalny prawie taki sam co pierwszy. Mówię Pigmaliona. Jestem w pełni władania głosem, mówię szeroko, żywo i miejscami namiętnie. Rzecz wyszła efektowniej, aniżelim myślał, i zrobiła duże wrażenie. Recenzje dzisiaj w „Kurierze Warszawskim” i „Porannym” świetne. Jednym słowem przyjęcie entuzjastyczne w całym znaczeniu tego słowa. Ty, kochanko, w domu zastałaś chorobę, wiem o tym niestety i żal mi Was bardzo, chociaż pewnie Helenie [Egerowej, siostrze Lucyny] teraz już lepiej. Tylko niech się parę tygodni pilnuje.
Ja tu mam ciszę i spokój teraz, więc posiedzę. Zabieram się zaraz do roboty. Po południu mam być u Folandów i u Marynowskich, którzy mnie zaprosili. Wczoraj po koncercie byłem ze Święcickim i Barylskim u Millera. Oni pili, ja piłem bulion i kawę czarną tylko, dziś mi lepiej, leczę się głodem. Święcicki opowiadał przez dwie godziny antyczne wspomnienia, z właściwą sobie furią. Zresztą dobrze się bawiłem, rozmawialiśmy wesoło, facecje prawili. Lubią mnie te chłopy i w Warszawie lubią, czułem serce we wczorajszym przyjęciu. [...]
Wrócę do Krakowa, gdy będzie potrzeba. Obecny spokój jest mi na zdrowie. W każdym razie na Twoje wezwanie wrócę. Moja najmilsza i najdroższa, tylko do Ciebie mi tęskno w Krakowie.
Całuję Cię 189 795 i 1/2 razy.
Twój Józef
Listy Lucyny i Józefa Kotarbińskich, oprac. Zofia Jasińska, Państwowy Instytut Wydawniczy 1978, s. 60–61.

wtorek, 6 grudnia 2011

Odcinek 167: Józef Kotarbiński, 1894 rok

List aktora Józefa Kotarbińskiego do żony, Lucyny

Kraków, 6 grudnia 1894 roku
Drogie Moje Złoteńko!
Helena Modrzejewska
w Królu Janie Szekspira,
1900 rok.
Otrzymałem Twoją kartkę z dnia wczorajszego. Wczoraj listu nie napisałem, ale nie wiem, czy odebrałaś list ten, do którego dołączyłem list matki, i list ten, w którym opisałem przyjemną rozmowę z kanalią szwagierkiem. A teraz wytłumaczę Ci, co znaczy Twój sen, żeś mnie odprowadziła na kolej i żem Ci zniknął. To znaczy, jestem w następującym usposobieniu: mam gdzieś, przepraszam za dosadne wyrażenie, teatr krakowski, role, wystawianie sztuk i całe to gnojowisko. Chcę tylko, abyśmy sobie spokojnie i dobrze żyli. To, co się tu robi, to jest rzemiosło, nie sztuka. Gram Makbeta, ale w takich warunkach wszystko mi jedno, czy gram, czy nie gram... Najprzyjemniej mi, gdy jak najmniej jestem w teatrze. Dziś miałem pierwszą próbę z Modrzejewską w Jak się wam podoba. Baba trzyma się ostro, rolę ma zrobioną doskonale, tylko już zanadto minoderii, nie pasujących dla starszej kobiety. Rozmawiała ze mną głównie i b. przyjemnie, robiłem jej wszelkie honory. [...] Jestem teraz uspokojony na duchu i wygojony i nic mnie nie obchodzi, co się dzieje w teatrze. [...]
Józef Kotarbiński
w Cydzie Corneille’a
1891 rok.
Gram Makbeta we środę d[nia] 12-go, chciałbym, żebyś była, ale nie zważaj na to, jeśli nie możesz. Powtórzymy go drugi raz. A zresztą przy tak małej ilości prób nigdy rola nie może być tak wykonana, jak bym pragnął. Studiuję go jędrnie, naturalnie, bez patosu. W innych warunkach marzyłbym o trudzie z rozkoszą, teraz robię wszystko, co potrzeba, kuję, pracuję, ale gdyby mi powiedział p. dyrektor – odeślij rolę – to bym ją odesłał z przyjemnością. [...] A teraz, moje drogie złoteńko, czekam na doktora, który ma mi zrobić ostatni już opatrunek. Palec mi już w chodzeniu nie przeszkadza, nie czuję ranki zupełnie. [...]
Całuję Cię, mój skarbie drogi, po milion razy.
Twój Józef
A donieś, kiedy wyjedziesz i wrócisz, moja droga.

Listy Lucyny i Józefa Kotarbińskich, oprac. Zofia Jasińska, Państwowy Instytut Wydawniczy 1978, s. 52–53.