Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Korzeliński Seweryn. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Korzeliński Seweryn. Pokaż wszystkie posty

sobota, 24 grudnia 2011

Odcinek 185: Wigilie polskie

Seweryn Korzeliński, Opis podróży do Australii i pobytu tamże od r. 1852 do 1856
Seweryn Korzeliński.
Najgorzej przyszło mi przepędzić dzień w Wigilię Bożego Narodzenia. Od dzieciństwa przyzwyczaiłem się w dniu tym post zachować ścisły, nie chciałem też i w Australii łamać go. Lecz widzę: inna to rzecz w domu, po spożytej dobrej wieczerzy w dniu poprzedzającym pójść nazajutrz dla zabawki na polowanie i nic nie jeść aż do pierwszej gwiazdy, a zupełnie inna siły wycieńczone uciążliwą pracą bardziej osłabiać postem skrupulatnym. [...] Wieczór tyle wspomnień drogich zamykający, bo o tej porze w kraju naszym zbierają się rodziny, by razem przełamać się opłatkiem, zasiąść do wieczerzy w serdecznej rozmowie, a potem przy kominku. Tu nie masz ani opłatka, ani rodziny, a gorąco tak mocne, muchy tak naprzykrzone, że się niepodobnym zdaje, by to był czas Bożego Narodzenia; zwłaszcza nam, dzieciom Północy, przyzwyczajonym widzieć w dniu tym śniegi i zawieje. Lecz tak jest, jutro Boże Narodzenie. Po to płynęliśmy trzy miesiące, by z drugiej strony kuli naszej pozbawionym być w dniu tym wszystkiego, co nam miłe, gdzie na wigilię nie ma opłatków, a zamiast grzania się przy kominku pot z czoła ocierać trzeba na dworze.
Wieczerza też nasza nie była podobną do pozywanej niegdyś w domu. Składały ją rosół, mięso, a z nadzwyczajnym dodatkiem wystąpił B., kucharz nasz teraźniejszy, z plackami smażonymi na łoju. Te potrawy nie zdołały zastąpić szczupaków, karpi itd., ale podsyciły i przywróciły upadające siły, co główną było rzeczą, bo przecież można było bez zawrotu głowy siedzieć, przechadzać się przy księżycu, ślicznie w owej chwili oświecającym góry przed naszymi namiotami wznoszące się, i podumać o swoich i o kraju. Niedługo samotnie mogłem się oddawać myślom, znużenie było mocne, potrzeba odpoczynku konieczna.
Cyt. za: Izabela Jarosińska, Kuchnia polska i romantyczna, Wydawnictwo Literackie 1994, s. 78-80.

List Zofii Wańkowiczowej do męża, Melchiora

Jodańce, 1927 rok
Dwór w Jodańcach.
[...] W Wigilię było robienie porządków ostatecznych i upiększeń mieszkania, ubieranie choinki, potem wysłałyśmy konie po Ciebie na wszelki wypadek z futrem i walonkami na nogi i czekałyśmy z wilią na powrót koni. [...] Pod obrusem było siano i snop pszeniczny w rogu, choinka była śliczna. (Zrobiłam sto pięćdziesiąt zabawek, prócz masy orzechów złoconych przez nas z zapałem.) Dzieliliśmy się opłatkiem, położyliśmy nakrycie „dla Tatusia”, jedliśmy gotowaną pszenicę, „by być dobrymi gospodyniami cały rok”, potem zaprosiliśmy całą służbę na choinkę i słodycze, zapaliliśmy świeczki i śpiewaliśmy kolędy, a dzieci rozdały służbie przygotowane podarunki, a chłopcom papierosy. Były strasznie rozradowane z wilii i choinki, wróżyły ze słomy spod obrusa, cieszyły się darami: od Reni portmonetki, a w nich po 6 l[i]t[ów], ode mnie albumiki z motylkami i pieskiem do pisania wierszy, rysowania rysuneczków lub pisania pamiętnika, oraz kajeciki na książeczki rachunkowe z własnych kapitałów. P. Alinie zrobiłam małą serweteczkę, a Reni dzieci wyszyły podstawkę do lampy i sachette na zapałki z herbem. Obydwie rzeczy usilnie wykańczałam, bo „było trudno”. [...]
King i Królik. Korespondencja Zofii i Melchiora Wańkowiczów, 1914–1939, oprac. Aleksandra Ziółkowska-Boehm, Twój Styl 2004, s. 440–441. 

Z notatek więziennych Marii Ginter z d. Zieleniewskiej

Warszawa, więzienie Pawiak, 1940 rok
„Duch więzienia”,
rys. Jadwiga Tereszczenko.
Od samego rana wydawano świąteczne paczki. Każda, uradowana, pędziła do dyżurki i wracając z pudłem próbowała już po drodze domowych smakołyków. Wiele z nas na próżno czekało do wieczora! Ponieważ nie zdążyli rozdać takiej ilości, część pozostawiono na dzień następny. O czwartej Patronat urządził wspaniałą ucztę: śledzie, kartofle i kluski z makiem. Łyknęłyśmy szybko, aby zapomnieć, że to wieczerza. Nie można się „rozklejać”! Po wyjściu Niemców, wszystkie cele były pootwierane. Na każdym piętrze choinka, a więźniarki urządzały uroczyste wieczerze. Poszłam do celi 12. Połączono stoły, nakryto prześcieradłem i zastawiono różnymi przysmakami z paczek. Przypominały prawdziwy stół wigilijny. Gałązka świerku, poprószona watą, kilka świeczek i opłatek – dopełniały całości. Po wspólnej modlitwie, przerywanej cichymi łkaniami, podzieliłyśmy się opłatkiem, życząc sobie nawzajem wolności. W milczeniu zasiadłyśmy do stołu. Każda z myślą o domu przy rodzinnym stole, przez łzy łykała mikroskopijne porcyjki.
W szpitalu wszystkie chore zebrały się wokół choinki i śpiewały chórem kolędy. Irka nie wytrzymała tego nastroju i poszła wypłakać się do łóżka. Po apelu stałam jeszcze długo przy otwartym oknie.
Maria Zieleniewska-Ginterowa, Z pobytu w celi małoletnich, w: Wspomnienia więźniów Pawiaka, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza 1978, s. 190.


E-mail Zdzisława Beksińskiego do Liliany Śnieg-Czaplewskiej

Warszawa, 2003 rok
Zdzisław Beksiński.
[...] Wigilię spędzę w domu przy komputerze – czyli mamy stereotypowy obrazek w landrynkowym stylu pt. „Samotna Wigilia osamotnionego starca”. Mój Boże. Od czasów Dickensa uważa się, że akurat we Wigilię budzą się w człowieku jakieś specjalne emocje, ale zaręczam, że we mnie się nie budzą, mimo iż na ogół nie jestem głąbem pozbawionym głębszych uczuć. Wigilia to Wigilia i nic poza tym. Oczywiście, gdy była jeszcze rodzina, to trzeba było (żona kultywowała tradycję) siadać do wspólnej kolacji, był barszcz z uszkami, plastikowa namiastka choinki i jakieś tam prezenty, a raczej atrapy tradycji, ale to wszystko było w moim odczuciu sztuczne i wysilone. Tomek też za tym nie przepadał, a już kolęd po prostu NIENAWIDZILIŚMY. Dzielenia się opłatkiem też. U szwagra ryczy się kolędy, palą się świeczki i panuje atmosfera skoncentrowanego koszmaru. Ryba, opłatek, obyśmy, choinka do sufitu w tle i tak dalej. Naprawdę za tym nie tęsknię, a myśląc o tych, którzy ode mnie odeszli codziennie i to wielokrotnie, nie myślę akurat intensywniej dlatego, że w oknach bloku naprzeciw palą się światła choinek. Daję uroczyste słowo. [...] Stille Nacht heilige Nacht. Wszystkiego najlepszego z okazji Świąt. W końcu stać mnie na odrobinę konwencji. Beksiński
Liliana Śnieg-Czaplewska, Bex@. Korespondencja mailowa ze Zdzisławem Beksińskim, Państwowy Instytut Wydawniczy 2005, s. 64.